Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 137
Перейти на страницу:

— Nie trzeba przepraszać. Ktoś chętnie odpowiada.

— Nawet po wojnie znaleźli się Runowie, którzy nie opuścili Jana’atów. Nawet teraz są. — Obserwował ją uważnie, ale nie zaczęła się kołysać. — Mówią nam, że kochają Jana’atów.

— Czasami tak jest. Runowie to szlachetny lud. Odpłacamy dobrocią za dobroć.

— Uważasz, że źle robią, żyjąc z Jana’atami? Są zdrajcami, jak ci, którzy bogacą się na czarnym rynku?

— Nie zdrajcami. Naiwniakami. W końcu też zostaną zjedzeni. Djanada nic na to nie poradzą. Tacy już są. Winadjanada leży w ich genach, w ich stylu życia.

Właśnie wtedy przypomniał sobie ten chorał.

— Sipaj, Puska, ktoś chce dobrze to zrozumieć. Jesteś cierpliwa i ktoś jest ci wdzięczny. Na północy mówią, że Hlavin Kitheri rozpoczął emancypację Runów…

Po raz pierwszy w ciągu tej długiej rozmowy Puska żachnęła się, wstała i zaczęła chodzić tam i z powrotem.

— Emancypacja! Emancypacja oznaczała: zjemy cię, jak będziesz starszy! Djanada mówili nam, że jesteśmy głupcami!

Oto głupota: Hlavin Kitheri stający samotnie do walki z dwustutysięczną armią! Nie chciał żadnych negocjacji, oto prawdziwa głupota! Proponowaliśmy mu warunki, Hozei! Niech uwolni jeńców, a oddamy mu północ. Hlavin Kitheri wybrał walkę. Był szalony… podobnie jak wszyscy, którzy w niego wierzyli. Teraz patrzyła mu prosto w oczy.

— Sipaj, Hozei: Runowie robili dla djanada wszystko. Zrobili z nas niewolników i żywili tylko po to, żebyśmy im dobrze służyli. Zanim przyszliście i pokazaliście nam, że możemy sami się wyżywić, robili z nas tępaków, którzy nie potrafili szybko myśleć, którzy godzili się ze swoim niewolnictwem. Słuchaj, Hozei! Nigdy więcej. Tamte czasy przeminęły na zawsze. Już nigdy nie będziemy niewolnikami. Nigdy.

Nie było łatwo z nią dyskutować: Runao uniesiona słusznym gniewem była groźnym przeciwnikiem.

— Sipaj, Puska — powiedział, kiedy się uspokoiła — wychowałaś się z Ha’analą. Nigdy się nad tym nie zastanawiałaś? Ona też była szalona?

— Puska odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili. Ktoś rozmyślał o Ha’anali. Nie była szalona. Ale opuściła swój lud, żeby pójść za szalonymi! Więc czyjeś serce wypełniło zakłopotanie. Supaari był jednym z nas, ale Ha’anala już do nas nie wróciła.

— Wiedziałaś, dokąd poszła, kiedy opuściła Trucha Sai?

— Poszła na północ. — Zapadło niezręczne milczenie, a potem Puska dodała: — Ktoś myśli, że mogła zawędrować do Inbrokaru.

— I była tam podczas oblężenia? — Puska uniosła podbródek na znak potwierdzenia. — Puska, czego oczekiwałaś od Ha’anali?

— Że wróci — odpowiedziała stanowczo.

— A kiedy nie wróciła?

W końcu zaczęła się kołysać, a kiedy przemówiła, nie odpowiedziała jemu, lecz własnemu sumieniu.

— Djanada pierwsi wszystko zmienili. Nie dali nam wyboru!

I Djanada sprawili, że nasze serca wypełniła wściekłość. — Nie patrząc na niego, dodała: — Głód jest straszny. Ktoś miał nadzieję, że Ha’anala szybko umrze.

— A kiedy Inbrokar padł, ilu szybko umarło?

Puska VaTrucha-Sai odwróciła wzrok, ale była dzielną kobietą, która raz jeszcze zrezygnowała z bezpieczeństwa stada.

— Byli dla mnie jak trawa — powiedziała. — Nie liczyłam ich.

30. MIASTO INBROKAR: 2072 czasu ziemskiego

Są teraz za nowymi murami — zameldowała Taksayu, a jej słowa odbiły się głuchym echem po kamiennej gardzieli wieży na dziedzińcu ambasady.

— A mój pan i małżonek? — zawołała z dołu Suukmel Chirot u Vaadai, spoglądając na obute stopy Taksayu. — A Najdonioślejszy? Widzisz ich?

— Tam! — zawołała po chwili Taksayu, wskazując ręką na południe, gdzie połyskiwały zbroje. — Najdonioślejszy ma złoty napierśnik i złotą osłonę ogona. I… tak, srebrne naramienniki i płytki na lędźwiach. Ambasador przy jego lewym boku, cały w srebrze. Są na czele, za nimi szlachetnie urodzeni.

— A tamci? — zapytała Suukmel, patrząc na swoją ruńską… No właśnie, kim ona dla mnie jest, pomyślała. Już nie służącą. Często towarzyszką. Może sprzymierzeńcem? W k’sanie nie było odpowiedniego słowa. — Ilu ich jest?

Tak wielu, myślała Taksayu, czując zakazany dreszcz dumy. Jest nas tak wielu! Jak to opisać tej kobiecie, która zawsze kryła się poza zasłonami lektyki lub murami swojej posiadłości? Całe życie pani Suukmel polegało na rozpatrywaniu subtelnych struktur władzy i pokrewieństwa, na lawirowaniu w delikatnej sieci jana’atańskiej polityki, ale to, co Taksayu teraz widziała, nie było abstrakcją. To była rzeczywista potęga.

— Rebelianci są tak liczni jak włosy na ciele — powiedziała. — Jak liście marhlara. Pani, trudno ich zliczyć.

— Wchodzę na górę — oświadczyła Suukmel.

Teraz, kiedy zabrakło energii zasilającej system radiowy, miastem rządziły tylko pogłoski i Suukmel łaknęła informacji. Nie zważając na protesty Taksayu, zmusiła się do wspięcia po wewnętrznej spirali schodków, by zobaczyć to na własne oczy, ale kiedy stanęła u boku Runki i uniosła woal, zachwiała się.

— Jesteś chora? — krzyknęła Taksayu, chwytając ją za ramiona w obawie, że jej pani upadnie.

Nie! Tak! Nie jestem… — Suukmel zarzuciła woal i zamknęła oczy. Barwy wszystkiego, co znajdowało się w odległości nie większej od długości sali bankietowej, zamazywały się w plamy. — Objaśnij mi to — powiedziała, odzyskując spokój. Znowu uniosła woal. — Powiedz mi, co widzę. Wszystko miesza mi się przed oczami., Taksayu zrobiła, co mogła, wskazując obiekty znane Suukmel ze słyszenia. Budynki wyglądały jak zabawki, a drzewa a ‘aja, podobne do tych, które ocieniały dziedziniec ambasady, wydawały się gałązkami lub sadzonkami albo w ogóle nie można ich było wyłowić z tej plątaniny kształtów. Runowie byli plamkami, węzełkami w pozbawionym desenia dywanie. Bezsensowna mieszanina barw i kształtów powodowała u niej mdłości. Po chwili poddała się i wróciła na dół.

To małe kamienne pomieszczenie na parterze wieży było jej ostatnią twierdzą, ostatnim schronieniem, bo cała ambasada pełna była uchodźców. Idąc za przykładem Hlavina Kitheriego, Ma Gurah Vaadai przyjmował ich tylu, ilu mógł wyżywić, ale to Suukmel musiała żyć na co dzień z konsekwencjami tej wspaniałomyślności. Dokonano uboju wszystkich Runów poza służbą osobistą; ci, którzy pozostali, byli tak obciążeni pracą, iż trudno się było dziwić, że tak wielu uciekło z miasta, by przyłączyć się do rebeliantów. Nawet śmiałe reformy Najdonioślejszego nie przygotowały jana’atańskich kobiet do życia pod jednym dachem z obcymi. Nikt już nie wiedział, kto rządzi, kto jest wyższy, a kto niższy rangą. Kłótnie wybuchały raz po raz, zbyt często kończąc się poharatanymi twarzami i krwawiącymi brzuchami…

— To musi być ten cudzoziemiec, Fia! — krzyknęłaTaksayu, wyciągając rękę ponad kamiennym obramowaniem wieży.

— Naprawdę? — wydyszała Suukmel, wracając do schodków i spoglądając w górę z naprężonym gardłem. — Jak to wygląda?

— Jest bardzo małe… jak dziecko! Jak to oddycha? Nie ma nosa! I ogona. — Taksayu wzdrygnęła się. — Musi być okaleczone. Włosy ma tylko na części głowy. — Taksayu poczuła obrzydzenie, kiedy pomyślała, że Najdonioślejszy mógł pokryć takie dziwactwo. — To rzeczywiście potwór — powiedziała — jak zawsze powtarzał nasz pan.

1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)