Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 137
Перейти на страницу:

Było to spontaniczne przyrzeczenie młodzieńca, który nie bardzo wiedział, co przyrzeka, ale miał nadejść czas, gdy w nim dojrzało i zostało w pełni zrozumiałe. Rukuei Kitheri nigdy nie żałował chwili, w której je złożył.

32. „GIORDANO BRUNO”: październik 2078 czasu ziemskiego

Zobaczcie, co oni zrobili — wydyszał Joseba Urizarbarrena, najpierw ze zgrozą, potem z głębokim żalem, kiedy na ekranie zaczęły się pojawiać coraz to nowe obrazy. — Zobaczcie, co oni zrobili!

— O Boże — wyszeptał John Candotti — jakie to piękne…

— Piękne! — krzyknął Joseba. — Nie pomyślałeś, ilu musiało umrzeć? — zapytał, wskazując ze złością na ekran. Nagle zamilkł, przerażony, że Sandoz to usłyszał i poczuł się oskarżony, ale Emilio był pochłonięty własną pracą w dalekim końcu sterowni, monitorując transmisje radiowe, które teraz odbierali już bezpośrednio.

— Josebo, co ty wygadujesz? — zdziwił się John. — To jest wspaniałe! To jest… to jest…

— To jest katastrofa! — wyszeptał Joseba z przejęciem, trzęsąc się z bezsilnego gniewu. — Nie widzisz? Całkowicie zrujnowali ekologię. Wszystko się zmieniło! — Wstał i odwrócił się od monitora. — Rolnictwo! — jęknął, zakrywając twarz rękami. — Jeszcze jedną planetę diabli wzięli…

— Uważam, że to ładne — powiedział Nico do Seana Feina, który też oparł się o przegrodę sterowni, obserwując, jak system skanuje coraz to nowe obrazy i wypełnia je barwami.

— Bo jest ładne, Nico — zgodził się Sean. — Jest ładne.

Z początku zamazane, potem wyłaniające się spośród atmosferycznej mgiełki i kapryśnych obłoków, coraz ostrzejsze i wypełnione barwami, obrazy powierzchni Rakhatu ujawniały przed ich oczami zupełnie nowy świat: pierwotny raj przemieniony w zaplanowany ogród. Zmiany były największe w środkowych szerokościach geograficznych półkuli północnej, gdzie największe miasta kontynentu — po raz pierwszy zidentyfikowane czterdzieści lat wcześniej przez Jimmy’ego Quinna, George’a Edwardsa i Marca Robicheaux — przylegały do wybrzeża i rzeki. Nakładając dawne obrazy na nowe, można było wciąż rozpoznać zarysy centrów miejskich. Teraz, wszędzie tam, gdzie niegdyś była dzika sawanna, dżungla, moczary lub górskie lasy, rozpościerała się wspaniała, koronkowa tkanina upraw — gigantyczne klomby splatające się w zawiłe wzory jak celtyckie ozdoby ze srebra i złota: gospodarność, geometria i sztuka na wielką skalę.

— Przyjrzyj się temu uważnie — wyrecytował spokojnie Sean Fein, przypominając sobie dwunastowieczny opis Księgi z Kells — a dotrzesz do samego sanktuarium sztuki. Ujrzysz zawiłe ornamenty, tak delikatne i subtelne, tak pełne zawęźleń i połączeń, o barwach tak świeżych i żywych, iż pomyślisz, że to dzieło aniołów, a nie ludzi.

— Musieli użyć obrazów satelitarnych, by to wszystko rozplanować — stwierdził prozaicznie Frans Vanderhelst. — Nie sądzę, by można było dokonać czegoś takiego bez oglądania z góry.

— To możliwe — zgodził się Carlo. — Ale można to zrobić, posługując się linami i palikami. Najprostsze narzędzi a pomiarowe… — Spojrzał na ekran ponad ramieniem Fransa i śledził zakrzywiający się zarys jakiejś góry, która posłużyła za podkład pod misternie rozplanowane tarasy ziemne. — Część wzorów dostarczyła im sama geologia. — Odwrócił się do Sandoza, który w swoim dalekim kącie nie widział tych obrazów skupiony na nasłuchu. Carlo pomachał ręką, by zwrócić jego uwagę. — Rzuć okiem na te nowe obrazy, Sandoz. Co o tym myślisz? — zapytał, kiedy Emilio zdjął słuchawki.

— Sandoz wstał, przeciągnął się i jęknął, zanim dołączył do Danny’ego, Seana i Nica opartych o ścianę, skąd widzieli cały rząd ekranów.

— Jezu… — wyszeptał, zdumiony. — Jana’atowie musieli w końcu uznać, że uprawianie roślin przez Runów to dobry — pomysł. — Gapił się przez jakiś czas na monitory, obserwując, jak następujące po sobie obrazy uzyskują coraz lepszą rozdzielczość i ukazują coraz drobniejsze szczegóły kompozycji. — Jak to wygląda w podczerwieni?

Joseba stuknął w klawisze. Jeszcze gorzej! Popatrzcie na wskaźniki temperatury i w miastach. — Otworzył plik z danymi zebranymi przez „Stellę Maris”. — O Boże. To musi być, boja wiem… jakiś czterdziesto— pięcioprocentowy wzrost zaludnienia. W ciągu dwóch pokoleń!

— Nie przesadzaj — powiedział Danny, dokonując błyskawicznych obliczeń w głowie. — Z moich badań wynika, że temperatura podniosła się średnio o jakieś dwadzieścia dziewięć — procent. I nie można być pewnym, że wyłącznie na skutek wzrostu zaludnienia. To mogą być zmiany związane z rozwojem przemysłu…

— Ale spójrz tutaj — odezwał się Carlo. — Tu są nowe osiedla wzdłuż rzeki. I o wiele więcej dróg niż przedtem. — Wytyczonych zgodnie z rzeźbą terenu, pomyślał. Nie jak rzymskie drogi, biegnące prosto od punktu A do punktu B, ale jednak drogi. Dobre do transportu przemysłowego, pomyślał. — Coś nowego w radiu? — zapytał Sandoza.

Emilio pokręcił głową.

— Zamówienia, analizy rynku. Komunikaty meteorologiczne, wysokość plonów, terminarze dostaw. Nie kończące się zawiadomienia o spotkaniach! Wszystko w języku ruanja — dodał, ziewając potężnie. — Muszę sobie zrobić przerwę. To mnie usypia.

— Nadal żadnej muzyki? — zapytał Danny Żelazny Koń.

— Ani jednej nuty — potwierdził Emilio, wychodząc ze sterowni.

Robił teraz wszystkie tłumaczenia, ale Danny miał trudniejsze zadanie. Były całe dekady transmisji wychwyconych z Rakhatu przez „Magellana” i przekazanych na Ziemię, a próbki tego Ziemia przesyłała na „Bruna”; trzeba to było uzgodnić z tym, co „Bruno” przechwycił z „Magellana” w drodze, i z tym, co odbierali teraz już bezpośrednio z Rakhatu. Emilio gubił się w tej plątaninie czasów, ale Danny dawał sobie z tym nieźle radę. Były duże zmiany w słownictwie; mnóstwo słów, które Emilio słyszał po raz pierwszy i mógł się jedynie domyślać ich znaczenia, a pracowali tylko na strzępach rozmów i próbkach przysłanych z Ziemi. Po jakimś czasie zaczęli jednak otrzymywać próbki zawierające oszałamiającą mieszaninę języków, pieśni i informacji. Nabrał przekonania, że na Rakhacie rzeczywiście zaszły jakieś wielkie zmiany, i to na lepsze.

Nie miał pojęcia, co oznacza prawie całkowita nieobecność języka k’san, nie wiedział, jakie wnioski wysnuć z bujnego rozwoju rolnictwa, więc zostawił Josebę i Danny’ego, sprzeczających się o znaczenie tak szybkiego rozwoju rakhatańskiej gospodarki, i poszedł do kuchni, żeby napić się kawy. Nalewał ją sobie, kiedy za plecami usłyszał chrząknięcie Johna.

— Dzięki — powiedział Emilio, zerkając na niego przez ramię. — Nie jest już tak źle, jak było, John.

— Zauważyłem. Ale wolę nie zaskakiwać cię, jeśli mogę. — John nie wszedł do ciasnego pomieszczenia, tylko został w drzwiach. — Nadal żadnej reakcji na nasze wywołania? Powiedziałbyś mi o tym, prawda?

— Oczywiście. — Emilio obrócił się, trzymając kubek w obu dłoniach, a kiedy przemówił ponownie, był to głos Seana. — W oczekiwaniu na coś najlepsze jest to, że kiedy to coś się wydarza, jesteś zadowolony, że miałeś rację.

— Może ona nie prowadzi nasłuchu — powiedział John. — Mam na myśli to, że nie spodziewa się gości, prawda? Może wciąż żyje.

— To możliwe. — Może popsuł się jej komputer. Może go zgubiła albo jej ukradli. A może po prostu przestała go używać.

1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)