Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 101 102 103 104 105 106 107 108 109 ... 163
Перейти на страницу:

– Jego żona była tu dzisiaj – powiedział Lozano. – Na wszystko gotowa. Groziła, że pójdzie do prezydenta, do różnych ministrów. Bardzo ładna, prawdziwa dama, don Cayo.

– Nawet nie wiedziałem, że on jest żonaty – powiedział. – Ładna, mówi pan? To dlatego jej nie pokazywał.

– Pan jest zmęczony, don Cayo, to widać – powiedział Lozano. – Niech pan trochę odpocznie. Dzisiaj chyba nie będzie nic ważnego.

– Pamięta pan, jak to było trzy lata temu, kiedy zaczęły krążyć pogłoski o rozruchach w Juliaca? – powiedział Bermudez. – Cztery noce nie spaliśmy i jakby nigdy nic. Co robić, starzeję się, Lozano.

– Mogę pana o coś spytać? – sprytna i służalcza twarz Lozano nabrała przymilnego wyrazu. – Bo tyle plotek krąży. Że będzie zmiana gabinetu, że pan wejdzie do rządu. Nie muszę panu mówić, że u nas w bezpieczeństwie wszyscy się z tego cieszą, don Cayo.

– Nie sądzę, żeby prezydent chciał mnie widzieć na stanowisku ministra powiedział Bermúdez. – Spróbuję go od tego odwieść. Ale jeżeli się uprze, będę musiał się zgodzić.

– Wspaniale – uśmiechnął się Lozano. – Sam pan widział, że brak koordynacji to była często sprawa niedoświadczenia ministrów. Generała Espiny, doktora Arbeláeza. Z panem będzie zupełnie inaczej, don Cayo.

– No dobra. Pojadę odpocząć do San Miguel – powiedział. – Może pan zadzwoni do Alcibíadesa i powie mu, dobrze? Niech mnie budzi tylko w naglących sprawach.

– Przepraszam, znowu zasnąłem – mamrotał Ludovico szarpiąc Hipolita. – San Miguel? Tak jest, don Cayo.

– Jedźcie się przespać i wrócicie tu po mnie o siódmej wieczorem – powiedział. – Pani jest w łazience? Tak, Simula, zrób mi coś do jedzenia. Jak się masz, kochana. Prześpię się trochę. Od dwudziestu czterech godzin nic nie jadłem.

– Okropnie wyglądasz, można się przestraszyć – zaśmiała się Hortensja. – Znowu się gdzieś łajdaczyłeś?

– Zdradzałem cię z ministrem Wojny – mruknął wsłuchując się w uparty, tajemniczy szum we własnych uszach, licząc nierówne uderzenia własnego serca. Niech mi przyniosą coś do jedzenia, padam z niewyspania.

– Poczekaj, pościelę ci łóżko – Hortensja strzepnęła prześcieradła, zasłoniła okno, a on poczuł, że zsuwa się po jakimś skalistym zboczu i gdzieś daleko dostrzegał poruszające się w ciemnościach postacie; zsuwał się dalej, pogrążał się i nagle ktoś się na niego rzucił, ktoś go brutalnie wyciągał z jego kryjówki, z gęstych, ślepych ciemności. – Od pięciu minut wołam, Cayo. Dzwonią z prefektury, mówią, że bardzo pilne.

– Don Cayo? Senator Landa od pół godziny znajduje się w ambasadzie argentyńskiej – igły przeszywały mu źrenice, głos Lozano bezlitośnie torturował jego uszy. – Wyszedł wejściem dla służby. Nasi ludzie nie widzieli, że jedzie do ambasady. Bardzo mi przykro, don Cayo.

– Chce skandalu, chce się zemścić za upokorzenia – z wolna odzyskiwał panowanie nad zmysłami. – Niech pan tam w dalszym ciągu trzyma swoich ludzi, Lozano. Jeśli wyjdzie, niech go aresztują i odstawią do prefektury. Jeżeli Zavala wyjdzie ze swego domu, też go aresztujcie. Halo, Alcibiades? Doktorze, proszę mi jak najszybciej znaleźć doktora Lorę, muszę się z nim natychmiast widzieć. Niech mu pan powie, że za pół godziny będę u niego w biurze.

– Czeka na pana małżonka doktora Ferro, don Cayo – powiedział doktor Alcibiades. – Mówiłem, że pan nie przyjedzie, ale ona nie chce wyjść.

– Niech pan się jej pozbędzie i natychmiast uprzedzi doktora Lorę – powiedział. – Simula, leć i powiedz policjantom na rogu, że muszę mieć zaraz wóz policyjny.

– Co się stało, czemu taki pośpiech? – powiedziała Hortensja i podniosła piżamę, którą przed sekundą rzucił na ziemię.

– Kłopoty – powiedział wkładając skarpetki. – Długo spałem?

– Może godzinę – powiedziała Hortensja. – Chyba się skręcasz z głodu, co? Każę ci odgrzać obiad.

– Nie mam czasu – powiedział. – Tak, sierżancie, do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, i to na cały gaz. Człowieku, niech pan nie staje pod światłami, mnie się spieszy. Minister na mnie czeka, już go uprzedziłem, że jadę.

– Pan minister jest na zebraniu, wątpię, czy pana przyjmie – młodzieniec w szarym garniturze i w okularach obrzucił go nieufnym, badawczym spojrzeniem. – Można wiedzieć kto?

– Cayo Bermúdez – powiedział i zobaczył, jak młody człowiek jednym skokiem podrywa się z krzesła i znika za połyskliwymi drzwiami. – Przepraszam, że pana nachodzę, doktorze Lora. Mam coś bardzo ważnego, chodzi o Landę.

– O Landę? – niziutki, łysy człowieczek z uśmiechem podawał mu rękę. – Chyba mi pan nie powie, że…

– Tak, od godziny jest w ambasadzie argentyńskiej – powiedział. – Prawdopodobnie poprosi o azyl. Chce narobić hałasu i postawić nas w głupiej sytuacji.

– Najlepiej będzie dać mu zaraz pozwolenie na wyjazd – powiedział doktor Lora. – Niech ucieka, krzyżyk na drogę.

– Mowy nie ma – powiedział Bermúdez. – Niech pan porozmawia z ambasadorem, doktorze. Da mu pan całkiem wyraźnie do zrozumienia, że Landa nie jest ścigany przez policję, zapewni go pan, że senator może w każdej chwili na swój paszport wyjechać z kraju.

– Mógłbym się tylko skompromitować niedotrzymaniem obietnicy, don Cayo – powiedział doktor Lora uśmiechając się z rezerwą. – Proszę sobie wyobrazić, w jakiej sytuacji byłby rząd, gdyby…

– Obietnica zostanie dotrzymana – powiedział Bermúdez szybko i zobaczył, że doktor Lora przygląda mu się z powątpiewaniem. W końcu przestał się uśmiechać, westchnął i dotknął dzwonka.

– Właśnie dzwoni pan ambasador – młodzieniec w szarym garniturze, z uśmiechem na pozbawionej zarostu twarzy, przebiegł gabinet i niemal zgiął się w kolanach. – Co za zbieg okoliczności, panie ministrze.

– No więc już wiemy, że poprosił o azyl – powiedział doktor Lora. – Tak, porozmawiam z ambasadorem, a pan może przez ten czas zadzwonić z sekretariatu, don Cayo.

– Czy mogę skorzystać z pańskiego telefonu? Przepraszam pana, chciałbym rozmawiać bez świadków – powiedział Bermúdez, i młody człowiek w szarym garniturze poczerwieniał gwałtownie; z obrażoną miną kiwnął głową na znak zgody i wyszedł. – Lozano? Landa może lada chwila opuścić ambasadę. Nie ruszajcie go. Informujcie o każdym jego kroku. Tak, będę u siebie w biurze.

– Tak jest, don Cayo – młody człowiek, smukły, wysoki, szary, przechadzał się po korytarzu. – Zavali też nie, jakby wyszedł z domu? Dobrze, don Cayo.

– Rzeczywiście poprosił o azyl – powiedział doktor Lora. – Ambasador jest zdziwiony. Landa, jeden z liderów parlamentarnych. Nie mógł uwierzyć. Uspokoiłem go obietnicą, że Landa nie będzie aresztowany i może wyjechać, kiedy zechce.

– Zdjął mi pan kamień z serca, doktorze – powiedział Bermúdez. – Teraz spróbuję jeszcze raz załatwić tę sprawę. Dziękuję, doktorze.

– Wprawdzie nie pora teraz na to, ale chciałbym pierwszy panu pogratulować – powiedział z uśmiechem doktor Lora. – Bardzo mnie ucieszyła wiadomość, że na Święto Narodowe wejdzie pan w skład gabinetu, don Cayo.

– To zwykłe plotki – powiedział Bermúdez. – Jeszcze nic nie jest przesądzone. Prezydent jeszcze ze mną nie rozmawiał, a ja też nie wiem na razie, czy przyjmę ten awans.

– Rzecz jest zdecydowana, a my wszyscy bardzo się cieszymy – powiedział doktor Lora biorąc go za ramię. – Musi się pan poświęcić i wyrazić zgodę. Prezydent liczy na pana, i słusznie. Do zobaczenia, don Cayo.

– Do widzenia panu – powiedział szaro ubrany młodzieniec z głębokim ukłonem.

– Do widzenia – powiedział i oto, pociągnąwszy gwałtownie, własnymi rękami dokonał kastracji, po czym rzucił Hortensji ów śliski kawał mięsa: to dla ciebie. – Do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, sierżancie. Co to, sekretarek już nie ma? Co się stało, doktorze, co pan taki blady.

1 ... 101 102 103 104 105 106 107 108 109 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)