Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 167
Перейти на страницу:

“Jeśli de Wardes opowiedział wszystko kardynałowi, w co nie należy wątpić, i jeśli mnie rozpoznał, co jest prawdopodobne, muszę się uważać za człowieka zgubionego — mówił sobie d’Artagnan potrząsając głową. — Ale dlaczego kardynał czekał aż do dzisiaj? To proste. Milady zaniosła skargę na mnie przybierając tę cierpiętniczą minę, z którą tak jej jest do twarzy, i ta ostatnia zbrodnia dopełniła miary. Na szczęście — dodał — moi zacni przyjaciele są tutaj i nie pozwolą mnie uprowadzić bez walki. Jednakże kompania muszkieterów pana de Tréville nie może sama wydać wojny kardynałowi, który rządzi Francją i wobec którego królowa jest bezsilna, a król bezwolny. D’Artagnanie, mój przyjacielu, jesteś dzielny, masz wspaniałe zalety, ale kobiety cię zgubią!”

Snując te smutne rozważania wszedł do przedpokoju. Oddał list służbowemu oficerowi, który wprowadził go do poczekalni, sam zaś ruszył w głąb pałacu.

W sali znajdowało się kilku gwardzistów kardynała, którzy rozpoznali d’Artagnana, a wiedząc, że to on zranił Jussaca, spoglądali na niego z osobliwym uśmiechem.

Ten uśmiech wydał się d’Artagnanowi złą wróżbą; ponieważ jednak nasz Gaskończyk nie dawał się łatwo onieśmielić lub raczej, pyszny jak wszyscy ludzie z jego stron, niechętnie okazywał, co działo się w jego duszy, zwłaszcza jeśli uczucia jego przypominały strach, stanął dumnie przed panami gwardzistami i wsparł się ręką o biodro przybierając postawę nie pozbawioną dostojeństwa.

Oficer wrócił i dał znak d’Artagnanowi, by szedł za nim. Młodzieńcowi wydało się, że gwardziści widząc, jak się oddala, szepczą między sobą.

Szedł korytarzem, potem przez wielki salon, wreszcie znalazł się w bibliotece, naprzeciw mężczyzny, który pisał siedząc przy biurku.

Oficer wyszedł nie mówiąc słowa. D’Artagnan stał i przyglądał się piszącemu mężczyźnie.

D’Artagnanowi wydało się zrazu, że ma przed sobą jakiegoś sędziego, który przegląda papiery, ale zauważył, że mężczyzna przy biurku pisze lub raczej poprawia linię nierównej długości, rachując zgłoski na palcach: młodzieniec zrozumiał, że ma przed sobą poetę. Po chwili poeta zamknął manuskrypt, na którego okładce było napisane: Mirame, tragedia w pięciu aktach, i podniósł głowę.

D’Artagnan rozpoznał kardynała.

Rozdział X

STRASZNE WIDMO

Kardynał oparł łokcie na rękopisie, policzek na ręce i patrzył przez chwilę na młodzieńca. Nikt nie miał oka tak przenikliwego jak kardynał de Richelieu, i d’Artagnan czuł, że to spojrzenie mrozi mu krew w żyłach.

Jednakże nie tracił kontenansu; trzymając kapelusz w ręce czekał bez zbytniej dumy, ale też bez zbytniej uniżoności, aż Jego Eminencja raczy przemówić.

— Mości panie — rzekł kardynał — czy jesteś z bearneńskich d’Artagnanów?

— Tak, Wasza Dostojność — odparł młodzieniec.

— Jest wiele gałęzi rodziny d’Artagnanów w Tarbes i okolicy — rzekł kardynał. — Do której należysz?

— Jestem synem tego d’Artagnana, który walczył w wojnach religijnych u boku ojca Jego Królewskiej Mości, wielkiego króla Henryka.

— Otóż to. To ty wyruszyłeś przed siedmiu czy ośmiu miesiącami ze swojej prowincji, by szukać fortuny w stolicy?

— Tak, Wasza Dostojność.

— Przyjechałeś przez Meung, gdzie ci się coś przydarzyło, nie wiem zbyt dobrze co, ale coś tam było.

— Wasza Dostojność — rzekł d’Artagnan — oto co mi się przydarzyło...

— Nie trzeba, nie trzeba — mówił dalej kardynał z uśmiechem, który wyjaśniał, że zna historię równie dobrze, jak ten, co chce ją opowiedzieć — miałeś rekomendację do pana de Tréville, prawda?

— Tak, Wasza Dostojność; ale właśnie na skutek tego nieszczęsnego wypadku w Meung...

— List zaginął — podjął kardynał — tak, wiem o tym; ale pan de Tréville zna się na ludziach, poznaje ich od pierwszego wejrzenia, umieścił cię tedy w kompanii swego szwagra, pana des Essarts, pozostawiając ci nadzieję, że pewnego dnia znajdziesz się w szeregach muszkieterów.

— Wasza Dostojność wie doskonale o wszystkim — rzekł d’Artagnan.

— Od tego czasu zdarzyło ci się niejedno; przechadzałeś się za klasztorem kartuzów, a byłoby lepiej, gdybyś przechadzał się gdzie indziej, potem udałeś się ze swymi przyjaciółmi do wód w Forges; oni pozostali w drodze, ale ty pojechałeś dalej. Nic dziwnego, miałeś sprawy w Anglii.

— Wasza Dostojność — rzekł d’Artagnan osłupiały — wybrałem się...

— Na polowanie do Windsoru czy gdzie indziej, to nikogo nie obchodzi. Ja wiem o tym, ponieważ moim zadaniem jest wiedzieć wszystko. Po powrocie zostałeś przyjęty przez wielce dostojną osobę i widzę z przyjemnością, że zachowałeś pamiątkę, którą ci ofiarowała.

D’Artagnan dotknął ręką pierścienia królowej i odwrócił szybko kamień; ale było za późno.

— Nazajutrz był u ciebie pan de Cavois — ciągnął kardynał — prosił cię, byś przyszedł do pałacu; nie oddałeś mu wizyty i popełniłeś błąd.

— Obawiam się, że naraziłem się na niełaskę Waszej Eminencji.

— A to dlaczego, mój panie? Dlatego że wykonałeś rozkazy swoich przełożonych z większą bystrością i odwagą niż ktokolwiek inny, miałbyś popaść w niełaskę, skoro zasługujesz na pochwały? Karzę ludzi, którzy nie są posłuszni, nie zaś takich, co wykonują rozkazy... aż nazbyt dobrze. Na dowód przypomnij sobie, kiedy to kazałem ci powiedzieć, żebyś przyszedł do mnie, i poszukaj w swej pamięci, co się stało tego samego wieczora.

Tego właśnie wieczora porwano panią Bonacieux. D’Artagnan zadrżał; przypomniał sobie, że przed półgodziną biedna kobieta przejeżdżała obok niego, znów we władzy tej samej potęgi, która spowodowała jej zniknięcie.

— Wreszcie — ciągnął kardynał — ponieważ nie słyszałem o tobie od pewnego czasu, chciałem się dowiedzieć, co się z tobą dzieje. Winien mi jesteś zresztą wdzięczność: zauważyłeś sam, jak bardzo byłeś oszczędzany we wszystkich okazjach.

D’Artagnan skłonił się z szacunkiem.

— Powodem było nie tylko dość naturalne poczucie sprawiedliwości, ale i plany, które powziąłem względem ciebie.

D’Artagnan był coraz bardziej zdumiony.

— Chciałem ci wyłożyć ten plan w dniu, kiedy otrzymałeś moje pierwsze zaproszenie; ale nie stawiłeś się. Na szczęście nic jeszcze straconego i dziś ów plan poznasz. Siadaj tu, naprzeciw mnie, mości d’Artagnanie; jesteś dość dobrym szlachcicem, byś nie musiał stać w mojej obecności.

I kardynał wskazał palcem krzesło młodemu człowiekowi, który był tak zdziwiony wszystkim, co się działo, że usiadł dopiero na drugie skinienie swego rozmówcy.

— Jesteś dzielny, mości d’Artagnanie — ciągnął kardynał — jesteś przezorny, co warte jest jeszcze więcej. Lubię ludzi z głową i z sercem. Nie przerażaj się, przez ludzi z sercem rozumiem ludzi odważnych, ale choć jesteś taki młody i dopiero wszedłeś w świat, masz potężnych nieprzyjaciół: jeśli nie będziesz się miał na baczności, zgubią cię.

— Niestety, Wasza Dostojność — odparł młody człowiek — i z wielką łatwością zapewne; są bowiem potężni i mają oparcie, podczas gdy ja jestem sam!

1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)