Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]
Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]

Электронная книга - «Krolowa Zimy [The Snow Queen-pl]». Краткое содержание книги:

Planeta Tiamat należy do konfederacji skolonizowanych przez ludzkość światów, zwanej Hegemonią. Faktyczną władzę dzierży technokracja z planety Kharemough. Tiamat jest cywilizacyjnie zacofana, pokryta w większości oceanem, z osadnictwem rozlokowanym na licznych archipelagach. Na Tiamat występuje jednak wielkie bogactwo — woda życia, wyciąg z krwi merów — morskich zwierząt. Jej zażywanie pozwala przedłużać życie.
Ze względów astronomicznych Tiamat ma tylko dwie pory roku, trwające po około 150 lat — Lato i Zimę. Podczas Lata rządzą Letniacy, lud zabobonny, odrzucający technikę, a Zimą Zimacy, lud współpracujący z Hegemonią i bezlitośnie eksploatujący swoją planetę. W czasie lata Tiamat, z powodu bliskości czarnej dziury, jest niedostępna dla statków kosmicznych i transport wody życia urywa się.
Nadchodzi czas zmiany warty. Ustępująca Królowa Zimy nie zamierza ustąpić i nie chce się pogodzić ze swoją rytualną śmiercią na zakończenie Zimy. Sprawia, że kilka kobiet Letniaków urodzi jej klony… Spisek ma doprowadzić do przedłużenia jej panowania.

Zdobyła nagrody Hugo i Locusa w 1981.
Nominowana do nagrody Nebula w 1981.
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 138
Перейти на страницу:

Twarze Kharemoughi wykrzywiło zdumienie.

— Nie zamierzaliśmy was obrażać — powiedział szybko Sirus, ratując sytuację. — Ponieważ jesteście dla swego ludu świętą kobietą, sybillo, zasługujecie i na nasz szacunek. — Uśmiechnął się lekko, poniżając siebie. — Komendancie, gdzie nauczyła się sandhi?

— Ja ją nauczyłem — wtrącił się Gundhalinu, nim Jerusha zdołała otworzyć usta, by dać oczywistą odpowiedź. Inspektor objął ramiona Moon, przyciągnął ją blisko do siebie. — Z całym szacunkiem należnym czcigodnemu przewodniczącemu chciałbym stwierdzić, że jeślibym uczynił ją Gundhalinu-eshkrad, gdyby została mą żoną, zwiększyłaby honor całej mej klasy.

Zaskoczenie było teraz bardzo bliskie zgrozie. Jerusha patrzyła na obecnych.

— …przerażające — usłyszała słabo dobiegający gdzieś z tyłu głos kobiety.

— Gundhalinu-eshkrad — Sirus poruszył się niespokojnie — przeżyliście wielkie trudy, rozumiemy to…

BZ zachwiał się pod wrogością ich spojrzeń. Zgarbił się, lecz nadal trzymał rękę na ramionach Moon.

— Tak, sadhu — mruknął przepraszająco. — Nie mogę jednak słuchać, jak ją obrażają. Uratowała mi życie.

— Oczywiście — Sirus uśmiechnął się ponownie. — Nie zamierzacie jednak poślubić… — patrzył na boki.

— Kocha kogoś innego — odparł Gundhalinu niemal ze smutkiem. Moon przekręciła się pod jego ręką, by spojrzeć mu w twarz.

— Poślubilibyście ją więc? — zapytał obraźliwie przewodniczący. — Nie zostało wam ani odrobiny dumy? Aż tak zwyrodnieliście? Jak można bez hańby mówić takie rzeczy! Już raz okazaliście się niedoszłym samobójcą! — Słowo to oznaczało również tchórza.

Inspektor wciągnął z sykiem powietrze.

— Próbowałem postąpić honorowo. Nie moja wina, że mi się nie udało! — Wyciągnął dłonie.

— Gdy prawdziwie wyższemu człowiekowi coś się nie udaje, jest to zawsze jego wina — powiedział inny dostojnik, którego Jerusha nie znała. — Niedoszły samobójca nie zasługuje na życie.

Strzaskana tarcza szacunku dla siebie Gundhalinu rozpadła się całkowicie; cofnął się chwiejnie kilka kroków, oparł o stół i chwycił go kurczowo, jakby te słowa były śmiertelnym ciosem.

— Wybaczcie mi, sadhanu, bhai — pohańbienie mej klasy i rodu. — Nawet na nich nie patrzył. — Nigdy nie zasługiwałem na zaszczyt waszego szacunku ani nawet waszej wizyty. Zasługuję jednak w pełni na waszą pogardę i obrzydzenie. Nie jestem lepszy niż niewolnik, niż pełzające zwierzę. — Ramiona mu drżały, Jerusha podeszła szybko, by go podeprzeć, nim upadnie.

— Co robicie z ludźmi! — Rzuciła niebacznie przez ramię. — Czego od niego chcecie? Czy ma znowu poderżnąć sobie żyły, chcecie patrzeć, jak jego “honor” spływa do zlewu? — Machnęła ręką. — Jeden spośród was, dzielny, uczciwy oficer, przeszedł przez piekło i okazał tyle hartu, by przeżyć, a wy za to wszystko nazywacie go “upadłym trupem”!

— Nie jest pani jedną z nas, komendancie — odparł spokojnie Sirus. — Gundhalinu… to rozumie. Pani nigdy nie zdoła.

— Dziękuję za to bogom. — Jerusha pomogła BZ położyć się na stole, nie zwracała uwagi na dostojników wychodzących z pokoju. Usłyszała, jak przewodniczący umyślnie podnosi głos, określając Gundhalinu słowem używanym wyłącznie wobec najniższych Bezklasowych. Usta Gundhalinu drżały, konwulsyjnie przełykał ślinę.

— Obywatelu Sirusie! — powiedziała nagle Moon.

Jerusha wykorzystała jej odezwanie się jako pretekst do odwrócenia głowy, dając Gundhalinu czas na wzięcie się w garść. Zobaczyła Sirusa wahającego się w drzwiach i dziewczynę starającą się ująć w karby wściekły gniew, z jakim na niego patrzyła. Udało się jej; złość Moon została wyparta przez pilniejsze uczucie.

— Muszę — muszę z panem pomówić.

Sirus uniósł brwi i spojrzał na Gundhalinu.

— Uważam, że padło tu aż za wiele słów.

Z upartym zdecydowaniem pokręciła głową, rozrzucając proste, białe włosy.

— O… o kimś innym.

— Prosi pani jako sybilla?

Kolejne zaprzeczenie.

— Proszę jako pańska krewna. — Przestał przesuwać się w stronę drzwi. Ostatni z wychodzących Kharemoughi obejrzał się, zachichotał obraźliwie, przemierzając korytarz. Jerusha patrzyła pilnie, wyczuła, że Gundhalinu prostuje się za nią. — O pańskim synu. Z poprzedniego Święta.

Oczy Sirusa zajrzały na chwilę w przeszłość. Kiwnął raz głową i obejrzawszy się wskazał Moon drogę do innego pokoju. Poszła za nim, spoglądając za siebie.

Oczy Gundhalinu śledziły ją, jakby stracenie jej widoku było dlań czymś niemożliwym do zniesienia, patrzył z twarzą pozbawioną nadziei.

— BZ… inspektorze Gundhalinu. — Ostrym głosem Jerusha zwróciła na siebie uwagę.

— Pani — posłusznie zwrócił głowę, lecz nie myśli.

Jerusha zawahała się, nagle niepewna, co ma robić.

— BZ… naprawdę kochacie tę dziewczynę?

Widać było, jak pracuje mu gardło.

— A jeśli tak, pani komendant? — zapytał zbyt obojętnie. — Może to i skandal, ale nie zbrodnia.

— BZ, czy wiecie, kim ona jest?

Podniósł oczy, odczytała w nich poczucie winy. Nic nie odpowiedział.

— To ona uciekła pięć lat temu z przemytnikami techniki — ciągnęła dalej, mówiąc o wszystkim, co wiedziała, mając nadzieję, że to wystarczy. — Wróciła tu nielegalnie. Będzie musiała zostać deportowana.

— Pani komendant, nie mogę… — Jego zdrowa ręka zacisnęła się na wyściełanym blacie stołu.

— Jeśli naprawdę ją kochacie, BZ, to nie ma sprawy — uśmiechnęła się zachęcająco. — Poślubcie ją. Wywieźcie stąd jako swoją żonę.

— Nie mogę. — Z tacki na końcu stołu wziął ostrą jak cierń sondę, wypróbował ją na swej dłoni.

Powiedziała pośpiesznie:

— Nie zamierzacie chyba pozwolić tym hipokrytycznym snobom…

— To nie dlatego — zesztywniał. — Niech pani nie mówi tak o przywódcach Hegemonii. Mieli wszelkie podstawy, by mnie skrytykować.

Jerusha otworzyła usta, zamknęła powtórnie.

— Moon nie wyszłaby za mnie. — Odłożył sondę. — Jest… hmm, zaprzysiężona — zawahał się, jakby ciągle uważał za niewłaściwą tę nieurzędową formę małżeństwa. — Swemu kuzynowi… synowi pierwszego sekretarza Sirusa. — Ponownie spojrzał niedowierzająco na drzwi. — Kocha go. Cały czas stara się dostać do Krwawnika, by go zobaczyć. — Mówił o faktach matowym głosem, jakby czytał sprawozdanie. — Nazywa się Sparks Dawntreader.

— Sparks?

— Znacie go?

— Tak. Podobnie jak wy. Po waszej ostatniej wizycie w pałacu ocaliliśmy go przed porwaniem przez handlarzy niewolników. Potem wzięła go Arienrhod; jest nadal jednym z jej faworytów na dworze. To go zepsuło.

Gundhalinu zmarszczył brwi.

— A więc to możliwe…

— Co takiego?

— Moon uważa, że został Starbuckiem.

— Starbuckiem! — Jerusha klepnęła się w czoło. — Tak… tak, to by pasowało. Dziękuję wam, bogowie! Dziękuję tobie. — Zwróciła się do inspektora z ponurą miną. — Próbowałam się dowiedzieć, kim jest Starbuck, by móc go wsadzić za morderstwo i nielegalne zabicie merów.

— Morderstwo? — zapytał zaskoczony Gundhalinu.

Przytaknęła.

— Zamordował dillypa albo pozwolił na to Psom. Myślałam też, że zabił i Moon… ale to i tak wystarczy. Tym razem tak ubodę Arienrhod, że jęknie z bólu! — Dawntreader, zepsułeś się więc bardziej, niż myślałam. Ujrzała w myślach posiniaczonego chłopca ze strzaskaną piszczałką, potem zabójcę w czerni na tle zaścielonego ciałami brzegu. Nawet w najstraszniejszych koszmarach nie wyobrażałam sobie, że upadniesz tak wysoko.

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 138
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)