Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
Przy Rivenfort Plaza wał łączył się z nasypem. Spodziewano się, że miejsce to stanie się celem zmasowanych ataków, więc wzniesiono tam z pomocą czołgów siedemdziesiątej piątej dywizji pancernej potężną barykadę.
Główna rezerwa obrony, siedemdziesiąta piąta dywizja pancerna, zajęła pozycje w budynku Thyl Corporation, który wznosił się wysoko ponad wyspą i umożliwiał prowadzenie bezpośredniego ostrzału amunicją odłamkowo-burzącą. Jedynego zachowanego mostu dla pieszych, który łączył wyspę z brzegiem James, bronił batalion dwudziestej drugiej dywizji kawalerii. Chodziło o to, aby zwabić Posleenów na wyspę; w momencie przekraczania rzeki byliby wystawieni na ogień jak kaczki.
Oprócz osobistej broni, wozów bojowych i karabinów automatycznych, każdy zespół bojowy otrzymał karabin typu Protean. Zatwierdzono go zaledwie rok wcześniej; było to ukochane dziecko Hestera L. Jacobsa, znienawidzonego przez większość oficerów zaopatrzenia z Sił Lądowych.
Wojska lądowe zamierzały wprowadzić te karabiny do użycia razem z automatycznymi systemami bojowymi piechoty, ale na zamiarach się skończyło. W stylu, w jakim rozwijano każdą zaopiniowaną przez komitet broń lekką, pion zamówień ostatecznie sformułował założenia konstrukcyjne nowej autonomicznej broni maszynowej, przechodząc z oryginalnego pomysłu lekkiej, prostej broni automatycznej osadzanej na trójnogu do czegoś, co było właściwie małym czołgiem.
Jacobs, były sierżant piechoty morskiej, przypuścił więc atak na oficerów i podoficerów polowych piechoty i udało mu się nawet — wbrew przepisom — zademonstrować im swoją nową broń i uzyskać ich sugestie i komentarze na piśmie.
W krótkim czasie, uwzględniając te uwagi, Jacobs udoskonalił swój polowy system bojowy i zaczął nachodzić kongresmanów i senatorów, argumentując, że po pierwsze, jego system już działa, a po drugie, koszty jego funkcjonowania są znacznie niższe, niż systemu dopiero tworzonego przez główne korporacje.
Jego argumenty zaczęły w końcu trafiać tam, gdzie trzeba, i — w rzadkim przebłysku rozsądku — Kongres odrzucił biurokratyczne postępowanie wojskowej sekcji zaopatrzenia, nakazując przyjąć System Karabinów Bojowych Jacobsa.
Karabiny były ciężkie i niewygodne do niesienia, ale trzeba przyznać, że broń ta mogła przechylić szalę zwycięstwa na stronę ludzi.
Składała się z karabinu maszynowego M-60F — najnowszej wersji wysłużonej broni automatycznej, która towarzyszyła żołnierzom jeszcze w Wietnamie — i łatwego do montażu automatycznego systemu strzeleckiego. Na system strzelecki składał się zmechanizowany trójnóg i system naprowadzania oparty na skanowaniu terenu, czyli laserowych zdjęciach strefy ostrzału. Kiedy jakaś obiekt przecinał omiatające teren wiązki podczerwonego lasera, karabin otwierał ogień. Broń taką można było wyprodukować trzykrotnie mniejszym kosztem i w pięciokrotnie krótszym czasie niż inne wersje broni. Już po niecałym roku można było zaopatrzyć w nią wszystkie wojska.
M-60F korzystał z najnowszej zdobyczy technologii w dziedzinie produkcji luf. Lufy te aktywnie odprowadzały ciepło, dlatego można było strzelać, dopóki tylko starczyło amunicji. Każdy zespół był wyposażony w „zasobnik bojowy”, czyli pudło wypełnione dwudziestoma pięcioma tysiącami pocisków kaliber 7,62 mm. Skrzynie były strasznie ciężkie — sto pocisków do M-60F waży trzy i pół kilo — ale za to zapewniały każdemu zespołowi trzykrotnie większą siłę rażenia. Ponadto można było je ze sobą łączyć i po opróżnieniu jednej ładować broń z drugiej. Krążył nawet dowcip, że jeśli zużyło się tylko dwie skrzynie, czyli pięćdziesiąt tysięcy sztuk amunicji, był to zły dzień i należało wziąć sobie za to jeden dzień wolnego.
W planie obrony Richmond duże znaczenie miały umocnienia obronne na wzgórzach Mosby i Libby.
Ich zbocza od strony James i Schockoe Bortom były bardzo strome, o wiele za strome dla Posleenów, za to północne i zachodnie stoki były znacznie łagodniejsze. Biegły tamtędy drogi prowadzące do domów na wzgórzach.
W wyniku przeprowadzonych prac zbocza stały się tak strome, że niemal pionowe. Wiele opuszczonych budynków zburzono i z pozyskanego gruzu zbudowano umocnienia i pozycje bojowe dla osłaniającej wojsko kawalerii. Kawaleria tymczasem instalowała przed swoimi pozycjami miny przeciwpiechotne i budowała zasieki z drutu kolczastego oraz rozpiętych na wysokości kolan plątańców. Wozy bojowe kawalerii stały daleko w tyle, w każdej chwili gotowe do wyjazdu.
Na zewnętrznych krańcach linii obrony czekała brygada kawalerii. Następny pierścień tworzyły dywizje piechoty i ciężkiej artylerii. Na wzgórzach ustawiono ponad sto dział kaliber 155 mm. Artyleria miała za zadanie między innymi osłaniać odkryte drogi, takie jak Broad Street, które biegły przez centrum Richmond, Schockoe Bortom i dalej w okolice Monrrose Heights.
Gdyby w jakimś momencie — a taka chwila po prostu musiała kiedyś nadejść — Posleeni ruszyli szarżą w górę ulicy, dostaliby się pod ogień baterii A i B ze sto dziewięćdziesiątego trzeciego pułku artylerii, okopanych i strzelających z minimalnej odległości pociskami rozpryskowymi. Gdyby mimo to udało im się jakoś przedrzeć, droga została zaminowana tak, aby po wysadzeniu ładunków powstał krater uniemożliwiający podejście.
Na wewnętrznym pierścieniu rozlokowano ponad połowę dywizyjnych moździerzy, przygotowanych do prowadzenia ostrzału z gąsienicowych transporterów. Ponieważ były one dla Posleenów zupełnie niewidoczne z każdego kąta, z jakiego centaury mogłyby prowadzić ogień, uznano, że można je zgrupować w ciasnych formacjach i przygotować do odskoczenia, gdyby pojawiła się taka konieczność. Uzupełniono je artylerią, jako że moździerze nie były zdolne do prowadzenia ognia na wprost. Za to ich pociski zawierały o wiele więcej materiału wybuchowego, niż amunicja zwykłej artylerii lufowej. Ponieważ granaty moździerzowe wystrzeliwuje się z gładkich luf, nie muszą być odporne na potężną siłę odśrodkową, działającą na szybko obracający się dla stabilizacji pocisk z działa.
Dlatego studwudziestomilimetrowy granat moździerzowy ma taką samą moc wybuchu, jak stupięćdziesięciopięciomilimetrowy pocisk artyleryjski.
Moździerze, jak na swój rachityczny wygląd, potrafią całkiem efektownie się pokazać, a na wzgórzach ustawiono ich ponad setkę.
Ponadto transportery, na których je rozstawiono, w odróżnieniu od osłoniętych zwykłą blachą dział samobieżnych były opancerzone tak, aby wytrzymać bezpośredni kontakt z nieprzyjacielem. Obsługa moździerzy była wyszkolona i dobrze uzbrojona; salwa zmechanizowanego plutonu moździerzy miała dwukrotnie większą wagę niż w zwykłym plutonie liniowym, a do tego posiadał on tak samo autonomiczne systemy strzeleckie. Gdyby Posleeni przedarli się przez zewnętrzne linie obrony, pozycje kawalerzystów i prowadzony na wprost ogień samobieżnej artylerii, musieli jeszcze poradzić sobie z plutonem moździerzy, zanim zdołaliby położyć łapy na punkcie dowodzenia i składzie kwatermistrzowskim.
Wzgórza Libby i Mosby oraz Montrose Heights były najeżonymi artylerią fortecami, niecierpliwie oczekującymi przybycia centaurów. Jednostki przeciwnika w otwartym terenie to dla artylerii samo mięsko.
Podczas gdy na północy i wschodzie wzniesiono ciężkie umocnienia, zachodnia część miasta była praktycznie pozbawiona obrony; strzegły jej tylko rozproszone jednostki kawalerii. Plan obrony opierał się na założeniu, że Posleeni skierują się na wschód, do Schockoe Bottom. Wzdłuż dróg międzystanowych 95 i 1 rozstawiono zapory, które miały ich zniechęcić do marszu na zachód. Kiedy Posleeni podeszliby bliżej, wszystkie drogi na zachód miały zostać zniszczone potężnymi ładunkami wybuchowymi, które właśnie instalowano. Generał Keeton był wprawdzie przygotowany na pchnięcie do obrony tego kierunku siedemdziesiątej piątej pancernej, ale tylko w sytuacji, gdyby pojawiły się w tym miejscu niewielkie siły wroga. W przeciwnym razie — gdyby Posleeni masowo skręcili na zachód — najlepszym planem obrony możnaby było się podetrzeć.