Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 167
Перейти на страницу:

— Rozumiem, sir — odpowiedział taktownie Keren — to naprawdę nie jest takie łatwe. — Chwycił pokrętła wyrównawcze i wycentrował je, po czym spojrzał w wizjer i przestawił ciężką podpórkę trójnoga. Potem obiema rękami zaczął kręcić jednocześnie wszystkimi trzema pokrętłami.

— Kierunek ognia to dwa tysiące osiemset, zgadza się, sir? — spytał.

— Tak, dwa tysiące osiemset milisekund — odpowiedział zmieszany porucznik i spojrzał mu przez ramię, żeby się upewnić, czy pęcherzyk powietrza w poziomicy rzeczywiście jest wycentrowany. Ku jego zaskoczeniu był. — Jak do diabła udało ci się zrobić to tak szybko?

— W ten sam sposób, jak pan wślizguje się do Carnegie Hall — Specjalista ustawił mechanizm na dwa tysiące osiemset milisekund i obrócił go w kierunku namiaru.

— Moździerz Dwa, celuj w punkt namiaru! — krzyknął.

— Moździerz Dwa, punkt celowania zidentyfikowany! — odpowiedział Riley.

Celowniczy z drugiego transportera poderwał się z ziemi, gdzie drzemał, i zanurkował do pojazdu. Chwilę później wystawił głowę przez właz.

— Odchylenie jeden-siedem jeden siedem pięć! Dość blisko.

— Odchylenie jeden-siedem jeden siedem pięć!

Keren skierował wizjer na drugi wóz bojowy i odczytał namiary.

— Moździerz Trzy!

— Tu Moździerz Trzy!

— Celuj w punkt namiaru!

— Punkt celowania zidentyfikowany!

— Odchylenie jeden-dziewięć jeden jeden osiem!

— Odchylenie jeden-dziewięć jeden jeden osiem!

Zaczekał, aż obsługa pozostałych moździerzy odpowie, zadowolony, że pomocnik celowniczego w jego transporterze jest szybszy od celowniczego z trzeciego wozu, po czym powtórzył tę procedurę jeszcze dwukrotnie dla każdego moździerza, póki nie zostały ustawione równolegle.

— Udało się. Możemy się przekonać, czy są dobrze ustawione, strzelając z nich jednocześnie, sir. Bardziej precyzyjnie nie umiem ich już ustawić.

— To niesamowite. Jak udało ci się tak szybko ustawić pęcherzyk w poziomie? — Oficer wciąż był pod wrażeniem pokazu umiejętności.

— Starszy sierżant mojego plutonu nauczył mnie tej sztuczki, sir.

Jeśli pęcherzyk wygląda, jakby miał zamiar ruszyć w jedną stronę, należy jednocześnie chwycić dwa pokrętła. Przekręcić jedno, by popchnąć pęcherzyk, a drugim ruszyć w przeciwną stronę. Należy patrzeć na całość na wprost, a nie z góry. Dzięki temu nie będzie pan gonił wzrokiem za pęcherzykiem.

— Zapamiętam. Dzięki.

— Bez urazy, sir, ale trzeba było szybko je ustawić.

— Wiem. Myślę, że kompania rzeczywiście będzie nas tym razem potrzebować.

Młody porucznik najwyraźniej starał się nie sprawiać wrażenia przestraszonego. Uczono go, że nie wygląda to dobrze, i zapewniano, że w sytuacji takiej jak ta na pewno wywoła to panikę wśród żołnierzy. Tak bardzo starał się nie wyglądać na przestraszonego, że zamiast tego wyglądał na przerażonego.

Kerenowi zrobiło się żal biednego dzieciaka.

— Sir, jesteśmy trzy kilometry za frontem, a przed nami siedzi batalion twardych sukinsynów z pierwszej linii. Czym się tu martwić?

— Aż tak to po mnie widać?

— Jak cholera. Życzy pan sobie rady, sir?

— Nie, ale pewnie i tak mi jej udzielisz.

Keren roześmiał się.

— Inaczej nie byłbym kapralem. Proszę wrócić do transportera Centrum Kierowania Ogniem. Niech pan powie plutonowemu Fordowi — który jest dupkiem, o czym każdy wie — żeby sprawdził wozy bojowe i upewnił się, czy wszystkie karabiny maszynowe kaliber .50 zostały wyczyszczone i naoliwione, i skontrolował zapowietrzenie. Proszę tymczasem siedzieć spokojnie i studiować mapę, którą na pewno zna pan już na pamięć. Niech pan nie chodzi nerwowo w kółko i nie popija wody. Może pan nawet udawać, że śpi. Potem niech pan kilka razy przejrzy podręcznik.

— I to ma podnieść żołnierzy na duchu? — uśmiechnął się porucznik.

— Nie, ale lepiej niech nie widzą, jak biega pan co kwadrans do kibla, sir — odpowiedział kapral. — Nowicjusze i, cholera, nawet plutonowi trzęsą portkami. Mogliby pójść za pana przykładem i zająć się jakąś pracą, żeby odwrócić uwagę od niebezpieczeństwa. Proszę się zachowywać tak, jakby to były tylko kolejne ćwiczenia w miły, pogodny dzień.

— Dobra rada. Więc czemu, u diabła, nadal jesteś tylko kapralem?

— Nie słyszał pan o tym, sir?

. — Nie.

— Powiedziałem mojemu ostatniemu dowódcy plutonu, że jego matka była dziwką, która urodziła go w publicznej toalecie i zapomniała spuścić wodę. — Przez chwilę wyglądał na zmieszanego. — Byłem wtedy trochę pijany. Ale swoją drogą dowódca był dupkiem — zakończył, jakby to całkowicie wyjaśniało całe zdarzenie.

— Założę się, że był.

— Przyjąłem. Bez odbioru.

Kapitan Robert Brantley ostrożnie odwiesił mikrofon na widełki, włożył na głowę kevlarowy hełm, dopiął pasek, po czym chwycił karabin maszynowy i sprawdził komorę. Upewnił się, że jest pusta i wspiął się po skrzynkach amunicji, żeby wydostać się z bradleya na zewnątrz. Kiedy tylko stanął na miękkiej ściółce lasu, przywołał energicznym gestem swojego starszego sierżanta.

Czekając na niego patrzył na okopującą się kompanię. Rozkaz był jasny i nie podlegał dyskusji. Dwuosobowe pozycje bojowe, nakładające się pola ostrzału, pozycje broni maszynowej M-60E z dodatkową osłoną, wały obronne z worków z piaskiem. Jak na razie wszystko było w najlepszym porządku.

— Jak idzie? — spytał, kiedy zbliżył się do niego sierżant.

Starszy sierżant został dopiero niedawno przeniesiony do tej jednostki. Był to ogromny facet, z tak rozwiniętym mięśniem piwnym, że jeszcze kilka lat temu w ogóle nie przyjęto by go do wojska.

Dowódca kompanii zaakceptowałby to jednak bez słowa — armie funkcjonowały całe wieki, nie składając się ze szczupłych atletów — gdyby okazał się on dobrym podoficerem. Niestety, nie okazał się.

Był miłym, cichym prostaczkiem, który doszedł do obecnej rangi najwyraźniej dzięki temu, że trafiał na przełożonych, którym pasował miły, cichy prostaczek w roli podoficera. Kapitan Brantley zastanawiał się, jak mogło do tego dojść w oddziałach przygotowywanych do walki z pierwszą falą najazdu Posleenów. W oddziałach, które opuścił dziesięć lat temu, zazwyczaj pozbywano się takich osobników w okolicach stopnia plutonowego.

— Dobrze, sir — odpowiedział starszy sierżant i niedbale zasalutował.

Obciągnął pomarszczoną koszulę munduru polowego, próbując jednocześnie zapiąć pas oporządzenia, co tylko jeszcze bardziej uwydatniło jego brzuch.

— Pierwszy pluton ma już większość swoich ludzi, ale nadal nie mamy łączności z trzecim i nie widać ani śladu kompanii Bravo, więc nikt nie osłania drugiego plutonu z lewej.

— No to ładnie. Moździerze są już gotowe, żeby udzielić wsparcia, ale są tylko dwa. Jak wygląda sprawa z przygotowaniem pozycji? I co z ciepłym posiłkiem?

— No, pierwszy pluton nie zajął jeszcze swoich pozycji. Nie mogę połączyć się z zastępcą, więc nic jeszcze nie wiem o żywności.

Kapitan Brantley powstrzymał się od westchnienia. Przypomniał sobie starszego sierżanta w kompanii, którą ostatnio dowodził. Podoficer — jeden z ostatnich, którzy służyli w Wietnamie — potrafił namierzyć sekcję zaopatrzenia niezależnie od tego, jak bardzo się zgubili, a jeśli mu się to nie udawało, dostarczał żołnierzom pizzę.

I to śmigłowcem, jeśli trzeba. Już w czasach Wellingtona, jeśli nie Gustawa Adolfa[9], dostrzeżono ogromną wagę dobrego posiłku przed bitwą. Brantley nie był więc szczególnie zadowolony, że idzie na wojnę tylko z częścią swojej kompanii, odsłoniętym lewym skrzydłem i na dodatek z żołnierzami, którzy mają tylko paczkowaną żywność polową i prowiant, który sami sobie zapakowali.

вернуться

9

Gustaw Adolf (1594–1632) — król Szwecji (Gustaw II), uczestnik wojny trzydziestoletniej.

1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)