Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
— Dopilnuję tego — obiecał McKeon.
— Doskonale. W takim razie załatwiliśmy w zasadzie wszystko. Został jeszcze tylko pewien drobiazg…
— Jaki? — zainteresował się McKeon.
— Rano rozmawiałam z Fritzem. Powiedział, że stracił cierpliwość i poprosił mnie, żebym dostarczyła mu pana, komodorze McKeon.
— Przepraszam, że jak? — zdumiał się, tak oficjalnie nazwany.
Honor zachichotała ze złośliwą satysfakcją.
— Ponieważ oprawił się z najpilniejszymi pacjentami, postanowił pełniej wykorzystać możliwości szpitala, który ma do dyspozycji — wyjaśniła radośnie. — Co prawda nie da się tu przeprowadzić regeneracji, a prawdę mówiąc, nie odważyłabym się wysłać kogokolwiek na regenerację w szpitalu Ludowej Republiki. Bez obrazy, Warner. Ale jak mnie zapewnił Fritz, oddział dentystyczny jest doskonale wyposażony. Nowe zęby odrosną ci dopiero w domu, ale Fritz właśnie skończył czytać podręcznik początkującego protetyka i aż się pali, by na kimś sprawdzić swoje umiejętności. Na zwierzę doświadczalne wybrał ciebie, ale jakoś okazałeś się głuchy na jego zaproszenia. Uważa, że zdoła zbudować ci nadzwyczajny mostek czy jak się tam nazywa taka odpowiednia dla ciebie plomba rodem ze średniowiecznej sztuki kowalskiej i dentystycznej. Skoro więc skończyliśmy omawiać nie cierpiące zwłoki sprawy, chcę, żebyś natychmiast zameldował się w szpitalu. Ma ci wziąć odciski czy jakoś tak. Mówił, że to chyba nie boli…
— Ależ ja mam za dużo innych spraw, żeby… — zaczął protestować McKeon.
I zamilkł, zamykając z trzaskiem usta na widok jej miny.
— Żadnych wykrętów! — oznajmiła ostro. — Razem z LaFolletem pomagałeś Fritzowi… ty też, Warner! Wszyscy mu pomagaliście utrzymać mnie w łóżku, kiedy wylądowaliśmy na tej planecie. Teraz moja kolej i w żadnym razie nie zrezygnuję z zemsty. Ma się pan natychmiast zameldować w szpitalu, komodorze McKeon! Czy to jasne?
— To ci naprawdę sprawia przyjemność! — jęknął McKeon.
— I to cholerną! — potwierdziła z rozbrajająco szczerym uśmiechem i czystą satysfakcją w głosie lady Honor Harrington.
Rozdział XXVI
— Czy pani zwariowała?! — kontradmirała Harolda Stylesa aż podniosło z fotela.
Oparł się zaciśniętymi w pięści dłońmi o blat biurka i spoglądał na Honor z wściekłością.
— Postawiła się pani w wyjątkowo niebezpiecznej sytuacji, upierając się zostawić sobie dowództwo na podstawie tak wątpliwych powodów, jakie pani podała, admirał Harrington! Jeżeli na dodatek zaprze się pani zwołać sąd wojenny w czasie wojny wyłącznie na podstawie własnego uznania, to lepiej niech pani dopilnuje, żeby wszystko, ale to absolutnie wszystko było zgodne z prawem. Bo jeżeli nie będzie, to przysięgam, że osobiście oskarżę panią o naruszenie prawa wojskowego, pani admirał!
Nimitz uniósł się na grzędzie i syknął ostrzegawczo, ukazując kły. Fala nienawiści Stylesa była tak silna, że Honor poczuła rosnącą złość, ale przed wybuchem uratował ją Andrew LaFollet, który właśnie zrobił krok w stronę oficera. Zdążyła powstrzymać go ruchem dłoni, nie miała bowiem wątpliwości, co by zrobił. Złapałby go za kark i wyrzucił z gabinetu, najprawdopodobniej w drzwiach nadając wektor celnym kopem. Miała szczerą ochotę to zobaczyć, ale nie mogła mu na coś podobnego pozwolić.
Jeszcze nie.
Natomiast jeżeli Styles będzie dalej się tak zachowywał…
— Będzie pan uprzejmy usiąść, admirale Styles — oznajmiła lodowatym głosem bez śladu zwyczajowego seplenienia.
Jej oko lśniło jeszcze zimniej, niż brzmiał jej głos, a prawy kącik ust zaczął drgać w ostrzegawczym tiku. Widząc go, LaFolletowi prawie zrobiło się żal Stylesa. On sam wyrzuciłby po prostu chama, a gdyby się stawiał, dałby mu parę razy po pysku i na tym by się skończyło. Nikt, kto spowodował u Honor taką reakcję, nie wywinął się tak łatwo i zawsze poważnie tego żałował. Styles jednak nie znał Honor i wziął ten nerwowy tik za oznakę strachu wywołanego świadomością własnej niepewnej pozycji. Jak każdy uzurpator zresztą. I jego święte oburzenie oraz wściekłość odczuwane od chwili, w której dowiedział się, że nie przekaże mu dowodzenia, tak jak powinna, w pełni doszły do głosu.
— Jak cholera! — warknął. — Od pierwszego momentu, gdy zjawiłem się na tej wyspie…
I zamilkł nagle, gdyż Honor zerwała się i palnęła otwartą dłonią w blat, co zabrzmiało jak wystrzał. Cofnął się odruchowo i zaczerwienił zawstydzony własną reakcją, ale nie zdążył powiedzieć słowa, gdyż rozległ się jej niebezpiecznie miękki głos:
— Zamkniesz pan gębę i to zaraz albo każę pana aresztować do czasu, aż znajdziemy się z powrotem na terenie objętym prawem wojskowym obowiązującym w Królewskiej Marynarce. A wówczas oskarżę pana o niesubordynację, świadome niewykonanie rozkazów, zachowanie podważające autorytet oficera dowodzącego i namawianie do buntu w czasie wojny.
Styles przyglądał się jej z otwartą gębą, poruszając nią bezgłośnie, jakby nie był w stanie uwierzyć w to, co słyszy. Dwa z tych zarzutów zagrożone były karą śmierci, a mimo wściekłości zorientował się, że Harrington mówi jak najpoważniej i nie jest to groźba bez pokrycia.
Honor przyglądała mu się jeszcze przez moment, potem wzięła głęboki oddech i wyprostowała się.
— Powiedziałam, że ma pan usiąść — oznajmiła, wymawiając poszczególne słowa wolno i wyraźnie.
I z takim autorytetem, że kontradmirał opadł na fotel, z którego się przed chwilą zerwał. Odczekała dziesięć sekund i także powoli usiadła, przyglądając mu się z twarzą całkowicie pozbawioną wyrazu.
W duchu zaś błogosławiła Alistaira McKeona za przezorność.
Zanim nie poruszył tego tematu, nawet jej przez myśl nie przeszło, że wśród jeńców może znaleźć się ktoś z Royal Manticoran Navy wyższy od niej stopniem. Gdyby tak było, powinna przekazać mu dowództwo, co spowodowałoby całą masę kłopotów. Główny polegał na tym, że Ramirez, Benson i pozostali jeńcy z obozu Inferno zaufali jej i wobec niej byli lojalni, a nie wobec kogoś, kogo nawet na oczy nie widzieli. Kiedy Harkness i jego grupa włamywaczy przebili się w końcu przez ostatnie zabezpieczenia i wyciągnęli z bazy danych pełną listę zesłańców, okazało się, że Alistair miał rację. Na planecie znajdował się co prawda tylko jeden starszy od niej rangą oficer, ale był to niestety kontradmirał Styles.
Honor nie znała go ani osobiście, ani z opowieści, natomiast reakcja McKeona mówiła sama za siebie. Co prawda nie zaczął kląć, ale oczywiste było, że miał nieprzyjemność służyć pod jego rozkazami i nie było to miłe doświadczenie. Nie ukrywał, że go nie lubi jako człowieka i gardzi nim jako oficerem. McKeon jak każdy mógł się mylić i czasami mu się to zdarzało, o czym aż za dobrze wiedziała z autopsji. Ale wiedziała też, że gdy przekonał się o błędzie, potrafił zmienić zdanie.
Na temat Stylesa miał już ugruntowane zdanie i choć nie wdawał się w szczegóły, jego charakterystyka osoby była tak przekonująca, że Honor zdecydowała się posłuchać jego rady, jak rozwiązać problem, zanim oficjalnie wyniknął. Po poznaniu pana kontradmirała była rada, że tak postąpiła.