Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 137
Перейти на страницу:

— Minian… Chcesz mi powiedzieć, że zdążyłeś się już nauczyć aramejskiego? Ile języków już znasz?

Chyba siedemnaście. Podłapałem trochę euskary i nauczyłem się, jak skląć Afrykanera. — Coś go hamowało, coś dławiło, ale na pewno nie na tyle, by nie czuli się, jakby byli po prostu dwojgiem przyjaciół rozmawiających przez telefon. — Ale aramejski… nie. Nauczyłem się kadiszu na pamięć.

— Dowcipniś! — Rozległ się znajomy, zachrypły śmiech, teraz już nie przez łzy. Zamknął oczy i starał się nie dziękować Bogu za to, że ten śmiech się nie zmienił. — No więc, Don i Kichocie, przybywasz, by mnie uwolnić?, Ależ skąd! — odpowiedział oburzonym tonem, wciąż zdumiony, jak zdrowo brzmi jej głos. Jaki radosny… — Ja tylko I wpadłem na kawę. A co? Trzeba cię uwolnić?!

— Nie, wszystko, tylko nie to. Ale kawy mogę się napić. Już dawno nie piłam.

— Mamy jej mnóstwo, ale obawiam się, że tylko bezkofeinową. Przykro mi — dodał zasmuconym tonem. — Nikt nie uzgodnił ze mną listy przewozowej. — Teraz rozległy się ciche okrzyki przerażenia. — To była normalna pomyłka urzędników.

Naprawdę, bardzo mi przykro. Dopilnuję, by uśmiercono wszystkich, którzy maczali w tym palce. Nabijemy ich głowy na pale…

Zaczęła się śmiać.

— Och, Sandoz… Chyba zawsze cię kochałam.

— Nie, nie kochałaś mnie — zaprzeczył ze złością. — Znienawidziłaś mnie od pierwszej chwili.

— Tak? Musiałam kompletnie zgłupieć. Z tą kawą bezkofeinową to był żart, prawda?

— Uważasz, że mógłbym żartować na temat kawy?

— Tylko wtedy, gdybyś wiedział, że oddałabym za nią życie. — Zamilkła na chwilę, a kiedy znowu przemówiła, w jej głosie brzmiała owa spokojna godność, którą zawsze w niej podziwiał.

— Cieszę się, że znowu mogę z tobą rozmawiać. Wszystko się zmieniło. Runowie są już wolni. Miałeś rację, Sandoz. Miałeś zawsze rację. Bóg chciał, żebyśmy tu przybyli.

Poza sobą usłyszał reakcje innych na to, co powiedziała i poczuł uścisk dłoni Johna na ramieniu.

— Słyszałeś, gówniarzu? — rozległ się jego szept. — Słyszałeś to?

Zdał sobie sprawę, że wszystko robi się zamazane i że ma trudności z oddychaniem. Zgubił wątek rozmowy i ocknął się dopiero, kiedy znowu usłyszał swoje imię.

— A Izaak? — zapytał.

Teraz milczenie było tak niespodziewane i długie, że wykręcił się na krześle, by spojrzeć na Fransa.

— Połączenie wciąż trwa — uspokoił go Vanderhelst.

— Sofio? — powiedział. — Kiedy usłyszeliśmy cię po raz pierwszy, Izaak był bardzo mały. Nie chcę…

— Już dawno mnie opuścił. Izaak był… Wiele lat temu odszedł, żeby żyć samodzielnie. Poszła za nim Ha’anala i mieliśmy nadzieję… Ale żadne z nich nie wróciło. Wciąż próbowaliśmy ich odnaleźć, ale wojna trwała tak długo…

— Wojna? — zapytał Danny.

— W porządku — powiedział Sandoz. — W porządku, Sofio. Cokolwiek się stało…

— Nikt się nie spodziewał, że to będzie trwało tak długo!

— Ha’anala była… Och, Sandoz, to zbyt skomplikowane. Kiedy wylądujecie? Wytłumaczę ci wszystko, kiedy znajdziesz się wGalatnie…

Poczuł się tak, jakby dostał silny cios w żołądek.

— W Galatnie? — powtórzył prawie szeptem.

— Sandoz, jesteś tam? O mój Boże… — Nagle zrozumiała. — Ja… ja wiem, co tu cię spotkało. Ale teraz wszystko się zmieniło! Hlavin Kitheri nie żyje. Oni obaj… Kitheri nie żyje od… lat… — Głos jakby się oddalił, ale po chwili zabrzmiał już stanowczo. — W pałacu jest teraz muzeum. Mieszkam tutaj… jako jeszcze jeden zabytek!

Zamilkła, a on próbował zebrać myśli, ale w głowie miał pustkę.

— Sandoz? — usłyszał jej głos. — Nie obawiaj się. Nie ma żadnych djanada na południe od gór Garnu. My-i-ty-też jesteśmy tu bezpieczni. Naprawdę. Sandoz, jesteś tam?

— Tak — odpowiedział, biorąc się w garść. — Jestem tutaj.

— Kiedy wylądujecie? Ilu was jest?

Uniósł brwi i odwrócił się do Carla.

— Tydzień? — zapytał. Carlo kiwnął głową. — Za tydzień, Sofio. — Odchrząknął, starając się przemówić bardziej zdecydowanym tonem. — Jest nas ośmiu, ale pilot zostanie na pokładzie. Czterech jezuitów i dwóch… biznesmenów. I ja.

Nie zorientowała się, co to oznacza.

— Będziecie musieli wylądować na południe od Inbrokaru, poza uprawami. Widziałeś je? Nazywamy je robichauksami! Są konkursy na najpiękniejsze i najbardziej produktywne wzory, ale nie ma nagród, więc nikt nie jest porai. Wyślę wam eskortę. Jest bezpiecznie, ale trudno znaleźć drogę przez labirynty ogrodów, jeśli się nie jest Runao… Posłuchaj! Za długo już żyję wśród Runów! Sipaj, Milo! Czy ktoś zawsze tak szczebioce? — zapytała, znowu wybuchając śmiechem. Wzięła głęboki oddech i powiedziała spokojnie: — Emilio, nie spodziewaj się dawnej Sofii. Jestem bardzo stara. Jestem ruiną…

— Wszyscy jesteśmy! — przerwał jej, odzyskując panowanie nad sobą. — A jeśli ty jesteś ruiną — dodał łagodnym tonem — musisz być wspaniałą ruiną… Mendez, założę się, że jesteś Partenonem! Liczy się tylko to, że żyjesz, jesteś bezpieczna i zdrowa.

Zdał sobie sprawę, że naprawdę tak myśli. W tym momencie tylko to się liczyło.

33. RAKHAT: październik 2078 czasu ziemskiego

Było więcej rozmów. O towarach z melodyjnym włoskim głosem, o współrzędnych i torach lotu z chropowatym głosem pilota. Wstępnie uzgodniono, że wylądują w pobliżu rzeki Pon. Uzgodniono, że będą kontaktować się codziennie, że będą wymieniać pytania i odpowiedzi, że muszą wszystko rozważyć i dokonać obliczeń. Niezgrabne „do widzenia” Sandozowi, a potem… potem już była z powrotem na Rakhacie, znowu sama, w cichym pokoju, ukryta tam ze swoimi wspomnieniami, z dala od zamętu i rozmów.

W Pałacu Galatna nie było już luster. Gdyby nie wiedziała, co Sandoz zobaczy, mogłaby — choć przez jakiś czas — wierzyć, że ma trzydzieści pięć lat, prostą sylwetkę i potrafi jasno myśleć, ma świetny wzrok i jest pełna nadziei. Tylko nadziej a pozostała… Nie, nadzieja została spełniona. Są wojny, które warto toczyć. Śmierci, które przynoszą owoce. To wszystko miało swój cel… Och, Sandoz, pomyślała. Wróciłeś. Zawsze wiedziałam, że wrócisz…

(Wrócisz.)

Izaak, pomyślała, zamierając. Ha’anala.

Siedziała tak długo, wydobywając z głębin duszy wszystko, co tam ukrywała. Czy to odwaga, czy głupota, wystawiać serce na ten mroźny podmuch i znowu czekać, czekać, czekać na obumarcie nadziei?

— Jakżebym mogła nie spróbować? — zapytała samą siebie.

Więc spróbowała.

— Przeczytaj to — powiedział Izaak.

Czekało na niego jak zawsze, jak inne prośby przez tyle lat. Co rano sprawdzał najpierw plik swojej matki. Sprawdzał, czy przyszła od niej jakaś wiadomość, ale nigdy jej nie odpowiadał. Nie miał nic do powiedzenia.

Ktoś inny, w podobnych okolicznościach, mógłby oszczędzić siostrze bólu czytania tych błagań, by ukochane dzieci wróciły albo po prostu zapewnić matkę, że oboje żyją. Izaak nie wiedział, co to jest ból serca. Nie rozumiał żalu, tęsknoty czy konfliktu wierności. Nie rozumiał gniewu, zdruzgotanego zaufania, zdrady. Takie rzeczy nie były klarowne. Łączyły się z nimi oczekiwania co do zachowań innych osób, a Izaak nigdy nie miał takich oczekiwań.

1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)