Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 153
Перейти на страницу:

Wreszcie niemal od niechcenia zadał pytanie, o które mu chodziło.

– Przy okazji, Angelo, chcę cię zapytać jeszcze o jedną rzecz. Czy twój ojciec po odkopaniu papirusu Jakuba pokazał go jakimś specjalistom od aramejskiego, czy zrobili to dopiero wydawcy po nabyciu praw do znaleziska?

– Oczywiście, że ojciec dał papirus do zbadania. Sam dosyć dobrze czyta po aramejsku i zorientował się, jaką wartość ma znalezisko, ale nie ufał sobie do końca. Musiał zapytać najlepszych znawców języków semickich.

– W Rzymie? Czy jeszcze gdzieś? – dopytywał się Randall.

– Wszędzie – odparła Angela. -Nie mógł postąpić inaczej. Rezultaty znasz. – Zamilkła na chwilę. – Dlaczego o to pytasz, Steve?

– Po prostu z ciekawości.

– Z ciekawości? Znam cię już nazbyt dobrze, żeby w to uwierzyć. Dlaczego pytasz o aramejski?

Randall uznał, że nie ma powodu utrzymywać sprawy w tajemnicy. Angela okazała się w pełni lojalna i godna zaufania.

– Nie mam teraz czasu wchodzić w szczegóły – odpowiedział. – Wiem, kim jest szpieg de Vroome'a w naszym zespole. Nie Florian Knight, ktoś inny. Dowiedziałem się od tej osoby, że w tekście jest… pomyłka w tłumaczeniu z aramejskiego, czego skutkiem jest błąd rzeczowy.

– Ależ to niemożliwe! Tekst badali najlepsi znawcy tego języka!

– Właśnie to mnie nurtuje – odrzekł Randall. – Nie skonsultowano się z najwybitniejszym z nich. Czy mówi ci coś nazwisko opata Mitrosa Petropoulosa z Athos w Grecji, Angelo?

– Opat Petropoulos? Oczywiście. Miałam okazję go poznać. Ojciec wiedział, że jest największym znawcą aramejskiego i pięć lat temu wybraliśmy się na półwysep Athos. Opat przyjął nas bardzo serdecznie.

– To znaczy, że twój ojciec pokazał mu papirus?

– Tak, Steve. Poprosił go o zbadanie autentyczności tekstu. To było niezapomniane przeżycie, ten klasztor… zapomniałam nazwę… był taki malowniczy. Opat analizował tekst przez wiele godzin i dopiero na drugi dzień skończył. Musieliśmy zostać na noc i jeść to ich okropne jedzenie… chyba gotowaną ośmiornicę. Petropoulos był pod ogromnym wrażeniem, powiedział, że to odkrycie jest nieporównywalne z żadnym innym, i zapewnił nas, że tekst jest jak najbardziej autentyczny.

– To wspaniała wiadomość, wierz mi – rzekł Randall z ulgą. – Zastanawiam się tylko, dlaczego profesor Deichhardt nie zaprosił opata do współpracy, na przykład zamiast Jeffriesa.

– Wydawcy chcieli to zrobić, Steve. Ojciec zarekomendował im Petropoulosa i chcieli go zatrudnić. Ale on się nie zgodził. Był akurat w trakcie długotrwałego postu, na dodatek w klasztorze są kiepskie warunki sanitarne, woda jest zanieczyszczona i to wszystko tak go osłabiło, że dość poważnie się rozchorował. Nie miałby nawet siły udać się do Amsterdamu. Wydawcy nie mogli czekać, aż wyzdrowieje. Musiało im wystarczyć, że pozytywnie zweryfikował rękopis Jakuba. Przekład mógł nadzorować inny uczony, niemal tak samo biegły w aramejskim.

– To wszystko wyjaśnia – rzekł Randall.

– Czy przestaniesz się teraz zamartwiać i wrócisz wreszcie do mnie?

– Możesz być pewna, że wrócę. Zobaczymy się wieczorem, kochanie.

Po tej rozmowie Randall poczuł się lepiej. Błąd znaleziony przez Bogardusa musiał wynikać z jakiejś pomyłki w przekładzie. Dalsze dociekania można było pozostawić wydawcom i ich teologom. On sam był już spokojny, że Międzynarodowy Nowy Testament… i jego własna, świeżo umocniona wiara… są już dobrze chronione przed wrogiem.

Pięć minut później czekał z teczką pod pachą przed gabinetem Auberta, by podziękować profesorowi za jego czas i cierpliwość.

– Wszystko się wyjaśniło – powiedział, gdy Aubert wrócił z laboratorium. – Wracam do Amsterdamu. Bardzo panu dziękuję, profesorze, za pomoc.

– Ah, bon, bardzo się cieszę. Odprowadzę pana do wyjścia. – Ruszyli korytarzem. – Czyli dowiedział się pan, że opat Petropoulos współpracował z zespołem Drugiego Zmartwychwstania? – zapytał Aubert.

– Nie całkiem – odparł Randall. – Ale przed pięciu laty miał okazję zbadać papirus i potwierdził jego autentyczność. Profesor Monti z córką osobiście wybrali się do Grecji i spędzili na górze Athos dwa dni, podczas gdy Petropoulos dokładnie analizował tekst.

Aubert zmierzył go czujnym spojrzeniem.

– Czy dobrze usłyszałem, monsieur Randall, że panna Monti towarzyszyła ojcu w odwiedzinach u opata? – zapytał.

– Zgadza się.

– Była razem z ojcem w klasztorze na Athos?

– Tak, sama mi o tym powiedziała. Profesor Aubert wybuchnął głośnym śmiechem.

– Pas possible! – zawołał. Randall zatrzymał się w pół kroku.

– Co pana tak rozśmieszyło, profesorze? – zapytał zaskoczony.

– Przepraszam. – Aubert położył mu rękę na ramieniu. – Ale panna Monti zażartowała sobie z pana, monsieur Randall. Zrobiła pana… jak to się mówi… zrobiła pana w balona.

– Nie rozumiem. – Randallowi zupełnie nie było do śmiechu.

– Zaraz pan zrozumie. Chodzi o to, że każdy, kto ma jakieś pojęcie o tym miejscu, wiedziałby, że panna Monti nie mogła tam być. Nie mogła w ogóle postawić stopy na półwyspie ani przed pięciu laty, ani nigdy. Dlatego między innymi to miejsce jest tak wyjątkowe. Granicy tego okręgu administrowanego przez mnichów nie wolno przekroczyć żadnej kobiecie. I od tysiąca lat żadnej tam nie wpuszczono.

– Co pan mówi?

– Taka jest prawda, monsieur Randall. Ze względu na śluby czystości, aby unikać pokus seksualnych, już w dziewiątym wieku kobietom zakazano wstępu na półwysep. W rzeczy samej, poza owadami i ptakami, których nie da się kontrolować, zakaz ten dotyczy płci żeńskiej w ogóle, włącznie ze zwierzętami. Są tam koguty, ale nie ma kur, są byki, ale nie ma krów, są barany, ale nie ma owiec. Są koty i psy, ale wszystkie rodzaju męskiego. To świat należący wyłącznie do rodzaju męskiego. Nie narodziło się tam nigdy żadne dziecko. Dlatego panna Monti, mówiąc, że tam była, zażartowała sobie z pana.

– Mówiła to całkiem poważnie – odparł Randall niemal szeptem.

Widząc jego minę, profesor Aubert także spoważniał.

– Może po prostu profesor Monti pojechał do opata sam – powiedział.

– Żadne z nich nie widziało go na oczy – odparł ponuro Randall – a opat Petropoulos nigdy nie widział papirusu. – Zamilkł na chwilę. – Ale teraz go zobaczy, już moja w tym głowa. Profesorze, jak mogę się dostać na Athos?

ROZDZIAŁ 8

Dwa dni później Randall znalazł się niespodziewanie dla siebie w samym środku Średniowiecza.

Wczesnym słonecznym popołudniem przybył do celu swej podróży, klasztoru Simopetra. Była to bardzo stara budowla z kamienia i drewna, z galeryjkami i balkonami na wspornikach, przyklejona do skały czterysta metrów ponad wodami Morza Egejskiego.

Z torbą podróżną i cenną aktówką w rękach szedł znużony przez pylisty dziedziniec, podążając za ojcem Spanosem, furtianem w purpurowym habicie. Furtian powitał go, gdy przybył tu na grzbiecie osła z przewodnikiem Vlahosem, zezowatym chłopakiem cuchnącym stajnią.

– Proszę za mną, proszę za mną – powiedział ojciec Spanos toporną angielszczyzną i Randall, już trochę zdyszany, zaczął wchodzić po rozchwierutanych drewnianych schodach, prowadzących w głąb klasztoru.

Gdzieś z dołu dał się słyszeć ciężki, powolny odgłos walenia młotem, którego echo przypominało raczej stłumiony dźwięk dzwonu.

Randall zatrzymał się zaskoczony.

– Co to jest? – zapytał mnicha.

– To semandron, jego drugie wezwanie – odpowiedział ojciec Spanos. – Nasz gong. Drewniany młot uderza w cyprysową deskę, wzywa stu mnichów na modlitwę. Pierwsze wezwanie o północy. Drugie teraz, po południowym posiłku. Rozpoczyna się śpiewanie godzinek i liturgia. Trzecie i ostatnie, przed zachodem słońca.

1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)