Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
Przypomniał sobie rozmowę z Himmlerem w Bawarii. Musiał przyznać, że w teorii Himmlera tkwiło ziarnko rozsądku. Fakt, że większość niemieckich siatek wywiadowczych w Anglii funkcjonowała, nie świadczył o lojalności Canarisa wobec führera. Przeciwnie, dowodził jego zdrady. Skoro szef Abwehry jest zdrajcą, po co zawracać sobie głowę publicznymi aresztowaniami i egzekucjami jego szpiegów w Wielkiej Brytanii. Może zamiast tego ich wykorzystać i wraz z Canarisem próbować faszerować Hitlera fałszywymi informacjami?
Vogel pomyślał, że to całkiem prawdopodobny scenariusz. Ale oszustwo na taką skalę nie mieściło mu się w głowie. Wszyscy niemieccy agenci musieliby się znajdować w więzieniu albo przejść na stronę wroga. Musiano by zaangażować w akcję setki brytyjskich oficerów wywiadu, którzy by opracowywali fałszywe raporty, nadawane potem do Hamburga. Czy taka mistyfikacja jest możliwa? Olbrzymie i ryzykowne przedsięwzięcie, ale – uznał w końcu Vogel – możliwe.
Koncepcja genialna, lecz Vogel dostrzegał w niej jeden, za to ogromny mankament. Rzecz wymagałaby całkowitego przejęcia niemieckich siatek wywiadowczych w Wielkiej Brytanii. Musiano by schwytać agentów co do jednego – przeciągnąć na swoją stronę albo zamknąć, by nie mogli już działać. Gdyby poza pajęczyną MI- 5 znalazł się choć jeden człowiek i dostarczyłby prawdziwy raport, Abwehra mogłaby zwąchać pismo nosem. Na podstawie raportu tego jednego człowieka mogłaby domyślić się, że pozostałe informacje są wyssane z palca. A jeśli wszystkie źródła wskazują na Calais jako punkt ataku, Abwehra mogłaby dojść do wniosku, że prawdą jest coś zgoła odwrotnego. Wróg szykuje się do inwazji na Normandię.
Jak to Himmler ujął? „Kłamstwo to prawda, tyle że na wspak. Wystarczy przysunąć do niego lustro, a prawda spojrzy panu prosto w oczy".
Już niedługo pozna odpowiedź. Jeśli Neumann odkryje, że Catherine jest śledzona, on, Vogel, zlekceważy przekazywane przez nią informacje, uzna je za zasłonę dymną stworzoną przez angielski wywiad, za element dezorientacji.
Odwrócił się od okna i położył na łóżku polowym. Przeszył go lodowaty dreszcz. Może i zdobędzie dowody, że brytyjski wywiad dokonał mistyfikacji na ogromną skalę. A to z kolei wyraźnie by wskazywało, że admirał Wilhelm Canaris, szef niemieckiego wywiadu wojskowego, jest zdrajcą. Himmler z pewnością uznałby to za niepodważalny dowód. Za taką obrazę pozostaje jedna kara: struna od fortepianu wokół szyi, powolna, straszliwa śmierć przez uduszenie, utrwalona na taśmie filmowej, żeby Hitler mógł się nią rozkoszować.
I co będzie, jeśli rzeczywiście znajdzie dowody potwierdzające angielską mistyfikację? Wehrmacht ze swoimi jednostkami pancernymi będzie czekał na aliantów w planowanym miejscu inwazji. Wróg zostanie zmiażdżony. Niemcy zwyciężą i naziści jeszcze przez pokolenia będą władać w Niemczech i Europie.
„Nie ma już prawa w Niemczech, Trude. Jest tylko Hitler".
Vogel przymknął oczy i próbował zasnąć. Na próżno. Dwie zupełnie różne części jego natury toczyły walkę – Vogel manipulator i szpieg zmagał się z Voglem wyznawcą rządów prawa. Niewyobrażalnie kusiła go perspektywa zdemaskowania intrygi
Anglików, przechytrzenia brytyjskiego przeciwnika i zniszczenia ich gierki. Równocześnie jednak przerażenie budziła w nim myśl, co takie zwycięstwo mogłoby przynieść. Udowodniłoby podstęp Anglików, zniszczyło jego przyjaciela Canarisa, zapewniło Niemcom zwycięstwo, na zawsze umocniło władzę nazistów.
Leżał wsłuchany w warkot bombowców.
„Powiedz, że dla niego nie pracujesz, Kurt". Teraz już pracuję, Trude – pomyślał Vogel. – Teraz już tak.
Rozdział czwarty
Londyn
– Witaj, Alfredzie.
– Witaj, Helen.
Uśmiechnęła się, pocałowała go w policzek.
– Och, jak cudownie znowu cię widzieć – powiedziała.
– Ciebie też.
Wsunęła mu rękę pod ramię i tak jak to robiła niegdyś, schowała dłoń w jego kieszeni. Zawrócili i bez słowa ruszyli ścieżką parku St James's. Vicary'emu ta cisza nie przeszkadzała. Przeciwnie, świetnie się z nią czuł. Sto lat temu między innymi po tym poznał, że kocha Helen – po tym, jak się czuł, kiedy milczeli. Lubił towarzystwo Helen, gdy rozmawiali, śmiali się, ale równie mocno je lubił, gdy się nie odzywała. Przepadał za chwilami, kiedy siedzieli cicho na werandzie jej domu, spacerowali w lesie czy leżeli nad jeziorem. Sama bliskość jej ciała albo splecione dłonie – to mu wystarczało.
Popołudnie było parne i gorące – posmak sierpnia w środku lutego – niebo ciemne, wzburzone. Wiatr kołysał drzewami, marszczył taflę sadzawki. Stado kaczek chlupotało w miejscu, jak przykute kotwicami.
Vicary po raz pierwszy uważniej się przyjrzał towarzyszce. Ładnie się starzała. Pod wieloma względami wypiękniała. Była wysoka, prosto się trzymała, odrobinę nadwagi ładnie ukrywał starannie skrojony kostium. Włosy, które niegdyś nosiła rozpuszczone z przedziałkiem na środku, teraz czesała w kok. Na głowie miała szary kapelusz.
Vicary pozwolił sobie zatrzymać wzrok na jej twarzy. Nos, dawniej nieco za duży w stosunku do twarzy, teraz idealnie do niej pasował. Policzki z wiekiem się zapadły, wyraźniej uwidaczniając kości policzkowe. Helen odwróciła się i spostrzegła, że Vicary jej się przygląda. Uśmiechnęła się do niego, ale uśmiech nie rozjaśnił oczu. Krył się w nich odległy smutek, jakby niedawno zmarł jej ktoś bliski.
Vicary pierwszy przerwał ciszę. Oderwał spojrzenie od jej twarzy.
– Przepraszam za lunch, Helen. W pracy wyskoczyło coś nagłego i nie mogłem się wyrwać ani cię zawiadomić.
– Nie przejmuj się, Alfredzie. Po prostu tkwiłam przy stoliku w „Connaught" i ululałam się na smutno.
Vicary popatrzył na nią zaskoczony.
– Przekomarzam się z tobą. Ale nie będę kryła, że byłam rozczarowana. Długo się zbierałam na odwagę, żeby się z tobą spotkać. Wtedy tak okropnie się zachowałam… – Urwała, nie kończąc myśli.
Owszem, to prawda, Helen – pomyślał Vicary.
– Było, minęło – odezwał się na głos. – Jakim cudem mnie znalazłaś?
Dwadzieścia minut temu zadzwoniła do niego do biura. Podnosząc słuchawkę, spodziewał się wszystkiego, ale nie jej głosu. Boothby'ego, który wzywa go na górę na kolejne przedstawienie; Harry'ego z informacją, że Catherine Blake znowu kogoś zabiła strzałem w twarz; Petera Jordana, który mu mówi, żeby się odpierniczył, bo on więcej się z tą kobietą nie spotka. Na dźwięk głosu Helen omal się nie udławił.
– Witaj, kochany, to ja – odezwała się, jak każda dobra agentka, nie podając imienia. – Spotkasz się ze mną? Dzwonię z budki naprzeciwko twojej pracy. Och, proszę, Alfredzie.
– Ojciec przyjaźni się z dyrektorem generalnym – wyjaśniała teraz. – A David przyjaźni się z Basilem Boothbym. Już od jakiegoś czasu wiem, że cię wciągnęli.
– Twój ojciec, David i Basil Boothby. Co jeden to bardziej przeze mnie ulubiony.
– Nie przejmuj się, Alfredzie, nie rozmawiają w kółko o tobie.
– Dzięki Bogu choć za to! Ścisnęła jego dłoń.
– Jakim cudem wylądowałeś w tej branży?
Vicary jej opowiedział. O tym, jak przed wojną zaprzyjaźnił się z Churchillem. Jak znalazł się w kręgu doradców Churchilla w Chartwell. Jak Churchill go dopadł w owo majowe popołudnie 1940.
– Naprawdę siedział wtedy w wannie? – zawołała Helen.
Vicary skinął głową, uśmiechając się na to wspomnienie.