Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 137
Перейти на страницу:

Nico przeżuwał swój plasterek z lubością, cały rozpromieniony, ale nagle przypomniał sobie coś, co od pewnego czasu zamierzał powiedzieć.

— Don Emilio — zaczął — chciałbym uzyskać rozgrzeszenie…

Sandoz potrząsnął głową.

— Nico, musisz pójść do któregoś z księży. Ja już nie mogę spowiadać.

— Nie — powiedział Nico. — Nie do księdza. Tylko ty możesz mnie rozgrzeszyć. Don Emilio, przepraszam, że cię pobiłem.

— Odwalałeś tylko swoją robotę — odrzekł z ulgą Emilio.

— To była zła robota. Żałuję, że to zrobiłem.

Żadnego zasłaniania się poleceniem Carla. Żadnych uników. Żadnych usprawiedliwień.

— Nico — powiedział Emilio ze spokojem, którego wymagała sytuacja — przyjmuję twoje przeprosiny. Wybaczam ci, że mnie pobiłeś.

Nicowi to nie wystarczyło.

— W obu przypadkach?

— W obu przypadkach.

Nico sprawiał wrażenie, że naprawdę bardzo mu ulżyło.

— Twoją świnkę morską zaniosłem do sióstr. Dzieci obiecały, że będą się nią opiekować.

— To dobrze, Nico — powiedział Emilio po chwili, zdumiony, jak bardzo to go ucieszyło. — Jestem ci za to wdzięczny i za to, że mi powiedziałeś.

Nabrawszy otuchy, Nico zapytał:

— Don Emilio, czy sądzisz, że odwalimy dobrą robotę na tej planecie?

— Nie jestem pewny, Nico. Za pierwszym razem, kiedy tam byłem, bardzo się staraliśmy być dobrymi ludźmi i postępować słusznie, ale wszystko poszło nie tak. Tym razem powody, dla których tam lecimy, nie są… czyste. Ale kto wie? Może mimo wszystko wyjdzie z tego jakieś dobro.

— To by była ironia — zauważył Nico.

Emilio popatrzył na wielkoluda z prawdziwym wzruszeniem.

— Tak, masz rację. To by była ironia. — Zdał sobie sprawę z tego, że jest rad z odwiedzin Nica. — A ty, Nico? Co ty o tym sądzisz?

— Nie jestem pewny, don Emilio — odpowiedział z powagą Nico, naśladując ton Sandoza i jego słowa, jak to często robił. — Myślę, że powinniśmy poczekać, aż tam się znajdziemy i zobaczymy, co się tam dzieje. To moja rada.

Emilio pokiwał głową.

— Jesteś bardzo rozsądny, Nico.

Ale Nico miał jeszcze coś do powiedzenia.

— Myślę, że ten, kto cię skrzywdził, ten Kitheri, też może żałować, tak jak ja. Myślę, że jego muzykajest cudowna… lepsza nawet od Verdiego. Ktoś, kto tworzy taką muzykę, nie może być całkiem zły. Tak myślę.

To już było o wiele trudniejsze do zaakceptowania, ale mogło zawierać ziarnko prawdy… Emilio wstał, dając znać, że to koniec odwiedzin, i choć Nico również wstał, nie poszedł w kierunku drzwi. Łagodnie podniósł prawą rękę Sandoza i pochylił się, żeby ją ucałować. Emilio próbował wyrwać rękę, ale łagodny uścisk Nica okazał się nie do pokonania.

— Don Emilio — powiedział Nico — mógłbym dla ciebie zabić lub umrzeć.

Emilio, który rozumiał ten język, spojrzał w bok i próbował sobie wyobrazić, jak powinien zareagować na taki przejaw niezasłużonego uwielbienia. Jedna tylko odpowiedź wydawała się możliwa, więc zamknął oczy, by zastanowić się, czy jest w stanie wypowiedzieć to z taką szczerością, na jaką ten człowiek zasługiwał.

— Dziękuję ci, Nico — powiedział w końcu. — Ja też ciebie kocham.

Prawie nie zauważył, kiedy Nico wyszedł.

Miasto Gayjur: 2080 czasu ziemskiego

Wiele lat później Joseba Urizarbarrena przypomniał sobie ten dziecięcy chór — i słowo w języku k’san oznaczające emancypację — podczas rozmowy z córką Kanchaya VaKashan. Kiedy Joseba spotkał ją po raz pierwszy, Puska VaTrucha-Sai była szanowanym członkiem rady starszych w Gayjurze, a jej punkt widzenia często okazywał się bardzo pomocny w odtwarzaniu przez niego i innych księży historii ruńskiej rewolucji.

— Przez wiele lat dochodziło do sporadycznych walk — mówiła mu Puska — ale na początku Fia była zwolenniczką „biernego oporu”. W kilku miastach doszło do strajku generalnego. Wielu miejskich Runów po prostu odeszło, odmawiając poddania się ubojowi.

— Jak na to zareagował rząd? — zapytał Joseba.

Niszcząc wioski, które dały schronienie miejskim Runom. Potem zaczęli palić pola rakaru, rosnącego dziko w środkowej części kontynentu, żeby nas zmusić głodem do uległości. — Zamilkła na chwilę, wspominając te wydarzenia i oceniając je na nowo z perspektywy czasu. — Równowaga została zachwiana, kiedy Fia uwierzyła, że zaczynają przeciw nam używać broni biologicznej. Fiajako dziecko widziała choroby używane przeciw ludowi, który nazywano Kurdami. Kiedy zaczęła się szerzyć zaraza, myśleliśmy, że Runowie żyjący poza liniami djanada zostali zarażeni, a potem potajemnie powysyłani na południe, żeby zarazić wszystkich, którzy będą się z nimi kontaktowali.

— Ale chorobę mogło też spowodować nagłe wymieszanie się różnych grup Runów podczas rebelii — zauważył Joseba. — Wielu zaczęło żyć w zupełnie nowych środowiskach. Zbieracze z błot zaczęli pracować razem z miejskimi specjalistami… I jedni, i drudzy zetknęli się z ogniskami miejscowych chorób, na które nie byli uodpornieni. Zaczęli je roznosić po całym kontynencie…

— Tak — przyznała Puska po chwili. — Tak mówili niektórzy z naszych uczonych. Ale nie było co do tego zgody… — Wyprostowała się, postawiła uszy. — Djanada nie dali nam innej możliwości, musieliśmy uderzyć z całą mocą. Ludzie umierali. Całymi tysiącami. Walczyliśmy o życie. — Spojrzała na północ i zmusiła się do bezstronności. — Oni chyba też.

— Sipaj, Puska, ktoś się zastanawia, czy sami Jana’atowie się zmienili, czy też zmienił się pogląd Runów na Jana’atów…

Puska rozważała to przez chwilę, a kiedy przemówiła, zaczęła używać angielskich zaimków, jak robiło to teraz wielu Runów, by podkreślić, że jest to ściśle osobista opinia.

— Moje spojrzenie na djanada zmieniło się, kiedy opuściłam Trucha Sai. — Zamilkła na chwilę, patrząc w dal. — Kiedy po raz pierwszy ruszyliśmy na Mo’arl… Sipaj, Hozei, co my tam zobaczyliśmy! Płakałam co noc przez całą porę roku. Tam były drogi wybrukowane naszymi kośćmi, pokruszonymi i zmieszanymi z zaprawą wapienną… Groble wzdłuż rzek… trzykrotnie przewyższające wzrost kobiety… z samych kości. Buty ze skór naszych zmarłych… w miastach nosili je nawet Runowie! Były tam sklepy… — Spojrzała na Josebę. — Półmiski z językami, półmiski z sercami. Nogi, ręce, stopy, polędwice, podgardla!

Combry, ogony, golonki… wszystko pięknie wyłożone. Przychodzili tam ruńscy służący i wybierali mięso dla swoich panów. Jak mogli to wytrzymać? Jak djanada mogli żądać od nich czegoś takiego?

— Ktoś nie jest pewny — odpowiedział szczerze Joseba. — Czasami nie ma wyboru. Czasami wybory są nieprzemyślane. Ludzie potrafią się przyzwyczaić do wszystkiego. — Puska wysunęła podbródek, a potem opuściła ogon, nie będąc w stanie wyobrazić sobie, jak funkcjonował ten dawny świat. — A jednak byli i tacy Runowie, którzy pozostali z Jana’atami…

— Sipaj, Hozei: Oni byli zdrajcami — oświadczyła z przekonaniem Puska. — Musisz to zrozumieć. Stali się bardzo bogaci, sprzedając ciała martwych żołnierzy Jana’atom, którzy płacili każdą cenę za kawałek mięsa. Ale ci Runowie i tak dostali to, na co zasłużyli: w końcu djanada ich również zjedli.

— Sipaj, Puska, ktoś przeprasza, że wciąż wypytuje…

1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)