Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 217
Перейти на страницу:

— Jak rzeczesz, mój panie. Wybacz, że pytam, ale czy twoja lady dobrze się czuje?

Selene popatrzyła na nią i odezwała się po raz pierwszy.

— Czuję się całkiem dobrze. — Jej głos zostawił w powietrzu chłód, który na moment stłumił dalszą rozmowę.

— Nie pochodzi pani z Cairhien, pani Madwen — powiedział nagle Hurin. Objuczony sakwami i tobołkiem Rauda przypominał chodzącą furę pełną bagażów. — Proszę mi wybaczyć, ale pani mowa brzmi inaczej.

Pani Madwen uniosła brwi i rzuciła ukradkowe spojrzenie na Rauda, po czym uśmiechnęła się szeroko.

— Domyślam się, żeś udzielił swemu człowiekowi zezwolenia na swobodne mówienie, ja jednak nawykłam... — Jej spojrzenie przeniosło się na oficera, którego uwagę na powrót pochłonął posiłek. — Światłości, nie, nie jestem rodowitą mieszkanką Cairhien, ale na moje grzechy, poślubiłam Cairhienina. Dwadzieścia trzy lata z nim żyłam, a kiedy umarł przy mnie, niechaj Światłość go opromienia, już byłam gotowa wracać do Lugard. Pozostawił mi jednak tę karczmę, a bratu dał pieniądze, mimo że moim zdaniem powinno być na odwrót. Skory do żartów i podstępny był Barin, nie mniej jak inni mężczyźni, a przede wszystkim zaś ci z Cairhien. Proszę zająć miejsce, mój panie? Moja pani?

Karczmarka zamrugała ze zdziwienia, gdy Hurin zasiadł razem z nimi, Ogira wyraźnie traktowała jako kogoś ważnego, natomiast Hurin w jej oczach uchodził za sługę. Raz jeszcze szybko obejrzawszy się na Rauda, pognała do kuchni i wkrótce nadeszły dziewczęta, które podały im wieczerzę, chichotały i gapiły się na lorda i lady, a także na Ogira, dopóki pani Madwen nie zagnała ich z powrotem do pracy.

Z początku Rand wpatrywał się nieufnie w jedzenie. Wieprzowina była pocięta na małe kawałki, przemieszana z długimi paskami żółtej papryki i groszkiem, a także mnóstwem innych warzyw i rzeczy, których nie rozpoznał, wszystko zaś oblane było przezroczystym, gęstym sosem. Potrawa wydzielała jednocześnie słodką i ostrą woń. Selene zaledwie dziobnęła, natomiast Loial zabrał się za nią wyjątkowo ochoczo.

Hurin uśmiechnął się do Randa ponad swoim widelcem.

— Ci ludzie z Cairhien paskudnie przyprawiają swoje jedzenie, lordzie Rand, ale wcale jednak nie jest takie złe.

— Nie ugryzie cię, Rand — dodał Loial.

Rand z wahaniem włożył pierwszy kęs do ust i omal się nie udławił. Jedzenie smakowało tak samo, jak pachniało, słodko i zarazem ostro, wieprzowina była chrupiąca od zewnątrz, a w środku miękka, kilkanaście smaków, przypraw, wszystkie przemieszane i kontrastujące z sobą. Nigdy w życiu nie kosztował czegoś podobnego. Smakowało wspaniale. Dokładnie wyczyścił swój talerz, a gdy pani Madwen wróciła z dziewczętami, by sprzątnąć ich stół, omal nie postąpił podobnie jak Loial i nie poprosił o dokładkę. Selene opróżniła swój talerz zaledwie do połowy, ale szorstko poprosiła jedną z dziewcząt, by go zabrała.

— To przyjemność, przyjacielu Ogirze. — Karczmarka uśmiechnęła się. — Trudno nasycić kogoś takiego jak ty. Catrine, przynieś jeszcze jedną porcję i to szybko.

Jedna z dziewcząt pomknęła do kuchni, a pani Madwen przeniosła swój uśmiech na Randa.

— Mój panie, miałam tu kiedyś człowieka, który grał na bitternie, ale poślubił dziewczynę z okolicznej farmy i teraz ona go zmusza, by stroił struny za pługiem. Trudno mi było nie zauważyć, że to, co wystaje z tobołka niesionego przez twojego człowieka, przypomina flet. Jako że nie mam tu już mojego muzyka, czy zgodzisz się, by twój człowiek zrobił nam przyjemność odrobiną muzyki?

Hurin zrobił zawstydzoną minę.

— On nie umie grać — wyjaśnił Rand. — Ja gram.

Kobieta zamrugała. Wychodziło na to, że lordowie nie grają na flecie, w każdym razie nie w Cairhien.

— Wycofuję swą prośbę, mój panie. Światłość przyświadczy, a ja zapewniam, że nie chciałam cię obrazić, mój panie. Nigdy bym nie prosiła kogoś takiego jak ty, by grał w izbie mojej karczmy.

Rand wahał się tylko chwilę. O wiele dłużej ćwiczył posługiwanie się fletem niż mieczem, a poza tym monety, które miał w kieszeni, nie mogły mu starczyć na wieczność. Jak już się pozbędzie tych paradnych strojów — jak już odda Róg Ingtarowi, a sztylet Matowi — grą na flecie zarobi na wieczerzę, gdy będzie szukał jakiejś kryjówki przed Aes Sedai.

„I kryjówki przed samym sobą? Tam coś się wydarzyło. Tylko co?”

— Nie gniewam się — odparł. — Hurin, podaj mi futerał. Po prostu wysuń go z tobołka. — Lepiej było nie pokazywać płaszcza barda, już i tak zbyt wiele nie wymówionych pytań połyskiwało w ciemnych oczach pani Madwen.

Instrument, wykonany ze złota i inkrustowany srebrem, wyglądał tak, że mógłby należeć do jakiegoś lorda, gdyby lordowie grali na flecie. Czapla wypalona w jego prawej dłoni nie przeszkadzała w przebieraniu palcami. Maść Selene podziałała tak dobrze, że prawie nie pamiętał o piętnie, dopóki na nie nie spojrzał. Teraz jednak znowu pojawiło się w jego myślach, więc odruchowo zaczął grać „Czaplę na wietrze”.

Hurin kołysał głową w takt melodii, a Loial swoim grubym palcem wystukiwał rytm na blacie stołu. Selene patrzyła na Randa, jakby się zastanawiała, kim właściwie jest. „Nie jestem lordem, moja lady. Jestem pasterzem i grywam na flecie po karczmach”. Natomiast żołnierze przerwali rozmowę, by słuchać, a oficer zamknął drewnianą okładkę księgi, którą właśnie zaczął czytać. Niewzruszony wzrok Selene wzniecił w nim iskrę uporu. Specjalnie omijał wszystkie pieśni, które mogły pasować do pałacowych wnętrz albo dworu jakiegoś lorda. Zagrał „Tylko jedno wiadro wody”, „Liścia ze starych Dwu Rzek”, „Starego Jaka na drzewie” i „Fajkę poczciwca Priketa”.

Przy tej ostatniej melodii sześciu żołnierzy zawtórowało mu ochrypłymi głosami, Rand jednak nie znał śpiewanych przez nich słów.

Pojechaliśmy nad rzekę Iralell Z Tarabonu wojsko nadjechało Rozeszliśmy się po brzegu całym Słońce już wstawało Konie ich zaczerniły ten dzień letni Zaczerniły niebiosa ich sztandary A jednak my nie oddaliśmy brzegu Rzeki Iralell Wcale nie oddaliśmy go Tak, nie oddaliśmy go Nie oddaliśmy ani piędzi brzegu tamtego poranka.

Nie po raz pierwszy Rand odkrył, że jedna melodia może się różnić słowami i tytułem w różnych krainach, czasami nawet w różnych wioskach w jednym kraju. Przygrywał im tak długo, dopóki nie wyczerpały się słowa i nie zaczęli klepać się po ramionach i wygłaszać obraźliwych komentarzy na temat swojego śpiewania.

Gdy Rand opuścił flet, oficer wstał i wykonał jakiś gniewny gest. Żołnierzom śmiech zamarł na ustach, zaszurali krzesłami, by wykonać ukłon przed oficerem z rękoma przyłożonymi do piersi — a także przed Randem — po czym wyszli, nie oglądając się za siebie.

Oficer podszedł do stołu Randa i skłonił się, przykładając dłoń do serca; wygolony przód czaszki wyglądał jak przysypany białym pudrem.

— Niechaj łaska ma cię w swej opiece, mój panie. Ufam, że nie uprzykrzyli ci się swymi śpiewami. To prostacy, ale zapewniam cię, nie chcieli obrazić. Jestem Aldrin Caldevwin, mój panie. Kapitan w Służbie Jego Królewskiej Mości, niechaj Światłość mu przyświeca.

Jego oczy prześlizgnęły się na miecz Randa. Rand miał wrażenie, że Caldevwin zauważył czaple zaraz po jego wejściu do karczmy.

— Wcale mnie nie obrazili.

Oficer swym akcentem przypominał mu Moiraine, każde słowo wymawiał dokładnie i dobitnie.

„Czy ona naprawdę pozwoliła mi odejść? Ciekawe, czy przypadkiem nie jedzie za mną? A może na mnie czeka”.

— Proszę usiąść, kapitanie. Bardzo proszę.

Caldevwin przysunął sobie krzesło od innego stołu.

— Mam nadzieję, że zechcesz mi powiedzieć jedną rzecz, kapitanie. Czy widziałeś tu ostatnio jakichś obcych? Pewną damę, niską i szczupłą, a z nią wojownika o niebieskich oczach. Jest wysoki, czasem nosi miecz przypasany na plecach.

1 ... 95 96 97 98 99 100 101 102 103 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)