Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
w nim furia sprawiała, że ledwie był w stanie nad sobą panować. Nie chciał wyżywać
się na przyjaciołach, a do tego zapewne by doszło, gdyby został. - Nie szukajcie
mnie. - dodał jeszcze, odwracając się, by odbiec.
- To ci w niczym... - zaczęła Hermiona, ale Harry zniknął już za zakrętem, nie
czekając na jej odpowiedź.
Musiał znaleźć jakieś miejsce, w którym mógłby być zupełnie sam.
Ten artykuł tylko rozdrapał ranę, która jątrzyła się w nim już od dawna. Rozdrapał i
wyciągnął na powierzchnię, uderzając w najbardziej czułe punkty. I to z taką siłą, że
ledwie mógł oddychać.
Już wiedział, gdzie powinien się udać, aby być sam.
Nie miał problemów z odnalezieniem Pokoju Życzeń. W środku panował półmrok. W
kominku trzaskał ogień, a przed nim stał duży, zielony fotel.
Wszystko wyglądało znajomo...
Zawstydził się, kiedy zorientował się, czyją komnatę mu to przypominało. Ale
najważniejsze było to, że panowała tu cisza i spokój. I nikt go tu nie znajdzie.
Opadł na fotel i zamknął oczy, wyciągając nogi w stronę ognia i odchylając głowę w
tył.
Jak oni mogli? Co sobie wyobrażali pisząc ten artykuł? Chcieli go pogrążyć?
Wyśmiać? Sprowokować? Obarczyć winą za to, co się działo? Za to, że Voldemort
wygrywał wojnę?
Jasne. Nie mieli na kogo zwalić winy. Harry widział już oczyma duszy nagłówki
kolejnych artykułów: "Sami-Wiecie-Kto i banda jego Śmierciożerców wymordowała
Mugoli. Dlaczego Harry Potter temu nie zapobiegł?", "Ministerstwo Magii zostało obalone! To wina Harry'ego Pottera!", "Sami-Wiecie-Kto wygrał wojnę. A gdzie był
Harry Potter?". Tak, to wszystko jego wina. Voldemort wygrywa - to wina Harry'ego.
Voldemort morduje - to wszystko przez niego. Czarodziejski Świat upada - Harry
znowu zawiódł. Ktoś się przewrócił i złamał nogę - kto jest temu winny? Oczywiście,
Harry.
Ale dlaczego to zawsze musi być on? Dlaczego nie dadzą mu wreszcie świętego
spokoju? Odpowiedź była zadziwiająco oczywista - bo ma bliznę na czole. To ta
blizna była jego winą. Tak jakby wypisano mu nią na czole: "Winny, winny, winny".
Winny wszystkiemu.
Zorientował się, że w narastającej złości i frustracji zaczął uderzać pięścią w poręcz.
Musiał jakoś odreagować.
Wszyscy chcieli, żeby niewykształcony nastolatek walczył z Voldemortem i całym
zastępem Śmierciożerców. Żeby znalazł jakiś sposób na pokonanie najsilniejszych i
najniebezpieczniejszych czarodziejów, jacy istnieją. Poświęciliby go bez mrugnięcia
okiem, byle tylko sami mogli uniknąć walki. To oni byli tchórzami. Chcieli, żeby Harry
Potter wygrał tę wojnę za nich, za cały Czarodziejski Świat.
Nie miał szans...
W długim, ciemnym tunelu pojawiło się maleńkie światełko. Harry przypomniał sobie
słowa Severusa. Nagle uświadomił sobie, że Snape to rozumiał. Rozumiał, że Harry
był za słaby, żeby to zrobić. I wcale tego od niego nie oczekiwał. Jako jedyny nie
naciskał go, nie zmuszał, nie wmawiał, że musi to zrobić. W przeciwieństwie do całej
reszty Czarodziejskiego Świata - nie chciał go poświęcić.
W takim świetle cała wczorajsza rozmowa nabrała dla niego zupełnie innego
znaczenia. Wtedy był zły na Severusa, że mężczyzna w niego nie wierzył. Teraz -
przepełniała go ogromna wdzięczność.
Światło na krótką chwilę odpędziło czające się w ciemności potwory, ale tunel był
długi i naprawdę mroczny. Światło nie mogło sięgnąć wszędzie...
Siedząc w ciszy i wpatrując się w ogień czuł, jak do jego serca ponownie wkradają
się cienie, kiedy przypominał sobie kolejne fragmenty artykułu. I nawet światło nie
potrafiło ich odpędzić.
Nazwali go tchórzem... Ciekawe, jak oni czuliby się na jego miejscu? Już to widział,
jak Rita Skeeter idzie walczyć z Voldemortem, wiedząc, że pewnie i tak zginie. Już
widział, jak niezwykle szlachetnie, z odwagą i dumą, poświęca swe życie dla
ratowania świata...
Tak, wyśmiewać, mieszać z błotem i upokarzać to ona potrafi, ale czy coś poza tym?
Gdyby tylko dorwał ją teraz w swoje ręce, to...
...to co, Harry Potterze? Zabiłbyś ją?
Harry wziął kilka głębokich wdechów, próbując się opanować. Już wystarczająco
ciężko było mu zaakceptować to, co go czeka - walka i, prawdopodobnie, śmierć.
Zmagał się z tym przez tyle czasu... I kiedy w końcu poddał się i pogodził z losem...
oni musieli atakować ten cienki, niestabilny most, który przerzucił pomiędzy swoimi
marzeniami, a nieuchronnym przeznaczeniem. Chcieli rozbić go w drobny pył,
sprawić, aby Harry utonął.
Nie! Pokaże im wszystkim, że nie jest tchórzem! Stanie do walki, jak postanowił!
Zrobi wszystko, by pokonać Voldemorta! Jeszcze dzisiaj musi zacząć naukę. Skoro
Snape nie chce go szkolić, to sam znajdzie sposób, żeby zdobyć potrzebną wiedzę.
Zakradnie się do działu ksiąg zakazanych i znajdzie coś, co mu pomoże.
Tak! Tak właśnie zrobi. Musi tylko zaczekać, aż zaczną się lekcje i biblioteka
opustoszeje.
***
Harry rzucił na stojący obok fotela stolik trzy ciężkie, zakurzone tomy w czarnych
okładkach. Ściągnął z siebie pelerynę niewidkę i opadł na fotel, wzdychając z ulgą.
Niemal został nakryty przez panią Pince, kiedy jedna z książek, zaczęła go usilnie
namawiać, żeby wybrał ją, bo zawiera najtajniejsze, czarno-magiczne zaklęcia.
Chętnie by ją zabrał, gdyby nie była taka gadatliwa. Kiedy sięgnął po pierwszą z
książek, poczuł ciepło w kieszeni. Przeczuwając kłopoty, sięgnął po kamień i odczytał
wiadomość.
Gdzie jesteś, Potter?
Harry zamknął oczy i westchnął.
Czyli Snape już się dowiedział, że nie ma go na lekcjach.
Zacisnął kamień w dłoni i odesłał:
Nieważne. Chcę po prostu być sam.
Znał już Severusa na tyle dobrze, by wiedzieć, że tak łatwo nie zrezygnuje.
Nie pomylił się. Po chwili otrzymał odpowiedź:
Kiedy już skończysz się nad sobą użalać, masz przyjść do mojego gabinetu. Czy to
jasne?
Harry mógł tylko ponownie zamknąć oczy i westchnąć. Dlaczego Snape nie chce dać
mu spokoju? Dlaczego teraz zaczął się nim interesować? Przecież jeszcze wczoraj
wyrzucił go ze swoich komnat, więc niech teraz nie udaje, że mu zależy!
Z wściekłością cisnął kamień w kąt. Podciągnął kolana pod brodę, objął je ramionami
i oparł o nie czoło, wzdychając ciężko.
Był sam.
Nikt mu nie pomoże. Nikt.
***
Harry odłożył książkę na stolik i przeciągnął się. Bolały go wszystkie kości. Cały
dzień siedział i próbował nauczyć się czegoś z tych, które przyniósł z biblioteki, ale
nic z nich nie rozumiał. Była w nich mowa o wyższości czarnej magii nad białą, o jej
zastosowaniach, o emblematach, amuletach i eliksirach, ale ani słowa o zaklęciach.
W pozostałych, to samo. Co prawda, dowiedział się, jak rzucić klątwę na dowolny
przedmiot, ale po pierwsze - potrzeba było do tego ogromnej mocy; po drugie - duszy
przeżartej przez zło, a po trzecie - i tak do niczego by mu się to nie przydało.
Przecież nie wyśle Voldemortowi przeklętego bukietu kwiatów w prezencie. A poza
tym, jeżeli do każdej klątwy trzeba mieć "duszę przeżartą złem", to miał coraz mniej nadziei na to, że sam nauczy się czegokolwiek. Ale nie podda się tak łatwo!