Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
Jeśli Canaris jest zdrajcą – pomyślał Vogel – to dlaczego większość ich siatek w Anglii funkcjonuje? To się nie trzyma kupy. Gdyby Canaris wsypał agentów, Anglicy natychmiast by ich zwinęli. Sam fakt, że decydująca większość niemieckich agentów wysłanych do Wielkiej Brytanii nadal pracuje, można uznać za dowód, że Canaris nie zdradził Niemiec.
Teoretycznie siatce Vogla nie groziła zdrada. Zgodnie z ich umową, Canaris miał bardzo ogólnikowe pojęcie o Łańcuchu V. Agenci Vogla nie kontaktowali się z innymi szpiegami. Opracowano dla nich odrębne kody radiowe, procedury spotkań i linie finansowania. Vogel zaś trzymał się z dala od Hamburga, ośrodka kontroli angielskich siatek. Pamiętał tych idiotów, których Canaris i jego podwładni wysłali do Anglii, zwłaszcza latem czterdziestego roku, kiedy inwazja na Wielką Brytanię zdawała się przesądzona i Canaris zapomniał nawet o minimalnej ostrożności. Agenci byli słabo wyszkoleni i słabo zaopatrzeni. Vogel wiedział, że niektórzy dostali tylko po dwieście funtów – żałosne grosze – ponieważ
Abwehra i sztab generalny sadzili, że Wielka Brytania padnie równie łatwo jak Polska i Francja. Większość tych szpiegów to skończeni kretyni, jak choćby Karl Becker, zboczeniec, żarłok, który szukał w szpiegostwie pieniędzy i przygody. Vogel do tej pory nie pojmował, jakim cudem Becker jeszcze nie wpadł. On sam nie lubił przygód. Nie ufał nikomu, kto sam z siebie chciał udać się za linię wroga i szpiegować; tylko głupiec mógłby o czymś takim marzyć. A głupcy nie nadają się na agentów. Vogel szukał tylko ludzi obdarzonych charakterem oraz inteligencją. Resztę: motywację, przygotowanie, gotowość do posłużenia się przemocą, załatwiał on sam.
W miarę jak pięli się krętą Kehlsteinstrasse, temperatura spadała. Silnik samochodu rzęził, koła tańczyły na śliskiej nawierzchni. Po pewnym czasie kierowca zatrzymał się przed olbrzymimi wrotami z brązu u stóp góry Kehlstein. Grupa esesmanów przeprowadziła błyskawiczną rewizję, po czym naciśnięciem guzika otworzono wrota. Samochód zostawił za sobą wirujące płatki śniegu i zanurzył się w długi tunel. Marmurowe ściany oświetlone były ozdobnymi latarniami z brązu.
Słynna winda Hitlera już na nich czekała. Wyłożona miękkim dywanem, wyposażona w skórzane fotele i aparaty telefoniczne, przypominała raczej pokój hotelowy. Canaris z Voglem weszli pierwsi. Canaris usiadł i natychmiast zapalił papierosa, tak że gdy pojawili się Himmler z Schellenbergiem, wewnątrz było pełno dymu. Czterech mężczyzn siedziało w milczeniu, każdy wpatrzony w przestrzeń, podczas gdy winda przenosiła ich do Obersalzberg, ponad pięć tysięcy metrów nad Berchtesgaden. Rozdrażniony dymem papierosowym Himmler podniósł do ust dłoń w rękawiczce i delikatnie zakaszlał.
Voglowi trzeszczało w uszach od szybkiej zmiany wysokości. Patrzył na trzech mężczyzn, którzy wraz z nim jechali na górę, trzech najpotężniejszych oficerów wywiadu Trzeciej Rzeszy – hodowcę drobiu, zboczeńca i nadętego admirała, który mógł być i zdrajcą. W rękach tych ludzi spoczywała przyszłość Niemiec.
Boże, miej nas w swej opiece – pomyślał Vogel.
Olbrzymie byczysko, esesman o nordyckim typie urody, pełniący rolę osobistego ochroniarza Hitlera, wprowadził ich do pokoju. Vogla, zwykle dość obojętnego na uroki natury, zdumiało piękno krajobrazu rozciągającego się za oknem. W dole widać było dzwonnice i wzgórza Salzburga, rodzinnego miasta Mozarta. Nieopodal wznosił się Unterberg, góra, na której cesarz Fryderyk oczekiwał słynnego wezwania, by powstał i odbudował chwałę Niemiec. Sam pokój był olbrzymi, a Voglowi w głowie się kręciło od wysokości, dopóki nie dotarł do foteli przy kominku. Zajął miejsce w rogu rustykalnej kanapy i wzrokiem przebiegał po ścianach, na których wisiały wielkie oleje i arrasy. Vogel podziwiał kolekcję führera – akt, najprawdopodobniej namalowany przez Tycjana, krajobraz Spitzwega, rzymskie ruiny Panniniego. Do tego popiersie Wagnera i duży zegar, zwieńczony brązowym orłem. Kelner bez słowa nalał kawy dla gości i herbaty dla Hitlera. W chwilę później drzwi się otworzyły i do salonu wkroczył Hitler. Canaris* jak zwykle, podniósł się ostatni. Führer ruchem dłoni kazał gościom usiąść, przy czym sam nie usiadł, żeby móc krążyć.
– Kapitanie Vogel – zaczął bez wstępów – o ile mi wiadomo, pański agent w Londynie zdobył kolejne bezcenne informacje.
– Tak uważamy, mein Führer.
– W takim razie proszę nie trzymać tego dłużej w tajemnicy. Pod bacznym wejrzeniem esesmana Vogel otworzył teczkę.
– Nasz agent ukradł następny ważny dokument. Są tu bliższe szczegóły operacji Mulberry. - Vogel się zawahał. – W tym momencie ze znacznie większym prawdopodobieństwem możemy przewidzieć, jaką rolę Mulberry odegra w inwazji.
Hitler skinął głową.
– Proszę kontynuować, kapitanie.
– Na podstawie najnowszych dokumentów sądzimy, że operacja Mulberry polega na stworzeniu bazy przeciwlotniczej. Zostanie ona umieszczona wzdłuż francuskiego wybrzeża, żeby chronić siły nieprzyjaciela przed Luftwaffe podczas pierwszych, krytycznych godzin inwazji. – Vogel ponownie sięgnął do teczki. – W oparciu o szkice ze zdobytych dokumentów nasi specjaliści opracowali plan całego przedsięwzięcia.
Położył plan na stole. Schellenberg i Himmler oglądali go z zainteresowaniem. Hitler odszedł i patrzył przez okna na góry. Uważał, że w Berghof, wysoko ponad wszystkim, najlepiej mu się myśli.
– I gdzież, pańskim zdaniem, wróg umieści te jednostki przeciwlotnicze, kapitanie? – spytał.
– Ze skradzionych planów nie wynika, gdzie wróg zamierza umieścić Mulberry - odparł Vogel – ale na podstawie innych raportów zgromadzonych przez Abwehre nasuwałby się logiczny wniosek, że Mulberry przeznaczono do Calais.
– A co z pańską teorią o sztucznym porcie w Normandii?
– Okazała się – Vogel zawiesił głos, szukając właściwego słowa – przedwczesna, mein Führer. Za szybko wysnułem wnioski. Wydałem werdykt przed zgromadzeniem dostatecznej ilości dowodów. Z wykształcenia jestem prawnikiem, mein Führer, więc proszę mi darować tę przenośnię.
– Nie, kapitanie Vogel, uważam, że za pierwszym razem trafił pan w samo sedno. Moim zdaniem Mulberry to rzeczywiście sztuczny port. I jest przeznaczony do Normandii. – Hitler stanął twarzą do słuchaczy. – To dokładnie w stylu Churchilla, tego szaleńca! Przekombinowane, bezsensowne urządzenie, które zdradza nam jego intencje, gdyż mówi nam, gdzie on i jego amerykańscy przyjaciele zamierzają uderzyć! Uważa siebie za geniusza! Wielkiego stratega! Ale tam, gdzie chodzi o kwestie militarne, okazuje się zwykłym głupcem! Wystarczy spytać duchy biednych chłopców, których poprowadził na rzeź w Dardanelach. Nie, kapitanie, miał pan rację za pierwszym razem. To sztuczny port i ma się znaleźć w Normandii. Wiem o tym. – Hitler uderzył się w tors. – Czuję to tutaj.
Walter Schellenberg odrzchąknął.
– Mein Führer, dysponujemy innymi dowodami, które potwierdzają informacje kapitana Vogla.
– Proszę je przedstawić, Herr Brigadenführer.
– Dwa dni temu w Lizbonie przesłuchałem jednego z naszych własnych agentów w Anglii.
Chryste Panie, znowu to samo – pomyślał Vogel. Schellenberg wyciągnął dokument z teczki.
– To notatka służbowa, napisana przez funkcjonariusza MI- 5, niejakiego Alfreda Vicary'ego. Została przyjęta przez kogoś o inicjałach BB i przekazana Churchillowi oraz Eisenhowerowi. W piśmie tym Vicary ostrzega, że bezpieczeństwo kraju jest zagrożone i należy przedsięwziąć dodatkowe środki ostrożności. Vicary ostrzega też, że wszyscy oficerowie wojsk alianckich powinni bardzo uważać na kontakty z kobietami. Pana szpieg w Londynie… to kobieta, prawda, kapitanie Vogel?