Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 163
Перейти на страницу:

Czy to przez właściwe mieszkańcom Limy niedbalstwo, niedowład woli, głupotę tajniaków, Zavalita? Myśli: po to, żeby nikt niczego nie żądał, nie nalegał, nie kiwnął palcem dla ciebie. Żeby zapomnieli czy też zapomnieli naprawdę, myśli, żeby pogrzebali tę sprawę czy też już ją pogrzebali? Ci sami zabili cię po raz drugi, Muza, czy też po raz drugi zabiło cię całe Peru?

– Aha, już wiem, skąd u ciebie taki humorek – powiedział Norwin. – Znowu się pokłóciłeś z Chinką, Garlitos.

Póki redakcja mieściła się w starym lokalu przy ulicy Pando, chodzili ze dwa, trzy razy w tygodniu do „Negro-Negro”. Kiedy „Kronika” przeprowadziła się do nowego budynku przy alei Tacna, spotykali się w barach i kafejkach przy Colmena. W „Jaialai”, myśli, w „Hawai”, w „América”. Na początku miesiąca Norwin, Rojas, Millón zaglądali do tych zadymionych nor i uciekali do burdelu. Czasem spotykali Becerritę, ze świtą dwóch czy trzech redaktorów, pił i rozmawiał poufale ze wszystkimi rogaczami i pedałami i zawsze on płacił rachunek. Wstać koło południa, obiad w pensjonacie, wywiad, notatka, usiąść przy biurku i zredagować, zejść do stołówki, wrócić i znów zasiąść do maszyny, wyjść, wrócić do pensjonatu o świcie, zrzucić ubranie o godzinie, kiedy dzień wyłania się z morza. Niedzielne obiady też przemieszały się w pamięci, i te w „Rinconcito Cajamarquino” na urodziny Carlitosa, Norwina czy Hermándeza, i te cotygodniowe spotkania z ojcem, z mamą, z Chispasem i z Teté.

II

– Jeszcze kawy, Cayo? – powiedział major Paredes. – í panu też, generale?

– Wydusiliście ze mnie podpis, ale nie przekonaliście mnie, panowie, w dalszym ciągu uważam, że zrobiliśmy głupstwo rozmawiając z nim – generał Llerena rzucił na biurko plik depesz. – Trzeba by do niego zatelefonować, żeby natychmiast stawił się w Limie. A jeżeli nie, to tak jak proponował Paredes. Z Tumbes wyciągnąć go jakimś lądowym środkiem komunikacji, a w Talara wsadzić w samolot i przywieźć na miejsce.

– Bo Chamorro to zdrajca, ale nie głupiec, generale – powiedział Bermudez. – Jeśli pan mu pośle depeszę, ucieknie za granicę. Jeżeli policja zjawi się u niego w domu, przyjmie ją kulami. No i nie wiemy, jak zareagują jego oficerowie.

– Ja odpowiadam za oficerów z Tumbes – podniósł głos generał Llerena. – Pułkownik Quijano od samego początku przysyłał nam raporty i może objąć dowodzenie. Nie pertraktuje się ze spiskowcami, zwłaszcza jeśli spisek został już zdławiony. To nonsens, Bermudez.

– Oficerowie są bardzo przywiązani do Chamorra, panie generale – powiedział major Paredes. – Proponowałem zatrzymać czterech przywódców spisku jednocześnie. Ale trzech już się wycofało, więc myślę, że plan Cayo jest najlepszy.

– Wszystko zawdzięcza prezydentowi, wszystko zawdzięcza mnie – generał Llerena uderzył ręką w poręcz fotela. – Od każdego mógłbym się spodziewać takiego figla, ale nie od niego. Chamorro musi mi za to zapłacić.

– Tu nie chodzi o pana, generale – skarcił go ze słodyczą Bermudez. – Prezydent chce, żeby wszystko zostało załatwione bez awantur. Proszę mi pozwolić działać, zapewniam pana, że tak będzie najlepiej.

– Jest Chiclayo, panie generale – czyjaś głowa w kepi pokazała się w drzwiach. – Tak, panie generale, można słuchać przez trzy aparaty.

– Major Paredes? – krzyczał głos tamtego, przygłuszany brzęczeniem i odgłosami na linii. – Mówi Camino, majorze. Nie mogę znaleźć pana Bermúdeza, żeby go powiadomić. Mamy tu senatora Landę. Tak, jesteśmy na jego hacjendzie. Tak, protestuje. Chce dzwonić do Pałacu. Trzymaliśmy się ściśle instrukcji, panie majorze.

– Doskonale, Camino – powiedział Bermúdez. – Tak, to ja. Czy senator jest w pobliżu? Poproście go do telefonu, będę z nim mówił.

– Jest w pokoju obok, don Cayo – brzęczenie wzmagało się, głos jakby się rozpływał i po chwili znów było go słychać. – Odizolowany, tak jak pan polecił. Zaraz każę go sprowadzić, don Cayo.

– Halo? – poznał głos Landy, usiłował sobie wyobrazić jego twarz, ale nie mógł. – Halo?

– Bardzo boleję nad tym, że musieliśmy panu sprawić przykrość, senatorze – powiedział serdecznym tonem. – Musieliśmy się z panem spotkać.

– Co to wszystko znaczy? – zagrzmiał we wściekłym wybuchu głos Landy. – Dlaczego przysłaliście żołnierzy, żeby mnie wyciągnęli z domu? Gdzie jest nietykalność parlamentarna? Kto wydał takie bzdurne rozkazy, Bermúdez?

– Chciałem pana poinformować, że aresztowaliśmy generała Espine – powiedział Bermúdez z całym spokojem. – i właśnie on uparcie pakuje pana w bardzo mętną aferę. Tak, Espina, generał Espina. Zapewnia nas, że jest pan zamieszany w spisek antyrządowy. Musi pan przyjechać do Limy, aby wszystko wyjaśnić, senatorze.

– Ja? W spisku antyrządowym? – w głosie Landy nie było ani cienia wahania, tylko ta sama rozwrzeszczana wściekłość. – Ale przecież ja sam jestem członkiem rządu, ja sam. Co za bzdura, Bermúdez, co pan sobie wyobraża.

– Ja sobie nic nie wyobrażam, to tylko generał Espina – tłumaczył się Bermúdez. – Twierdzi, że ma dowody. Dlatego musi pan tu do nas przyjechać, senatorze – Porozmawiamy jutro i mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni.

– Niech mi zaraz podstawią samolot do Limy, natychmiast – ryknął senator. – Na mój koszt, ja płacę. To jest absolutny nonsens, Bermúdez.

– Doskonale, senatorze – powiedział Bermúdez. – Proszę mi tu dać Camino, powiem mu, co ma robić.

– Pańscy tajniacy traktowali mnie jak przestępcę – krzyczał senator. – Mimo mojego stanowiska w parlamencie, mimo mojej przyjaźni z prezydentem. Pan za to wszystko odpowiada, Bermúdez.

– Camino? Proszę przetrzymać Landę do rana – powiedział Bermúdez. – Rano mi go przyślecie. Nie, nie ma mowy o specjalnym samolocie. Normalnym lotem rejsowym, tak. To wszystko, Camino.

– Na mój koszt, ja płacę – powiedział major Paredes odkładając słuchawkę. – Temu magnatowi nieźle zrobi noc spędzona w ciupie.

– Córka Landy została miss Peru w zeszłym roku, prawda?

– powiedział Bermúdez i zobaczył jej niewyraźną sylwetkę na tle okna, jak w teatrze cieni, zdejmowała futro i buty. – Cristina, zdaje się, nie? Sądząc ze zdjęć, całkiem ładna.

– Nie bardzo mnie przekonują pańskie metody – powiedział generał Llerena, z kwaśną miną wpatrując się w dywan. – W takich sprawach trzeba być twardym, Bermúdez, to i lepiej, i szybciej.

– Panie generale, telefon do pana Bermúdeza z prefektury – powiedział jakiś porucznik zaglądając do pokoju. – Pan Lozano.

– Podejrzany właśnie wyjechał z domu, don Cayo – powiedział Lozano. – Tak, posłałem za nim nasz wóz. Tak, w stronę Chaclacayo.

– W porządku – powiedział Bermúdez. – Proszę zadzwonić do Chaclacayo, że Zavala zaraz tam będzie. Niech go wpuszczą i niech na mnie czeka. Nie pozwolić mu wyjść, zanim nie przyjadę. Na razie, Lozano.

– Gruba ryba w pańskim domu? – powiedział generał Llerena. – Co to ma znaczyć, Bermúdez?

– Zdał już sobie sprawę, że spisek wziął w łeb, panie generale – powiedział Bermúdez.

– I Zavala tak łatwo się z tego wykręci.? – mruknął major Paredes. – On i Landa są autorami pomysłu, to ci dwaj wpakowali Górala w tę całą hecę.

– Generał Chamorro przy telefonie, panie generale – powiedział kapitan stając w drzwiach. – Tak, wszystkie trzy telefony mają połączenie z Tumbes, panie generale.

– Tu Cayo Bermúdez, generale – kątem oka zobaczył wymizerowaną z bezsenności twarz generała Llereny i zaniepokojonego Paredesa, który przygryzał wargi. – Przykro mi, że pana budzę o takiej godzinie, ale mam sprawę nie cierpiącą zwłoki.

1 ... 96 97 98 99 100 101 102 103 104 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)