Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
obecność wisiała w powietrzu, niczym nocna mara, wdzierając się pomiędzy nich,
separując, odpychając od siebie. On zawsze będzie stał pomiędzy nimi. Harry
zdawał sobie z tego sprawę. Zawsze będzie wisiał nad nimi jego cień. I nigdy nie
będzie dobrze, dopóki on żyje.
Harry nienawidził w tej chwili Voldemorta bardziej, niż przez wszystkie te lata. Ten
potwór odbierał mu wszystko, co było dla niego drogie. Najpierw rodziców, później
Syriusza, a teraz... teraz odbierał mu Snape'a.
Zawsze, kiedy wydawało się, że zaczyna być lepiej, nagle pojawiał się ten
mroczny cień i niszczył wszystko, przecinał tę cieniutką nić więzi, zdmuchiwał
żarzący się płomyk, deptał spokój i radość.
Harry wciąż pamiętał, jak Snape wyrzucił go z komnaty, ponieważ dostał
wezwanie od Voldemorta. A teraz to... Nie byłoby tego, gdyby nie ten morderca! Nikt
by nie ginął, ludzie nie żyliby w ciągłym strachu, a on i Snape mogliby być razem...
Musi coś z tym zrobić! Za długo siedział z założonymi rękami. Nie pozwoli, aby
Voldemort niszczył jego marzenia!
Dosyć tego!
- Zabiję go - powiedział nagle, wpatrując się w ogień oczyma płonącymi równie
intensywnie, jak drewno w kominku. Severus gwałtownie odwrócił głowę w jego
stronę, spoglądając na Harry'ego z zaskoczeniem. - Zabiję Voldemorta - dodał
Gryfon, powoli przenosząc zacięty wzrok na mężczyznę.
Snape rzucił Harry'emu bardzo długie, zamyślone spojrzenie. Patrzył na niego tak,
jakby chciał przedrzeć się przez jego ciało i odczytać wszystko wprost z jego duszy.
Harry miał wrażenie, jakby był poddawany ocenie, a wzrok Snape'a wypalał mu
skórę, pragnąc zgłębić jego myśli. Zaczął wiercić się niespokojnie, czując się bardzo
nieswojo pod wpływem tego spojrzenia. Po pewnym czasie Severus zaczerpnął tchu
i zapytał:
- A jak zamierzasz to zrobić?
Nad tym Harry nie zdążył się zastanowić.
- Jeszcze nie wiem - odparł cicho i widząc szyderczy uśmiech, który pojawił się na
twarzy Mistrza Eliksirów, dodał szybko - Ale znajdę jakiś sposób. Voldemort zapłaci
za wszystko, choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobię!
Zaciętość w jego głosie sprawiła, że Severus przestał patrzeć na niego z kpiną i
zmarszczył brwi.
- Czy mam to rozumieć jako twoją gotowość do poświęcenia życia, aby zabić
Czarnego Pana?
Harry zacisnął usta i spuścił wzrok.
- Wiem, że niewiele umiem, a on jest niezwykle potężny. Ale spróbuję i jeżeli
zginę... - spojrzał prosto w czarne jak bezgwiezdne niebo oczy Severusa - ...to
przynajmniej zabiorę go ze sobą.
Zobaczył, że twarz Snape'a gwałtownie poszarzała, a jego brwi uniosły się. Przez
chwilę w jego oczach Harry dostrzegł... strach. I coś na kształt... zakłopotania. Kiedy
Gryfon zamrugał, wszystko zniknęło w ułamku sekundy. Snape wyglądał, jakby przez
jego głowę przewijały się jakieś myśli. Patrzył prosto przed siebie nieobecnym
wzrokiem, jakby Harry nagle stał się niewidzialny. Po kilku chwilach nagle potrząsnął
głową.
W oczach Gryfona wyglądało to tak, jakby mężczyzna sam sobie odpowiadał
przecząco na jakieś pytanie. Ale może było to zwykłe odpędzenie nurtujących myśli?
Harry sam już nie wiedział, ale nie chciał teraz o tym myśleć. Jego samego nurtowało
w tej chwili coś zupełnie innego. Westchnął i powiedział smutnym, przygaszonym
głosem:
- Nie chcę umierać, ale wiem, że walka z Voldemortem to mój obowiązek. I muszę
go wypełnić. Jeżeli ja go nie pokonam, to nikt tego nie zrobi. I nie liczy się nawet to, jak bardzo wolałbym być z tobą... - nie patrzył na Severusa. Nie był w stanie. - ...ale
nie mam innego wyjścia.
Po jakimś czasie ciszę przerwało prychnięcie. Harry spojrzał z zaskoczeniem na
Snape'a, którego twarz wyrażała jedynie surową kpinę.
- Oczywiście. Uwielbiasz odgrywać bohatera, Potter. A prawda jest taka, że jesteś
zwykłym durniem. - Głos Severusa był ostry i kłujący. Wbijał się w serce, niczym
najostrzejszy sztylet. - Sława tak ci uderzyła do głowy, że już sam nie wiesz, co
mówisz.
Harry zjeżył się. Nie pozwoli Snape'owi tak się obrażać!
- Jestem Wybrańcem! - niemal wykrzyknął, ale widząc minę Severusa,
natychmiast zrozumiał, że się zagalopował i bardzo pożałował, że to powiedział. To
słowo działało na Snape'a jak płachta na byka i jego twarz wyrażała w tej chwili
jedynie bezwględną pogardę.
- Ach, zapomniałem o tym szczególe. Wybraniec - Mistrz Eliksirów zdawał się
wypluć to słowo, jakby kaleczyło go w język. - Pójdziesz na wojnę, wykrzyczysz
Czarnemu Panu, że jesteś Wybrańcem, ziemia się zatrzęsie i wszyscy padną
trupem.
Harry skrzywił się. Zjadliwa kpina, którą rzucił mu w twarz Mistrz Eliksirów,
podziałała na niego, jak wiadro zimnej wody. Miał wrażenie, że Snape przeszedł
samego siebie. Nie zdążył jednak nic odpowiedzieć, ponieważ mężczyzna
kontynuował równie złośliwym, pełnym wściekłości głosem:
- Nie udałoby ci się nawet zranić Czarnego Pana. Nic nie umiesz. Zabiłby cię,
zanim zdążyłbyś wydać z siebie jakikolwiek dźwięk. Obojętne, jak szlachetne pobudki
tobą kierują, cokolwiek spróbujesz zrobić, nie masz w starciu z nim żadnych szans.
Po pierwszym szoku, Harry poczuł, jak jego serca dotykają mroźne palce gniewu.
- Bardzo ci dziękuję - odgryzł się. - Twoja wiara we mnie jest wzruszająca.
- A twoja idiotyczna gryfońska pewność siebie jest godna pożałowania - odparł
natychmiast Snape, wbijając w Harry'ego pociemniałe ze złości spojrzenie. - Chcesz
iść zabić Czarnego Pana, a nie potrafisz rzucić nawet najprostszej klątwy.
- Rzuciłem w zeszłym roku Crucio na Bellatrix - warknął Harry.
- Och, i myślisz, że samo Crucio wystarczy przeciwko Czarnemu Panu i zastępom
jego wiernych Śmierciożerców? - Głos Mistrza Eliksirów ociekał cynizmem.
- Nauczę się też innych zaklęć - odparował Gryfon. - Na przykład... Legilimens
Evocis.
Snape wyglądał na zaskoczonego. Zamilkł, jakby na chwilę stracił wątek.
- Skąd wiesz o tym zaklęciu? - zapytał, marszcząc groźnie brwi.
- Tonks opowiadała nam o nim na Obronie. Mówiła, że Voldemort go używa, więc
dlaczego ja nie mogę? Mógłbyś mnie go nauczyć... - zaproponował nieśmiało.
Snape zmrużył oczy tak bardzo, iż zdawało się, że zamieniły się w dwie, ziejące
wściekłością, szparki.
- Wykluczone - uciął ostro.
- Dlaczego nie? - Harry nie dawał za wygraną. - Podobno, jeżeli samemu potrafi
się je rzucić, to łatwiej się przed nim obronić. A jak mam to zrobić, jeżeli nie będę go znał?
- Nie potrafiłeś nauczyć się obrony przed zwykłą Legilimencją, a chciałbyś
poradzić sobie z czymś takim? Nie rozśmieszaj mnie, Potter - parsknął mężczyzna,
zwracając twarz w stronę kominka.
Harry zagryzł zęby i zacisnął pięści. Wyczuwał pod skórą gotujący się gniew, który
go parzył i sprawiał, że z trudem nad sobą panował.
- Nie chcę, by Voldemort rzucił na mnie to zaklęcie. Wolałbym śmierć, niż życie w
koszmarze! - wykrzyknął łamiącym się głosem, gdyż przed oczami stanął mu obraz
swych własnych, zalanych krwią dłoni, a w uszach zabrzmiał ochrypły śmiech.
Dlaczego Snape musiał być takim dupkiem? Co mógł mieć do stracenia?