Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 99 100 101 102 103 104 105 106 107 ... 137
Перейти на страницу:

Zapowiada się nie walka, ale egzekucja, pomyślał Kitheri. Szkoda, bo jesteśmy z tej samej gliny. Obaj próbowaliśmy zmienić świat od gleby po obłoki, a nasze życia od kości do sierści. Ja walczę o przyszłość, o życie dzieci, które dopiero się narodzą. On też walczy o życie dzieci, ale nie o przyszłość, tylko o przeszłość — pragnie się zemścić, odpłacić za stare krzywdy, wyplenić ze świata pozostałości dawnej hańby. Żaden z nas nie dożyje skutków tego, czego dokonał, ale element tragedii zawsze sprzyja dobrej poezji… Uśmiechnął się i pomyślał: Kto to wyśpiewa?

Niedługo spadnie deszcz, pomyślał, patrząc na gromadzące się na zachodzie chmury burzowe i wsłuchując w nabrzmiewający mocą hymn bitewny. A potem wiatr powiał od południa, przynosząc szydercze okrzyki Runów. Czy powie coś?, zastanawiał się Kitheri, kiedy Supaari zatrzymał się w niewielkiej odległości od niego. Co ktoś taki może mieć do powiedzenia w takiej chwili?

Prawdopodobnie nic, przecież jest kupcem, nie poetą. I rzeczywiście: Supaari bez słowa ugiął nogi w kolanach, gotów do walki, ale utykanie mówiło wiele o złym stanie jego prawej nogi. Wobec tego Hlavin Kitheri też milczał, zbliżając się do niego giętkim, pełnym świadomego wdzięku krokiem.

W chwili, gdy Najdonioślejszy znalazł się już w jego zasięgu, Supaari przerzucił ciężar całego ciała na lewą nogę i ogon, chwycił Kitheriego za kostkę i błyskawicznie cofnął się, powalając przeciwnika na ziemię. Kitheri zdołał się uwolnić z jego uścisku, a potem jednym, płynnym ruchem przekoziołkował przez głowę i chlasnął ogonem. Supaari zrobił unik, ale cios trafił go poniżej ucha. Siła uderzenia nie była aż tak duża, by go powalić, ale poczuł je boleśnie i cofnął się, by zebrać siły.

Teraz już obaj bardziej ostrożni, krążyli wokół siebie z lekko ugiętymi, rozpostartymi rękami, a ich głośne, chrapliwe oddechy zagłuszały dobiegające z oddali wrzaski i ryki. Supaari bez ostrzeżenia wyrzucił prawą nogę, ale zamiast uderzyć Kitheriego w piersi, wspierając się na ogonie, wykorzystał impet, by ugodzić go poniżej kolana. Był to zręczny atak i w tym momencie mógł rozstrzygnąć walkę na swoją korzy ść, gdyby sam zdołał utrzymać równowagę. Stracił przewagę, kiedy obaj runęli na ziemię.

Rad z tego, że walka nie okazała się bezładną wymianą ciosów, jak się obawiał, Najdonioślejszy przetoczył się na grzbiet i błyskawicznie powstał, szczerząc zęby w uśmiechu. Z niebiańskich, fioletowych oczu promieniował groźny spokój, ciało było całkowicie posłuszne jego woli.

— Jesteś lepszy, niż się spodziewałem — powiedział swemu byłemu szwagrowi bez cienia ironii. — To ci nie pomoże, ale umrzesz z godnością.

Jedyną odpowiedzią był ostry, pouczający zapach wściekłości, a następny atak okazał się już bardziej skuteczny. Wspierając się na ogonie, Supaari wystrzelił obie chwytne stopy, zamykając w stalowym uścisku ręce Kitheriego. Mimo wysiłków Najdonioślejszy nie zdołał ich wyrwać, więc użył całej siły nóg, bioder i lędźwi. Przewrócili się obaj, napinając mięśnie i dysząc ciężko. Upadek rozerwał uchwyt Supaariego, a Kitheri natychmiast to wykorzystał, obejmując tułów przeciwnika ramionami.

Supaari odrzucił głowę do tyłu, by dosięgnąć gardła Kitheriego zębami. Kitheri ujrzał wyraźnie tuż przed sobą delikatne żyłki w jego oczach i krótką sierść pokrywającą szczęki. Oczarowany, nawet nie próbował uwolnić się od zębów, które wgryzły się w grubą skórę poniżej jego szyi, ale zamknął oczy, pragnąc całym sobą przeżyć tę wspaniałą chwilę. Czuł urywany, gorący oddech Supaariego, poznał, co jego przeciwnik jadł i pił w ostatnim dniu swego życia. Wsłuchując się w dudnienie ogonów, walących o ziemię w poszukiwaniu punktu oparcia, usłyszał — jak gwałciciel — ciche burczenia i kwilenia wewnątrz ciała ofiary poddawanego ostatecznej, krytycznej próbie.

Potem wygiął się w półksiężyc. Wpierając obie stopy w piersi Supaariego, napiął się i wyprostował ciało jak łuk w chwili zwolnienia cięciwy. Prawie nie odczuł bólu, gdy zęby Supaariego cofnęły się gwałtownie, wyrywając mu z gardła kawał mięsa. Dźwigając się na nogi, znalazł w sobie dość wyszukanej wspai niałomyślności, by wydyszeć:

— Przyjmij moją pierwszą krew, przeciwniku!

I znowu krążyli wokół siebie na ugiętych nogach, i jeszcze trzykrotnie zwierali się w walce, czując w piersiach nieznośny ciężar i głośno łapiąc w nie powietrze; żaden nie był już młody, a pojedynek okazał się trudniejszy i dłuższy, niż obaj sądzili.

Brocząc krwią, czując, że siły go opuszczają, Kitheri zaatakował ponownie, łamiąc rytm kolejności, tym razem wykorzystując krótszy zasięg swoich rąk. Zamarkował niski cios z nogi, z półobrotu, a potem nagle zamienił ten ruch na błyskawiczny wypad, uderzając Supaariego ramieniem w piersi, pomiędzy rękami zgiętymi w obronie. Supaari zareagował natychmiast, prawie automatycznie, zaciskając ręce na plecach Najdonioślejszego. Był to fatalny błąd.

Ich oczy spotkały się po raz ostatni w tym śmiertelnym zwarciu; potem Kitheri błyskawicznie szarpnął pazurami w górę i odskoczył do tyłu. Rozłożywszy ramiona w ekstazie, wyśpiewał triumfalnie do hordy zgromadzonej przed nim na wzgórzu:

— Oto sztuka umierania!

Supaari nie upadł natychmiast ani nie spojrzał w dół, by zobaczyć, co mu się stało. Odwrócił się i zrobił kilka kroków, a wówczas wnętrzności wylały mu się z brzucha na ziemię. Przez jedną straszliwą chwilę Sofii wydawało się, że Supaari je przekroczy, ale on tylko zachwiał się i powoli osunął na kolana. Wstrzymała oddech, nie chciała już napełnić płuc powietrzem, nie chciała, by jej życie trwało dalej, skoro jego nie będzie.

— On mnie zabije, Fia — powiedział jej tego ranka, głosem tak chłodnym jak wiatr, który przynosił czystą, przejrzystą woń górskiego śniegu i zapowiedź burz. — Kitheri od dzieciństwa ćwiczył się w sztuce walki. Zabije mnie.

Siedział naprzeciw niej, otoczony armią, którą oboje pomogli stworzyć Djalao, teraz powiększoną o inbrokarskich Runów. Sofia nic nie odpowiedziała, skupiając się na nieodczuwaniu niczego. Była to dawna umiejętność; dzięki niej przetrwała wojnę, która zakończyła jej dzieciństwo. Teraz, kiedy życie znowu pogrążyło się w wojnie, ta umiejętność stała się jej drugą naturą. W pewien sposób Supaari i tak już ją opuścił. Rzadko się widywali w ciągu ostatnich lat, walcząc na różnych frontach. O czym mogli ze sobą rozmawiać, odkąd dzieci odeszły? Tylko o wojnie.

Supaariego wypełniała stopniowo jakaś przedziwna, święta pustka, jakby każdy nowy sukces Runów wydzierał w jego duszy jakąś nową przestrzeń, jakby ich powodzenia i kompetencje uzmysłowiły mu całkowitą zbędność własnego gatunku.

— Oni nas już nie potrzebują — powiedział jej kiedyś z jakąś ulotną satysfakcją. — Może nigdy nas nie potrzebowali.

Kiedy więc Supaari oznajmił, że umrze, Sofia po prostu podniosła się na kolana i wyciągnęła do niego ramiona. Pochylił się ku niej i oparł czoło na jej piersiach.

— On mnie zabije — powtórzył, tak cicho, że bardziej odczuła ten głos w piersiach, niż dosłyszała — ale nie sprawię mojemu ludowi zawodu, umrę z honorem.

Teraz, wpatrując się z oddali w to rozerwane, wypatroszone ciało, Sofia powiedziała:

— Dobrze walczyłeś.

Unosząc twarz ku skłębionym chmurom, usłyszała pierwsze krople, a poczuła je na skórze dopiero po chwili, kiedy ich spokojną pieśń zagłuszyły wycia i wrzaski ruńskich żołnierzy dających upust swojej rozpaczy, swojemu poczuciu straszliwego zawodu, swojej bezsilnej wściekłości na tych przeklętych, upartych djanada, którzy wciąż ośmielali się odmawiać Runom władzy, potęgi i sprawiedliwości.

1 ... 99 100 101 102 103 104 105 106 107 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)