Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Panującą w pomieszczeniu cisze rozdarł odgłos, jakby ktoś włączył w pobliżu młot
pneumatyczny, jaki Harry często słyszał na drogach podczas wakacji u Dursleyów.
Dotknął swojego pustego brzucha i westchnął przeciągle. Nic dzisiaj nie jadł, a na
pewno było już po kolacji. Może wymknie się do kuchni i poprosi skrzaty o coś do
jedzenia? Na pewno mu nie odmówią.
Kiedy podniósł się z fotela i sięgnął po pelerynę niewidkę, jego wzrok zatrzymał się
na połyskującym zielonkawo kamieniu, leżącym w kącie pokoju. Podszedł i podniósł
go z podłogi. W momencie, kiedy go dotknął, kamień rozjarzył się. Widniała na nim
wiadomość od Snape'a. Już niemal wyblakła.
Czekam na ciebie, Potter!
Ciekawe, kiedy Snape to wysłał? Pewnie już dawno, a teraz siedzi i wścieka się, że
Harry'ego jeszcze nie ma.
Nie wiedział dlaczego, ale ta myśl sprawiła mu przyjemność.
Harry poznał już Snape'a na tyle, by wiedzieć, że i tak nie wymiga się od tego
spotkania. Ale nie miał zamiaru pozwolić mu znowu zmieszać się z błotem.
Postanowił, że pójdzie do niego tylko na chwilę i powie mu, że nie chce wysłuchiwać
jego złośliwości. Naprawdę nie miał na to ochoty. Był głodny, zmęczony, a przed
oczami wciąż stawał mu artykuł z Proroka i za każdym razem uderzał tak samo
boleśnie.
Teraz wszyscy będą uważać go za tchórza, który woli się ukrywać w Hogwarcie, niż
walczyć... Cudowna perspektywa. O ile bardziej wolał siedzieć tutaj, zamknięty,
odgrodzony od tych nieprzychylnych spojrzeń. Kiedy stąd wyjdzie, będzie czekała go
tylko walka... Nie tylko z Voldemortem, ale także ze wszystkimi, którzy uwierzyli w ten
artykuł.
Zarzucił na siebie pelerynę niewidkę i ruszył w kierunku lochów. Szedł wolno,
pozwalając myślom kłębić się w głowie, a każda z nich stawała się dla niego
ciężarem, wgniatającym go w podłogę i sprawiającym, że ledwie powłóczył nogami.
A może to prawda? Może on naprawdę jest tchórzem? Tchórzem, który woli się
ukrywać, niż stawić czoło rzeczywistości? Tchórzem, który ceni swoje życie ponad
życie innych? Przecież wiedział, że kiedyś do tego dojdzie... Ale dlaczego wcześniej
możliwość walki z największym wrogiem była dla niego tak emocjonującym
przeżyciem, którego nie mógł się doczekać, pomimo strachu i własnej niewiedzy?
Dlaczego wcześniej poszedłby na wojnę bez mrugnięcia okiem, a teraz ta decyzja
była dla niego taka trudna?
Dlatego, że naprawdę był tchórzem. Tchórzem, który w końcu znalazł kogoś, dla
kogo chciałby żyć...
Drzwi do gabinetu stanęły przed nim otworem, kiedy tylko je musnął. Przeszedł
powoli przez pomieszczenie, zdejmując po drodze pelerynę niewidkę, ale zanim
zdążył chociaż dotknąć drewnianej powierzchni, drzwi do prywatnych komnat Mistrza
Eliksirów otworzyły się gwałtownie i stanął w nich Severus.
Harry spojrzał w bok, nie chcąc, by Snape dojrzał w jego oczach wszystko to, o czym
krzyczała dusza.
- Gdzie byłeś przez cały dzień, Potter? Cała szkoła cię szukała. Ale co cię to
obchodzi, prawda? Czego innego można się spodziewać po takim infantylnym...
- Przestań! - powiedział szybko Harry, podnosząc głos i zamykając oczy. Westchnął i
kontynuował. - Przyszedłem tu tylko po to, żeby ci powiedzieć, że miałem dzisiaj
naprawę zły dzień. I nie mam ochoty wysłuchiwać twoich złośliwych, szyderczych i
kpiących uwag na mój temat. Więc jeżeli nadal masz zamiar mówić takie rzeczy, to
żegnam... - Odwrócił się, by odejść, jednak po zrobieniu kilku kroków usłyszał ostre
warknięcie Severusa:
- Wracaj tu, Potter! - Harry zatrzymał się i czekał. Po chwili usłyszał jego przytłumiony głos, jakby słowa z trudem przechodziły mu przez gardło. - Dobrze. Postaram się
dzisiaj być dla ciebie... milszy.
Harry nie mógł uwierzyć własnym uszom. Czyżby Snape naprawdę to powiedział?
Odwrócił się, zerkając na niego przelotnie i, jak zwykle, w chwili, kiedy spojrzał we
wbijające się w niego czarne oczy, serce zabiło mu mocniej.
Spuścił wzrok i pokiwał głową. Severus podszedł do niego i Harry zobaczył
wyciągniętą w swoją stronę szczupłą dłoń o smukłych palcach. Jego ręka niemal
samowolnie powędrowała w jej kierunku, a długie palce zacisnęły się delikatnie wokół
jego dłoni. Znajomy prąd przeszył ciało Gryfona.
Snape zaprowadził go do komnaty i wskazał ciemny fotel. Kiedy Harry usiadł,
zobaczył, że na stoliku leżał talerz z jedzeniem. Poczuł, że jego usta wypełniają się
śliną. Severus niedbale machnął ręką w stronę talerza.
- Nie byłem na kolacji, więc jeden ze skrzatów mi to przyniósł. Nie jestem głodny,
więc jeżeli chcesz, możesz się poczęstować.
- Nie, dziękuję - odparł szybko Harry. - Nie chcę zjadać twojego posiłku. A poza tym,
też nie jestem gło... - reszta zdania została zagłuszona przez niezwykle głośne
burczenie w brzuchu. Harry zarumienił się. Niemal widział kpiący uśmiech na twarzy
Mistrza Eliksirów. Zobaczył, że Snape przysuwa talerz w jego stronę:
- Masz to zjeść, Potter, albo sam wepchnę ci to do ust.
Ta uwaga sprawiła, że Harry zaczerwienił się jeszcze bardziej. Dlaczego takie uwagi,
wygłaszane przez Snape'a, brzmiały dla niego tak dwuznacznie?
- No dobrze... - wydukał w końcu. - Może kilka kęsów.
Złapał widelec i zaczął jeść, starając się nie zwracać uwagi na przyglądającego mu
się Severusa. Zanim się zorientował, pochłonął niemal wszystko. Był tak głodny, iż
wydawało mu się, że to najsmaczniejszy posiłek, jaki kiedykolwiek jadł. Miał
wrażenie, że od tygodnia nie miał niczego w ustach. Kiedy Harry zerkał na
siedzącego naprzeciwko Snape'a, mógłby przysiąc, że widział na jego twarzy
błąkający się uśmiech. Ale może to tylko cienie, wywołane przez drgające płomienie.
Kiedy skończył, odsunął talerz i wymamrotał podziękowanie. Przez chwilę panowała
niezręczna cisza. Harry bardzo chciałby powiedzieć Severusowi o wszystkim, co go
gryzło, ale nie wiedział, czy mężczyzna ma ochotę na wysłuchiwanie jego
problemów. No, ale w końcu chciał, aby Harry do niego przyszedł i żeby został. I
powiedział, że będzie miły. To zawsze był jakiś początek. Być może oznaczało, że
chce usłyszeć, o czym Harry myślał przez cały dzień. I co robił.
Czy może mu powiedzieć?
Musi. Musi się komuś zwierzyć, bo w końcu zwariuje. A nikt nie zrozumie go lepiej,
niż Snape...
- Byłem w Pokoju Życzeń - powiedział cicho, patrząc w ogień i wzdychając. -
Potrzebowałem trochę samotności. A teraz... - Zerknął na Snape'a, który przez cały
czas przyglądał mu się badawczo - ...a teraz najchętniej zostałbym tutaj. - Westchnął
ponownie, spuścił głowę i oparł ją na rękach, wplatając palce we włosy. - Kiedy
wrócę, każdy będzie się ze mnie wyśmiewał. Nie wiem, co mam zrobić. Ten artykuł...
Wszyscy go czytali i na pewno wiele osób w niego uwierzyło. Zawsze tak jest. To
samo było w zeszłym roku, kiedy wszyscy uważali mnie za kłamcę. Teraz jest
jeszcze gorzej. Teraz uważają mnie za tchórza. I może mają rację... - Harry zamknął
oczy. Po chwili podniósł głowę i spojrzał na przyglądającego mu się spod
przymrużonych powiek Severusa. - Ty też tak myślisz? Że jestem tchórzem?
Mistrz Eliksirów zamknął na chwilę oczy, a kiedy otworzył je ponownie, powiedział