Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 101 102 103 104 105 106 107 108 109 ... 137
Перейти на страницу:

Suukmel spojrzała pytająco na Shetriego.

— Mój szwagier uwielbia muzykę — wyjaśnił krótko Shetri, wiedząc, że jest za bardzo zmęczona, by przyjąć więcej wyjaśnień.

Suukmel jednak odpowiedziała Izaakowi.

— Rukuei zna wiele pieśni. Został wykształcony na poetę. I wojownika — dodała, by zaspokoić jego dumę.

Izaak nie patrzył na nikogo.

— Zostanie — powiedział.

31. DOLINA N’JARR: 2072 czasu ziemskiego

Nie tchórzostwo i nie osłabienie odwiodło Rukueiego od zamiaru powrotu na południe, by dalej walczyć. Było to pytanie retoryczne, zadane sobie samemu głosem zmarłego ojca, nasycone ironią: „I kogóż to wyzwiesz na pojedynek? Jakąś ruńską hordę?”

Gdyby jego matka należała do pierwszego rzędu albo choćby do drugiego, Rukuei byłby teraz Najdonioślejszym Dziedzicem, ale należała do trzeciego. Czy dziecko konkubiny ma tytuł do walki w imieniu swojego ludu? Nie było jednak żadnych braci przyrodnich ani żadnego wuja, który pełniłby rolę regenta. Kto więc jest Najdonioślejszym?, zapytywał się w duchu, nie widząc już wokół siebie ani wyczerpanych kobiet i dzieci, ani obcego z dzieckiem, ani tego dziwacznego cudzoziemca. Nie widział nawet poszarpanych wzgórz i wąwozów, którymi powiódł ich Shetri Laaks.

Poczerniałe kamienie, zbielałe kości: Świat traci barwę, pomyślał Rukuei, nieświadom wielobarwnych żył skalnych przecinających strome ściany labiryntu urwisk, mieniących się ochrą, jadeitem i kobaltem w późnym świetle drugiego zachodu. Nie ma już tarlca, nie ma piękna, prawa i muzyki. Pozostał dym. I głód.

Jedno tylko było pewne i tego musiał się trzymać. Był teraz najstarszym mężczyzną w swoim klanie, odpowiedzialnym za podejmowanie decyzji. Suukmel i inne kobiety i dzieci nie mogą iść dalej. Musimy tu pozostać, dopóki pani Suukmel nie odzyska sił do dalszej wędrówki, pomyślał, kiedy wlekli się przez ostatni cha ‘ar do osady obcych.

Nie miał pojęcia, dokąd wówczas pójdą, tak jak nie miał pojęcia, dokąd ich teraz prowadzą. Utraciwszy już zdolność widzenia, pozwolił się zaprowadzić tym silnym, łagodnym rękom do miejsca pachnącego obcymi ciałami. Zbyt zmęczony, by coś zjeść, zapadł w głęboki sen, w otchłań nieświadomości, z którego obudził się dopiero po wielu godzinach.

* * *

Budził się stopniowo, a oczy otworzył na samym końcu. Po kolei uświadamiał sobie rwący ból w stopach, woń maści spod świeżych opatrunków, bezładną mieszaninę języków, blask dnia przesączający się przez brudną tkaninę poszarpanego namiotu.

Leżąc nieruchomo, słuchał rozmów dochodzących spoza namiotu — odrażającej mieszaniny k’sanu i ruanja z przypadkowymi elementami kupieckiego malanja i strzępkami dworskiego palkirn’alu. Przerażająca gramatyka i niedbała wymowa wprowadziły go w podły nastrój, pogorszony wściekłym głodem młodego samca, który dopiero zaczynał osiągać wzrost i umięśnienie mężczyzny.

Wzdrygnął się, dostrzegając jakiś ruch po swojej lewej stronie i usiadł, gotów walczyć — z kim, nie miał pojęcia, dlaczego, mógł tylko zgadywać. Świat był pełen wrogów, a wszystko, co dobre; przeminęło. Okazało się jednak, że to tylko kobieca dłoń posuwająca w jego stronę prymitywnie wyrzeźbioną miskę. Zajrzał do niej i ogarnęło go obrzydzenie na widok galaretowatej masy, a potem przesunął powoli wzrok z miski na dłoń, z dłoni na ramię, z ramienia na twarz. Wówczas zamrugał oczami, widząc oczy swojego ojca, żywe i rozbawione.

Kobieta była młoda i w ciąży, naga i niezawoalowana.

— Jesteś podobny do mojej córki — powiedziała i usiadła wygodnie na ziemi, nie dbając o to, że jest z nim sama w namiocie.

Jeszcze raz popchnęła miskę w jego stronę. Odwrócił głowę, wykrzywiając usta z obrzydzenia, i ponownie usłyszał jej głos:

— Życia, jakie znałeś, już nie będzie. Musisz się nauczyć żyć w nowy sposób. Przedtem wszystko było ustalone. Teraz musisz dokonywać wyborów. — Mówiła w języku k’san, skażonym niewyraźnymi ruńskimi samogłoskami, z drażniącym akcentem ruńskiej służby domowej. — Możesz nienawidzić konieczności dokonywania wyborów, a możesz też nauczyć sieją cenić. Każdy wybór ma swoje następstwa, więc musisz wybierać mądrze.

Przyglądał się jej wyzywająco, a ona uśmiechnęła się, co go jeszcze bardziej rozwścieczyło.

— Na razie, rzecz jasna, musisz tylko wybrać między zjedzeniem tej okropnie wyglądającej potrawy a okropnym głodem.

Wiedziała, że sięgnie po miskę, i rzeczywiście uczynił to, siadając prosto. W końcu był normalnym chłopcem, nieustannie głodnym w bardziej sprzyjających okolicznościach, a teraz konającym z głodu. Podniósł miskę do ust i natychmiast cofnął, kiedy poczuł nieznany zapach, a potem ponownie przyłożył krawędź do warg i wypił całą zawartość miski zachłannymi, przypominają cymi urywany szloch łykami.

— Dobrze — pochwaliła go, szczerze uradowana.

— To nie jest takie złe, jak myślałem — powiedział, ocierając usta spodem dłoni.

— Zastanów się dobrze nad tym, co przed chwilą powiedziałeś. Z mojego doświadczenia wynika, że jest wiele rzeczy, które nie są tak złe, jak myślałam. — Namiot wypełniła ostra woń gniewu, ale nie powstrzymało to jej od używania dominującego zaimka w jego obecności. — Tutaj każdy z nas dokonuje wyborów, więc każdy musi się nauczyć być panem swojej duszy: ja myślę, ja decyduję. To nie obraża ani ciebie, ani nikogo innego. — Wskazała na pustą miskę. — Jest lepsze z solą — poinformowała go prozaicznie — ale nie mamy już soli.

— Co to było?

— Jesteś pewny, że chcesz wiedzieć? — zapytała, kładąc szeroko uszy i śmiejąc się do niego oczami jego ojca. Zawahał się, ale wysunął podbródek. — Embriony kha ‘ani.

Przerażony, sam stulił uszy i poczuł, jak pokarm powraca mu do gardła, ale spojrzał ponownie w te oczy i głośno przełknął.

— Dobrze — pochwaliła go ponownie. — Już rozumiesz?

Wszystko jest wyborem, nawet to, co jesz. Zwłaszcza to, co jesz!

— Wstała i popatrzyła na niego z góry. Jej twarz była szczuplejszą wersją jego twarzy; krew Kitherich w widoczny sposób rządziła tym pokoleniem, podobnie jak ostatnim. — Tutaj Jana’ atowie nie jedzą Runów. W tej osadzie ceną życia nie jest czyjaś śmierć. Więc wybieraj. Chcesz żyć kosztem innych czy zaczniesz zaspokajać swoje potrzeby życiowe w inny sposób?

Zostawiła go z tym problemem i wyszła z namiotu.

* * *

Był młody i krzepki, a jego poranione stopy wyleczyły się szybciej niż stopy kobiet. Po dwóch dniach był już w stanie opuścić namiot i wejść na najbliższe wzgórze, z którego rozpościerał się widok na szczątki cywilizacji. Przez kilka dni, samotny i milczący, obserwował mieszkańców tej zimnej, górskiej doliny. Potem, zawstydzony ich upokorzeniem i upodleniem, odszukał swoją macochę i długo manifestował przed nią swą wściekłość. Nie przerywała mu, a kiedy wreszcie umilkł, wskazała mu gestem miejsce obok siebie.

— Wiesz, czego mi najbardziej brakuje? — zapytała pogodnie. — Dobrych obyczajów przy stole. — Rukuei wyrwał się z jej objęć i wytrzeszczył na nią oczy. Suukmel uśmiechnęła się i ponownie przyciągnęła go do siebie. — Nikt nie wie, jak się powinno jeść to, co tutaj jemy. Już trzy razy ubrudziłam się jajeczkami kha’ani. Jak można zachować godność, jeśli ma się futro powalane białkiem? Trudno się dziwić, że Ha’anala chodzi nago!

1 ... 101 102 103 104 105 106 107 108 109 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)