Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
Taksówka zahamowała. Szofer obejrzał się i spytał: – Na pewno tutaj pani chciała przyjechać?
Popatrzyła przez szybę. Stali przy zbombardowanych magazynach. Ulica była opuszczona. Gdyby ktokolwiek próbował ją tu śledzić, nie zdołałby się ukryć. Zapłaciła taksówkarzowi i wysiadła. Samochód odjechał. Po kilku sekundach pojawiła się czarna furgonetka z dwoma mężczyznami na przedzie. Minęła ją i jechała dalej. Stacja metra Stockwell znajdowała się o parę kroków. Catherine otworzyła parasolkę i szybko ruszyła w stronę stacji, gdzie kupiła bilet na Leicester Square. W chwili gdy weszła na peron, pociąg właśnie ruszał. Wskoczyła do środka, zanim drzwi się zamknęły, i usiadła na wolnym miejscu.
Stojąc w bramie niedaleko Leicester Square, Horst Neumann jadł z torebki skręconej z gazety frytki z rybą. Dokończył rybę i zrobiło mu się niedobrze. Zauważył Catherine, która wraz z grupką pieszych wchodziła na plac. Zmiął zatłuszczony papier, wrzucił go do kosza i ruszył jej śladem. Wkrótce zrównał się z nią. Catherine patrzyła na wprost, jakby go nie widziała. Wyciągnęła rękę i wsunęła mu w dłoń negatyw. Neumann bez słowa dał jej karteczkę. Rozdzielili się. Neumann usiadł na ławce i odprowadził ją wzrokiem.
– I co potem? – spytał Alfred Vicary.
– Weszła na stację Stockwell – odparł Harry. – Wysłaliśmy tam człowieka, ale już zdążyła wsiąść do pociągu.
– Niech to szlag – mruknął Vicary.
– Wsadziliśmy do metra człowieka w Waterloo i podjął trop.
– Jak długo była sama?
– Jakieś pięć minut.
– Spokojnie można się spotkać z dziesięcioma agentami.
– Niestety tak, Alfredzie.
– I co dalej?
– Jak zwykle. Przez prawie półtorej godziny goniła naszych ludzi po całym West Endzie. W końcu weszła do kawiarni i dała nam pół godziny oddechu. Potem ruszyła na Leicester Square. Przeszła plac i zawróciła do Earl's Court.
– Z nikim się nie kontaktowała?
– Niczego takiego nie zauważyliśmy.
– A na Leicester Square?
– Nasi ludzie nic nie zauważyli.
– Skrzynka przy Bayswater Road?
– Skonfiskowaliśmy zawartość. Na samej górze znaleźliśmy białą, nie zaadresowaną kopertę. Chodziło jej tylko o sprawdzenie ogona.
– Cholera jasna, jest dobra.
– Zawodowiec całą gębą.
Vicary połączył czubki palców, tworząc z nich dzwonnicę.
– Nie sądzę, żeby urządzała sobie takie wycieczki po mieście z miłości do świeżego powietrza, Harry. Albo gdzieś się pozbyła materiału, albo się spotkała z agentem.
– Pewnie w metrze – powiedział Harry.
– Mogło to być w każdym dowolnie wybranym miejscu. – Vicary rąbnął pięścią w oparcie fotela. – Szlag by to!
– Po prostu musimy dalej ją śledzić. Kiedyś w końcu popełni błąd.
– Nie liczyłbym na to, Harry. A im dłużej będziemy ją obserwować, tym większe prawdopodobieństwo, że zauważy obstawę. A jeśli zauważy…
– To po nas – dokończył za Vicary'ego Harry.
– Zgadza się, Harry. Po nas.
Vicary zniszczył dzwonnicę z palców, żeby zasłonić ziewnięcie.
– Rozmawiałeś z Grace?
– Tak. Szukała, gdzie mogła. Nic nie znalazła.
– A co z Brumem?
– To samo. Nie ma takiego kryptonimu ani dla akcji, ani dla agenta. – Harry posłał Vicary'emu przeciągłe spojrzenie. – Byłbyś uprzejmy mi wyjaśnić, dlaczego poprosiłeś Grace o znalezienie tych nazwisk?
Vicary podniósł wzrok i wytrzymał spojrzenie kolegi.
– Gdybym ci powiedział, wsadziłbyś mnie do czubków. To nic, po prostu wzrok płata mi figle. – Vicary spojrzał na zegarek i znowu ziewnął. – Muszę wszystko odraportować Boothby'emu i zabrać kolejną paczkę materiałów Kettledrum.
– Czyli gra się toczy dalej?
– O ile Boothby wszystkiego nie odwoła, to tak.
– Zaplanowałeś już coś na dzisiejszy wieczór? Vicary dźwignął się na nogi i włożył płaszcz.
– Pomyślałem, że kolacja i dancing w „Four Hundred Club" stanowiłyby miłą odmianę. Potrzebuję swojego człowieka, który miałby ich na oku. Może byś zaprosił Grace? Spędzilibyście mile wieczór na koszt firmy.
Rozdział dwunasty
Berchtesgaden
– Lepiej bym się czuł, mając tych drani przed sobą, zamiast za – oświadczył ponuro Wilhelm Canaris, siedzący z tyłu służbowego mercedesa, który po siwej, betonowej drodze mknął do szesnastowiecznego miasteczka Berchtesgaden.
Vogel obejrzał się i zerknął przez tylne okno. Za nimi, w drugim wozie, siedzieli Heinrich Himmler oraz Walter Schellenberg. Odwrócił głowę i przez szybę samochodu popatrzył na okolicę. Śnieg padał na malownicze miasteczko. Vogel był w kiepskim nastroju, toteż pomyślał, że wygląda to jak kiczowata pocztówka. „Przyjedź do pięknego Berchtesgaden! Domu führera!". Złościło go, że w tak krytycznym momencie wywleczono ich z Tirpitz Ufer.
Dlaczego nie może zostać w Berlinie, jak my wszyscy? Siedzi zagrzebany albo w swoim Wilczym Szańcu w Kętrzynie, albo na szczycie Adlerhorst w Bawarii – pomyślał.
Postanowił wyciągnąć przynajmniej jedną korzyść z tej podróży: zamierzał zjeść kolację z Gertrudą i córkami i przenocować u teściów. Mieszkały u matki Gertrudy, jakieś dwie godziny drogi od Berchtesgaden. Boże, kiedy ostatni raz je widział? Jeden dzień w Boże Narodzenie. Dwa dni w październiku ubiegłego roku. Trude swoim dźwięcznym, figlarnym głosem obiecała mu na kolację pieczeń wieprzową i ziemniaki z kapustą, obiecała, że w nocy, kiedy już dzieci i rodzice zasną, ułożą się przy kominku, a ona zrobi cudowne rzeczy z jego ciałem. Trude zawsze lubiła właśnie tak się kochać, z dreszczykiem obawy, czy ktoś ich nie przyłapie. Taka atmosfera zawsze ją podniecała, cofała o dwadzieścia lat, kiedy Vogel jeszcze studiował w Lipsku. Vogla to już dawno przestało bawić.
Wszystko to jej wina – specjalnie to zrobiła, za karę, że ją wysłał do Anglii. „Patrz na mnie i przypominaj sobie następnym razem, kiedy będziesz się kochał z żoną".
Boże, dlaczego teraz mi to przyszło do głowy? – myślał Vogel. Udało mu się ukryć te uczucia przed Gertrudą, tak samo jak wszystko inne. Nie urodził się kłamcą, ale doskonale opanował tę sztukę. Gertruda nadal sądziła, że jest radcą prawnym Canarisa. Nawet jej przez myśl nie przeszło, że kieruje supertajną siatką szpiegowską w Wielkiej Brytanii. Jak zwykle oszukał też żonę co do celu swej podróży. Trude żyła w przekonaniu, że mąż towarzyszy Canarisowi w jednej z rutynowych inspekcji, nie że jedzie na górę Kehlstein, żeby wprowadzić Hitlera w plany aliantów inwazji ^na Francję. Vogel obawiał się, że rzuciłaby go, gdyby dowiedziała się prawdy. Zbyt wiele razy ją oszukał, od zbyt dawna okłamywał. Nigdy więcej by mu nie zaufała. Często myślał, że łatwiej by mu przyszło powiedzieć jej o Annie, niż się przyznać, że szpieguje dla Hitlera.
Canaris karmił psy sucharami. Vogel zerknął na niego i odwrócił wzrok. Czy to naprawdę możliwe? Czy ten mężczyzna, który wyrwał go z prawa i uczynił najlepszym szpiegiem Abwehry, rzeczywiście jest zdrajcą? Niewątpliwie Canaris nie ukrywał swej pogardy do nazistów. Świadczyła o tym odmowa wstąpienia do partii, nieustanne sarkastyczne uwagi pod adresem Hitlera. A czy ta pogarda sięgnęła aż zdrady? Jeśli Canaris jest zdrajcą, może to mieć nieobliczalne skutki dla siatek Abwehry w Anglii; Canaris mógł zdradzić wszystko.