Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 99 100 101 102 103 104 105 106 107 ... 173
Перейти на страницу:

Alt­sin przy­pa­try­wał się jej chwi­lę.

– Kto cię uwię­ził?

– Ci, któ­rzy byli tu­taj tuż przed wami.

– Ktoś jesz­cze wie o tym Mie­czu?

– Nie wiem... nie są­dzę. Cza­sa­mi... roz­ma­wia­li przy mnie, wy­da­wa­ło mi się, że byli za­nie­po­ko­je­ni moż­li­wo­ścią ujaw­nie­nia ta­jem­ni­cy.

Oczy­wi­ście. Po czymś ta­kim wszyst­kie świą­ty­nie, gil­die ma­gów i Rada Mia­sta chcia­ły­by po­ło­żyć łapy na Mie­czu. Ta trój­ka mia­ła jed­nak wła­sne pla­ny. Je­śli kult Re­agwy­ra na­dal bę­dzie się roz­wi­jał w ta­kim tem­pie, za kil­ka­na­ście lat zo­sta­nie do­mi­nu­ją­cą re­li­gią w mie­ście, a póź­niej w księ­stwie. Prze­kształ­ci wła­sną straż w ar­mię, pod­po­rząd­ku­je so­bie inne świą­ty­nie, za­mie­ni Fii­land w teo­kra­cję. A po­tem co? Znów woj­ny re­li­gij­ne z oko­licz­ny­mi księ­stwa­mi i mia­sta­mi-pań­stwa­mi? Pew­nie tak. Me­ekhań­czy­cy, ze swo­ją po­li­ty­ką krót­kie­go trzy­ma­nia za pysk wszyst­kich Re­li­gii i pod­po­rząd­ko­wa­nia ca­łe­go pan­te­onu Wiel­kiej Mat­ce, wy­da­li mu się na­gle bar­dzo roz­sąd­ni i prag­ma­tycz­ni. Moż­li­we, że wszy­scy za­tę­sk­nią jesz­cze za im­pe­rial­ny­mi rzą­da­mi.

– Dla­cze­go chcesz te­raz umrzeć?

Zwró­ci­ła ku nie­mu twarz z unie­sio­ny­mi wy­so­ko brwia­mi.

– Osiem mie­się­cy – rzu­cił. – Py­tam, dla­cze­go nie umar­łaś do tej pory? Wy­star­czy­ło nie ko­rzy­stać ze swo­ich zdol­no­ści uzdra­wia­nia albo od­mó­wić je­dze­nia i pi­cia.

Dziew­czy­na wy­plu­ła z sie­bie kil­ka słów. Nic nie zro­zu­miał. Star­sza ko­bie­ta uśmiech­nę­ła się dziw­nie.

– Moja cór­ka uwa­ża, że to bar­dzo oso­bi­ste py­ta­nie. Ro­zu­miesz, w na­szym ple­mie­niu py­ta­nie star­szych o mo­ty­wy po­stę­po­wa­nia jest wiel­kim nie­tak­tem.

– Dzię­ki bo­gom, nie po­cho­dzę z two­je­go ludu. – Alt­sin cof­nął się nie­co, aby wi­dzieć obie Se­ehij­ki. – Więc?

Trud­no było te­raz od­czy­tać wy­raz jej twa­rzy.

– Ko­rzy­stam z aspek­to­wa­nej ma­gii, ale umiem też się­gać głę­biej – za­czę­ła po­wo­li. – Z po­mo­cą ro­do­wych du­chów, opie­ku­ją­cych się ple­mie­niem, czer­pię z in­nych źró­deł. Je­stem wraż­li­wa na du­chy i zbłą­ka­ne du­sze.

– Więc – po­wtó­rzył, nie ro­zu­mie­jąc.

– Tu nie ma nic – szep­nę­ła. – Dzie­siąt­ki, może set­ki lu­dzi umar­ło w tym miej­scu przede mną, a ja nie czu­ję nic, żad­ne­go śla­du po nich, żad­ne­go bólu wy­ry­te­go w ka­mie­niach ścian, żad­ne­go cier­pie­nia i roz­pa­czy. Coś wy­tar­ło ich ze wspo­mnień świa­ta. Cał­ko­wi­cie. Są­dzę, że Miecz po­chło­nął ich zu­peł­nie, po­żarł du­sze. Dla­te­go boję się umrzeć.

Za­mil­kła, oczy jej po­ciem­nia­ły.

– Bo to tak dzia­ła. Ka­pła­ni scho­dzą tu­taj, uśmie­cha­ją się, w ręku mają noże. I tną. Twarz, ple­cy, ręce, nogi, kro... kro­cze. A ty mio­tasz się, prze­kli­nasz, pła­czesz i bła­gasz o li­tość. A Miecz pije krew. Po­tem, gdy już uzna­ją, że na­pił się dość, prze­sta­ją cię ra­nić i wy­cho­dzą. I wiesz, że za kil­ka go­dzin przyj­dą cię na­kar­mić i ob­myć, a za dzień lub dwa wró­cą z no­ża­mi. I wiesz też, że pew­ne­go dnia, gdy będą po­trze­bo­wać na­praw­dę dużo Mocy, nie prze­sta­ną ciąć... i mo­dlisz się o ten dzień... i mo­dlisz się... żeby nie nad­szedł... ja nie mogę tu umrzeć od ostrza. Alt­sin za­ci­snął zęby.

– Więc jak...

– Nie mogę tu umrzeć od żad­ne­go ostrza – po­wtó­rzy­ła. – Nie mogę się wy­krwa­wić, bo ta klin­ga mnie po­chło­nie... – Za­mil­kła. – Mu­si­cie mnie udu­sić.

Młod­sza szarp­nę­ła się, jak­by otrzy­ma­ła cios w ser­ce. Zło­dziej zi­gno­ro­wał ją, czu­jąc na­ra­sta­ją­cy gniew. Cze­go ta ko­bie­ta chcia­ła? Żeby za­ło­ży­li jej pę­tlę na szy­ję i za­ci­ska­li, pa­trząc, jak się dła­wi, char­czy i wierz­ga no­ga­mi? Mia­ła to zro­bić jej wła­sna cór­ka? Po tym jak za­ry­zy­ko­wa­ła ży­cie, żeby ją ura­to­wać?

Przy­ku­ta do Mie­cza ko­bie­ta uśmiech­nę­ła się mimo bólu.

– Czu­ję twój gniew, chłop­cze. Je­steś pe­wien, że skie­ro­wa­łeś go we wła­ści­wą stro­nę?

Wy­szcze­rzył zęby, pró­bu­jąc opa­no­wać na­ra­sta­ją­cą fu­rię.

– Nie wiem, na ra­zie po pro­stu po­zwa­lam mu pło­nąć. Je­śli tego nie zro­bię, za­cznę wrzesz­czeć. – Się­gnął do pasa. – Może być tru­ci­zna?

Prze­sta­ła się uśmie­chać.

– Co to jest?

Wzru­szył ra­mio­na­mi.

– Zna­jo­mość skła­du tego pły­nu za­pew­ni­ła­by mi do­ży­wot­ne za­in­te­re­so­wa­nie ze stro­ny gil­dii al­che­mi­ków. Czy­li dość krót­kie, je­śli chcesz wie­dzieć. Więc nie py­ta­łem. Nie ma sma­ku ani za­pa­chu. Dwa­dzie­ścia kro­pel wla­nych do oliw­nej lamp­ki w kwa­drans wy­peł­ni dom usy­pia­ją­cy­mi opa­ra­mi. Po go­dzi­nie moż­na bu­rzyć ścia­ny i nikt się nie obu­dzi. Kro­pla na kwar­tę za­pew­nia otę­pie­nie, dwie lek­ką drzem­kę, pięć moc­ny sen. Po dzie­się­ciu sil­ne­mu, zdro­we­mu męż­czyź­nie sta­nie ser­ce. Są­dzę, że na cie­bie wy­star­czy sie­dem. Bez ura­zy.

Przy­glą­da­ła mu się uważ­nie. Z wy­raź­nym na­my­słem na twa­rzy.

– Twój gniew ma dziw­ny za­pach. – Wy­glą­da­ła, jak­by sma­ko­wa­ła po­wie­trze. – I by­naj­mniej nie pło­nie... jest bar­dzo zim­ny. Lo­do­wa­ty. Cie­szę się, że to nie ja je­stem jego ce­lem...

Opu­ści­ła gło­wę.

– Niech bę­dzie dwa­na­ście kro­pel – po­wie­dzia­ła ci­cho. – Dla pew­no­ści.

W jed­nym ko­bie­ta mia­ła ra­cję. Jego gniew był zim­ny. Za­mie­niał krew w ży­łach w lód, a ser­ce w ka­wał zmro­żo­ne­go mię­cha, bi­ją­ce­go mo­no­ton­nym ryt­mem. Emo­cje cho­wa­ły się gdzieś głę­bo­ko, ustę­pu­jąc miej­sca mrocz­nej świa­do­mo­ści i nie­ubła­ga­nej lo­gi­ce tego, co po­win­no zo­stać zro­bio­ne. To ozna­cza­ło jesz­cze jed­no...

– Ona musi mnie po­pro­sić.

Obie unio­sły gło­wy i zwró­ci­ły twa­rze w jego stro­nę. Roz­pacz i ból nada­ły im iden­tycz­ny wy­raz i te­raz na­praw­dę wy­glą­da­ły jak mat­ka z cór­ką.

– Co? Hte?za­py­ta­ły jed­no­cze­śnie.

– Wy, Se­ehij­czy­cy, od lat wy­ra­bia­cie so­bie od­po­wied­nią re­pu­ta­cję. Ona musi mnie po­pro­sić o tę tru­ci­znę. Ina­czej za kil­ka mie­się­cy mogę do­stać w ple­cy za­tru­tą strzał­ką. Znam pra­wa se­ehij­skiej ro­do­wej ze­msty. Nie chcę się w to ba­wić. – Pod­niósł dłoń, uci­sza­jąc chcą­cą coś po­wie­dzieć młod­szą ko­bie­tę. – I ma mi po­wie­dzieć, gdzie jest ko­pia Mie­cza.

Dziew­czy­na otwo­rzy­ła usta, za­swę­dzia­ło go mię­dzy ło­pat­ka­mi.

– Stój! – wrza­snął.

Wy­cią­gnął bu­te­lecz­kę przed sie­bie, trzy­ma­jąc ją dwo­ma pal­ca­mi.

– Je­śli po­czu­ję, że przy­wo­łu­jesz Moc, pusz­czę ją.

Cała trój­ka za­mar­ła w bez­ru­chu. Za­czął li­czyć w my­ślach. Je­den, dwa, trzy...

Przy­ku­ta do Mie­cza Se­ehij­ka na­gle par­sk­nę­ła krót­kim śmie­chem. Omal nie upu­ścił bu­te­lecz­ki.

– Mó­wi­łam, lód. Świat bę­dzie się wa­lił, a ty na­wet nie mru­gniesz. Au­fa­ran’dl bo­uran­deq ourol, Aonel.

1 ... 99 100 101 102 103 104 105 106 107 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)