Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
głowie, ale już nic mądrego mu do niej nie przychodziło. Nie potrafił zrozumieć, czym
jest druga myślodsiewnia i co tajemniczego Snape robi w tym laboratorium.
Może coś dla Voldemorta? Może nie chciał tego robić i dlatego był taki zły?
Nie, to idiotyczny pomysł.
Nagle usłyszał odległy trzask i kroki. Spojrzał z przestrachem na drzwi i wstrzymał
oddech. W chwili, kiedy w wejściu pojawiła się ciemna sylwetka, Harry szybko spuścił
wzrok i wbił go w porozrzucane na podłodze książki.
Snape zamknął drzwi. Harry usłyszał kroki. Wyczuł, że Mistrz Eliksirów zatrzymał
się i spogląda na niego. Przełknął ślinę i zaryzykował szybkie spojrzenie. Pierwsze,
co rzuciło mu się w oczy, to surowa, ściągnięta twarz mężczyzny, jednak nie
dostrzegł w niej już gniewu. Trochę się uspokoił widząc, że Snape,, przynajmniej
chwilowo, nie zamierza ciskać w niego klątwami. Ponownie spuścił wzrok, pragnąc
uciec przed tym przeszywającym spojrzeniem, pod którym zawsze czuł się tak, jakby
był rozbierany do naga i poddawany ocenie.
Po chwili usłyszał, jak Snape wypowiada zaklęcie i wszystkie książki uniosły się z
połogi i poszybowały z powrotem na swoje miejsca.
Harry nie poruszył się jednak. Stał tylko w przytłaczającej ciszy i przyciskał do
piersi zranioną rękę.
- Co z twoją ręką, Potter? - dobiegł go niski, spokojny głos nauczyciela. Zupełnie
inny niż ten karzący, ostry ton, którym uderzał w niego jeszcze nie tak dawno temu.
Nie było w nim gniewu. Najwidoczniej wzburzone emocje już go opuściły. Ale
wypowiedzianych w złości słów nie dało się cofnąć. Ani, tym bardzie, zapomnieć o
nich. Zaległy pomiędzy nimi, niczym piach w turbinach, powodując otarcia, zgrzyty i
w konsekwencji doprowadzając do zniszczenia skomplikowanych układów. I pomimo
że nadal istniał cień szansy na spokojne usunięcie awarii, należało postępować
niezwykle ostrożnie. Każdy fałszywy ruch mógł pogrzebać tę szansę...
Harry wzruszył ramionami, nie podnosząc wzroku.
- Nic, co mogłoby cię obchodzić - wycedził, zanim zdążył się powstrzymać. Jednak
Snape nie rozzłościł się. Harry usłyszał, jak podchodzi do jednej z półek i przestawia
stojące na niej butelki. Po chwili odgłosy ucichły.
- Podejdź do mnie, Potter. - Głos mężczyzny zabrzmiał chyba nieco... łagodniej.
Przynajmniej tak mu się wydawało. Podniósł głowę i zobaczył, że Snape trzyma w
dłoni mały słoiczek. Nie poruszył się jednak. Nie potrafił się do niego zbliżyć. Nie po
tym wszystkim.
Cofnął się nieznacznie, kiedy mężczyzna ruszył w jego stronę, ale szybko wziął
się w garść. Nie może mu okazać, że się boi...
Snape zatrzymał się przed nim i wyciągnął ku niemu dłoń.
- Podaj mi rękę, Potter - powiedział.
Harry wstrzymał oddech. Patrzył na smukłą, bladą dłoń mężczyzny z mieszaniną
lęku i ulgi. Snape najwidoczniej nie zamierzał mu zrobić krzywdy. Powoli podał mu
pulsującą boleśnie, drżącą rękę, jednak nie potrafił spojrzeć mu w oczy. Snape
podciągnął rękaw jego koszuli. Nadgarstek Harry'ego był siny, a na przedramieniu
widniała długa, biała rysa zdartej skóry. Mistrz Eliksirów nabrał w palce trochę
przezroczystej substancji i zaczął wcierać ją w posiniaczone miejsca. Harry skrzywił
się, a z ust wyrwał mu się jęk. Mężczyzna przerwał na chwilę. Wzrok Gryfona
mimowolnie powędrował w górę i zobaczył coś, czego jeszcze nigdy nie widział.
Twarz Severusa była łagodna, zmarszczki wygładziły się, a oczy... w oczach
dostrzegł...
Zamrugał kilka razy z niedowierzaniem. Jednak w tym samym momencie
mężczyzna wyczuł jego wzrok i czarne oczy na powrót stały się chłodne, a brwi
zmarszczyły się.
Ale wrażenie pozostało. Wrażenie, że Snape...
"Nie, musiało mi się wydawać" - pomyślał Harry, kiedy kolejne ukłucie bólu posłało jego myśli w zupełnie innym kierunku. Równocześnie zaczął jednak odczuwać coś
jeszcze - delikatne, chłodne pieczenie, które odpędzało ból i orzeźwiało jego zmysły.
Zobaczył na swojej ręce gęsią skórkę, ale teraz sam nie był już pewien, czy to efekt
działania maści, czy delikatnego dotyku chłodnych palców Mistrza Eliksirów.
W końcu Snape puścił jego dłoń i zakręcił słoik. Harry oblizał wargi i powiedział
cicho:
- To... ja już pójdę. - Podniósł wzrok i spojrzał twardo na przyglądającego mu się z
namysłem mężczyznę. - Nie chcę ci przeszkadzać ani psuć humoru. Ostatnią rzeczą,
jakiej pragnę, jest sprawiać ci przykrość swoją obecnością - dokończył głośniej,
patrząc na Snape'a z wyzwaniem w oczach.
Czekał. Wszystko wyjaśni się teraz... Jeżeli Severus okaże się tylko wielkim
dupkiem, to Harry będzie miał całkowitą jasność w kwestii tego, jak ta znajomość się
zakończy.
Zobaczył, że brwi mężczyzny ściągnęły się, a przez jego twarz przebiegł
nieokreślony wyraz. Po chwili usłyszał słowa tak ciche, iż miał początkowo wrażenie,
że to tylko jego wyobraźnia:
- Zapewniam cię, że nie sprawisz mi przykrości swoją obecnością, jeżeli
zdecydujesz się zostać - powiedział Severus, patrząc mu prosto w oczy.
Harry uśmiechnął się do siebie w duchu. To były najdziwniejsze przeprosiny, jakie
kiedykolwiek usłyszał. Ale to wciąż było za mało. Zmarszczył brwi i spojrzał na
mężczyznę wyczekująco. Snape skrzywił się nieznacznie, jakby walczył z jakimś
niewidzialnym wrogiem. Harry tylko stał i patrzył na niego hardo.
I czekał.
W końcu z ust Mistrza Eliksirów wydobył się zduszony szept:
- Chciałbym, żebyś został.
Przyjemne uczucie triumfu rozlało się po ciele Harry'ego, kiedy patrzył wprost we
wbijające się w niego, błyszczące oczy.
- W takim razie... - powiedział cicho, bardzo uważając, by w jego głosie nie
zabrzmiała nawet nuta dzikiej radości, którą odczuwało teraz jego serce. - ...skoro o
to prosisz, to mogę chyba zostać - dokończył, błagając swoje usta, żeby wytrzymały jeszcze trochę i nie wyszczerzyły się w uśmiechu. Na ułamek sekundy w oczach
Snape'a zapłonął gniewny ogień, ale szybko go ugasił, po czym odwrócił się plecami
do Harry'ego i podszedł do swojego ulubionego fotela.
Gryfon zamknął oczy i pozwolił wargom ułożyć się w delikatny, pełen ulgi uśmiech.
Odetchnął głęboko i podszedł, aby usiąść w drugim fotelu. Przez chwilę panowała
niezręczna cisza, przerywana jedynie miękkim trzaskiem płonących drewien. Snape
wpatrywał się w ogień. Harry zerknął na niego, przełknął ślinę i powiedział niezwykle
cichym głosem:
- Ja również przepraszam. Za moje zachowanie. Nie powinienem był tego mówić -
wydukał, wbijając wzrok w podłogę. Kiedy ponownie zerknął na Severusa, zobaczył,
że mężczyzna nadal przygląda się syczącym, rozedrganym płomieniom. Miał
zaciśnięte usta, a jego twarz wydawała się niezwykle surowa i zacięta. Harry
zastanawiał się, czy Severus w ogóle go słucha, czy cały czas myśli o swoim
zadaniu, w którym mu przeszkodził? Wyglądał, jakby myślami był daleko od
Harry'ego, daleko od tej komnaty, daleko od nich.
Harry również pogrążył się w myślach, które przez cały czas krążyły po
krawędziach jego świadomości, niczym natrętne muchy, i nie dawały mu spokoju.
A jeżeli całe to zachowanie Severusa było winą Voldemorta? Coś go gryzło i
ewidentnie musiało mieć to związek z nim. Nawet, jeżeli był daleko stąd, jego