Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
— Dobra, przy drodze krajowej jest McDonald’s. Weź hunwee dowódcy i przywieź sto dwadzieścia hamburgerów i trzydzieści cheeseburgerów. — Wyciągnął portfel i wręczył pierwszemu sierżantowi pieniądze. — Spróbuj zapłacić czekiem, jeśli przyjmą. Jeśli będzie nieczynne, obsłuż się sam. Niech pojedzie z tobą starszy kapral Forrier.
Skinął na żołnierza od łączności, który przechadzał się znudzony po rampie bradleya. Chłopak robił wrażenie, jakby czekał na coś do roboty.
— Jeśli nie będzie tam nic ciepłego do jedzenia, rozejrzyj się, znajdź delikatesy, restaurację, cokolwiek. Jasne?
— Tak jest, sir. — Starszy sierżant wyglądał na zmieszanego. — Nie chciałbym pana zostawiać, kapitanie. Nie wiemy, kiedy zaatakują.
— Więc postaraj się wrócić z dobrym żarciem, zanim to nastąpi.
I bądź ze mną w kontakcie radiowym, żebym mógł cię sprowadzić, kiedy będziesz mi potrzebny.
— Tak jest, sir. Może zastępca będzie miał trochę jedzenia.
— Może. Ruszajcie, sierżancie.
Podoficer znowu zasalutował i skierował się do hunwee. Trzeba przyznać, że jeśli dostał jasne instrukcje, wykonywał je najlepiej, jak umiał. Kiedy problem był już z głowy, kapitan Brantley zobaczył, jak przez sosnowy las nadjeżdża hummer dowódcy batalionu.
Wysoki, muskularny oficer wyskoczył z samochodu, zanim jeszcze pojazd całkowicie się zatrzymał, i podszedł szybkim krokiem do czekającego dowódcy kompanii. Chociaż podpułkownik Hartman wyglądał na dwudziestolatka, był już po sześćdziesiątce i jako dowódca batalionu pierwszej dywizji piechoty odszedł w stan spoczynku na początku lat osiemdziesiątych. Ten rzetelny, zawodowy oficer dopiero przed czterema miesiącami objął dowództwo batalionu i pilnie pracował nad tym, żeby osiągnąć poziom wyszkolenia, z którego mógłby być dumny. Niestety Posleeni najwyraźniej nie zamierzali dać mu dość czasu na rozwiązanie wszystkich problemów jednostki.
Zbliżając się do dowódcy kompanii Alfa — jedynego dobrego dowódcy pod jego komendą — zastanawiał się, jak przekazać mu złe wieści.
— Pułkowniku — kapitan Brantley skinął głową — zaproponowałbym panu kubek gorącej kawy, ale najwyraźniej rozminęliśmy się z sekcją zaopatrzenia.
— To nie jest niestety nasz jedyny problem — stwierdził dowódca batalionu z wymuszonym uśmiechem. — Przejdźmy się.
Oficerowie oddalili się od jednostki tak, aby nikt nie mógł ich usłyszeć. Pułkownik na wszelki wypadek ustawił Brantleya tyłem do żołnierzy. Żeby nie widzieli jego twarzy, kiedy usłyszy nowiny.
— Nie mam dobrych wiadomości — powiedział bez ogródek pułkownik. — Żadnych. Mam za to na pęczki złych. Wiem, że Bravo nie osłania waszego lewego skrzydła, bo kompanii Bravo właściwie nie ma. Z bradleyów w ich rejonie operacyjnym da się sformować pluton, pozostałe zgubiły się albo gdzieś się ukrywają. Może znajdziemy jeszcze parę oddziałów, które po prostu zabłądziły, ale większość uciekła. Po prostu uciekła, zanim jeszcze rozpoczęła się ta przeklęta bitwa.
Pułkownik starał się, aby uczucie wstydu i złości nie odbiło się na jego twarzy. Nawet stąd dostrzegał ukradkowe spojrzenia okopujących się żołnierzy, a nie miał zamiaru zdradzić im, w jakie szambo wdepnęli.
— Wasz pierwszy pluton wmieszał się w dwudziestą pierwszą dywizję kawalerii, więc zostali aż do odwołania przydzieleni jako wsparcie kawalerii.
— O, w mordę. — Dowódca kompanii starał się nie dopuścić do wybuchu wzbierającego w nim histerycznego śmiechu. — Jezu, mamy przesrane.
— Kolumny kwatermistrzowskie batalionu — łącznie z zapasami żywności, sekcją zaopatrzenia, amunicją, jednostkami remontowymi i logistycznymi — jakimś sposobem dotarły na Prince William Parkway i są już w połowie drogi do Manassas. Właśnie tam jest wasze śniadanie.
— Chciałbym zwinąć manatki i ruszyć za nimi. I to razem z całą kompanią.
— W to akurat nie wątpię — odpowiedział oschle dowódca batalionu. — Widziałem już parę całkiem spieprzonych na poligonie manewrów, ale ten jest najgorszy.
— To nie poligon, sir. — Dowódca kompanii Alfa nie mógł się zdobyć nawet na cień humoru. Wstrząsnął nim zimny dreszcz i zaschło mu w ustach. — A kompania Charlie?
— Mniej więcej tak jak wy, jeśli chodzi o skuteczność, z tym że kapitan Lanceman zaginął.
Obojętny wyraz twarzy dowódcy zdawał się wskazywać, że raczej nie jest zmartwiony nieobecnością kapitana.
— Przekazałem dowództwo drugiemu oficerowi, porucznikowi Sinestre, i on ma teraz większość kompanii, ale brakuje mu sekcji moździerzy. Posłałem mu moździerze Bravo, a wam przekazuję żołnierzy tej kompanii jako wasz trzeci pluton. Są jednak jeszcze inne problemy.
— Jakie, sir?
— Nie mamy też nikogo na prawym skrzydle.
— A gdzie jest drugi batalion? — spytał zaszokowany dowódca kompanii.
— Gdzieś koło naszej sekcji zaopatrzenia, czyli trzydzieści mil stąd, koło Manassas. Dostali rozkaz okopania się właśnie tam. Cała brygada kręci się wokół jak kurczak bez głowy, więc zamierzam rozciągnąć batalion szerzej. Trzeci batalion osłania nasze lewe skrzydło, ale na prawym skrzydle nie mamy nikogo. Wysłałem zwiadowców na poszukiwanie trzydziestej trzeciej dywizji, która powinna być gdzieś w pobliżu, a może znajdą nawet czterdziestą czwartą.
Co prawda IVIS twierdzi, że nie ma nikogo między naszą pozycją a Potomakiem, ale jakoś w to nie wierzę. Ktoś musi być koło drogi krajowej!
— Niech mi pan to powie jeszcze raz. — Arkady Simosin czuł się jak żywy trup. Chociaż dowodził już wielokrotnie — poczynając od plutonu czołgów, a na wielu korpusach kończąc — nigdy jeszcze nie widział tak straszliwego bałaganu, jak tej nocy. Korpus miał całkowicie pomieszane jednostki, kierunki marszu i zadania. Teraz zebrał się jego sztab, żeby przekazać mu złe wieści.
— Jak pan wie, sir, plan bojowy korpusu przewidywał, że czterdziesta pierwsza dywizja zajmie pozycje między Potomakiem a zjazdem z międzystanówki 95 na drogę numer 1, trzydziesta trzecia dywizja zgromadzi się w rejonie tych dróg, a pięćdziesiąta zajmie pozycje na zachód od dróg z osłoną kawalerii na zachodzie i dziewiętnastą pancerną w rezerwie. Zakładaliśmy bowiem, że Posleeni ruszą wzdłuż zjazdu w kierunku Alexandrii.
— Proszę mi powiedzieć coś, o czym jeszcze nie wiem — warknął generał. — Mówiliście, że czterdziestej pierwszej nie ma na miejscu.
— Właśnie, sir. Tylko dwudziesta pierwsza i pięćdziesiąta dywizja są na właściwej drodze wschód-zachód. Czterdziesta pierwsza jest siedem mil z tyłu, a trzydziesta trzecia w odległości czterech mil od właściwych pozycji. Kolumny zaopatrzeniowe są już w drodze do jednostek bojowych. Obecnie mamy trzy dywizje, które zamiast właściwego rozmieszczenia zgrupowane są w eszelonach, co aż się prosi o…
— Klęskę. — Arkady skrzywił się i zerknął na ekran komputera. — Ale komputer twierdzi tylko, że nie dysponujemy pełną siłą.
— Komputer wskazuje tylko, że część każdej jednostki jest we właściwym miejscu. Ale niestety większa część każdej dywizji jest tam, gdzie panu mówiłem, sir. To znaczy tam, gdzie mieli się znaleźć zgodnie z rozkazami, lub tam, gdzie sami postanowili rozmieścić swoje siły.