Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
Odwróciła się od ognia i popatrzyła na Vogla.
– Dlaczego, Kurt? Powiedz, że nie pracujesz dla niego. Powiedz, że nie jesteś jednym z katów Himmlera. Powiedz, nawet jeśli to kłamstwo.
– Nie pracuję dla Heinricha Himmlera.
– Kim był ten drugi?
– Nazywa się Walter Schellenberg.
– Co robi? Vogel jej wyjaśnił.
– A co ty robisz? I nie mów, że jesteś tylko prawnikiem Canarisa.
– Przed wojną szukałem wyjątkowych ludzi. Szkoliłem ich i wysłałem do Anglii jako szpiegów.
Trude przyjęła tę wiadomość, jakby już dawno to podejrzewała.
– Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś?
– Nie mogłem nikomu tego wyznać, nawet tobie. Okłamywałem cię, żeby cię chronić. Nie z żadnego innego powodu.
– Gdzie byłeś dzisiaj?
Nie miało sensu więcej ją oszukiwać.
– Byłem w Berchtesgaden na spotkaniu z Hitlerem.
– Boże Wszechmogący – wymamrotała, kręcąc głową. – I w czym jeszcze mnie oszukałeś, Kurcie Vogel?
– Okłamywałem cię tylko w tym, co dotyczyło mojej pracy. Wyraz jej twarzy mówił, że mu nie wierzy.
– Heinrich Himmler w tym domu. Co się z tobą stało, Kurt? Miałeś zostać wielkim prawnikiem. Drugim Hermanem Hellerem, może nawet zasiadać w Sądzie Najwyższym. Kochałeś prawo.
– Nie ma już prawa w Niemczech, Trude. Jest tylko Hitler.
– Czego chciał Himmler? Dlaczego przyszedł do ciebie w środku nocy?
– Chce, żebym mu pomógł zabić przyjaciela.
– Mam nadzieję, że odmówiłeś. Vogel spojrzał jej prosto w oczy.
– Jeśli nie pomogę, zabije mnie. A potem ciebie i dziewczęta. Zabije nas wszystkich, Trude.
CZĘŚĆ CZWARTA
Rozdział pierwszy
Londyn,
– To samo co zawsze, Alfredzie. Przez trzy godziny bawiła się z naszymi ludźmi w kotka i myszkę, po czym wróciła do siebie.
– Nonsens, Harry. Albo się spotyka z agentem, albo gdzieś podrzuca materiały.
– Jeśli nawet, to myśmy tego nie zauważyli. Znowu.
– Cholera!
Vicary przypalił papierosa od niedopałka wcześniejszego. Sam się sobą brzydził. Fakt, że pali, jest wystarczająco okropny, ale żeby zapalać jednego papierosa od drugiego! Niedopuszczalne. Wszystko przez to napięcie, związane z akcją. Weszli w trzeci tydzień operacji. Pozwolił Catherine Blake sfotografować cztery porcje materiałów Kettledrum. Czterokrotnie wywlokła obserwatorów na długie pielgrzymki po Londynie i ani razu nie udało im się zauważyć, jak się pozbywa towaru. Vicary siedział jak na szpilkach. Im dłużej trwa operacja, tym większe prawdopodobieństwo popełnienia błędu. Obserwatorzy padali ze zmęczenia, Peter Jordan zaczynał się buntować.
– A może zabieramy się do tego od złej strony – powiedział Vicary.
– To znaczy?
– Śledzimy ją, licząc, że zauważymy, jak się pozbywa dokumentów. Tymczasem czy nie lepiej zmienić taktykę i rozejrzeć się za agentem, który je odbiera?
– Ale jakim sposobem? Nie wiemy, kto to ani jak wygląda.
– Czy aby na pewno? Ilekroć Catherine gdzieś idzie, my jej towarzyszymy. My i Ginger Bradshaw. Zrobił fury zdjęć. Nasz człowiek musi się pojawić na którymś z nich.
– Niewykluczone. Z pewnością warto spróbować.
Po dziesięciu minutach Harry wrócił z grubą stertą zdjęć.
– Dokładnie sto pięćdziesiąt fotografii, Alfredzie.
Vicary siadł przy biurku i włożył okulary. Brał każde zdjęcie i długo mu się przyglądał, szukając twarzy, ubrań, podejrzanych gestów – czegokolwiek. Przekleństwo niemal fotograficznej pamięci pomagało mu utrwalać każdy z obrazów w mózgu. Harry pił herbatę i cicho krążył po gabinecie.
Po dwóch godzinach Vicary'emu wydało się, że znalazł coś.
– Spójrz, Harry, tu jest na Leicester Square. A tu znowu się pojawia przed Euston Station. Może to zbieg okoliczności. Może to dwóch różnych mężczyzn. Ale wątpię.
– A niech to licho!
Harry przyjrzał się mężczyźnie na zdjęciach: drobny, ciemnowłosy, szeroki w barach, przeciętnie ubrany. Żaden szczegół jego wyglądu nie przykuwał uwagi – idealny kandydat do pracy w terenie.
Vicary zgarnął pozostałe zdjęcia i podzielił je na dwie kupki.
– Zacznij go szukać, Harry. Tylko jego. Nikogo innego. Półtorej godziny później Harry wychwycił go jeszcze na zdjęciu zrobionym na Trafalgar Square – to ujęcie okazało się najlepsze.
– Trzeba by go jakoś ochrzcić – powiedział Vicary.
– Pasuje do niego Rudolf.
– Zgoda. Od tej pory będzie Rudolfem.
Rozdział drugi
Hampton Sands, Norfolk
W tym samym czasie Horst Neumann pedałował na rowerze z gospodarstwa Doghertych do wioski. Miał na sobie gruby golf, wełnianą kurtkę, nogawki spodni wsunął w ciepłe kalosze. Dzień był jasny i słoneczny. Puszyste białe chmurki, popychane przez silny północny wiatr, płynęły po ciemnoniebieskim niebie. Ich cienie przemykały po łąkach i stokach, potem znikały nad plażą. Ostatni przyzwoity dzień na dłuższy czas. Zapowiadano pogorszenie pogody na wschodzie kraju, zacznie się to jutro w południe i potrwa wiele dni. Neumann chciał się wyrwać na kilka godzin z domu, skoro już trafiła się okazja. Musiał pomyśleć. Wiatr silniej szarpnął, omal nie przewracając roweru toczącego się po wąskiej drodze. Neumann opuścił głowę i zaczął mocniej naciskać pedały. Obejrzał się przez ramię. Dogherty się poddał. Zsiadł z roweru i prowadził go z ponurą miną.
Neumann udał, że tego nie zauważył, i jechał dalej. Pochylony nad kierownicą ostro piął się pod górę. Dotarłszy na szczyt, potoczył się na dół. Droga była twarda po nocnym przymrozku i rower tak głośno gruchotał na wądołach, że Neumann się bał, czy nie trzaśnie mu przednie koło. Wiatr ucichł, w dole pojawiła się wioska. Neumann minął most i zatrzymał się po drugiej stronie. Położył rower w wysokiej trawie przy drodze i usiadł obok. Wystawił twarz na słońce. Mimo chłodu promienie ogrzewały mu policzki. Nad jego głową cicho szybowało stado mew. Przymknął powieki i wsłuchał się w szum morza. Uderzyła go idiotyczna myśclass="underline" będzie tęsknił za tą wioską, gdy nadejdzie pora powrotu.
Otworzył oczy i na wzniesieniu dostrzegł Dogherty'ego, który zdjął czapkę, otarł czoło i pomachał.
– Odsapnij, Sean! – zawołał Neumann i pokazał na słońce, tłumacząc, dlaczego mu się nie spieszy.
Dogherty wdrapał się na rower i ruszył w dół. Neumann obserwował go, potem odwrócił się w stronę morza. Wiadomość, którą dziś wczesnym rankiem otrzymał od Vogla, nie dawała mu spokoju. Starał się o niej nie myśleć, ale dłużej już nie mógł. Hamburg przekazał mu zaszyfrowane polecenie: ma zaopiekować się Catherine Blake w Londynie. A więc ma ją śledzić, żeby sprawdzić, czyjej z kolei nie śledzi przeciwnik. Mogło to oznaczać wszystko. Że Vogel chce się upewnić, czy informacje przekazywane przez Catherine są dobre. Albo że podejrzewa, iż druga strona może nią manipulować. Jeśli tak, to on, Neumann, wchodzi w sam środek wyjątkowo niebezpiecznej sytuacji. Jeśli Catherine znajduje się pod obserwacją, a i on zacznie ją śledzić, będzie szedł ramię w ramię z funkcjonariuszami MI- 5, wyszkolonymi w wyłapywaniu takich „pomocników". Może wleźć prosto w pułapkę.
Niech cię szlag, Vogel – pomyślał. W co ty grasz?
A jeśli Catherine rzeczywiście śledzą Anglicy? Może zrobić dwie rzeczy. W miarę możliwości skontaktować się przez radio z Voglem i zażądać pozwolenia na wyciągnięcie jej z Anglii. Gdyby zaś nie starczyło czasu, skorzystać z wcześniejszych uprawnień do działania na własną rękę.