Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 116
Перейти на страницу:

— Nie ma mowy! Nad Finiah nadlecimy na dużej wysokości, następnie opadniemy pionowo i zaskoczymy ich niespodzianie.

— Otóż nie — odrzekła nieustępliwie Madame.

— Wykryją was, gdy będziecie wisieć. Jedyną możliwością zaskoczenia ich będzie metapsychiczne zasłonięcie przeze mnie latacza w fazie manewrów wstępnych. Muszę lecieć. Koniec dyskusji.

Klaudiusz podniósł się i pochylił nad Madame swe zwaliste ciało.

— Cholerę w bok, a nie koniec. Czy myślisz, że pozwolę ci lecieć w samo serce walki ogniowej? Ryszard i ja mamy jedną szansę na sto wyjść z tego cało. Żeby wykonać robotę, a później dać nogę, musimy się skoncentrować bez reszty. Nie możemy sobie pozwolić na martwienie się o ciebie.

— Pfff! Martw się o siebie. Radoteur! Kto jest szefem tej grupy? C’est moil Czyj jest plan, de toute facon, całego ataku? Mój! Muszę lecieć!

— Nie pozwolę ci, ty stara, uparta jędzo!

— Tylko spróbuj mnie zatrzymać, ty zgrzybiały jankesko-polski viellard!

— Wiedźma!

— Salaudl — Zwariowana stara nietoperzyca!

— Espece de eon!

— Zamknijcie się do wszystkich diabłów! — zagrzmiała Felicja. — Oboje jesteście tak okropni, jak Ryszard i Marta!

Pirat wyszczerzył zęby, a Marta odwróciła się i zagryzła wargi w tłumionym śmiechu. Klaudiusz posiniał, gdyż próbował zdławić złość i zakłopotanie, a Madame zdumienie wytrąciło ze zwykłej wyniosłości. Odezwał się Ryszard:

— Wy dwoje teraz posłuchajcie. Rhopole wytwarzane przez generator strumieniowy nie da żadnemu z Tanów dotknąć samolotu. Zapewne też odchyl’ lance, strzały i wszystko inne. Więc powodem do zmartwienia może być tylko atak myślowy. By mu się przeciwstawić, musimy się zdecydować na osłonę metapsychiczną Madame. To jedyna nasza szansa.

— Gdybym miała naszyjnik… — mruknęła Felicja.

Ryszard zwrócił się do Madame:

— Jak długo możesz wytrzymać przeciw Tanom?

— Nie mam pojęcia — przyznała. — Będziemy zamaskowani jako obłoczek do chwili pierwszych strzałów w mury miejskie. Wtedy już będą wiedzieć, że nieprzyjaciel jest nad nimi i wiele umysłów zostanie skierowanych przeciw mojej słabej osłonce. I na pewno ją przebiją. Trzeba mieć nadzieję, że nastąpi to dopiero po naszym uderzeniu na kopalnię, a po nim możemy uciekać z maksymalną szybkością.

— Ala jak szybko potrafi latać zespół Velteyna? — zapytał Ryszard.

— Niewiele szybciej niż chaliko w pełnym galopie. Ten tański champion jest w stanie lewitować własnego wierzchowca i dwudziestu jeden wojowników za pomocą PK, psychokinezy. Prócz niego jeszcze tylko jeden jest zdolny do takich wyczynów, mianowicie Nodonn, tański Mistrz Bojów i Lord na Goriah w Bretanii. Ten potrafi unosić pięćdziesięciu. Są — jeszcze inni, którzy umieją lewitowac indywidualnie samych siebie oraz paru zdolnych do uniesienia jednej czy dwóch osób. Ale żaden poza tymi dwoma nie jest dość silny, by utrzymywać w powietrzu wielu jeźdźców.

— Gdybym miała naszyjnik! — zawodziła Felicja.

— Och, poczekajcie! Tylko poczekajcie!

— Zetrzemy ich w proch — warknął Ryszard.

— Parę strzałów, by zwalić mury po dwóch stronach miasta, może jeden na dzielnicę Tanów, by zdemoralizować obrońców i na koniec wielkie bum w kopalnię. Jeśli ta Włócznia jest naprawdę ręczną armatą, zmienimy ją w kupę żużlu.

— I bezpiecznie wrócimy do domu — dodał Klaudiusz patrząc w ogień. — Zostawimy przyjaciół walczących na ziemi.

— Velteyn będzie próbował bronić swego królestwa — przestrzegła ich Madame. — Jest wyjątkowo mocnym kreatorem, a w jego drużynie są także silni zniewalacze. Będziemy w wielkim niebezpieczeństwie. Niemniej, uderzymy. I zwyciężymy.

— Rozległ się głośny trzask. Żarzący się węgielek przeleciał w powietrzu jak miniaturowy meteor i wylądował tuż przed starszą panią. Podniosła się i zadeptała go bardzo dokładnie. — Sądzę, że już czas na spoczynek. Musimy rano wstać na próbę lotu Ryszarda.

Marta również się podniosła i zwróciła do Ryszarda:

— Zanim się położymy, chodź ze mną na mały spacer.

— Oszczędzaj siły, cherie — upomniała ją Madame.

— My tylko kawałeczek — rzekł Ryszard.

Objął Martę w pasie ramieniem, by ją podtrzymywać. Wyszli z kręgu światła i skierowali się ku skrajowi polanki, na której był rozbity obóz; reszta rozmawiała nadal przy ognisku. Gwiazdy świeciły nad zaroślami, księżyc już zaszedł. Ryszard i Marta mieli przed sobą porośnięte krzakami zbocze krateru z wąską ścieżynką wiodącą na jego krawędź. Wyremontowanego latacza nie było stąd widać, ale wiedzieli, że czeka na górze.

— Byliśmy szczęśliwi, Ryszardzie? Potrafisz to zrozumieć? Taka para jak my.

— Dwoje tego samego gatunku, Marteczko. Kocham cię, dziecino. Nigdy nie myślałem, że to się może zdarzyć.

— Po prostu była ci potrzebna, staromodna, seksowna dziewczyna.

— Idiotka — powiedział, całując jej oczy i chłodne wargi.

— Jak myślisz, czy będziemy mogli wrócić, gdy się to skończy?

— Wrócić? — powtórzył bezmyślnie.

— Po ataku na Finiah. Przecież wiesz, że będziemy musieli nauczyć innych pilotażu i obsługi maszyny, by mogli jej użyć w następnych dwóch etapach planu Madame. Ale ty i ja nie musimy już się tym przejmować. Zapłaciliśmy, co się należało. Możemy powiedzieć, żeby nas tutaj przywieźli, a wtedy…

Zwróciła się do niego, a on ją objął. Zbyt słaba i umęczona kurczami i krwotokami, by wytrzymać teraz stosunek, nalegała ciągle, by go pocieszać. Wszystkie noce spędzali leżąc w swych ramionach w dekamolowej chacie.

— Nie martw się, Marteczko. Amerie będzie wiedziała, jak cię wyremontować na dobre. Jakoś się dostaniemy z powrotem, weźmiemy sobie jeden latacz tyko dla nas i znajdziemy dobre miejsce na mieszkanie. Tylko ty i ja. Bez Tanów, bez Firvulagow czy Wyjców. W ogóle bez ludzi. Znajdziemy. Przyrzekam.

— Kocham cię, Ryszardzie — powiedziała. — Cokolwiek się zdarzy, to jest nasze.

Rankiem Ryszard pokiwał im ręką na do widzenia i wspiął się na miejsce, gdzie stał samolot. Mimo skrobania latacz wyglądał dość parszywie, ale temu można było szybko zaradzić.

Ryszard usiadł w fotelu pilota i poklepał pulpit sterowniczy tak, jak jeździec płochliwego konia.

— Och, ty piękna, zwisłonosa, zmiennoskrzydła maszyno. Nie wytniesz głupiego numeru staremu kapitanowi, prawda? Oczywiście nie. Dziś polecimy!

Uruchomił silnik i kolejno przeszedł przez wszystkie czynności. Dobiegł go znajomy pomruk generatorów rhopola. Ryszard uśmiechnął się na myśl o mikroskopijnych reakcjach termonuklearnych, wybuchach we wszystkich szesnastu silnikach gotowych do splecenia siatki subtelnych sił, które uwolnią metalowego ptaka od więzów grawitacji. Wszystkie, niebieskie światła wskaźnikowe maszyny jakby mówiły: „Jazda!” Trzymając samolot twardo na ziemi, zasilił prądem sieć zewnętrzną. Sparszywiała powłoka metalowego ptaka rozpaliła się w świetle słonecznym jasną purpurą, gdy pokryła ją subtelna siateczka rhopola. Wszystkie brudy, których Ryszard nie był w stanie usunąć, zaskwierczały i odpadły; ukazała się gładka powierzchnia z czarnego cermetalu, jak się tego należało spodziewać po samolocie o wydolności orbitera.

1 ... 100 101 102 103 104 105 106 107 108 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)