Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 137
Перейти на страницу:

Ach, oczywiście! A teolodzy łamali przez wieki głowy, jakieś listki na jednej łodydze wymyślali w charakterze objaśnienia jedności trzech postaci… Zresztą nie znali przecież nawet radia.

Odbiornik, nadajnik, środek nadawania. Trójca!

Ileż tych małych, nadajników zasilających ogromny odbiornik. Są też pewnie wśród zwierząt — nie bez powodu w którymś z objawień lew i jagnię leżą obok siebie w raju. Mówiłem o tym dzisiaj, sam nie wiedząc, że aż tak trafiam w sedno: basior truchtający obok bezbronnej sarny. Pyk! Informacyjny kontakt! Zycie jest wieczne…

Malanow gwałtownie wstał i poszedł do dużego pokoju. Irka i Bobka nie spali — powoli się uspokajając, siedzieli na kanapie i cicho rozmawiali. Wilgotne włosy wymoczonego, spokojnego Bobki sterczały we wszystkie strony.

Malanow wcisnął się na kanapę między nich i ostrożnie objął oboje. Leciutko przycisnął do siebie. Irka — wymęczona, z klejącymi się oczami i zaczerwienionymi od prania dłońmi — zerknęła na niego trochę zdziwiona. Odwykła już od takich czułości.

— Dobra, chłopcy i dziewczęta — powiedział Malanow. — Powtarzajcie za mną harmonijnym i uroczystym chórem: Nie samym chlebem! Nie samym chlebem! No?

— Co ci, tato? — zapytał oszołomiony i trochę zaniepokojony Bobka.

I nagle Irka, rzuciwszy na Malanowa spojrzenie, które mówiło: nie rozumiem, ale się podporządkuję — widzisz? podporządkowuję się! nie wiem, co wymyśliłeś, czego chcesz, ale zgadzam się! jesteśmy razem i wierzę, że nic złego nie uczynisz! — powiedziała zdecydowanie:

— Słuchaj ojca! Trzy, cztery…!

— Nie samym chlebem! Nie samym chlebem!!! Malanow poczuł, że ma wilgotne oczy, że coś go pali między brwiami i że twarz wykręca skurcz powstrzymywanego płaczu. Pamięć podsunęła nagle: „Powiedziano nam, że ta droga przywiedzie nas do oceanu śmierci, i zawróciliśmy w połowie drogi. Od tej pory wciąż ciągną się przed nami krzywe, głuche, okrężne ścieżki… ” Do oceanu śmierci…

Ale w odpowiedzi oślepiająco trysnęła z duszy dawno i, wydawało się, na zawsze pogrzebana w niej, zasypana jesiennymi złotymi liśćmi, przewiana wiatrem Newy, Nekropolia Ławry, dokąd chodził z matką, i piękny, utrwalony w pamięci ogromny pomnik z napisem: „Jeśli nie umrze, nie ożyje”.

„Mamo, mamo, co tam jest napisane?”,A sam przeczytać nie możesz? Przecież już dobrze czytasz, Dima! No, czytaj!” „Przeczytałem! Ale nie rozumiem, co to znaczy!” „Aaa, Dima, tego to i ja nie za bardzo rozumiem. To religia…” A nad miastem grzmiały z głośników radosne marsze, płonęły czerwone sztandary, trzepotały na wietrze karminowe hasła, i zewsząd, niczym salwa Aurory, waliło po oczach wielkokalibrowe „40” — zbliżała się rocznica Wielkiej!!! Październikowej!!! Socjalistycznej!!!

— A teraz powtarzajcie: Jeśli nie umrze, nie ożyje. Cała trójka! — Jeśli nie umrze, nie ożyje! Jeśli nie umrze, nie ożyje!!!

— Wiesz co, tato! — Zachwycony Bobka plasnął dłońmi w kolana i poderwał się. — Ja cię zaraz przeskoczę! Tylko siedźcie tak, objęci… Całe wieki już was takich nie widziałem. Ja za moment!

I zapomniawszy o ranach, wypadł do swojego pokoju, ale dosłownie po sekundzie wpadł z powrotem, pośpiesznie wertując jakąś książkę; Malanow zdążył tylko przejechać dłonią po ramieniu Irki, potem po jej odsłoniętej szyi, a ona zdążyła dotknąć go mokrymi wargami w podbródek. Irka była kobietą i wolno jej było płakać. Więc płakała.

— O! — zawołał Bobka, przestając wertować. Nieco niezdarny z powodu bólu, usiadł na krześle naprzeciwko rodziców. Wbił wzrok w kartkę. — Strasznie mi się podoba… „Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe”.

— O nie, Bobka! — chlipnęła przez łzy Irka. — Tak nie wolno! Z książki to może każdy, a spróbuj z marszu, od siebie! Jak ojciec!

Na mgnienie oka Bobka strasznie się zasępił i mrugnąwszy zdrowym okiem do Malanowa, bardzo poważnie powiedział: — Jeśli nie umrze, nie ożyje. Roześmiali się.

A potem powiedzieli Bogu, jak przyjacielowi…

Andriej Łazarczuk

WSZYSTKO W PORZĄDKU

(Czasy i bohaterowie braci Strugackich)

Pamiętam, że w 1984 roku przyjechał z Moskwy pracownik Ministerstwa Kultury, by zlikwidować nasz Klub Miłośników Fantastyki. Wydarzenie to zostało poprzedzone wysiedleniem klubu z zajmowanego w bibliotece pokoju: pomieszczenie było potrzebne do przechowywania prohibitów. Ale na spotkanie z dostojnym gościem zostaliśmy mimo wszystko zwołani. Gość w wielkiej tajemnicy poinformował nas, że Strugaccy albo już są zakazani, albo za chwilę będą.

— Ale jak to możliwe? Przecież napisali tyle komunistycznych książek!..

— Książki może i były komunistyczne, ale antyradzieckie… Mocno powiedziane.

Klub został zlikwidowany, ale jakoś „przezimowaliśmy” rok w mieszkaniach, potem lody odtajały… Po kilku latach klub zmarł śmiercią naturalną ponieważ zmieniło się środowisko i nie było już w nim miejsca na KMF.

Cytowaliśmy Strugackich z pamięci. Nie członkowie KMF — po prostu studenci. Mam udowodnić?

„No, co tak stoicie? — powiedział do książek. — Czy po to zostałyście napisane? Meldujcie, meldujcie, jak przebiega siew, ile zasiano? Ile zasiano dobra, rozumu? I jakie są prognozy co do urodzaju? A najważniejsze — jak wschodzi ziarno? Milczycie (…) A przecież postęp można interpretować jako przekształcenie wszystkich ludzi w dobrych i uczciwych. Wtedy dożyjemy do takich czasów, że będzie się mówiło: Specjalista z niego, rzeczywiście, znakomity, ale to niecny typ, trzeba się go pozbyć, pozbyć…”

Pół roku temu miałem spotkanie ze studentami. Z osiemdziesięciu tylko dwaj czytali Strugackich. Właściwie tylko z nimi miałem o czym porozmawiać.

Przede wszystkim o tym, że nigdy nie będziemy żyli w przyszłości Strugackich. Zmieniło się środowisko…

Czy to znaczy, że Nauczyciele mylili się? — Oczywiście, że tak- Czy znaczy to, że nie mieli racji? — Jasne, że nie.

Najwyższej racji Strugackich raczej nie da się przyoblec w słowa, jak i każdej innej najwyższej racji. Sądzę, że będziemy jeszcze ją analizowali i analizowali. Przyjmowali i odrzucali. W tym przypadku negacja jest szczególną formą aprobaty. A wyjaśnienie całego straszliwego sensu słów „przekształcenie wszystkich ludzi w dobrych i uczciwych” (co od dawna mnie strasznie porusza) nie wiadomo jak i dlaczego, ale dopełnia tę rację.

Andriej Łazarczuk

1

Ala

— O taaam jest świetne miejsce! — zaśpiewała Lariska, przechylając się przez burtę glidera i wskazując ręką gdzieś w prawo-w przód-w dół; obszerny rękaw jej kurtki zatrzepotał na wietrze, do miarowego szelestu strumienia powietrza wdarł się mechaniczny dźwięk, który spowodował, że serce Ali na mgnienie oka zamarło: dokładnie tak samo brzmiały syreny ogólnego alarmu wtedy na Chinganie… „Zabierz rękę!” — krzyknęła i nawet zamierzała trzepnąć wariatkę w łeb, ale glider runął w dół, wzbudzając torsje, zadzierając jednocześnie dziób i skręcając; trzeba było wyrównywać go, wracać na ustalony kurs — to odwracało uwagę od wszystkiego, nawet od grudki lodu wolno spływającej przewodem pokarmowym w dół, w dół. To nic — lód się roztopi, to nic… A gdy minęły sekundy, z przodu, dokładnie na koniuszku trzpienia pelengatora, pojawiła się pomalowana w biało-pomarańczową szachownicę wieżyczka z przezroczystą kopułą, a po następnych kilku sekundach jajecznożółty płaski dach z niebieskimi liniami lądowiska i samotnym starchem, niedbale pozostawionym na skraju pola jak ołówek na stole. Żeby go nie uderzyć, pomyślała Ala. Wsunęła rękę pod panel, wymacała węzeł nastawczy. Te pagórki… Lekkimi ruchami palców zaczęła przesuwać wektor ciągu. Wystarczy… Szum powietrza ucichł. Ala obejrzała się-Żółte pole było teraz po lewej i wolno przesuwało się za rufę-Skręciła posłuszną, zbyt posłuszną maszynę. Położyła dłoń na regulatorze ciągu. W tym ogniwie prąd się zachował, ale jak przy wybitnym dominatorze zareagują na polecenia effektory-” wiadomo tylko… Zerknęła na wyrwane z bebechami panele autopilota — Ten drań, oczywiście, wiedział. I odpowie. Ale nie mi i nie teraz…

1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)