Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 137
Перейти на страницу:

Uzbrojona piechota zwaliła się w dół po zboczu wzgórza, omijając Sofię jak rzeka skałę, wypełniając równinę, a potem wlewając się do miasta przez główną bramę. Mięso zbuntowane, mięso urągające swoim panom, mięso walczące, pomyślała Sofia. Mięso wołające pełnym głosem.

Stała tak długo, patrząc na to wszystko, a później sama zaczęła schodzić po stratowanym zboczu, czując w nozdrzach ostry zapach zmiażdżonych roślin, słysząc sporadyczne eksplozje i krzyki przerażenia i triumfu, zagłuszane rykiem wiatru i płomieni, zbyt potężnych, by je mógł ugasić deszcz.

Ciała Supaariego i Kitheriego leżały obok siebie pośrodku równiny, zmiażdżone stopami hordy: zjednoczone w śmierci.

Była za słaba, by wyprostować Supaariemu członki i nie mogła się przemóc, by wepchnąć wnętrzności do brzucha, więc dała sobie z tym spokój. Usiadła przy jego głowie i zaczęła gładzić aksamitne futro na jego policzkach, wyczuwając, jak ciało stygnie. Spłacała straszliwy dług miłości.

— Chcę umrzeć — powtórzyła Suukmel z tępym uporem, kiedy Taksayu ciągnęła ją dalej. — Pozwól mi umrzeć.

— Nie — odpowiedziała jej po raz kolejny ruńska przyjaciółka. — Pomyśl o dzieciach.

— Lepiej umrzeć.

Lecz Taksayu i inne Runki nie ustępowały, okrutne w swoim pragnieniu zaprowadzenia garstki uciekinierów w jakieś bezpieczne miejsce. Każda niosła jakieś jana’atańskie niemowlę, wlokła za sobą dziecko lub popychała jakąś kobietę, więc Suukmel szła dalej, tępo stawiając stopę za stopą, krok za krokiem, jak bicie serca, które nie chce przestać bić, aż zaczęło zamierać światło i jej ciało, nieprzywykłe do takich trudów, a wówczas osunęła się na ziemię. Ulga była krótka. W jej pole widzenia wkroczyły miękkie, dziecięce pantofle, postrzępione i zakrwawione po wielu godzinach marszu po kamienistym gruncie. Otępiała ze zmęczenia, Suukmel spojrzała w górę i zobaczyła kamienną twarz swojego pasierba, Rukuei, pierworodnego syna Najdonioślejszego, który zaledwie kilka godzin temu skończył dwanaście lat.

Rukuei, którego twarde, fioletowe oczy widziały, jak horda rozrywa na strzępy ciało czterdziestego ósmego Najdonioślejszego, który na zawsze zachowa w pamięci widok płonącego miasta i równiny pokrytej poczerniałymi od zaschniętej krwi trupami Jana’atów. Nauczyciele, poeci i bajarze, inżynierowie, geografowie i przyrodnicy, wspaniali atleci, których sam krok był dziełem sztuki. Filozofowie i archiwiści, finansiści i znawcy prawa. Dostojnicy państwowi i muzycy, chłopcy, młodzieńcy i starcy.

Wszyscy pozostawieni na tej posępnej równinie, by ich ciała i rozkładały się powoli w deszczu.

— Mój ojciec darzył cię szacunkiem — powiedział swojej macosze Rukuei. — Bądź jego godna, kobieto. Powstań i żyj dalej.

Więc powstała i powlokła się dalej na północ, pozostawiając na kamieniach szkarłatne ślady, tuż obok śladów dwunastoletniego mężczyzny.

Wiele dni później, już po pierwszym śniegu, zobaczyli potwora. Usadowiony na dwóch kościstych nogach, był całkowicie nagi i pozbawiony owłosienia, prócz brody, grzywy i zagadkowych kępek futra w kilku miejscach. Nad głową trzymał parasol z postrzępionej niebieskiej tkaniny. Nawet na widok czegoś tak dziwacznego żaden z uciekinierów nie przemówił. Potwór też milczał. Po prostu stał na ich drodze.

Nagle pojawił się jakiś Jana’ata. Wielu Runów odzyskało zdolność ruchu i zasłoniło swoich podopiecznych własnymi ciałami. Kiedy spostrzegli, że Jana’ata jest nieuzbrojony, a na plecach niesie małe dziecko, popatrzyli po sobie zmieszani, nie wiedząc już, kto jest groźny, a komu można zaufać.

— Jestem Shetri Laaks! — zawołał Jana’ ata. — Wy wszyscy jesteście tutaj, bo Runowie postanowili uratować Jana’atom życie. Dlatego ja i moja żona Ha’anala oferujemy wam jedzenie i schronienie do czasu, kiedy wzmocnicie się na tyle, by podjąć następną decyzję. To jest mój szwagier, Izaak. Jak widzicie, jest cudzoziemcem, ale z jego strony nic wam nie grozi. Moja żona wyjaśni wam zasady życia w naszej osadzie. Jeśli będziecie ich przestrzegać, możecie z nami zamieszkać tak jak inni. Wszyscy, Runowie i Jana’atowie.

Gdzieś ze środka ciasno zbitej grupki oszołomionych kobiet rozległ się głos:

— Twój szwagier! Więc ożeniłeś się z cudzoziemką?…

Lecz zanim Shetri odpowiedział, wystąpił Rukuei.

— Widzę twarz tchórza, który żyje, podczas gdy wojownicy gniją! — zawołał. — Czuję smród kogoś, kto żywi się łajnem!

— Och, ale zmarli nie mają ochoty na nic, nawet na łajno — odrzekł Shetri, nie chcąc dać się wciągnąć w bójkę z wyczerpanym młodzikiem. Widział już takie agresywne przerażenie u wielu chłopców, którzy nie mogli przeboleć śmierci ojców, wujów, braci i wstydzili się, że sami żyją. — Obawiam się, panie, że w walce okazałbym zbyt mało zdecydowania, ajeszcze mniej sprawności. Postanowiłem więc, że nie będę żył kosztem czyjegoś życia — powiedział, spoglądając na Taksayu i inne Runki, zanim jego wzrok ponownie spoczął na chłopcu — nawet własnego. Jeśli uznasz, że moje towarzystwo ci nie odpowiada, kiedy już się najesz i odpoczniesz w moim domostwie, będziesz mógł, odchodząc, uwolnić się od niego.

Zbity z tropu łagodnością odpowiedzi, Rukuei oniemiał. Shetri zauważył również, że chłopiec chwieje się ze zmęczenia, a stopy ma poranione. Obraziłby go jednak, oferując mu pomoc, więc po prostu powiedział:

— Pozwólcie, że pokażę wam drogę.

Wtedy wystąpiła kobieta w średnim wieku i dotknęła jego ramienia.

— Jakie śliczne dziecko — powiedziała, starając się, by jej głos nie zadrżał, kiedy spojrzała na niemowlę na plecach Shetriego. — Ma takie cudowne oczy.

— Tak — zgodził się Shetri, dobrze wiedząc, że kobieta zastanawia się nad genealogicznymi możliwościami.

Wzięła oddech, dochodząc do nieuniknionego wniosku.

— To cecha rodzinna, odziedziczona zapewne po matce? — zapytała spoza woalu z wybornej tkaniny, teraz podartego i wystrzępionego.

— Tak — powtórzył Shetri, przygotowując się na jej atak. Ale kobieta przemówiła do chłopca, który przed chwilą prowokował Shetriego.

— Rukuei — powiedziała, odnajdując w sobie ukryte resztki oficjalności — wygląda na to, że bogowie przywiedli cię do… rodziny. Myślę, że matka tego dziecka jest twoją bliską kuzynką poprzez linię twojego ojca. — Wyprostowała się i zwróciła ponownie do Shetriego. — Jestem Suukmel Chirot u Vaadai, a to mój pasierb, Rukuei Kitheri. — Widoczne zdumienie Shetriego pozwoliło jej na chwilę odzyskać godność, ale Suukmel była realistką. — Twoje zaproszenie jest przejawem wielkiej łaskawości. Jesteśmy twoimi dłużnikami, ja i mój pasierb… Nie — poprawiła się, wyciągając rękę do Taksayu. — My wszyscy przyjmiemy z wdzięcznością twoją gościnność, bez względu na warunki, jakie postawisz.

— Nie będzie żadnych długów, pani, ani żadnych warunków — odpowiedział Shetri, odrywając spojrzenie od chłopca, w którym dopiero teraz dostrzegł młodą męską wersję swojej żony. — Raczej pewna umowa, jeśli zgodzicie się pozostać wśród nas.

— Czy oni śpiewają? — zapytał Izaak płaskim, bezbarwnym tonem, tak bardzo kłócącym się z jego czystym śpiewem.

1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)