Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
zagłuszały jego zmysły i chociaż próbował coś usłyszeć, z komnaty nie wydobywał
się żaden dźwięk.
Zapukał.
Odpowiedziała mu głucha cisza.
Wyciągnął mapę i zobaczył, że pokój Severusa jest pusty. Odczekał kilka chwil,
ale kiedy nic się nie działo, zastukał ponownie. O wiele głośniej i natarczywiej. Po
jakimś czasie na mapie pojawiła się kropka oznaczająca Snape'a. Towarzyszył temu
dziwny, szeleszczący odgłos i ciężki, niski stuk. Harry szybko schował pergamin do
kieszeni i wstrzymał oddech. Serce zabiło mu jeszcze mocniej. Kiedy po drugiej
stronie drzwi rozległy się kroki, Harry nie potrafił ukryć ulgi i kiedy w wejściu pojawiła się wysoka, odziana w czerń postać, na usta Gryfona wypłynął uśmiech, którego nie
potrafił powstrzymać. Snape zmarszczył groźnie brwi, ale nie zdążył nawet otworzyć
ust, gdyż Harry był szybszy:
- Dobry wieczór, Severusie - powiedział cicho i nie czekając na odpowiedź
prześlizgnął się pod ramieniem mężczyzny i wszedł do pokoju. Rozejrzał się bacznie
po pomieszczeniu, ale wszystko było na swoim miejscu. Harry sam nie wiedział,
czego się spodziewał, ale na pewno nie tego, że wszystko będzie tutaj w porządku.
Może jakieś przewrócone meble, albo dziwne ślady? Nie, pokój wyglądał tak, jak
zawsze. Gryfon zmarszczył brwi. Czyżby miał urojenia? Wyczuwał podskórnie, że
coś jest nie tak, ale wszystko zdawało się temu przeczyć. Dopiero, kiedy odwrócił się
do zamykającego drzwi mężczyzny i padło na niego spojrzenie czarnych oczu, jakiś
głos w jego umyśle krzyknął ostrzegawczo. Twarz Snape'a była ściągnięta, usta
zaciśnięte tak bardzo, że zdawały się być tylko cienką, bladą kreską, a oczy płonęły
groźnym blaskiem. Nie był to jednak ciepły ogień. Tak płonąć mógłby tylko lód.
Harry'ego ogarnęło złe przeczucie.
- Wszystko w porządku? - zapytał niepewnie. - Mam nadzieję, że ci w niczym nie
przeszkodziłem. - Rozejrzał się ponownie po pokoju, szukając czegokolwiek, co by
nie pasowało, ale nie dostrzegł niczego. Skierował wzrok z powrotem na mężczyznę i
zmarszczył brwi, widząc gniew w jego oczach.
Coś było nie tak...
Czyżby ten gniew był winą Harry'ego? Zastanawiał się, czy zrobił coś, co mogło aż
tak rozgniewać Snape'a, oczywiście, poza przyjściem do niego bez zapowiedzi.
Otworzył usta, żeby go o to zapytać, ale mężczyzna go uprzedził:
- Czego chcesz, Potter? - Jego głos był jak stalowe ostrze. Zimne i raniące. -
Przyszedłeś, żeby mnie zadowolić?
Te słowa uderzyły skutecznie. Harry poczuł skurcz w sercu, ale nie dał tego po
sobie poznać.
- Ja tylko... - zaczął, ale Mistrz Eliksirów ponownie mu przerwał:
- Nie gadaj, tylko rozbieraj się. Wolisz najpierw mnie zaspokoić... - Długie palce
sugestywnie powędrowały do rozporka, ale po chwili zatrzymały się, a twarz
mężczyzny wykrzywił okrutny, kpiący wyraz - ...a może od razu mam cię pieprzyć?
Harry dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że gapi się z otwartymi ustami.
- Zamierzasz tak stać i gapić się na mnie, Potter? Klękaj! - Wzrok Severusa był
równie lodowaty, jak jego głos. Pełen gniewu i dzikiej satysfakcji. Jakby bawiło go
ranienie Harry'ego. Jakby chciał naciskać i uderzać tak długo i mocno, by go w końcu
złamać. Ostre krawędzie słów wbijały się w serce Harry'ego i wstrząsały nim. A kiedy
ostrze wycofywało się, by zadać kolejny cios, pozostawiało po sobie krwawiące rany.
Nie potrafił zrozumieć, co się dzieje. Cofnął się, kiedy zobaczył, że mężczyzna
zaczyna do niego podchodzić.
- O co chodzi, Potter? Przecież po to właśnie przyszedłeś, czyż nie? Zawsze
przychodzisz tylko po to - wysyczał Severus, wbijając w chłopca spojrzenie równie
ostre, jak słowa, którymi w niego rzucał i z przyjemnością obserwował każdy spazm
bólu, jaki wywoływały one na jego twarzy.
- Widzę, że masz zły humor - zdołał w końcu wydusić Harry cichym, łamiącym się
głosem. - To ja już pójdę. Nie chcę...
- Zawsze mam zły humor, kiedy plątasz się wokół mnie, niczym żałosny, skomlący
szczeniak - warknął mężczyzna, zatrzymując się i wbijając w niego mordercze
spojrzenie. - Oddany, uzależniony szczeniak, który zrobi wszystko, co mu się każe.
No dalej...
- Zamknij się! - wściekły krzyk wyrwał się z ust Harry'ego, zanim zdążył go
powstrzymać. Zresztą, nawet, gdyby chciał, to nie byłby w stanie. Zacisnął pięści tak
mocno, iż prawie wbił sobie paznokcie w dłonie. Oddech miał ciężki i świszczący.
Cała krew odpłynęła z jego twarzy, kiedy Snape przypadł do niego, złapał go za
ramiona i z całej siły cisnął nim o ścianę. Harry uderzył boleśnie w stojące wzdłuż niej półki z książkami. Siła uderzenia pozbawiła go tchu, na jego głowę posypały się
książki. Stracił równowagę i przewrócił się, upadając na rękę i dotkliwie ją raniąc.
Wszystko trwało zaledwie ułamek sekundy. Zanim doszedł do siebie, poczuł, że
Snape złapał go za ubranie, podciągnął do pozycji stojącej i przyparł do
opustoszałych półek. Harry, nadal oszołomiony, podniósł głowę i spojrzał w twarz
człowieka, ogarniętego szałem.
- Jak śmiesz tak się do mnie odzywać, Potter? - wysyczał wprost w twarz
Harry'ego, któremu kręciło się w głowie, a ból w zranionej ręce nasilał się.
- Chcę stąd wyjść - wyszeptał cicho. - Puść mnie.
- Nie wydaję mi się, Potter - warknął Snape, wciskając go jeszcze bardziej w
ścianę. Ostre krawędzie półek wbijały mu się boleśnie w plecy. - Jeszcze przed
chwilą chciałeś, żebym cię wypieprzył, czyż nie tak? I wydaje mi się, że nadal tego
chcesz...
Gryfon jęknął zaskoczony, czując dłoń mężczyzny, łapiącą jego krocze, które
zaczął natychmiast boleśnie ugniatać.
- Przestań! - wykrzyknął, próbując się uwolnić, ale Snape przyciskał go niezwykle
silnie. - Nie chcę! Puść mnie!
Na okrutnym obliczu mężczyzny pojawił się wyraz mrocznej satysfakcji.
- Och, wiem, że chcesz. Zawsze chcesz - wyszeptał z szyderczym uśmiechem na
wąskich wargach.
Harry zamknął oczy, walcząc z pieczeniem pod powiekami i z uniesieniem, które
zaczęło ogarniać te partie ciała, którymi zajmował się Mistrz Eliksirów, podrażniając
je i ugniatając z wprawą.
Nie!
- No proszę... Co my tu mamy, Potter? - Snape uśmiechnął się triumfalnie,
wyczuwając twardość w spodniach Harry'ego. Umysł Gryfona zalała fala wstydu i
wściekłości.
- Pierdol się - wycedził przez zaciśnięte zęby. Zobaczył, jak przez twarz Snape'a
przebiega wyraz zaskoczenia, ale już po chwili ustąpił on miejsca nieokiełznanej furii.
Harry wiedział, ile ryzykuje, ale teraz nic go to już nie obchodziło. Snape upokarzał
go, zachowywał się, jak szaleniec. Nie pozwoli mu się więcej tak traktować! Zamknął
oczy, czekając na huragan, który go zmiecie i zamieni w pył, ale zamiast tego
usłyszał odległe pukanie do drzwi. Gwałtowne, donośne i irytujące.
Harry otworzył oczy. Snape był czerwony z wściekłości, a w jego oczach żądza
zemsty zamieniła się w żądzę mordu. Gryfon zadrżał. Nigdy jeszcze nie widział go w
takim stanie. Przez jedną przerażającą chwilę uderzyła go okropna, straszna myśl,
że ten człowiek mógłby być zdolny do wszystkiego.
- Czekaj tu na mnie, Potter - warknął mężczyzna, po czym puścił go i poprawił