Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]
Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]

Электронная книга - «Wielobarwny kraj [The Many-Colored Land - pl]». Краткое содержание книги:

Środowisko Galaktyczne XXI wieku, zamieszkiwane przez uporządkowane i pokojowe międzygwiezdne społeczeństwo, nie było stosownym miejscem dla nieuleczalnych awanturników, ukrytych psychotyków czy bezwzględnych oszustów. Tak więc gdy na Ziemi odkryto jednokierunkowy tunel czasowy prowadzący w przeszłość odległą o sześć milionów lat, niedostosowani społecznie — zgłodniali przygód, romantyki nieznanego ludzie — zapragnęli życia wolnego od dławiących praw Środowiska. Każdy z nich poszukiwał szczęścia takiego, jakie sobie wyobrażał. Ale kto mógłby przewidzieć, co ich tam czeka
1 ... 101 102 103 104 105 106 107 108 109 ... 116
Перейти на страницу:

Włączył system środowiska wewnętrznego. No właśnie, małe błękitnawozielone światełko poinformowało go, że niezależnie od tego, dokąd poleci, warunki życiowe dla pilota będą należycie zabezpieczone. Zmniejszyć energię rozruchu sieci pola. Skrzydła złożyć do powierzchni minimalnej, póki się nie przyzwyczai do ich używania. Nie ryzykować sterowania sensorowego w dziewiczym locie podczas zataczania się po całym niebie jak postrzelona kaczka. Pokaż klasę, Kapitanie Voorhees.

Okay… okay… no i hopla!

Pionowo w górę, a teraz równiutko w płaszczyźnie poziomej i trzymaj na iluśtamset metrach wedle niezrozumiałego odczytu na ekranie altymetru. Powiedzmy, że to czterysta. W dole krater Ries leżał jak wielka misa błękitu z wyciągniętymi małymi skrzydlatymi ptaszkami na zachodniej krwędzi, grzecznie czekającymi na zezwolenie, by się napiły. Było ich tam czterdzieści dwa; brakowało jednego w miejscu, gdzie odcinek krawędzi krateru zniknął po osunięciu się oraz jednego w miejscu, skąd wystartował latacz Ryszarda.

Do diabła z tymi skrzydłami; wiatr może go zaskoczyć w zwisie: lepiej się stąd ruszyć. Powoli… powoli… przechył na skrzydło i świeca. Ósemka, a teraz piątką w górę i stop, i start, i pikowanie, i ślizg, i wahadło, i… jasna cholera, dał mu radę!

W dole na ziemi cztery małe figurki podskakiwały z radości. Prawie bezbłędnie pomachał im skrzydłami na znak, że ich widzi i wybuchnął głośnym śmiechem.

— A teraz przyjaciele, żegnajcie, bo muszę was opuścić! Wątpliwości zachowamy sobie na później. Obecnie wasz stary Kapitanek da sobie parę lekcji kierowania tą tutaj latającą maszyną!

Włączył rhopole na pełną moc siatki bezinercyjnej, aureolę siłową wokół ogona i wystrzelił pionowo w jonosferę.

9

Czy ochotnicy nadejdą?

W miarę jak dni września ubywało i kończono przygotowania w Ukrytych Źródłach, dla stronników Madame Guderian ta kwestia stawała się najważniejsza. Wpływy, a nawet korzyści z sojuszu Firvulagow i ludzi nie sięgały daleko, jedynie poza maleńkie osiedla w Wogezach i w puszczy górnej Saony, czyli na obszar, który mógł zmobilizować nie więcej niż stu bojowników. Łączność z innymi enklawami Motłochu była minimalna z powodu niebezpieczeństwa Polowania, patroli szaroobrożowców, Wyjców, a także nominalnych podwładnych króla Yeochee, którzy nie mieli zamiaru porzucać swego zwyczaju prześladowania ludzi.

Przed opuszczeniem Wysokiego Vrazlu Madame i Wódz Burkę przedyskutowali ten problem ze starym, przebiegłym Mistrzem Bojów przemieńców, Pallolem Jednookim. Uzgodniono, że jedyną nadzieję na zwerbowanie ludzi mieszkających na odleglejszych obszarach może stworzyć działanie Firvulagow. Tylko twórcy złudzeń mogli się spodziewać, że uda im się skierować grupy bojowników Motłochu z dalej położonych wiosek do Ukrytych Źródeł w terminie odpowiednim do ataku na Finiah. Ale stało się jasne, że trzeba będzie dać z siebie o wiele więcej niż tylko zwykłe zorganizowanie pospolitego ruszenia, by sceptyczni przedstawiciele ludzkości ruszyli się ze swych bagien czy kryjówek w górach. Szczególnie, jeśli wezwanie do broni zostanie przekazane przez małych kosmitów.

Madame i Peo nagrali je wspólnie na automatycznych płytkach odczytowych i zostawili Pallolowi, ale najpierw posłańcy spośród Firvulagow musieli udowodnić wiarygodność przedsięwzięcia. W tym celu zgodzono się na podstęp zaproponowany przez Mistrza Bojów. W czasie gdy uczestnicy wyprawy Madame opuścili Wysoki Vrazel i udali się do Grobowca Statku, wybrane zespoły Firvulagow, z udziałem najbardziej taktownych sędziów liniowych Wielkiej Bitwy ze strony króla Yeochee, wyruszyły w podróż na południe i zachód, żeby wezwać cały Motłoch ze znanych obszarów planety do udziału w uderzeniu na Finiah.

Mały Ludek wyruszył obładowany prezentami. I zdarzało się tak, że samotne skupiska chatek ukrytych wśród wulkanów Masywu Centralnego były odwiedzane nocą przez dobre duszki. Wory drobno mielonej mąki, gąsiory miodu i wina, smakowite sery, cukierki i inne rzadkie smakołyki pojawiały się tajemniczo na progach ludzkich domów. Zbłąkane gęsi i owce w niewytłumaczalny sposób odnajdywały drogę do swych zagród. Nawet zagubione dzieci były bezpiecznie prowadzone do domów przez motyle lub błędne ogniki. Na górskich stokach Jury zdarzało się, że marnie wyprawiona skóra kozłowa, rozpięta na ścianie zamieszkałej przez Motłoch rudery, znikła, a na jej miejscu zachwyceni mieszkańcy znajdowali solidnie podzelowane buty z cholewami, futrzane kurtki i mięciutkie ubrania zamszowe. W głębi bagnisk Basenu Paryskiego mieszkańcy odkrywali, że gnijące płaskodenki zmieniały się w nowe dekamolowe łódki, kradzione tańskim karawanom. Wielkie sieci pełne ptactwa wodnego zostawiano w miejscach, gdzie odnajdywali je myśliwi-banici; plastykowe pojemniki ze środkami odstraszającymi owady z Zestawów Przeżycia, cenniejsze od rubinów, pojawiały się tajemniczo na parapetach okien bagiennych domów na palach, gdzie żaden przechodzień na pewno nie mógł dosięgnąć. W tuzinach osiedli Motłochu ludzie byli zdumieni, jak wspaniale są realizowane przez niewidzialnych pomocników różne dorywcze zadania. Chorymi opiekowały się dobre wróżki znikające o świcie, połamane przedmioty naprawiały się, puste spiżarnie napełniały i wszędzie pojawiały się prezenty, prezenty, prezenty.

Wreszcie gdy posłańcy Firvulagow decydowali się pojawiać en clair i przedstawiać straszliwy plan Madame Guderian (znanej oczywiście wszystkim uciekinierom), Motłoch był przynajmniej gotów ich wysłuchać. Nieco mniej zgadzało się odpowiedzieć na wezwanie o ochotników do boju, bo wśród ludzi było wielu wypalonych emocjonalnie oraz inwalidów, jak również niemały procent takich, których obchodziła tylko własna skóra. Ale najodważniejszych, najzdrowszych i bardziej idealistycznie nastawionych rozpalała idea zadania ciosu znienawidzonym Tanom, inni zaś zgadzali się wziąć udzał w ataku, jeśli delikatnie podsunięto im temat łupów wojennych.

Wysłannicy Firvulagow zaczęli więc wracać, natomiast ludzie w Ukrytych Źródłach nie posiadali się z radości, bo wraz z Firvulagami przyszło prawie czterystu mężczyzn i kobiet zwerbowanych w tak odległych miejscowościach, jak Bordeaux, Albion i żuławy Morza Antwerpskiego. Witano ich w imieniu Wolnej Ludzkości, krótko szkolono i zaopatrywano w broń z brązu i vitroduru. Ustalono, że żaden z nowo przybyłych nie zostanie poinformowany o broni z żelaza do samego dnia ataku i tylko najsprawniejszych z ochotników będzie można uzbroić w drogocenny metal.

Tajny obszar ześrodkowania w dolinie Nadrenii naprzeciw Finiah postawiono w stan pełnego pogotowia w połowie ostaniego tygodnia września. Bojownicy Motłochu i szturmowy oddział mężnych Firvulagow byli gotowi do przekroczenia rzeki w żaglowych galarach należących do Małego Ludku. Łodzie miały pozostać zakamuflowane jako kłęby mgły tak długo, póki najpotężniejsi Tanowie świadomie nie spróbują ich przebić. Inny oddział Firvulagow stacjonował ukryty w górze rzeki na terenie drugiego obozu, gotów do uderzenia przez drugą wyrwę w murach miejskich, którą miano zrobić mniej więcej naprzeciwko punktu głównego natarcia.

Taktyka i cele bojowe zostały uzgodnione, a przygotowania kwatermistrzowskie ukończono. Czekano tylko na przybycie Włóczni Lugonna.

— Latające Polowanie wyrusza dziś w nocy, Peopeo Moxmox Burke.

Na porośniętych cypryśnikami moczarach było bardzo ciemno, bo księżyc już zaszedł. Wódz Burkę śledził przez noktowizor, co się dzieje po drugiej stronie rzeki. Wysoki, o wąskiej podstawie półwysep, na którym było uczepione miasto Tanów, jak zwykle jarzył się niewiarygodną mnogością różnobarwnych świateł. Znacznie otrzejszy wzrok Pallola Jednookiego dostrzegł już to, co Wódz dopiero teraz ujrzał przez swój przyrząd: ognisty pochód wyruszający znad attyki Pałacu Velteynow; powoli wznosił się spiralą w kierunku zenitu. Postacie uczestników Latającego Polowania było widać wyraźnie nawet z odległości dwóch kilometrów. Tańscy jeźdźcy w fasetowanych zbrojach, lśniących wszystkimi kolorami tęczy, wznosili się na wielkich białych chalikach. Nogi wierzchowców unisono biły powietrze, gdy tak galopowali w ciemnościach. Poczet liczył dwudziestu jeden rycerzy i jeszcze jednego, który wysunął się naprzód jako przewodnik, z powiewającym płaszczem falującym z tyłu jak ogon komety ze srebrnej mgiełki. Z daleka nadleciały słabe dźwięki trąbki.

1 ... 101 102 103 104 105 106 107 108 109 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)