Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 153
Перейти на страницу:

– Jak długo trwa ta druga pora modlitw? – zapytał Randall, gdy dotarł na górę.

– Trzy godziny. Ale proszę się nie lękać, opat Petropoulos oczekuje pana i skróci swe praktyki. – Mnich wyszczerzył się w uśmiechu. – Pan głodny, nie?

– Właściwie…

– Posiłek już czeka na pana. Jak pan skończy, opat będzie gotowy. Chodźmy.

Randall znów ruszył za mnichem, szerokim, wilgotnym korytarzem o bielonych ścianach, mijając poobtłukiwane bizantyńskie kolumny i gdzieniegdzie freski z postaciami świętych o wyłupionych oczach. W końcu dotarli do przypominającej celę poczekalni o świeżo pomalowanych na szaro ścianach. Na środku stał stół i dwie drewniane ławy. Na stole przygotowano pojedyncze nakrycie: cynowy talerz i dzbanek z zielonym jabłkiem jako przykrywką, widelec wątpliwej czystości i dużą drewnianą łyżkę.

– Teraz pan zje – powiedział ojciec Spanos, wskazując mu miejsce przy stole. – Po posiłku opat z panem porozmawia w swoim pokoju, tutaj za ścianą.

– Jak się opat czuje? – zainteresował się Randall. – Słyszałem, że chorował przez ostatnie lata.

– Tak, był chory. Problemy z trawieniem. Przeszedł dur brzuszny. Ale nasz opat bardzo odporny. Tutejszy klimat, duchowe życie, lecznicze zioła i moc z dotykania świętych ikon dały mu nowe siły. Wrócił już do zdrowia.

– Czy w ostatnich latach podróżował gdzieś poza Athos?

– Nie, był tylko dwukrotnie w Atenach. Ale niedługo planuje dalszą podróż. – Mnich odwrócił się i zaklaskał głośno w ręce. – Teraz akolita poda panu jedzenie – powiedział.

– Zanim ojciec odejdzie, chciałbym jeszcze o coś zapytać – rzekł Randall. – Słyszałem, że do świątobliwej wspólnoty na półwyspie nie mają wstępu kobiety. Czy to prawda?

Ojciec Spanos skłonił lekko głowę i odparł poważnym tonem:

– Edykt w tej sprawie wydano przed dziesięcioma wiekami. Żadna żeńska istota, człowiek czy zwierzę, nie skalała swoją obecnością naszej wspólnoty. Trzy wyjątki. W roku tysiąc trzysta czterdziestym piątym król serbski pozwolił wysiąść na brzeg swojej żonie. W nowszych czasach próbowała wejść do jednego z klasztorów królowa rumuńska Elżbieta, a po niej lady Stradford de Recliffe, żona ambasadora brytyjskiego. Obie zostały zawrócone z drogi. Poza tymi próbami z namowy szatana nigdy nie było tu kobiety. Przykład. W roku tysiąc dziewięćset trzydziestym ósmym zmarł w szacownym wieku osiemdziesięciu dwóch lat nasz dobry brat Mihailo Tolto. Przez całe swoje życie nigdy nie widział kobiety.

– Jak to możliwe?

– Matka ojca Mihaila zmarła przy porodzie – wyjaśnił mnich. – Przywieziono go do nas jako noworodka, cztery godziny po narodzinach. Wyrósł na mężczyznę i zestarzał się, nie opuszczając nigdy półwyspu, nie miał więc okazji zobaczyć kobiety. Jeszcze jeden przykład. Znany grecki ginekolog, zmęczony nieustannym badaniem kobiet, chciał odpocząć od nich w spokoju, przyjechał więc na Athos. Wiedział, że tutaj na pewno nie zobaczy żadnej potencjalnej pacjentki. To prawda, nie dotyka nas kuszenie Ewy. Są tylko bracia i Bóg. Mam nadzieję, że będzie panu smakował nasz skromny posiłek.

Gdy ojciec Spanos wyszedł, zjawił się nieśmiały akolita w habicie i podał Randallowi lunch. Był to prosty posiłek, złożony z grudowatej owsianki, kawałków ryby, importowanego sera owczego, dyni, czarnego chleba, tureckiej kawy i pomarańczy. Angela przestrzegała go przed gotowaną ośmiornicą, to samo mówił jego przewodnik Vlahos, na szczęście nie podano mu tego dania. Podano za to czerwone wino, które dodało smaku potrawom.

Randall nie koncentrował się jednak najedzeniu, lecz na wydarzeniach sprzed dwóch dni w Paryżu.

Angela Monti zawiodła jego zaufanie. Okłamała go. Pośród trudów podróży myślał o niej nieustannie z wściekłością i żalem. Pokochał tę piękną Włoszkę i wierzył jej. Gdy przed tygodniem uznał ją za zdrajczynię, udowodniła mu, że się pomylił. Pokochał ją za to jeszcze bardziej i zawierzył jej. A jednak okłamała go ponownie, tym razem naprawdę i ponad wszelką wątpliwość.

Przy końcu podróży z Francji do Grecji – jak na ironię do miejsca, w którym nigdy nie było kobiet – ta jedna kobieta wciąż okupowała jego umysł. Chociaż w rzeczywistości nigdy tutaj nie była, on przywiózł ją ze sobą. Kiedy tak o niej myślał, jego gniew stopniowo topniał. Próbował nawet znaleźć jakieś wytłumaczenie na jej kłamstwo, ponieważ ją kochał. Lecz nie znajdował żadnego.

Postanowił wypędzić ją z myśli, odprawić wewnętrzne egzorcyzmy.

Wspominał wydarzenia ostatnich trzech dni, które doprowadziły go na ten dziwny, izolowany skrawek lądu, zamieszkany przez istoty płci męskiej.

W piątek po południu, po odkryciu kłamstwa Angeli – niech ją diabli, wyrzuć ją, usuń na zawsze, bądź wolny, skoncentruj się – pod wpływem nagłego impulsu postanowił poddać błąd wykryty przez Bogardusa ostatecznemu osądowi największego na świecie znawcy aramejskiego.

Sobotni poranek w Paryżu poświęcił na załatwienie formalności – zaproszenia i zezwolenia na odwiedzenie klasztoru na górze Athos. Gdyby nie prestiż i koneksje profesora Auberta, trwałoby to wiele tygodni, lecz dzięki Aubertowi sprawa została załatwiona w kilka godzin. W greckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych wyrażono zgodę na wyrobienie Randallowi diamonitrion, specjalnego paszportu do okręgu autonomicznego zarządzanego przez mnichów, miał go odebrać w Salonikach. Aubert zwrócił się do swego kolegi z tamtejszego uniwersytetu, a ten z kolei skontaktował się z opatem Petropoulosem, który zgodził się przyjąć Randalla w klasztorze Simopetra. Potem rozpoczęły się pospieszne przygotowania do podróży.

Kiedy już wszystko zostało ustalone, Randall zadzwonił do Amsterdamu, do hotelu Victoria, i zostawił dla Angeli Monti wiadomość, że wyjeżdża na kilka dni, bo zlecono mu specjalną misję. Próbował także skontaktować się z Wheelerem w Krasnapolskym, lecz okazało się, że wydawca w dalszym ciągu przebywa w Moguncji. Pozostawił więc dla niego niemal zaszyfrowaną informację o celu swego wyjazdu i zapewnił, że wróci na czas, by przygotować konferencję prasową.

W sobotę po południu, po czterech godzinach lotu, wylądował w Salonikach. Jeżdżąc po szerokich arteriach miasta, wśród grecko-mauretańskich domów i niezliczonych bizantyńskich kościołów, dotarł do konsulatu amerykańskiego, gdzie odebrał swój paszport. Potwierdził rezerwację na ostatni etap podróży, a noc spędził w hotelu Mediterranean. Nie była to spokojna noc.

W niedzielny poranek popłynął brudnym, usmarowanym olejami parowcem osiemdziesiąt mil do Dafni, portu na półwyspie. Tutaj podstemplował mu paszport policjant w welwetowej czapce z podwójnym bizantyńskim orłem, w białej spódniczce i z pomponami przy butach. Następnie długowłosi mnisi celnicy przejrzeli jego bagaże, a jeden z nich nawet obmacał mu klatkę piersiową, by się upewnić, że nie jest przebraną kobietą.

Vlahos, przewodnik, już na niego czekał. Młody Grek ubrany był normalnie, poza butami zrobionymi z pasów gumy z opon, które ułatwiały mu chodzenie po górach. Vłahos wynajął engaze, łódź, którą popłynęli do niedalekiej przystani pod klasztorem Simopetra. Budowla przypominająca klasztory Lhasy wznosiła się wysoko nad morzem, posadowiona na wierzchołku skały.

Z przystani ruszyli dalej na wynajętych osłach. Po dwudziestu minutach wspinania się górską ścieżką, wijącą się niebezpiecznie po nagim klifie, dotarli do sanktuarium z ikoną Matki Boskiej ze świętym Joachimem i świętą Anną. Gdy nabierali wody do manierek, Vlahos wyjaśnił Randallowi, że Simopetra oznacza Srebrną Skałę, a klasztor założył w roku tysiąc trzysta sześćdziesiątym trzecim pewien pustelnik, pod wpływem wizji.

1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)