Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 137
Перейти на страницу:

— …Oczywiście narobiliśmy kupę głupstw — perorował, przechadzając się energicznie i władczo. — Naiwnie sądzono, że nasi ludzie po wyjściu spod stałego hipnopromieniowania zachowają psychiczną stabilność. Konieczne było stałe podładowywanie przynajmniej za pomocą urządzeń przenośnych, ale właśnie tego staraliśmy się uniknąć, żeby zachować absolutne utajnienie. Nawet szefowie instytutu nie wiedzieli o hipnopromieniowaniu. Właściwie nie wiedzieli, że się je stosuje. Najważniejsza była wewnętrzna siła, sugestywność, czy też — jeśli wolicie — nostalgia. Okazało się, że człowiek może wiele znieść dla dobra Ziemi. To była nasza siła i nasza słabość. Ludzie szli w ogień, na tortury, na śmierć… i ci sami ludzie łamali się, gdy dowiadywali się, że również Ziemia jest splamiona.

— Od kogo i w jakich okolicznościach dowiedział się pan o hipnopromieniowaniu? — zapytał Espada.

— Ja… — powiedział wolno Aleksander Wasiljewicz. — To było w czterdziestym ósmym na operacyjnej naradzie zaraz po teo-kratycznym przewrocie w Arkanarze i po kilku ekscesach z naszymi obserwatorami… Była to swego rodzaju spontaniczna interwencja. Trzeba przyznać, że po raz pierwszy udana. Jeśli czytał pan Eksmisję z mirażu Achmetszina, to tam te epizody są bardzo malowniczo ukazane.

— Anton Ziernicki? — zapytałem.

— Tak, Anton również. Zna go pan?

— Znałem kiedyś — skłamałem. — Co się z nim dzieje?

— Nie mam pojęcia. No więc na tej naradzie zaproponowano użycie hipnopromienników. Ja i jeszcze kilku szefów grup sprzeciwiliśmy się temu, wykorzystując zwyczajową argumentację — nie należy zastępować procesów naturalnych sztucznymi, nie należy kaleczyć historii planety. I człowiek, który zaproponował wprowadzenie powszechnego napromieniowania, podekscytowany dyskusją wygadał się. Powiedział, że Ziemi nic się nie stało, choć jest napromieniowywana już od stu lat…

— Czy to był Bromberg? — zapytał Espada.

— Tak, Bromberg. — Aleksander Wasiljewicz był nieco zdziwiony pytaniem. — A skąd pan wie?

— Przy mnie też się wygadał… Aha, zauważyłem.

— Proszę posłuchać — powiedział Wadim. — Myślę sobie o tym hipno… Przypuśćmy, że nie wiem jak, ale to szczegóły — zdławimy to promieniowanie. Co dalej?

Aleksander Wasiljewicz odpowiedział po chwili. Najpierw przyjrzał się nam ze zmrużonymi powiekami — może już wiemy, tylko udajemy głupców? Ale oczywiście nie wiedzieliśmy.

— Poddaliśmy analizie widmo hipnopromieniowania, pod jakim znajduje się Ziemia. Nie było to łatwe… Poddaliśmy analizie. Tylko cztery procent sygnałów udało się zidentyfikować. To są akurat te gwarantujące bezkonfliktowość i dewiację osobistych interesów. Dziewięćdziesiąt sześć procent sygnałów oddziaływania ma zupełnie nie znane dla nas przeznaczenie…

Ktoś cicho gwizdnął.

— A jak długo trwa to… oddziaływanie? — zapytałem.

— Nie wiadomo. Udało się tylko dowiedzieć, że dziewięć lat temu hipnosputniki zostały bardzo poważnie zmodernizowane. I co jest dość niezwykłe, część sprzętu dostarczono z Tagory.

— Sputniki Atlas? — zapytał napiętym głosem Patrick, dziwnie się pochylając.

— Tak. — Aleksander Wasiljewicz spojrzał na niego. — Zna je pan?

— Wygląda na to, że to ja woziłem do nich sprzęt. Tak, dziewięć lat temu. Tagora-Przyziemie. Jedenaście rejsów. Jakieś zielone kontenery.

— Mały jest ten świat — wymamrotał Wadim.

— O ile pamiętam — odezwałem się — dziewięć lat temu z Tagory na Ziemię były dostarczone części pewnego urządzenia Wędrowców, zdemontowanego przez Tagorian na drugiej planecie ich systemu. Części te przeszły do dyspozycji Akademii…

Zapadła nagła cisza. Wywołanie Wędrowców w tym kontekście zabrzmiało nie tyle złowieszczo, ile śmiertelnie złowieszczo.

— Nie — powiedział nie wiadomo dlaczego Wadim. — To niemożliwe. To… nawet śmiesznie brzmi.

— Przypadek. — Espada machnął ręką; w jego oczach pojawił się wyraz bezsilności. — Po prostu przypadek. Bo inaczej… co am wychodzi? Wychodzi nam, że jesteśmy stadem? Czy co?

— Tak właśnie, chłopcy, sprawy się mają — powiedział Aleksander Wasiljewicz. -1 nawet to jeszcze nie wszystko. Chociaż najważniejsze. Ktoś uzyskał dostęp do największej tajemnicy naszego świata i wydaje się, że zamierzają wykorzystać. Powiem od razu: mnie bardzo się nie podoba, że na mnie, na moich przyjaciół, na moje dzieci i wnuki ktoś, niechby był najbardziej porządny i miał jak najlepsze zamiary, oddziałuje wbrew ich woli i poza wszelką kontrolą. Nawet jeśli to dla ich dobra… To jest jakieś brudne, nieprzyzwoite… I tak nie sięgałbym do przemocy, do konspiracyjnych metod walki, nie robiłbym tego. Nie. Ale nagle zrozumiałem, że zetknęliśmy się, jak sądzę, z zagrożeniem dla samej Ziemi, całej naszej kultury, cywilizacji… być może życia…? Przy tym nikt nie może przyjść nam na pomoc, nikt nie może stać się naszym sojusznikiem. Po historii z Abałkinem… Poza tym ja sam się boję. Nie tylko niepowodzenia, ale i powodzenia. Lekarstwo może okazać się gorsze od choroby. A z drugiej strony nie wolno nie próbować. Jeśli nawet nic nie robić, to przynajmniej się dowiedzieć. Zrozumieć.

— I uprościć — szeptem dokończył Wadim, a usłyszałem to tylko ja.

Ala

Słoń zapewne nie usiedział w życiu ani chwili w jednym miejscu. Miotał się po salonie, w którym świętowano nieokrągłą rocznicę Voltaire’a, niespokojnie spoglądał w okno, rozmawiał za pomocą radiobransolety z tymi, co jeszcze latali, i w ogóle ujawniał ekstremalny stopień zaniepokojenia. Wiadomo już było, że w ciągu ostatnich dwóch dób zostało spustoszonych osiem punktów „Wiatr”, zginął przy tym jeszcze jeden ochroniarz, a dwóch ogłuszono stannerami do stanu śpiączki i nie tak szybko dojdą do siebie. Tylko jeden człowiek, emerytowany progresor Bob Zagorodkin, dał odpór napastnikom. Ranny w nogę sięgnął do przycisku systemu przeciwpożarowego i ręcznie kierując trzema pulpomiotami, zdołał zapędzić napastników do śmigłowca i trzymać ich tam w sytuacji patowej. W końcu, widząc, że nic nie zdziałają, napastnicy odlecieli. Podopieczny Boba, doktor Eugene Cocnarre, tak się zdenerwował, że biopolem spalił całą elektroniczną i elektryczną aparaturę w promieniu czterech kilometrów; właściwie tylko dzięki temu pozbawiona łączności grupa turystów wpadła do biostacji zatelefonować i znalazła tam rannego progresora i zupełnie niepoczytalnego starca. Nie wszystko jeszcze wyjaśniło się z tymi punktami, gdzie podopieczni żyli bez nadzoru; zdarzało się i wcześniej, że nie odpowiadali na wezwania łączności — po prostu z niechęci — albo jakoś pokonywali membranę i szli do dżungli lub nawet kończyli ze sobą, choć co prawda nie na długo… Dlatego obecnie do wszystkich nie odzywających się punktów wyleciały grupy, ale minie jeszcze niejedna godzina, zanim wszystko stanie się zupełnie jasne.

1 ... 98 99 100 101 102 103 104 105 106 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)