Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 167
Перейти на страницу:

Satelitów już nie było. Większość z nich przestała istnieć wraz z wejściem w atmosferę posleeńskich kul bitewnych, a reszta została zniszczona przez powietrzne systemy obronne lądowników.

Te same systemy stworzyły całkowicie wręcz nieprzenikalną barierę wokół wojsk Posleenów. Aby ich odnaleźć, niewielkie oddziały musiały wychodzić w pole i przemieszczać się tak długo, aż nawiązały kontakt. Był to powrót do starych, złych czasów. Do grup zwiadowczych i rozpoznania walką. Do określenia tego nader często używano wyrażenia „Mroczne Wieki”.

Taktyka walki Posleenów polegała na tym, że kiedy pojawiał się jakiś cel, natychmiast otwierali ogień, po czym ruszali w pościg za niedobitkami. Można było to wykorzystać i spróbować podprowadzić ich w kierunku umocnień obronnych… tyle, że umocnień jeszcze nie przygotowano. Cała koncepcja obrony opierała się więc na założeniu, że patrole piechoty lub kawalerii nawiążą kontakt z wrogiem, same nie będąc dostrzeżonymi.

Teraz patrole te zamieniały się w harcowników, co najczęściej kończyło się bardzo źle. Na północnym skraju terenu opanowanego przez Posleenów, w obszarze operacyjnym dziesiątego korpusu, pluton zwiadowczy z dwudziestej pierwszej dywizji kawalerii przekonał się na własnej skórze, jak szybcy i brutalni potrafią być Posleeni.

Sekcja zwiadowcza na drodze międzystanowej numer 1 składała się z dwóch hunwee i dwóch bradleyów, przemieszczających się sekcjami. Najpierw odcinek trasy pokonywał hunwee, potem w jego ślady szedł bradley. Kiedy docierali na zaplanowaną pozycję, ruszała następna sekcja. Dwudziestopięciomilimetrowe działka cały czas przeczesywały teren w poszukiwaniu źródeł ciepła.

Kiedy bradley z drugiej sekcji jechał do kolejnego punktu, z bocznej drogi bez ostrzeżenia wynurzyła się kompania centaurów. Zanim rozstawiona sekcja zdążyła poinformować o pojawieniu się celu, czterystu posleeńskich wojowników otworzyło ogień z odległości niecałych pięciuset metrów.

Jadący bradley został trafiony jako pierwszy, a trzymilimetrowe penetratory podziurawiły przedział desantowy. Wolframowe pociski po pokonaniu cienkiego magnezowego pancerza rozsiekały siedzących w bwp żołnierzy. Trwało to jedną, przerażającą chwilę; w ciągu sekundy w bradleya wycelowały cztery posleeńskie wyrzutnie rakiet hiperszybkich. Cztery poruszające się z szybkością trzech dziesiątych prędkości światła pociski prawie jednocześnie uderzyły w pojazd z takim impetem, że praktycznie nic z niego nie zostało.

Czołowy hunwee zniknął kilka sekund później, pochłonięty zmasowanym ogniem z jednomilimetrowych karabinów magnetycznych, a tylna sekcja, ostrzelana z blisko stu trzymilimetrowych karabinów i wyrzutni pocisków hiperszybkich, przetrwała tylko chwilę dłużej.

Cała bitwa zakończyła się, zanim jednostka zdążyła przekazać raport o nawiązaniu kontaktu, a nawet zanim którykolwiek z żołnierzy zdołał ruszyć się z miejsca.

Gęsty dym i trzask pocisków hiperszybkich nie uszły jednak uwadze kolejnej grupy zwiadowców. Kompania wsparcia, okopana tysiąc metrów z tyłu, pospiesznie przygotowała się do obrony i wysłała raport o nawiązaniu kontaktu. Ich pluton czołgów typu Abrams odjechał na tyły rozsypującego się centrum handlowego. Z krótkim, niemal niezauważalnym trzaskiem lufy studwudziestomilimetrowych dział wybiły ostatnie szklane witryny, a masywne wozy bojowe ukryły się w cieniu budynku.

* * *

Arkady Simosin patrzył na główny ekran IVIS, na którym zaczęły pojawiać się pozycje Posleenów, i już wiedział, że są zgubieni. Pięćdziesiąta dywizja piechoty dopiero co dotarła na stanowiska obrony i zaczęła się okopywać. Wolniejsza czterdziesta pierwsza dywizja nawet nie była jeszcze w komplecie na miejscu.

Jedno spojrzenie na szybko niknące niebieskie strzałki spychanej w tył kawalerii wystarczyło, aby stwierdzić, że Posleeni przybywają na obiad i nie odejdą z pustymi rękami. Uderzył w przycisk na panelu kierowania.

— Artyleria korpusu… — zaczął mówić oficer, który się zgłosił, i nagle urwał, gdy zobaczył, z kim rozmawia. — Słucham, sir.

— Rozpocznijcie namierzanie miejsc nawiązania kontaktu, jakby były to prawdziwe prośby o wsparcie artyleryjskie. — powiedział szybko do oficera artylerii.

— Ale to tylko szacunkowe pozycje, generale — zaprotestował pułkownik.

— Tak, ale kiedy już otworzycie do nich ogień, na wszystkich tych drogach będzie gęsto od Posleenów. Czy działa pancerników sięgną aż tutaj?

Oficer spojrzał gdzieś poza ekran na inny wyświetlacz.

— Tak, sir. Bez problemów sięgną do drogi krajowej i wzdłuż całego frontu kawalerii. Teraz mamy tylko Missouri; Massachusetts jest w drodze. Ale pancerniki nie są podłączone do sieci taktycznej, więc musimy im przekazywać namiary celu ustnie.

— To wystarczy. Dostarczcie im koordynaty. Chcę przyłożyć nadchodzącemu przeciwnikowi tak mocno, jak się da. Wykonać.

— Tak jest, sir — oficer stuknął w kilka przycisków — na rozkaz.

— Bez odbioru.

Generał przerwał połączenie i odchylił się do tyłu. Zmienił skalę IVIS, żeby przyjrzeć się całej północnej Wirginii, po czym wstukał kilka nowych komend. Batalion pancerzy wspomaganych dzieliło od celu jeszcze sześć godzin marszu. Zresztą generał był całkowicie pewien, że jeden batalion niczego nie zmieni.

Jedenasta dywizja piechoty mobilnej była ledwie o dziesięć godzin marszu stąd, ale była to dywizja tylko z nazwy. Miała ledwie półtorej brygady wyekwipowanych i nie do końca przeszkolonych żołnierzy.

Nacisnął kolejny przycisk i wywołał szefa sztabu.

— Rzeczywiście miałem kiepski pomysł.

— Tak, sir?

— Jak dotąd wszystkie przemieszczenia jednostek zakończyły się całkowitym niepowodzeniem, ale chyba musimy przygotować się do kolejnego manewru.

— Teraz, sir? — zapytał mocno zdziwiony szef sztabu.

Korpus jeszcze nie dotarł na swoje pozycje, a generał znowu chciał ruszać.

— Nie teraz. Powiedziałem, że mamy się przygotować. Może będziemy musieli rozpocząć wojnę manewrową. Jeśli tak się stanie, chcę być jak najlepiej przygotowany. Bitwa już trwa, a jej wynik zależy od dowódców kompanii. Niech sztab zacznie pracować nad planem przemieszczenia korpusu na oś północ-południe, na pomoc od Occoquan. Dziewiętnasta dywizja ruszy na zachód; tam zakotwiczą lewe skrzydło. Jeśli wróg zepchnie nas z pozycji, będziemy musieli skręcić w kierunku Manassas i zwolnić tempo ich natarcia na dziewiąty korpus.

— A co z czterdziestą pierwszą dywizją, generale? Będzie wisieć w próżni.

— Zaplanujcie jej działania na północnym skrzydle, ale zgadzam się, że będą mieli problem z zakończeniem manewru. Mogą wycofać się w kierunku mostów Occoquan albo, w ostateczności, dotrzeć do Potomaku, a my ich stamtąd zdunkierkujemy pod osłoną pancerników.

— Zakłada pan, że nie uda nam się zatrzymać wroga, sir.

— Zgadza się. Taktycznie rzecz biorąc nie jesteśmy w stanie na tyle długo utrzymać z nimi kontaktu bojowego, aby skutecznie wskazać cele artylerii, a przynajmniej nie udało nam się to do tej pory.

Sprawdzimy, co się stanie, gdy natrafiana przygotowane do obrony pozycje. Gdybyśmy mieli więcej czasu, więcej przestrzeni, żeby ich opóźniać, może udałoby się nam wygrać tradycyjnie. Teraz sądzę, że bez dobrych okopów, zasieków i bunkrów pokonają nas. Przekonamy się.

* * *

— Celuj w punkt namiaru!

— Punkt celowania zidentyfikowany!

Zaginiony sierżant plutonu i Moździerz Jeden dołączyli do jednostki w trakcie przemarszu i Keren mógł znów zejść wszystkim z oczu. Porucznik radził sobie z kolejnym przemarszem i zebraniem brakujących pojazdów z godną podziwu łatwością. Najwyraźniej poczuł się jak młody koń, który aż do czasu pierwszej gonitwy nie miał szansy zabłysnąć. Ustawiał teraz moździerz korzystając ze wskazówek starszego plutonowego Simmonsa i robił to naprawdę dobrze. Moździerze zostały ustawione, zanim ktokolwiek się obejrzał, a żołnierze po wykonaniu zadania wskoczyli do transporterów, żeby sprawdzić swoje wyświetlacze IVIS.

1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)