Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]

Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Honor Harrington zostaje powieszona, a nagranie z egzekucji rozpowszechnione. Admirał Esther McQueen pierwszy raz od lat przejmuje inicjatywę i kontratakuje, zmuszając Sojusz Manticore do obrony. Grayson rośnie w siłę, a Królewska Marynarka testuje nowe uzbrojenie i nową klasę okrętów.
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 194
Перейти на страницу:

— Proszę usiąść, panie admirale.

— Dziękuję.

Ostrożnie opuścił się na siedzisko, ale mimo to i tak skrzywił się z bólu — kolano nie zgięło się ani o milimetr. Oparł się wygodnie i położył lewą, niesprawną do końca rękę na lewej nodze. Następnie zaś jeszcze raz przyjrzał się obecnym, spojrzał na Honor i uśmiechnął się.

— Widzę, że awansowała pani, odkąd ktokolwiek miał ostatni raz kaprys, by podzielić się ze mną wieściami o przebiegu wojny — powiedział prawie swobodnie. — Ostatnio, gdy o pani słyszałem, była pani kapitanem Królewskiej Marynarki.

— Jak pan sam przyznał, nieco wypadł pan z obiegu — odparła z lekkim i jak zwykle krzywym uśmiechem.

— Prawda — przyznał rzeczowo. — Ale wie pani, przez cały lot zastanawiałem się, co też właściwie się dzieje… To nie jest moja pierwsza wizyta na Styksie… poprzedni gospodarze uparcie nalegali, bym podzielił się z nimi pewnymi informacjami i wygłosił pewne oświadczenia. Niestety okazało się, że nasz program uodparniający działa całkiem skutecznie… przynajmniej przeciwko naszym własnym środkom farmakologicznym i narkotykom. Jednakże biorąc pod uwagę, że załoga pinasy miała uniformy RMN, Floty Graysona i Floty Erewhon, doszedłem do wniosku, że coś niefortunnego przytrafiło się kapralowi Tresce… Tak, pani admirał: towarzysz brygadier zaczynał karierę jako kapral bezpieki. Nie wiedziała pani o tym?

Pytanie spowodowane było pełną zaskoczenia miną Honor.

— Z jego akt wynikało, że był kapitanem Marines — wyjaśniła.

— Aha! Cóż, nie powinno mnie to dziwić: w końcu miał kody dostępu do wszystkich plików, personalnych także, a zawsze robił co mógł, by spełniać swoje zachcianki.

Ton Parnella był lekki, jakby prowadził towarzyską pogawędkę, ale jego oczy przypominały wyszlifowane agaty. A nienawiść wręcz od niego biła, gdy mówił o Tresce.

— Czy moje przypuszczenie jest słuszne i coś rzeczywiście mu się przytrafiło? — spytał.

— Można to tak ująć — odparła Honor uprzejmie.

— Mam nadzieję, że to było nieodwracalne i śmiertelne? — spytał równie uprzejmie Parnell.

Potwierdziła ruchem głowy.

— Doskonale! — mruknął z zadowoleniem. — To mielibyśmy jeden problem z głowy.

— Przepraszam?!

— Co?… Ach, proszę o wybaczenie, admirał Harrington. Ostatnio nie najlepiej ze mną: mówię sam do siebie, nie zawsze z sensem. — Parnell uśmiechnął się zimno. — W tym przypadku chodzi o to, że parę lat temu sporządziłem sobie pewną listę spraw, które chciałbym załatwić, jeśli tylko nadarzyłaby się okazja. Zabicie Treski było drugą w kolejności na tej liście. Czy nie jest z mojej strony optymizmem nadzieja, że umierał długo i nieprzyjemnie?

— Długo może nie, za to na pewno nieprzyjemnie. Bardzo nieprzyjemnie i boleśnie, panie admirale — odpowiedział McKeon, aż za dobrze pamiętający zmasakrowane ochłapy mięsa znalezione w zbryzganym krwią pomieszczeniu.

— Miło mi to słyszeć. — Parnell nie ukrywał zadowolenia. — Pozostaje mi jedynie żałować, że nie mogłem tego zrobić osobiście.

Coś trudnego do zinterpretowania przemknęło przez twarz Casleta tak szybko, że prawie nie sposób było to zauważyć. Parnell jednakże zauważył. I uśmiechnął się ponownie.

Tyle że w tym uśmiechu nie było żadnego innego uczucia poza nienawiścią.

— Moje podejście zaskoczyło towarzysza komandora? — spytał miękko.

Caslet przyglądał mu się przez moment, po czym kiwnął głową potakująco.

Parnell wzruszył ramionami.

— Mnie też by to kiedyś zaskoczyło, jak sądzę — przyznał. — Ale to się zmieniło, gdy obserwowałem, jak kapral Tresca własnoręcznie wbił sześciocentymetrowy gwóźdź w głowę mojego szefa sztabu dlatego, że żaden z nas nie chciał wygłosić do kamery przygotowanego przez UB przyznania się do winy.

Caslet pobladł.

A Parnell dodał spokojnie:

— Obrabiali go przez dwie godziny, zanim zabrali się za mnie. A pierwszy gwóźdź go nie zabił: komodor Perot był twardy. Więc Tresca użył tego samego młotka w stosunku do mojej dłoni, a potem kolana, co mu zajęło jakiś kwadrans. A potem zabrał się do wbijania drugiego gwoździa.

Rozległ się zduszony charkot i kontradmirał Styles wybiegł z gabinetu blady jak trup, oburącz zatykając sobie usta.

Honor także zrobiło się niedobrze, choć nie do tego stopnia. Może miała mniej żywą wyobraźnię… a może po prostu więcej w życiu widziała… Poza tym wiedziała dzięki Nimitzowi coś, o czym poza Parnellem nie miał pojęcia nikt z obecnych — on i Perot byli przyjaciółmi, być może tak bliskimi jak ona i Alistair. Parnell maskował się doskonale, ale przed empatą takich uczuć nie dało się ukryć… Na samą myśl o tym, że musiałaby bezsilnie obserwować, jak ktoś tak postępuje z McKeonem, poczuła nienawiść i żądzę mordu…

— Przyznania się do winy? — usłyszała własny spokojny głos i szczerze się zdziwiła.

Parnell podziękował jej ruchem głowy, jakby jej ton był tarczą chroniącą go przed czymś, czego sam wolał zbyt dokładnie nie zgłębiać. Przynajmniej jeszcze nie.

— Urząd Bezpieczeństwa chciał, żebyśmy przyznali się do udziału w spisku zakończonym zamachem na prezydenta Harrisa. Zostaliśmy już za to skazani na śmierć, ale chcieli mieć te nagrania, sądzę, że do celów propagandowych, choć mogę się mylić. Może Tresca chciał je dla swojej własnej satysfakcji. — Parnell przekrzywił głowę i westchnął. — Można by powiedzieć, że jest w tym pewna sprawiedliwość dziejowa: w sumie stworzyły go nasze organy bezpieczeństwa. Zresztą skoro już zebrało mi się na chwilę szczerości: to myśmy ściągnęli sobie na kark Pierre’a i jego Komitet własną niekompetencją. Nieprawdaż, towarzyszu komandorze?

W jego głosie było tyle nienawiści, że Caslet drgnął. Oprócz nienawiści było tam jeszcze coś — bezbrzeżna, tnąca niczym nóż pogarda dla zdrajcy, który służył zdrajcom. Otworzył usta, by się bronić… i nie powiedział słowa. Mógł jedynie przyglądać się okaleczonemu, ale nie złamanemu człowiekowi, który zaledwie osiem lat standardowych temu był jego naczelnym dowódcą. A jeszcze parę lat wcześniej przyjmował od niego przysięgę oficerską w Akademii Marynarki Wojennej, choć nie było żadnego powodu, dla którego Parnell miałby zapamiętać jednego midszypmena z kilkuset.

— Rozumiem pańskie uczucia, admirale Parnell — powiedziała cicho Honor.

Ten spojrzał na nią z zaciśniętymi ustami, gotów sprzeciwić się jej stwierdzeniu, gdy nieznacznie poruszyła kikutem lewej ręki. Był to w sumie odruchowy gest, ale Parnell odprężył się i przestał kurczowo zaciskać usta.

— Rozumiem je — powtórzyła — ale powinien pan wiedzieć, że komandor Caslet znalazł się w Piekle, ponieważ zrobił co mógł, by jeńcy z Sojuszu byli przez UB traktowani zgodnie z konwencją denebską. I zapewniam pana, że z tego, co jest mi wiadome, jego zachowanie zawsze cechowały wszystkie zalety oficera dawnej Ludowej Marynarki… a brak w nim było typowych dla tego korpusu oficerskiego wad.

Mówiąc to, spoglądała mu w oczy. I tym razem to Parnell odwrócił wzrok.

— Sam się o to prosiłem — przyznał po chwili i spojrzał na Casleta. — Przepraszam, komandorze; choć siedziałem tu długo, rozmawiałem z innymi więźniami, którzy docierali tu później. Wiem co nieco o warunkach, w jakich przyszło żyć i działać oficerom Ludowej Marynarki, i o naciskach, jakim ich poddawano. Na pana miejscu być może… nie, bądźmy uczciwi do końca: na pańskim miejscu też bym trzymał głowę nisko i próbował robić, co mi dyktuje poczucie obowiązku, najlepiej jak potrafię, ale żeby przeżyć, nie wychylałbym się. Czasami zapominam o tym, iż świadomość, że i tak człowieka zabiją, ułatwia wybór między śmiercią a hańbą na rzecz tej pierwszej.

1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 194
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)