Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ostatni szpieg Hitlera
Ostatni szpieg Hitlera - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ostatni szpieg Hitlera

Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:

Rok 1944. Trwają przygotowania aliantów do utworzenia drugiego frontu we Francji. Angielski wywiad wpada na trop głęboko zakonspirowanej siatki niemieckich szpiegów, działającej na terenie Wielkiej Brytanii. Jej zadanie: zdobyć informacje o miejscu i terminie inwazji Wojsk Sprzymierzonych na Europę. Na czele siatki stoi Catherine Blake – młoda kobieta, bez skrupułów mordująca każdego, kto mógłby odkryć jej tożsamość. Przeciwnikiem jej jest Alfred Vicary.
1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 130
Перейти на страницу:

Dogherty przetoczył się przez mostek i zatrzymał obok Neumanna. Duża chmura przesłoniła słońce. Neumann zadrżał z zimna. Wstał i razem ruszyli do wioski, każdy prowadząc swój rower. Wiatr się rozhulał, wiał między nadkruszonymi pomnikami na cmentarzu. Neumann podniósł kołnierz kurtki.

– Słuchaj, Sean, istnieje prawdopodobieństwo, że niedługo stąd wyjadę, i to w pośpiechu.

Dogherty popatrzył na Neumanna. Z jego twarzy nic nie można było wyczytać. Potem znów spojrzał przed siebie.

– Powiedz mi o łodzi – powiedział Neumann.

– Na początku wojny Berlin polecił mi przygotować trasę ucieczki przez wybrzeże w hrabstwie Lincoln, tak żeby agent mógł się dostać do U- boota czekającego dziesięć mil od brzegu. Jegomość nazywa się Jack Kincaid. Ma niewielki kuter w miejscowości Cleethorpes, u ujścia rzeki Humber. Widziałem tę łódź. Ledwo się trzyma, inaczej dawno by ją skonfiskowała marynarka, ale wystarczy.

– A Kincaid? Ile wie?

– Myśli, że handluję na czarnym rynku. Kincaid jest zamieszany w mnóstwo podejrzanych interesów, ale chyba nie poszedłby na współpracę z Abwehrą. Zapłaciłem mu sto funtów i powiedziałem, żeby w każdej chwili był gotów do roboty, w dzień i w nocy.

– Skontaktuj się z nim dzisiaj – polecił Neumann. – Powiedz, że może niedługo się zjawimy.

Dogherty skinął głową.

– Nie powinienem ci tego proponować, ale i tak to zrobię. Chcę, żebyście zastanowili się z Mary, czyby nie uciec razem ze mną.

Dogherty zaśmiał się pod wąsem.

– I cóż takiego mam robić w przeklętym Berlinie?

– Po pierwsze żyć. Zostawiliśmy za dużo śladów. Anglicy nie są głupi. Znajdą cię. A wtedy trafisz prosto na szubienicę.

– Już wcześniej się nad tym zastanawiałem. Wielu wspaniałych ludzi oddało życie dla sprawy. Lepszych ode mnie. Więc i ja nie boję się oddać swego.

– Piękne przemówienie, Sean. Ale nie bądź głupcem. Moim zdaniem postawiłeś na złego konia. Nie umrzesz dla sprawy, umrzesz, bo szpiegowałeś na rzecz wroga, hitlerowskich Niemiec. Hitlera i jego przyjaciół Irlandia guzik obchodzi. A udzielanie im teraz pomocy nie przyczyni się do wyzwolenia Północnej Irlandii spod brytyjskiej okupacji. Ani teraz, ani nigdy. Rozumiesz mnie?

Dogherty milczał.

– I jeszcze nad czymś powinieneś się zastanowić. Ty może jesteś gotów poświęcić życie, ale co z Mary?

Dogherty spojrzał na niego ostro.

– Jak to?

– Mary wie, że współpracujesz z Abwehrą, i wie, że jestem szpiegiem. Jeśli Brytyjczycy to odkryją, na pewno nie będą zachwyceni. Trafi do więzienia na bardzo długo, i to przy dużym szczęściu. A jeśli szczęście jej nie dopisze, powieszą ją razem z tobą.

Irlandczyk machnął ręką.

– Nie tkną Mary. Nie miała z tym nic wspólnego.

– Oni to nazywają współwiną, Sean. Mary jest współwinna twojego szpiegostwa.

Sean przez chwilę szedł w milczeniu, przetrawiając słowa Neumanna.

– A co, u licha, miałbym robić w Niemczech? – odezwał się w końcu. – Nie chcę jechać do Niemiec.

– Vogel może zorganizować przerzut do innego państwa. Do Portugalii albo Hiszpanii. Może nawet udałoby nam się z powrotem przetransportować cię do Irlandii.

– Mary się stąd nie ruszy. Nie zostawi Hampton Sands. Gdybym miał uciekać, musiałbym jechać sam i zostawić ją. Musiałaby sama stawić czoło cholernym Anglikom.

Dotarli do pubu. Neumann oparł rower o ścianę, to samo zrobił Dogherty.

– Daj mi czas do namysłu – rzekł. – Porozmawiam dziś z Mary i jutro rano ci odpowiem.

Weszli do środka. Było pusto, tylko właściciel stał za barem, wycierając szklanki. W kominku płonął ogień. Neumann i Dogherty zdjęli kurtki i powiesili je na wieszaku obok drzwi, potem siedli przy stole nieopodal kominka. W karcie widniało dziś jedno danie: zapiekanka z wieprzowiny. Zamówili dwie porcje i dwa kufle piwa. Przy ogniu było straszliwie gorąco. Neumann zdjął sweter. Po chwili właściciel przyniósł zapiekanki i zamówili jeszcze po piwie. Dziś rano Neumann pomagał Seanowi naprawiać płot, i teraz konał z głodu. Oderwał wzrok od talerza, dopiero kiedy otworzyły się drzwi i do pubu wszedł rosły mężczyzna. Horst widział go już w wiosce i wiedział kto to. Ojciec Jenny, Martin Colville.

Colville zamówił whisky i został przy barze. Jedząc, Neumann co chwila zerkał na potężne chłopisko. Czarna grzywa wpadała Martinowi do oczu, w czarnej brodzie pojawiły się siwe pasemka. Kurtkę miał brudną, cuchnęła smarem. Olbrzymie dłonie były spękane, wiecznie przybrudzone. Jednym haustem pochłonął pierwszą szklankę whisky i zamówił drugą. Neumann dokończył zapiekankę i zapalił papierosa.

Colville wychylił drugą whisky i zmierzył go wzrokiem.

– Trzymaj się z dala od mojej córki – odezwał się. – W wiosce gadają, że ostatnio widziano was razem i wcale mi się to nie podoba.

– Nie wtrącaj się do tego, koleś – syknął Dogherty przez zaciśnięte zęby.

– Jenny i ja spotykamy się, bo jesteśmy przyjaciółmi – powiedział Neumann. – Nic poza tym.

– I myślisz, że w to uwierzę! Chcesz się jej dostać pod spódnicę. Otóż nie! Jenny nie jest z takich.

– Szczerze mówiąc, gówno mnie obchodzi, co sobie myślisz.

– Zniosłem, jak się trzymała tego Irlandczyka i jego żony.

Ale z takim typkiem jak ty się nie pogodzę. Nic z ciebie dobrego. A jeśli jeszcze raz usłyszę, że się spotkaliście – Colville pogroził Neumannowi palcem – dopadnę cię.

– Kiwnij głową, uśmiechnij się i będzie koniec sprawy – szepnął Dogherty.

– Jenny chodzi do Seana i Mary, bo oni się o nią troszczą. Dają jej spokojny, miły dom. Czego o tobie nie da się powiedzieć.

– Dom Jenny niech cię nie obchodzi. Nie wściubiaj nosa w nie swoje sprawy. A jeśli masz odrobinę oleju w głowie, będziesz się, kurwa, trzymał z dala od małej!

Neumann zgniótł papierosa. Dogherty miał rację. Powinien był siedzieć i trzymać gębę na kłódkę. Tylko tego mu teraz brakuje, żeby wdać się w bójkę z tubylcem. Popatrzył na Colville'a. Znał ten typ ludzi. Łajdus całe życie terroryzował wszystkich, także i swoją córkę. Neumann marzył, żeby mu utrzeć nosa.

Pokażę mu, co to znaczy dostać lanie – pomyślał. Może wtedy przestanie bić Jenny.

– I co zrobisz, uderzysz mnie? – spytał. – To twoja odpowiedź na wszystko? Jeśli tylko zdarzy się coś, co ci nie odpowiada, bijesz. Dlatego Jenny spędza tyle czasu u Doghertych. Dlatego z tobą nie wytrzymuje.

Twarz Colville'a stężała.

– A ty kim, kurwa, jesteś? Nie wierzę w twoją historyjkę. – Paroma susami przemierzył pub, chwycił stół i odrzucił go z drogi. – Jesteś mój. Och, z rozkoszą rozkwaszę ci gębę.

Neumann wstał z miejsca.

– Szczęściarz ze mnie – powiedział.

Grupka wieśniaków, czując, że zanosi się na bójkę, otoczyła obu mężczyzn. Colville posłał morderczy prawy sierpowy, przed którym Neumann bez trudu się uchylił. Colville zadał jeszcze dwa ciosy, Neumann uniknął ich, odrobinę odchylając głowę, pięściami zasłaniając twarz, lecz nie odrywając wzroku od przeciwnika. Koncentrował się na obronie. Gdyby zbliżył się do Colville'a na tyle, by móc uderzyć, ten mógłby go chwycić w swoje olbrzymie łapska i już nie wypuścić. Musi czekać, aż tamten popełni błąd. Wtedy zaatakuje i jak najszybciej zakończy całą sprawę.

Colville posłał całą serię wściekłych ciosów. Już się zasapał i zmęczył. Wyciągnął ręce, rozpędził się i zaatakował jak byk.

Neumann błyskawicznie się odsunął i podstawił mu nogę. Colville z głuchym łoskotem runął twarzą na ziemię. Ledwo zaczął się dźwigać, Neumann szybko wkroczył do akcji i dwa razy kopnął go w twarz. Colville podniósł ciężkie ramię, przyjmując na nie trzeciego kopniaka i jakoś się dźwignął. Krew płynęła mu ze złamanego nosa i ust.

1 ... 90 91 92 93 94 95 96 97 98 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)