Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 137
Перейти на страницу:

— Proszę bardzo — powiedział Stas i nie wiadomo po co posunął się. — Chce pani wina? Miejscowe, ale z prawdziwych winogron.

— Odrobinę — powiedziała Ala. — Na próbę.

Usiadła obok niego. Ściana gipsy-moth była ciepła i sprężynowała.

— Czy już mówiłem, że jestem panią zachwycony? — zapytał Stas, nalewając jej do identycznego kielicha bladoróżowego wina. — Więc naprawdę jestem zachwycony. Gipsy ma boczną stateczność ujemną, uważa się, że bez autopilota nawet zawrócić się nie da, nie mówiąc o lądowaniu.

— Dobrze, że tego nie wiedziałam — powiedziała Ala. — Niezłe wino.

— Wino rzeczywiście jest dobre — odparł Stas. — Szkoda, że nie można tego powiedzieć o planecie.

— Nie podoba się panu Pandora? — zdziwiła się Ala.

— Dlaczego nie podoba? Wspaniała planeta, ale nie można jej nazwać dobrą. — Stas podniósł głowę i popatrzył w niebo. Ala odruchowo powtórzyła jego ruch.

Na zielonkawym niebie koloru oceanu, na niewyobrażalnej wysokości, zderzały się i zgniatały szponiaste skrzydła obłoków.

— Dlatego ludzie tutaj się pchają — ciągnął. — Żeby odpocząć od zbyt dobrej Ziemi.

Ala powstrzymała się od komentarza. Rozmowa zbaczała na dziwne tory. W takich przypadkach, żeby nie wyjść na głupią, wolała milczeć.

— Czym się pani zajmuje? — nieco innym głosem zapytał Stas, nie odwrócił przy tym głowy i ciągle patrzył w niebo. — Kosmos? Biosfery?

— Nie zgadł pan — roześmiała się Ala. — Jestem bibliotekarką. Centrum Gutenberga, Capetown, słyszał pan?

To poruszyło wodza. Błyskawicznie się wyprostował i jak szpak pochyliwszy-przekrzywiwszy głowę, dosłownie wpił się spojrzeniem w jej twarz, jakby starał się ją poznać. Trwało to nie dłużej niż sekundę. Potem rozluźnił się, zwiotczał, odwrócił wzrok.

— Dziwne… — Przełknął ślinę.

— Mnie też to dziwi — zaczęła Ala, żeby zagłuszyć niezręczność. Uśmiechała się i czuła, że ten uśmiech jest idiotyczny, ale nie potrafiła spędzić go z twarzy i zmienić tonu. — Wie pan, jako dziewczynka zajmowałam się wyścigami powietrznymi, minęło dwadzieścia lat, myślałam, że zapomniałam o wszystkim, rano wsiadam do glidera, jakbym pierwszy raz pulpit widziała, i nagle wysokość kilometr, a on mi zaczyna wyczyniać diabli wiedzą co…

— Dominator się ugotował — powiedział Stas. — Tu się to czasem zdarza. Przeprogramowałem autopilota, teraz to bezmózgowie, ale bardzo posłuszne. Jak rower.

— Potrafił pan go nastroić? — zdumiała się Ala. — Tak go zgruchotałam, że myślałam, że już na zawsze.

— Bardzo trudno jest coś połamać na zawsze.

— Czy to znaczy, że możemy już lecieć?

— Jak tylko się nami znudzicie. Dziewczynki już nam opowiedziały o waszych planach. Przy okazji, na taką trasę lepiej by było wziąć „starcha”. Na przykład naszego.

— Dziękuję, ale to… trochę niezręczne.

— Jakie tam niezręczne! Zresztą potrzebę wdzięczności może pani zaspokoić bardzo prosto.

Ala uniosła brew.

— Bardzo prosto?

— Zupełnie prosto. Kiedy wróci pani do domu, proszę mi przysłać restaurat pierwszego rosyjskiego wydania Hrabiego Monte Christo.

— Proszę podać adres.

— Pandora, Akademia, punkt „Wiatr”. Zero-łączności tu nie ma, dlatego proszę wysłać na dowolny numer Akademii, przekażą mi.

— Przepraszam, a nazwisko?

— No tak. Popów. Stanisław Popów.

— Na pewno to załatwię. A dlaczego tu nie ma zero-łączności?

— Przecież nie może być wszędzie. — Pewnie tak…

Milczeli chwilę. Coś tu jest nie tak, uświadomiła sobie Ala. Pojawiło się i zatrzymało mocne uczucie niezręczności, jakby była nieoczekiwanie świadkiem cudzej rodzinnej awantury Ale tu nie było ani rodziny, ani awantury.

— A pan tu mieszka? — zapytała Ala. — Mam na myśli: stale?

— Raczej tak — niepewnie powiedział Stas. — Raczej stale. Wie pani co? Urządźmy świąteczną kolację. Nie codziennie wpadają tu tacy piękni goście. Na Ziemi, jeśli się nie mylę) jest dwudziesty piąty listopada? Przecież dzisiaj są urodziny Voltaire’a! Czterysta osiemdziesiąt sześć lat ma starusze Świętujemy?

— Przygotował się pan zawczasu?

— Do czego?

— Mam na myśli Voltaire’a.

— Nie, po prostu to wiem. Och, drobiazg. Może pani zadawać dowolne pytania, odpowiem szybciej niż BPI. Chce pani spróbować?

Stas wyraźnie się ożywił: rozbłysły mu oczy, pojawił się zadziorny, chłopięcy uśmiech.

— N-no… — Ala zamyśliła się. — Autor Ołowianych obelisków! Pierwsze wydanie?

— Ołowiane obeliski, pierwsza powieść Siergieja Zakrewskiego, opublikowana pod pseudonimem Alan Schwarzmesser. Astrachan, wydawnictwo Delta, tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty siódmy rok. Czterysta pięćdziesiąt pięć stron, papier gazetowy, nakład dwa i pół tysiąca egzemplarzy. Mam opowiedzieć o twórczości Zakrewskiego?

— Nie trzeba. — Przypadek, pomyślała niepewnie. Czy rzeczywiście wie wszystko? — Zaraz wymyślę coś bardziej trudnego. Jaka praca Clevelanda Deana Cagneya miała największą liczbę wydań?

— Podręcznik Podstawy matematycznej statystyki wydawany w języku oryginału i w tłumaczeniach w ciągu osiemdziesięciu lat. Łączny nakład…

— No nie! Proszę poczekać. Zadziwiające… Czy to dotyczy tylko literatury?

— Nie — pokręcił głową Stas. — Wszystkiego.

— Wszystkiego?

— Tak. Wiem praktycznie wszystko. Oczywiście powierzchownie.

— Co to jest „zasada Smogula”?

— To z dziedziny podinformatyki. W dużych informacyjnych sieciach ma jakoby miejsce inwersja związków przyczynowo-skutkowych. Skutek wpływa na przyczynę i w wyniku tego powstaje jakby odwrotny bieg czasu: zaczynamy otrzymywać informację z przyszłości. Nie ukierunkowaną i rozsianą, ale jednak informację. Smogul pracował nad jej zagęszczeniem i obróbką.

— I co?

— Nie wie pani? — N-nie, chyba…

— Popełnił samobójstwo. Zostawił list. Zupełnie niezrozumiały. Cytuję: „Do tych, którzy żyją. Finał nie wyszedł. Nudno. Dziękuję za rolę. Zobaczymy się po wszystkim. Ryszard Smogul”.

— To smutne — powiedziała Ala. — Ale co tu niezrozumiałego?

— Nie ma pani pojęcia, ile powstało interpretacji tego tekstu.

— Dobrze. W takim razie, jeśli można, jeszcze jedno pytanie. Nie nudzę pana?

— Och, oczywiście, że nie.

— Kim pan jest, Stas?

Ala zadała pytanie i zmartwiała. Twarz Stasa na chwilę zastygła, pokryła się lodową maską, a kiedy ożyła, była niemal twarzą starca. I uśmiech, przywrócony na siłę, rozciągający poszarzałe wargi — niczego nie przywrócił.

— Kim jestem? — powiedział cicho i nie wiadomo dlaczego dotknął dłonią brody i policzka. — Chyba… — I zamilkł.

— Chyba znalazłam pytanie, na które nie zna pan odpowiedzi — wyszeptała Ala.

Stas popatrzył jej w oczy. Poczuła, jak wraz z tym spojrzeniem wlewa się w nią pierwotny strach. Potem twarz Stasa stała się niemal poprzednią twarzą.

— Tak — powiedział obojętnie. — Jedno z mniej więcej pięciuset.

Świąteczna kolacja na cześć pana Voltaire’a minęła godnie i szlachetnie. Stas był wesoły i bawił towarzystwo, wznosił toasty, opowiadał dowcipy oraz obficie cytował solenizanta.

Jego milczący dotychczas towarzysze również nie pozostawali w tyle, chociaż — Ala odnotowała to nie bez zdziwienia — w ogóle się nie liczyli. Byli bez wyrazu. Wciąż nie była pewna, który z nich to Toni, a który Miron. Nie dlatego, że byli do siebie podobni, lecz dlatego, że byli podobni do wszystkich młodych ludzi jednocześnie. Z niezrozumiałym, ale przypominającym obrzydzenie uczuciem uświadomiła sobie, że jeśli jutro spotka Toniego-Mirona, nie pozna go. Natomiast Lariska czy tym bardziej Tamarka uważały ich za rycerzy bez skazy. Paladynów. Czy też templariuszy. Dziewczynki rozpływały się i szczebiotały.

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)