Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 99 100 101 102 103 104 105 106 107 ... 153
Перейти на страницу:

Randall najchętniej uciekłby z niebezpiecznego szlaku. Myślał o tym, żeby jak najszybciej uwolnić się od wierzgającego osła i męczącego słońca i znaleźć się w bezpiecznym, solidnym schronieniu na szczycie. Po kwadransie wyczerpującej jazdy dotarli tam wreszcie, ponad poletkami kapusty wznosiły się wysokie mury klasztoru z przegniłymi drewnianymi balkonami. Od klasztornej bramy spieszył im naprzeciw furtian.

I cały ten egzotyczny koszmar, pomyślał Randall, tylko po to, żeby się dowiedzieć, jak to możliwe, że Jakub pisze o wędrówce Jezusa po dnie rzymskiego jeziora, jeżeli zostało ono osuszone dopiero trzy lata później!

Wyprawa wydała mu się wariactwem, klasyczną donkiszoterią. Zdumiony, że się w ogóle na nią zdecydował, Randall wiedział jednak, co nim powodowało. Nie chciał utracić bardzo jeszcze wątłej wiary.

– Panie Randall…

Ocknął się z zamyślenia i zobaczył stojącego w drzwiach ojca Spanosa.

– Panie Randall, opat Petropoulos może już pana przyjąć. Zwyczajowo zwracamy się do niego „ojcze".

Pokój opata był zaskakująco przestronny i jasno oświetlony. Ściany pokrywały religijne freski o żywych barwach, lecz dość topornej formie, z wyobrażeniami archanioła Gabriela, Chrystusa i Dziewicy na tronie. Z sufitu zwisał wielki metalowy kandelabr, a rozstawione wszędzie blaszane lampki oliwne zalewały pomieszczenie żółtym światłem. Przy okrągłym, zarzuconym starymi księgami stole stał patriarcha, z pewnością ponad siedemdziesięcioletni.

Miał na sobie ciężki czarny habit z wyszytą czaszką z piszczelami, czarną czapkę przypominającą fez i toporne chłopskie buty. Był niewysoki i kruchy, o brązowej, pergaminowej skórze twarzy. Nosił długie włosy, białą brodę i wąsy. Na cienkim nosie widniały dziwne, prostokątne okulary bez oprawek.

– Witam w Simopetrze, panie Randall – odezwał się opat. Głos miał łagodny, wręcz kojący. – Mam nadzieję, że podróż nie zmęczyła pana nadmiernie.

– To dla mnie zaszczyt, że ojciec zechciał mnie przyjąć – odrzekł Randall.

– Czy mój angielski pana satysfakcjonuje, czy woli pan może rozmawiać po francusku lub włosku?

– Po angielsku, jak najbardziej – odparł z uśmiechem Randall – choć wolałbym mówić po aramejsku, gdybym znał ten język.

– Ach, aramejski. Nie jest wcale taki straszny, jak pan sądzi. Oczywiście mnie trudno jest to ocenić, ponieważ poświęciłem całe życie na jego zgłębianie. Proszę, niech pan siada. – Opat usadowił się przy stole na wyściełanym skórą krześle, a Randall szybko usiadł obok. – Spodziewam się, że chce pan spędzić u nas noc przed powrotem do Salonik?

– Jeśli to możliwe.

– Cieszą nas goście, bo nieczęsto są tutaj widywani. Oczywiście musi pan być przygotowany na pewne niedogodności. Na przykład wanna jest urządzeniem w klasztorze nieznanym. Zwykliśmy mawiać: „Kto raz zanurzył się w Chrystusie, nie musi się już myć powtórnie". Pański materac został jednak okadzony dymem i nie znajdzie pan w nim żadnych insektów.

– Interesuje mnie tylko język aramejski, ojcze Petropoulosie. Reszta nie ma znaczenia.

– No tak, oczywiście. Język Naszego Pana. Język skromny, niezbyt piękny, a jednak wypowiedziano w nim największe prawdy tego świata. Tak, aramejski. To język semicki. Nazwany tak od wyżyny Aram w Syrii i Mezopotamii. Aramejczycy byli nomadami, którzy w piątym wieku przed Chrystusem zaczęli się osiedlać w północnej Palestynie, obejmującej także Galileę. Za czasów młodości Chrystusa był to język ubogich, natomiast hebrajskim posługiwali się głównie ludzie wykształceni… kapłani, uczeni, sędziowie. Aramejskim mówiły masy oraz ludzie związani z handlem. Ale oba te języki są blisko ze sobą spokrewnione. Można powiedzieć, że są kuzynami.

– A co je różni od siebie?

– Niełatwo to wyjaśnić – odrzekł opat, głaszcząc brodę. – Hebrajski i aramejski mają ten sam alfabet pisany, złożony z dwudziestu dwóch znaków. Lecz są to wyłącznie spółgłoski, nie istnieją znaki dla samogłosek. W mowie jednakże każdy z języków ma więcej głosek, niż zawiera jego alfabet. Dlatego ktoś piszący po hebrajsku i ktoś drugi piszący po aramejsku użyją tych samych spółgłosek do tego samego słowa, lecz obaj dodadzą do niego trochę inne znaki sugerujące samogłoski. Na przykład, jeśli ktoś napisałby Pan lub Bóg po hebrajsku, wymawiałoby się to Eli, po aramejsku zaś Elia. Czy wyrażam się jasno?

– No cóż, chyba co nieco zrozumiałem.

– Nie jest to takie ważne – stwierdził opat. – Jak przypuszczam, interesuje pana starożytny aramejski?

– To prawda.

– Przejdźmy więc do rzeczy. Muszę powiedzieć, panie Randall, że nic nie wiem o powodach pańskich odwiedzin poza skąpą informacją z Salonik, że chodzi o jakiś papirus z pierwszego wieku.

– Czy słyszał ojciec o Drugim Zmartwychwstaniu?

– O Drugim Zmartwychwstaniu?

– Tak. To kryptonim projektu związanego z publikacją nowej Biblii. Grupa wydawców zamierza wspólnie przedstawić światu nową wersję Nowego Testamentu, opartą na doniosłym odkryciu archeologicznym we Włoszech przed sześciu laty.

– A tak, oczywiście – przerwał mu opat. – Teraz sobie przypominam. Biblista z Anglii, profesor Jeffries, chciał mnie zaprosić do współpracy przy tłumaczeniu znaleziska. Nie wyjaśnił bliżej, o co chodzi, ale brzmiało to bardzo intrygująco. Gdyby nie moja choroba, pewnie bym się nie oparł pokusie. Ale nie mogłem wyjechać. Czy może mi pan powiedzieć, panie Randall, o co chodziło? Proszę się nie obawiać, zachowam rzecz w tajemnicy.

W ciągu następnych pięciu minut Randall bez najmniejszego wahania przedstawił mnichowi najważniejsze fakty związane z Ewangelią według Jakuba i Pergaminem Petroniusza.

Gdy skończył, oczy Petropoulosa błyszczały z ekscytacji.

– Czy to możliwe? – wymamrotał. – Czy mógł się zdarzyć: taki cud?

– Mógł i zdarzył się – powiedział cicho Randall. – Wieli' jednak zależy od opinii ojca o jednym zagadkowym fragmencil w tekście Jakuba.

– To dzieło Pana – rzekł opat – a ja jestem jego sługą..

– Odkrywcą tych tekstów – mówił dalej Randall, wyjmując z aktówki fotografię papirusu numer dziewięć – jest profesor Monti z Włoch, który prowadził wykopaliska w Ostii, niedaleko Rzymu. Poinformowano mnie, że profesor wraz z córką odwiedzili ojca przed pięciu laty, by potwierdzić autentyczność znaleziska. Potem jednak dowiedziałem się, że córka profesora w żadnym wypadku nie mogła przebywać na półwyspie Athos.

– To absolutnie niemożliwe.

– No właśnie. Zastanawiałem się jednak, czy może sam profesor nie odwiedził ojca w celu konsultacji.

Bujna broda opata poruszyła się na boki.

– Nikt taki z pewnością mnie nie odwiedził – odparł. – W każdym razie… – zamilkł i zmrużył oczy, próbując sobie coś przypomnieć. – Monti, powiedział pan? Czy on wykładał na uniwersytecie w Rzymie?

– Zgadza się.

– Pamiętam, że pisał do mnie. Tak, z pewnością, to było cztery czy pięć lat temu, a może nawet wcześniej. Ten profesor zapraszał mnie do Rzymu, chciał zapłacić za podróż, żebym obejrzał jakiś aramejski papirus. Miał dużo pracy i nie mógł przyjechać tutaj. Później… teraz to sobie przypominam… profesor Jeffries także wspominał o włoskim archeologu, który odnalazł wyjątkowej wagi dokumenty z pierwszego wieku. Ale nie miałem nigdy okazji spotkać profesora Montiego osobiście, ani tutaj, ani nigdzie indziej.

– Tak też myślałem – stwierdził Randall, starając się ukryć gorycz w głosie. – Chciałem się tylko upewnić. – Położył na stole fotografię arkusza papirusu oraz kartkę z angielskim przekładem tego fragmentu. – To właśnie ten tekst, który chciałem ojcu pokazać. Najpierw jednak wytłumaczę krótko, na czym polega problem, który mam nadzieję przy pomocy ojca rozwiązać.

1 ... 99 100 101 102 103 104 105 106 107 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)