Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 99 100 101 102 103 104 105 106 107 ... 167
Перейти на страницу:

Simosin zmusił swój zmęczony umysł do wysiłku.

— Wezwij dwudziestą pierwszą. Powiedz im, że mają zostać na miejscu. Jeśli pojawią się Posleeni, niech nie angażują się na pełną skalę, tylko postarają się opóźnić ich marsz. Niech pięćdziesiąta dywizja przemieści się do linii, na której obecnie rozlokowana jest trzydziesta trzecia. Niech czterdziesta pierwsza przesunie się do tej linii. Niech jak najwięcej jednostek w szyku bojowym jak najszybciej znajdzie się na tej linii.

— W ten sposób znajdziemy się prawie na Prince William, generale — zauważył zastępca szefa sztabu do spraw operacyjnych. — Daleko na północ od miejsca, którego chciał bronić prezydent.

— Na północ czy południe od Prince William?

— Na południe, sir.

— Dobrze, prezydent będzie musiał to jakoś przełknąć. Jeśli będziemy mieli drogę za plecami, pozwoli nam to na przesyłanie posiłków w tę i z powrotem, jeśli okaże się to konieczne. Proszę przemieścić artylerię korpusu na północ od Occoquan; będą mogli udzielić bliskiego wparcia. I przenieście tam także wszystkie elementy logistyki, oprócz amunicji i żywności. Niech dowódcy dywizji sami ocenią, gdzie chcą umieścić artylerię. Powinni wiedzieć, że jeśli będzie ona na północ od drogi, to znajdzie się poza zasięgiem Posleenów, kiedy zburzymy mosty.

— A jak idą prace na mostach?

— Są już okablowane, zaminowane i gotowe do wysadzenia, generale — powiedział dowódca saperów dziewięćdziesiątej piątej dywizji piechoty. — Wysadzą je, kiedy ostatnie jednostki przejdą na południową stronę, a uchodźcy będą już po stronie północnej, albo kiedy Posleeni znajdą się na odległość kontaktu.

— Cóż, musimy zrobić wszystko, by tak się nie stało. Na razie zajmijcie się rozmieszczeniem jednostek. Nadal mamy jeszcze czas, żeby wszystko naprawić, chłopaki; musimy tylko zakasać rękawy.

43

Niedaleko Ladysmith, Wirginia, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
09:12 letniego czasu wschodniego USA
10 października 2004

Ogień artylerii dwudziestej dziewiątej dywizji piechoty przypominał poruszone gniazdo szerszeni. Szerszenie zaczęły powoli, pojedynczo wychodzić i rozglądać się wokół, jakby chciały sprawdzić, co trafiło w ich dom.

Ersin trzymał się kurczowo uchwytu pod dachem i siedzenia przed sobą, kiedy hunwee po raz piąty oderwał się od ziemi, tym razem z głośnym pluskiem opadając w koryto strumienia. Woda gwałtownie chlusnęła na maskę pojazdu. Nad Ersinem terkotało dwudziestopięciomilimetrowe działko. Kiedy zastanawiał się, czy strzelec faktycznie łudzi się, że trafi w cokolwiek z ciągle podskakującego samochodu, operator działka chrząknął z satysfakcją.

— Lepiej trzymaj nas kołami na ziemi, Tom! — kanonier przekrzyczał warkot silnika, kiedy pojazd wyjechał ze strumienia. — Dostałem jednego Wszechwładcę.

Spojrzał na siedzącego obok starszego sierżanta Sił Specjalnych i zaśmiał się.

— Wiedziałem, że pewnego dnia okaże się, że cały ten czas, który spędziłem przy grze w „Dolinę Śmierci”, nie poszedł na marne!

Ersin zerknął za siebie i zobaczył, jak drzewa z tyłu rozpadają się od posleeńskiego ostrzału. Hunwee skręcił w uniku tak ostro, że ręka ześlizgnęła się sierżantowi z uchwytu i z impetem wpadł na celowniczego. Szeroki rozstaw kół i nowoczesny napęd pozwalały na wykonywanie manewrów, które wywróciłyby na dach każdą zwykłą terenówkę.

— Przepraszam! — krzyknął sierżant i z wysiłkiem wrócił na swoje miejsce.

— Nie szkodzi, sierżancie. — Kanonier wskazał czteropunktowe pasy, które trzymały go w miejscu. — Właśnie dlatego wymieniliśmy tu pasy. — Spojrzał na monitor. — Nie mamy niczego w zasięgu wzroku.

— Jeszcze kilometr do drogi krajowej! — dowódca załogi krzyknął przez warkot diesla. — Powiedziałem im, że nadjeżdżamy!

— Żeby tylko przepuścili nas przez nasze linie! — Ersin stuknął w przekaźnik. — Przekaźnik, połącz mnie z sierżantem Muellerem.

— Połączenie nawiązane, sierżancie Ersin.

— Mueller?

— Tak, Ersin. Rozumiem, że mamy towarzystwo.

— Jak wam idzie?

— Podpinamy detonatory najszybciej, jak potrafimy.

— Cóż, wróg jest jakiś kilometr-półtora od waszej pozycji. Pospieszcie się.

— Przyjąłem. Trzeba ich utrzymać z dala od drogi krajowej numer 1.

— A niby jak, u diabła, mamy to zrobić?

— Wiesz, jak się prowadzi świnię? — zapytał Mueller.

— Nie wiem.

Mueller mu wyjaśnił.

Starszy sierżant w odpowiedzi uśmiechnął się i zerknął przez tylne okno samochodu. Posleenom na pewno nie spodoba się przyjęcie, jakie zgotuje im dwunasty korpus.

* * *

— Jest pan pewien, sierżancie? — zapytał celowniczy bradleya, obracając wyrzutnię TOW.

— Nie, ale takie mamy rozkazy. Edwards — zwrócił się do kierowcy — bądź gotowa do akcji, kiedy otrzymasz rozkaz.

— W porząsiu, sierżancie — powiedziała kobieta kierująca bojowym wozem piechoty i nerwowo przesunęła przepustnicę.

— A teraz, Irvine, masz… jonn mngu — …odpalić rakietę w bok. Wiem.

— W ten sposób, miejmy nadzieję, lądownik nie zacznie strzelać do nas od razu. Kiedy Posleeni skręcą na nas, pociągniemy ich za sobą drogą numer 632.

— A co będzie, jeśli załatwią nas od razu?

— Wóz Cztery namierzy ogień z ziemi i zajmie się nim. Nam, co prawda, niewiele to da.

— Mam rodzinę w Richmond — szepnął celowniczy. — Cel — dodał, kiedy obiekt znalazł się w polu widzenia celownika.

— Jasne.

Dowódca pojazdu spojrzał przez peryskop. Wyrzutnia TOW była wycelowana w pole tytoniu. Przy odrobinie szczęścia celowniczy powinien dać radę skręcić kierowanym przewodowo pociskiem rakietowym i skierować go prosto w lądownik, zanim odezwą się systemy obronne przeciwnika. Prostsze rozwiązanie, strzał wprost w lądownik, doświadczalnie zweryfikowano na Barwhon jako samobójstwo. Teraz, zgodnie z planem, Posleeni powinni wysłać swoje siły w pościg za bradleyem. I ścigać go, gdy będzie uciekał drogą krajową.

Ponieważ bwp znajdował się w odległości prawie trzech tysięcy metrów od lądownika, musieli się obawiać jedynie systemów obronnych lądownika i broni zamontowanej na pojazdach Wszechwładców. Nie znaczyło to bynajmniej, że jakoś znacząco rosła ich szansa na przetrwanie.

Gdyby plan się powiódł, Posleeni mieli zostać wystawieni na flankowy ogień snajperów jednostek kawalerii, rozproszonych po lasach i polach w okolicy, a żołnierze przygotowujący zasadzki zyskaliby więcej czasu.

— Potwierdzam, cel zidentyfikowany. Ognia!

— Człowieku — wyszeptał ochryple strzelec, dotykając przycisku odpalania. — Naprawdę wolałbym, żeby do tej akcji wysłali Abramsa.

* * *

Wojska Lądowe Stanów Zjednoczonych znalazły się w niecodziennej sytuacji braku wywiadu polowego, a przecież to wiedza o sile i zamiarach wroga w znacznej mierze decyduje o zwycięstwie. Całe lata przygotowań armii w erze przedposleeńskiej poświęcono na zapewnienie dowódcom niemal boskiej orientacji co do sytuacji na froncie. Satelity spoglądały z olimpijskich wyżyn swoich orbit, a bezzałogowe drony i samoloty zwiadowcze ze skomplikowanymi radarami i systemami wizyjnymi udzielały precyzyjnych i co chwila aktualizowanych informacji o ruchach wrogich oddziałów.

Przybycie Posleenów pokazało jednak, co to znaczy „zamęt wojny”.

1 ... 99 100 101 102 103 104 105 106 107 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)