Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]

Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Honor Harrington zostaje powieszona, a nagranie z egzekucji rozpowszechnione. Admirał Esther McQueen pierwszy raz od lat przejmuje inicjatywę i kontratakuje, zmuszając Sojusz Manticore do obrony. Grayson rośnie w siłę, a Królewska Marynarka testuje nowe uzbrojenie i nową klasę okrętów.
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 194
Перейти на страницу:

— Cóż, nie o to chodzi — wybrnął z trudem. — Chodzi o to, admirał Harrington, że jeśli utworzy pani w imieniu Sojuszu coś, co zostanie uznane, a zostanie, zaręczam pani, za sądy kapturowe tylko po to, by z zemsty rozstrzeliwać złapanych funkcjonariuszy UB, to nie będzie miało znaczenia, czy nazwie to pani „sądem wojennym”, czy morderstwem. Już konsekwencje propagandowe takiego postępowania będą niewyobrażalne, a pozostaje jeszcze kwestia legalności takiej akcji. Uważam, że przekracza pani swoje uprawnienia, niezależnie od stopnia, i śmiem poważnie kwestionować to, czy w świetle prawa międzyplanetarnego może pani stosować nasze przepisy prawa wojskowego w stosunku do obywateli innego państwa. Obojętne, jak zbrodnicze i godne ukarania byłoby ich zachowanie.

— Nie wątpię, że pan śmie — skwitowała spokojnie.

Nie wątpiła również, choć nie uznała za stosowne wspominać o tym, że prawdziwym powodem jego obiekcji była chęć wykorzystania tego, co uznał za nielegalne zamiary, by podważyć jej prawo do dowodzenia w oczach podkomendnych. A przy okazji przekonał w ten sposób samego siebie, że jeńcy z Inferno i byli niewolnicy zostali przez nią kupieni obietnicą sądów kapturowych pod płaszczykiem sądu wojennego. I dlatego popierają jej uzurpowanie sobie przez nią dowództwa prawnie jemu należnego.

— Gdyby jednak zadał pan sobie trud przeczytania mojej notatki — dodała Honor — lub choćby słuchania tego, co powiedziałam, że nie wspomnę już o zadaniu prostego pytania, wiedziałby pan, że nie zamierzam sądzić ich w oparciu o prawo wojskowe obowiązujące w Gwiezdnym Królestwie Manticore czy w Protektoracie Graysona.

Nie kryła pogardy, toteż Styles kolorkiem przypominał dorodnego buraka, taka go nagła krew zalała. A Honor uśmiechnęła się zimno i dobiła go:

— Mam zamiar sądzić ich według przepisów ich własnego prawodawstwa.

— Ich…? — wykrztusił i wybałuszył oczy.

— Przepisy Ludowego Kodeksu Wojskowego znajdują się w bazie danych obozu Charon, admirale Styles. Zgadzam się, że stworzono go, podobnie jak i inne akty prawne, wyłącznie jako niezbędną teorię i narzędzie propagandowe, by udowodnić wszystkim z zewnątrz, jaka to demokratyczna i postępowa jest Ludowa Republika Haven. Wiem także, że nikomu i nigdy nawet się nie śniło ich przestrzegać, ale to w niczym nie zmienia faktu, że istnieją i obowiązują wszystkich obywateli Ludowej Republiki służących w formacjach militarnych i paramilitarnych. A więc także wszystkich funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. I zgodnie z nimi będą sądzeni i skazani, jeżeli zostaną uznani za winnych.

— Ale… — zaczął i zamilkł, widząc jej rozkazujący gest.

— Wezwałam pana, admirale, by poinformować, co zdecydowałam, a nie by debatować nad tym, co zrobić — oświadczyła rzeczowo. — Jako najstarszy rangą oficer Royal Manticoran Navy na planecie byłby pan najwłaściwszym reprezentantem RMN w składzie sądu wojennego i miałam zamiar w stosownym czasie zaproponować pańską kandydaturę. Skoro jednak tak zażarcie pan protestuje, wysuwając najrozmaitsze obiekcje przeciwko całemu pomysłowi, doszłam do wniosku, że nie mogę prosić pana o wzięcie udziału w procederze, któremu jest pan tak głęboko i moralnie przeciwny. Dlatego też zwalniam pana z obowiązku członkostwa w składzie sędziowskim. Zastąpi pana komodor McKeon.

— Ależ jeśli zamierza pani sądzić ich zgodnie z ich własnym prawem… — zaczął Styles tak rozpaczliwie, że Honor z trudem opanowała grymas pogardy.

Jego emocje zmieniały się zbyt szybko, by Nimitz był w stanie na podstawie tego kalejdoskopu stworzyć sobie jakiś obraz, ale tym razem nie potrzebowała jego empatycznych zdolności, by wiedzieć to, co najważniejsze. Styles chciał sobie obić dupę blachą na wypadek, gdyby Admiralicja uznała, że nie należało urządzać procesów, i zabrała się do rozliczania odpowiedzialnych za to. Uporczywie protestując i starannie dobierając powody protestów, jaśniałby wówczas jako ten diament w kloace. Natomiast ani przez sekundę tak naprawdę nie miał zamiaru rezygnować z uczestnictwa w składzie sądu. Odsuwając go, uraziła dogłębnie, i to kolejny raz, jego dumę i zyskała kolejnego śmiertelnego wroga. Czując jego rosnącą nienawiść, miała podwójną satysfakcję: uniknęła kłopotów, które by wyniknęły z jego udziału w procesach, i upewniła się, że Styles nie potrafi przegrywać. A to mogło się przydać na przyszłość.

— Nie, admirale Styles — oznajmiła zdecydowanie. — Nie będę pana zmuszała, by rezygnował pan ze swoich zasad etycznych w tej kwestii.

I nim zdążył powiedzieć cokolwiek, dodała:

— Może pan odejść, admirale Styles.

* * *

— Proszę, proszę! Przejechałaś po nim jak walec — ocenił z uznaniem McKeon już bez oporów przechodzący z nią na „ty”, gdy byli sami.

Uwaga dotyczyła pana admirała Stylesa, który wyszedł z gabinetu niczym lunatyk w ciężkim koszmarze. Był tak wstrząśnięty, że nawet nie zauważył McKeona, który minął go prawie w drzwiach. Normalnie patrzył na niego bykiem przy każdej okazji, gdy się spotkali, i nie krył wrogości. Częściowo wynikała ona zapewne z przeszłości, o której McKeon nie chciał opowiadać, natomiast bez wątpienia spora część była wynikiem decyzji personalnych Honor. Mianowała bowiem Stylesa dowódcą zaimprowizowanego działu kadr, co było stanowiskiem ważnym i prestiżowym. Zapewniało mu też dość roboty, gdyż był odpowiedzialny za koordynowanie lotów do wszystkich obozów z informacjami, co się wydarzyło, i pomocą, jeśli taka była potrzeba. Do jego obowiązków należało także sprawdzanie spisu zesłanych ze stanem faktycznym oraz ewakuacja ciężko chorych na wyspę.

Z drugiej strony jednak to stanowisko skutecznie wyłączało go z taktycznego łańcucha dowodzenia i uniemożliwiało podejmowanie czy też branie udziału w podejmowaniu jakichkolwiek naprawdę istotnych decyzji. Zrobiła to naturalnie celowo i Styles doskonale o tym wiedział.

Dowódcą obozu Charon został Ramirez, Harriet Benson jego zastępczynią, a faktycznym zastępcą Honor był Alistair McKeon. Honor tak wszystko zorganizowała, że Styles składał meldunki bezpośrednio jej, ale był pod tym względem wyjątkiem, gdyż wszyscy pozostali kontaktowali się wpierw z McKeonem. To wyróżnienie doprowadzało go do wściekłości, tyle że trudno było dociec, czy bardziej nienawidził Honor, czy McKeona.

Ten ostatni wiedział o tym równie dobrze jak ona, i widząc jej zdumione spojrzenie, uśmiechnął się złośliwie.

— Ściany tu jakieś cienkie i akustyka dziwna — wyjaśnił — a ja czekałem obok, bo chciałem z tobą porozmawiać, więc można powiedzieć, że miałem miejsce w pierwszym rzędzie. Zresztą tak się darł, zanim go nie sprowadziłaś na ziemię, że musieli go słyszeć na lotnisku.

— O, szlag! — westchnęła z wyczuciem i pomasowała czoło. — Nie myślałam, że to się aż tak rozniesie.

— Nie twoja wina: to on się darł.

— Może nie moja, ale nie zrobiłam nic, by temu zapobiec. A morale nie poprawi świadomość, że jestem na noże z drugim co do rangi oficerem Sojuszu na planecie.

— Po pierwsze to niby czemu miałabyś temu zapobiegać? Twoim zadaniem jest dowodzić i utrzymać nas przy życiu. Jeśli jakiś idiota chce udowodnić, że jest zadufanym w sobie cymbałem, to twoim obowiązkiem jest jedynie sprawienie, by jego tępota nie zaszkodziła naszym wysiłkom wydostania się stąd. A nie ochrona tego kretyna przed konsekwencjami jego własnego zachowania. Po drugie uważam, że akurat dobrze się stało i że morale na tym zyska, a nie straci.

1 ... 94 95 96 97 98 99 100 101 102 ... 194
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)