Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]

Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Honor Harrington zostaje powieszona, a nagranie z egzekucji rozpowszechnione. Admirał Esther McQueen pierwszy raz od lat przejmuje inicjatywę i kontratakuje, zmuszając Sojusz Manticore do obrony. Grayson rośnie w siłę, a Królewska Marynarka testuje nowe uzbrojenie i nową klasę okrętów.
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 194
Перейти на страницу:

I roześmiał się prawie naturalnie.

— Sir… admirale Parnell… — zaczął Caslet i ponownie umilkł.

Długą chwilę siedział z zamkniętymi oczyma, zanim pozbierał myśli, otworzył oczy i powiedział chrapliwie:

— Wszyscy byliśmy przekonani, że pan nie żyje, sir. Podobnie jak admirał Rollins, admirał Homer, wiceadmirał Clairmont i admirał Trevellyn… To wszystko stało się tak szybko! Jednego dnia wszystko było normalnie, a następnego prezydent i cały rząd zginęli, a my już toczyliśmy wojnę i… — urwał i spojrzał Parnellowi prosto w oczy. — Przepraszam, sir. Nie powinniśmy byli do tego dopuścić, ale brakło nam czasu i…

— Stop, komandorze! — przerwał mu Parnell prawie łagodnie. — Był pan zbyt młody i zbyt niski rangą, by móc do czegokolwiek nie dopuścić. To był mój obowiązek i to ja zawaliłem sprawę, nie pan czy pańscy koledzy. I niech pan tak bardzo nie żałuje starego porządku. Ja to co innego: miałem władzę, pozycję, przyjaciół i rodzinę… Z tego co wiem, z mojej rodziny nie przeżył nikt. Mogę się mylić i mam nadzieję, że się mylę, ale jeżeli ktokolwiek mógłby przeżyć, to jedynie naprawdę dobrze się ukrywając. A prawdę mówiąc, nie wierzę, by zdołał zrobić to w tak krótkim czasie na tyle skutecznie, by Urząd Bezpieczeństwa go nie odnalazł… Natomiast prawdą jest, że stary reżim był przegniły, jeśli nie do cna, to prawie. Gdyby tak nie było, Pierre’owi nigdy by się nie powiodło. Wszyscy na górze wiedzieliśmy, że system się wali, tylko nie mieliśmy pojęcia, jak go naprawić, więc nic nie robiliśmy, a zgnilizna się rozprzestrzeniała. Sami wystawiliśmy się Pierre’owi na strzał. I dokładnie wiedzieliśmy, co robimy, wysyłając pana i oficerów takich jak pan na podbój innych systemów planetarnych. Niech pan ani przez moment nie sądzi, że nie byliśmy tego świadomi. I prawdę mówiąc, nie żałuję, że to zrobiliśmy…

Przerwał na moment, widząc reakcję Ramireza, i uśmiechnął się słabo.

— To był jedyny sposób przetrwania — dodał spokojnie. — Jedyny, jaki znaliśmy, i skłamałbym, mówiąc, że nie sprawiło nam to satysfakcji i nie byliśmy dumni, że tak długo robiliśmy to tak dobrze.

Ramirez zacisnął szczęki, ale nie odezwał się słowem. Cisza zaczęła się przeciągać, gdy McKeon rozparł się wygodnie, założył nogę na nogę i odezwał się:

— Przepraszam, admirale Parnell, ale powiedział pan, że zabicie Treski było drugą rzeczą na pańskiej liście.

Parnell spojrzał na niego ze śladem rozbawienia i przytaknął.

— W takim razie czy miałby pan coś przeciwko temu, by powiedzieć nam, co było pierwsze?

— Oczywiście że nie, komodorze — odparł Parnell. — Nie mam nic przeciwko temu, byście wiedzieli; prawdopodobnie jest to zresztą doskonała okazja, by zacząć… Widzicie państwo, zabicie Treski było sprawą czysto osobistą i dlatego uznałem ją za niejako drugorzędną. Najważniejsze jest powiedzenie reszcie galaktyki tego, co powiedział mi Tresca w dniu, gdy zamordował Russa Perota i zmiażdżył mi dłoń.

I umilkł.

— A co powiedział? — spytał McKeon, gdy cisza zaczęła się przeciągać.

— Podał mi nazwiska trzech osób, które naprawdę stały za zamachem na prezydenta Harrisa — odparł zwięźle Parnell — bo w rzeczywistości Ludowa Marynarka nie miała z tym nic wspólnego.

Caslet wciągnął ze świstem powietrze, co spowodowało zdziwione spojrzenie Parnella.

— Przecież musiał pan to podejrzewać, komandorze — powiedział z naganą w głosie. — Naprawdę sądził pan, że zrobilibyśmy taki idiotyzm, najpierw wywołując wojnę, która na dodatek nie najlepiej nam szła?

— Z początku nie — powiedział cicho Caslet. — Ale potem pojawiło się tyle dowodów, tylu oficerów się przyznało… wydawało się to niemożliwe, ale…

— Wiem — westchnął Parnell. — Przez chwilę sam w to uwierzyłem, więc trudno mi winić kogoś, kto był mniej doświadczony i miał dostęp do mniejszej ilości informacji… Tak naprawdę zaś to nie byliśmy my. Ani Ludowa Marynarka, ani żaden odłam Legislatorów. Zamach zorganizowali: Rob S. Pierre, Oscar Saint-Just i Cordelia Ransom. Chodziło im o równoczesne usunięcie całego rządu i sparaliżowanie jedynej siły zdolnej ich powstrzymać: floty.

— Kurwa! — powiedział cicho, ale z uczuciem Ramirez. Parnell nawet na niego nie spojrzał — mówiąc ostatnie dwa zdania, przyglądał się z uwagą Honor. Teraz przekrzywił głowę i zauważył:

— Nie wygląda pani na zaskoczoną, admirał Harrington.

— Bo nie jestem — przyznała. — Wywiad floty i Secret Inteligence Service podejrzewały to od dawna, ale nie mieliśmy żadnego dowodu. To jedyne logiczne wyjaśnienie tego, co u was zaszło. Jak sądzę, na najwyższym szczeblu władzy Królestwa Manticore podjęto decyzję, by nie wysuwać oskarżeń, których nie potrafimy udowodnić. Uważam, że była to słuszna decyzja, gdyż bez dowodów, i to jednoznacznych, uznane by to zostało za prymitywny chwyt propagandowy i jedynie zaszkodziło naszej wiarygodności.

— Rozumiem… i przyznaję rację. Natomiast chcę pani powiedzieć, że na tej planecie znajduje się co najmniej dziesięć osób, mnie nie licząc, które mogą służyć stosownymi szczegółami. Oprócz tego gdzieś w bazie danych systemu komputerowego jest nagranie przesłuchania, w trakcie którego Tresca mi to powiedział.

Caslet gwizdnął bezgłośnie, co zwróciło uwagę Parnella, który ponownie obrzucił go badawczym spojrzeniem. Warner próbował coś powiedzieć, ale zamknął usta, nie wydając dźwięku.

Parnell uśmiechnął się smutno.

— Nawet w tych okolicznościach uważa pan to za zdradę, komandorze? — spytał łagodnie. — Jest pan rozczarowany, że siedzę tu spokojnie i pomagam wrogom Republiki, z którymi toczymy wojnę? Nie tego spodziewał się pan po admirale, który przyjmował pańską przysięgę oficerską, prawda?

— Pańskie decyzje są pańską sprawą, sir — mimo opalenizny widać było, że Caslet jest blady. — Nie mam żadnego prawa pana osądzać, a z tego, co pan właśnie powiedział, wynika, że to obecnie rządzący Republiką ludzie są zdrajcami. Bo o tym, że to maniacy i masowi mordercy, wiadomo było już wcześniej. Nie mogłem… nie chodzi mi o to, że tak jak pan złożyłem przysięgę… to moja ojczyzna, sir! Jeżeli złamię dane słowo, to tak jakbym zdradził samego siebie… co mi wówczas pozostanie?

— Synu, ty już nie masz ojczyzny — powiedział ze współczuciem Parnell. — Gdybyś kiedykolwiek tam wrócił, zabito by cię, bo nie zdołałbyś w żaden sposób wytłumaczyć się choćby z tego, że siedzisz tu teraz i rozmawiasz z nami. I powiem ci coś jeszcze… z tego, co przed chwilą powiedziałeś, jasno wynika, że jesteś lepszy niż Republika na to zasługuje, bo nadal jesteś wobec niej lojalny, a ona nigdy nie była lojalna wobec ciebie. Nie była już wtedy, kiedy tacy jak ja nią kierowali, a teraz nie ma w ogóle o czym mówić, bo obecnej władzy to słowo jest obce. Używa go, ale nie rozumie.

— Nie mogę się z tym pogodzić — wykrztusił chrapliwie Caslet.

Widać było jednak, że toczy sam ze sobą ciężką walkę, o czym Honor najlepiej wiedziała dzięki Nimitzowi. W emocjach Casleta dominował ból wywołany utratą złudzeń, ale i podejrzeniem, że mógłby zaakceptować to, co powiedział Parnell. A raczej tym, że tak naprawdę już to zaakceptował, tylko nigdy nie zdobył się na odwagę, by samemu sobie to uświadomić. A to podejrzenie przerażało go, gdyż jeśliby okazało się prawdziwe, nieuchronnie wymusiłoby na nim decyzję, by świadomie dokończyć to, co zaczął, i zatrzymać się.

1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 194
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)