Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 217
Перейти на страницу:

Rand chrząknął, miał nadzieję, że twarz mu nie poczerwieniała.

„Światłości, Egwene by mnie zabiła, gdyby wiedziała, że w ogóle o tym pomyślałem. A Selene by mnie zabiła, gdybym to zrobił. A może nie?”

Ta myśl sprawiła, że policzki mu wręcz zapłonęły.

— Dziękuję... za radę, pani Madwen. Pokoje... — Starał się nie patrzeć na okrytą kocem szkatułę na krześle Loiala; nie odważyli się pozostawić jej bez opieki. — Wszyscy trzej będziemy spali w jednej izbie.

Karczmarka przeżyła wyraźny szok, ale szybko oprzytomniała.

— Jak sobie życzysz, mój panie. Tędy, jeśli pozwolisz. Rand poszedł za nią po schodach. Loial niósł nakrytą kocem szkatułę — schody zaskrzypiały pod nim, ale karczmarka prawdopodobnie myślała, że to sprawił tylko jego ciężar — natomiast Hurin nadal niósł wszystkie sakwy oraz zwinięty płaszcz z harfą i fletem w środku.

Pani Madwen kazała wnieść trzecie łóżko, pośpiesznie rozłożyła je i pościeliła. Już stało tam jedno łóżko, sięgające od ściany do ściany, najwyraźniej od samego początku przeznaczone dla Loiala. Wolnej przestrzeni było tak mało, że ledwie można było przejść między łóżkami. Gdy tylko karczmarka zniknęła, Rand obrócił się do towarzyszy. Loial wepchnął nadal zawiniętą szkatułę pod swoje łóżko, po czym sprawdził grubość materaca. Hurin ustawiał sakwy.

— Czy któryś z was wie, dlaczego kapitan był taki podejrzliwy względem nas? Bo był, jestem o tym przekonany. — Potrząsnął głową. — Tak z nami rozmawiał, jakby myślał, że ukradniemy ten posąg.

— Daes Dae’mar, lordzie Rand — odparł Hurin. — Wielka Gra. Gra Domów, tak to niektórzy nazywają. Ten Caldevwin pewnie myśli, że robisz tu coś dla swej korzyści, gdyż inaczej nie byłoby cię tutaj. A cokolwiek by to było, jemu może przynieść szkodę, musiał więc zachować ostrożność.

Rand potrząsnął głową.

— "Wielka Gra”? Co za gra?

— To nie jest żadna gra, Rand — odezwał się Loial ze swojego łóżka. Wyciągnął z kieszeni książkę, ale położył ją bez otwierania na swojej piersi. — Niewiele o tym wiem, Ogirowie nie robią takich rzeczy, niemniej słyszałem o nich. Szlachetnie urodzeni i możne Domy prowadzą manewry, by uzyskać dla siebie korzyści. Robią rzeczy, które mogą im pomóc, zaszkodzić wrogowi albo jedno i drugie. Zazwyczaj wszystko odbywa się w tajemnicy, a jak nie, to starają się, by to wyglądało tak, jakby nie robili czegoś, co im nie przystoi. — Z wyraźnym zdumieniem podrapał się po włochatym uchu. — Ja tego zupełnie nie rozumiem, mimo iż wiem, na czym rzecz polega. Starszy Haman zawsze powtarzał, że potrzeba większego umysłu niż jego umysł, by pojąć czyny ludzi, a ja nie znam wielu inteligentniejszych od Starszego Hamana. Wy ludzie jesteście dziwni.

Hurin spojrzał z ukosa na Ogira, ale powiedział:

— On ma prawo do brania udziału w Daes Dae’mar, lordzie Rand. Biorą w tym udział wszyscy południowcy, ale Cairhienowie najczęściej.

— Ci żołnierze rano — powiedział Rand. — Czy będą nam towarzyszyć z powodu udziału Caldevwina w tej Wielkiej Grze? Nie możemy się mieszać do czegoś takiego.

Nie było potrzeby wspominać o Rogu. Wszyscy trzej aż za dobrze zdawali sobie sprawę z jego obecności.

Loial pokręcił głową.

— Nie wiem, Rand. On jest człowiekiem, a to może oznaczać wszystko.

— Hurin?

— Ja też nie wiem. — W głosie Hurina słychać było ten sam niepokój, który malował się na twarzy Ogira. — On być może robi dokładnie to, co powiedział, albo... Na tym polega Gra Domów. Nigdy nic nie wiadomo. Większość życia spędziłem w Foregate, w Cairhien, lordzie Rand, i niewiele wiem o szlachetnie urodzonych Cairhienach, ale.., cóż, Daes Dae’mar może być wszędzie niebezpieczna, ale z tego, co słyszałem, najgroźniejsza jest w Cairhien. — Nagle pojaśniał. — Lady Selene, lordzie Rand. Ona będzie wiedziała lepiej niż ja albo Budowniczy. Możemy ją wypytać rankiem.

Jednakże rankiem okazało się, że Selene zniknęła. Gdy Rand zszedł do głównej izby, pani Madwen wręczyła mu zapieczętowany pergamin.

— Wybacz mi, mój panie, ale trzeba mnie było posłuchać. Trzeba było zastukać do drzwi swojej pani.

Rand odczekał, aż ona zostawi go samego i dopiero wtedy przełamał pieczęć z białego wosku. W wosku był odciśnięty sierp księżyca i gwiazdy.

„Muszę cię opuścić na jakiś czas. Jest tu za dużo ludzi, a poza tym nie podoba mi się Caldevwin. Będę na ciebie czekała w Cairhien. Nigdy nie myśl, że jestem daleko od ciebie. Zawsze będę o tobie myślała, bo wiem, że i ty o mnie myślisz”.

List nie był podpisany, ale eleganckie, ozdobne pismo przypominało swym wyglądem Selene.

Złożył starannie pergamin, schował go do kieszeni i dopiero wtedy wyszedł na zewnątrz, gdzie Hurin już czekał z końmi.

Był tam również kapitan Caldevwin wraz z drugim, młodszym oficerem, a na ulicy tłoczyło się pięćdziesięciu żołnierzy na koniach. Obydwaj oficerowie mieli gołe głowy, za to dłonie odziali w rękawice ze stalowymi wierzchami, a na błękitne kaftany nałożyli złote napierśniki. Każdy z nich miał na plecach przymocowaną krótką laskę z niewielkim, sztywnym proporcem niebieskiej barwy, który powiewał im nad głową. Na proporcu Caldevwina widniała pojedyncza biała gwiazda, zaś po proporcu młodszego mężczyzny spacerowały dwa białe niedźwiedzie. Obydwaj mocno się odróżniali od żołnierzy w ich prostych zbrojach i hełmach, przypominających metalowe dzwony z otworami na twarz.

Caldevwin wykonał ukłon, gdy tylko Rand wyszedł z karczmy.

— Dzień dobry, lordzie Rand. Oto Elricain Tavolin, który będzie dowodził waszą eskortą, jeśli tak to mogę nazwać.

Drugi oficer ukłonił się, miał głowę wygoloną na taką samą modłę jak Caldevwin. Nie odezwał się ani słowem.

— Cieszę się, że będziemy mieli eskortę, kapitanie — powiedział Rand, starając się, by w jego słowach nie było słychać niepokoju. Fain nie będzie próbował atakować pięćdziesięciu żołnierzy, jednakże Rand bardzo chciał być pewien, że są rzeczywiście tylko eskortą.

Kapitan zmierzył wzrokiem Loiala, który właśnie zmierzał do swego konia ze szkatułą owiniętą w koc.

— To wielki ciężar, Ogirze.

Loial omal nie zastygł w miejscu.

— Nigdy nie lubię się zanadto oddalać od moich ksiąg, kapitanie. — Jego szerokie usta błysnęły zębami w półświadomym uśmiechu, pośpiesznie zabrał się za przywiązywanie szkatuły do siodła.

Caldevwin rozejrzał się dokoła, marszcząc czoło.

— Twoja lady jeszcze nie zeszła na dół. Brak też jej pięknej klaczy.

— Ona już wyjechała — poinformował go Rand. — Musiała szybko wracać do Cairhien, w nocy.

Brwi Caldevwina uniosły się.

— Podczas nocy? Ależ moi ludzie... Wybacz mi, lordzie Rand. — Odciągnął młodego oficera na bok i zaczął mu coś mówić wściekłym półgłosem.

— Ustawił warty wokół karczmy, lordzie Rand — szepnął Hurin. — Selene jakoś się przez nie przedostała nie zauważona.

Rand wspiął się na siodło Rudego z grymasem na twarzy. Jeśli istniała szansa, że Caldevwin jednak nie będzie ich o nic podejrzewał, to Selene ją nieodwołalnie zaprzepaściła.

1 ... 97 98 99 100 101 102 103 104 105 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)