Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 152
Перейти на страницу:

Westchnęła. Starsi bracia tacy już są, wydaje im się, że to ich problemy są najważniejsze na świecie. Trzeba wracać do łóżka, bo Nee’wa dostanie szału, jak odkryje puste posłanie.

Odwróciła się i zrobiła ledwo dwa kroki, gdy coś wskoczyło jej na plecy, przewróciło i pociągnęło w stronę stojącego obok pojazdu. Pisnęła, a przez głowę przeleciała jej myśl, że gdyby bracia usłyszeli ten pisk, to naśmiewaliby się z niej do końca życia, i już była pod dnem wozu. Jego zewnętrzną burtę przedłużały deski uniemożliwiające prześliźnięcie się pod spodem, więc znalazła się w miejscu w miarę bezpiecznym, z...

Płomienie zatańczyły w niebieskich oczach, uzbrojona w pazury dłoń dotknęła ust w geście, który sama pokazywała mu wiele razy. Cicho...

Zaszumiały lecące pociski. Lecz teraz nie było tak, jak poprzednio, gdy ostrzeliwał ich pojedynczy a’keer. Teraz brzmiało to, jakby nad wozem przelatywał milion ptaków, a potem pac... pac, pac, pacpacpacpacpac... Zerknęła w lewo, w stronę obozu, gdzie ziemia wyglądała, jakby eksplodowała tysiącami wyrastających z niej drzewc, właściwie między pierwszą a drugą linią wozów nie znalazła miejsca, które w kilka chwil nie obrodziłoby strzałami. A ona właśnie tamtędy miała zamiar wracać.

Koczownicy nie używali płonących pocisków, żeby nie zdradzić swojej obecności, podeszli pod linię obrony i zasypali wnętrze obozu deszczem śmierci. Gdyby w środku naprawdę szalał pożar, z którym mieszkańcy walczyliby rozpaczliwie, zabitych i rannych liczono by w setkach. Chaos, śmierć i zamieszanie osłabiłyby obronę i...

– Uuuuuaaaaa!!! Uuuuaaaa!!! Ag saye waraaaa!!!

Nie ostrzelali wozów bojowych, tylko od razu poszli do ataku. I to bez koni, jakby byli piechotą szturmującą zamek. Leżąc na ziemi, Key’la usłyszała tysiące stóp depczących ziemię – i tysiące gardeł wyrzucających z siebie dziki wrzask. Za wcześnie – zdążyła pomyśleć, nim pierwsi z nich dotarli do linii obrony. Miało się palić jeszcze przez godzinę albo dłużej.

I wtedy coś walnęło o burtę, i to tak, że cała konstrukcja zatrzeszczała jak uderzona pięścią olbrzyma. Raz, drugi, trzeci, spomiędzy desek, tworzących dno wozu, posypał się piasek, usłyszała krzyki załogi i stukot drabin opieranych o drewno. I zaraz szczęk żelaza. Coś... ktoś zawył i spadł, uderzył o ziemię ledwo stopę od niej, po drugiej stronie drewnianego fartucha chroniącego dół, i został tam, rzężąc i charcząc, a dla niej przez kilka uderzeń serca cały świat skurczył się do tego dźwięku, coraz cichszego i bardziej wilgotnego, i do drapania o drewno, jakby konający ostatkiem sił chciał dostać się do obozu. To nie oni... żaden z naszych... niemożliwe, żeby ktoś z załogi wypadł na zewnątrz...

Przez szczęk stali przebiło się kolejne głuche stuknięcie, jakby nad głową upadał jej wór mokrego piachu, i cichy szept w anaho, który jakimś cudem usłyszała.

– Mamooo...

Śmierć jest sprawiedliwa, obdarza łaską obie strony.

Ponad nią jakby rozpętał się huragan. Wozem szarpało, olbrzym walił w burtę raz za razem, a choć pojazd był tak potężny, że musiała go ciągnąć czwórka silnych koni, to wydawało się, że lada chwila rozpadnie się na kawałki. Uderzenia żelaza o żelazo, sapanie, wrzaski, tupot stóp przemieszczających się tam i z powrotem... Wdarli się, zrozumiała, jakimś cudem impet niespodziewanego ataku przeniósł ich przez wysoką burtę i teraz wewnątrz wozu trwa walka na śmierć i życie.

A w obozie strzały wciąż spadały nieprzerwanym gradem. Obróciła się na brzuch i popełzła na czworakach pod dnami wozów. Wszystkie trzęsły się i trzeszczały, atak poszedł wzdłuż całej łamanej linii. Lada moment koczownicy wedrą się do środka.

Minęła jeden i drugi pojazd, kierując się ku miejscu, gdzie wieczorem zostawiła wózek z zapasami.

Pomoc. Potrzebują pomocy.

Złapał ją za nogę, zatrzymał. Po raz pierwszy na twarzy chłopca pojawiło się tak wyraźne uczucie. Nie idź – prosił wzrokiem – nie idź.

Wóz, pod którym była, zatrząsł się nagle od zwycięskiego ryku.

– Ag saye waraaaa!!! Waraaa!!!! Waraaa!

I zaraz rozległ się odgłos rąbanych toporami desek.

– Puść. – Szarpnęła się i, o dziwo, puścił od razu. – Muszę iść.

Wózek czekał na nią jakieś piętnaście stóp od linii wozów bojowych, na szczęście już pusty, choć dorobił się własnej kolekcji opierzonych drzewc sterczących w kilkunastu miejscach. Lekka, czterokołowa konstrukcja z solidnym dnem i wysokimi burtami. Rzuciła się szczupakiem pod spód. Stojąc na czworakach, opierała się grzbietem o dno, akurat na tyle, by – gdy zacznie pełznąć – przesuwać pojazd ze sobą. Deski powinny wytrzymać spadającą strzałę.

Po kilku jardach zrozumiała, że nie będzie łatwo. Wózek był cięższy, niż na to wyglądał, właściwie nie dało się nim sterować, a strzały padały wokół jak letni deszcz. Stuk, stuk, stuk... Kolejne brzechwy ozdobiły dno i burty. W ten sposób zanim sprowadzi pomoc, koczownicy wyrżną wszystkich.

Głupi pomysł, głupi, głupi, głupi.

Wpadł pod wózek, bezceremonialnie przesuwając ją na bok. Rozejrzał się, na dwa uderzenia serca zastygł bez ruchu, jakby zapadł w sen z otwartymi oczyma, po czym złapał przednią oś i bez jednego stęknięcia uniósł ją w powietrze.

– Co...? Aaaaa...

Zrozumiała, uniesiona pod kątem konstrukcja nadal osłaniała ich przed strzałami, ale w tej pozycji, przygarbieni, niczym starcy niosący wiązkę chrustu, mogli poruszać się szybciej, ciągnąc po ziemi tylko tylne koła. Wsparła plecy o dno.

– Już!

To był dziwny bieg. Oś uwierała ich w plecy, uderzali piętami o deski, pociski padały wokół, stukały o dno i boki ich osłony, a te, które już wbiły się w ziemię, smagały ich po łydkach. Ale dali radę. To znaczy on dał radę, bo ona, prawdę mówiąc, nie podniosłaby wózka nawet na stopę.

Nie unosiła głowy, bo jedna i druga strzała pogłaskały ją po włosach, nie widziała dalej niż na kilka stóp przed sobą, więc prawie dała się zaskoczyć, gdy dotarli do drugiej linii wozów, też upstrzonej pociskami, i już byli w bezpiecznym miejscu.

Między wozami mieszkalnymi zostawiono kilka szczelin nie szerszych niż łokieć, które łatwo zastawić, ale w razie potrzeby to tędy przechodzą posiłki dla pierwszej linii wozów. Chłopak przepchnął ją przez najbliższą, a sam znikł pod dnem wozu. Wypadając po drugiej stronie, Key’la prawie odbiła się od tarczy ciężkozbrojnego piechura.

Dłoń w pancernej rękawicy złapała ją za ramię.

– Co tu robisz?! Wracaj do rodziny!

– Prze... przedarli się.

Puścił ją i pchnął lekko pod ścianę wozu. Rozejrzała się. Obrońców była tu jakaś setka. Większość nosiła długie kolczugi, wielkie tarcze, włócznie, rohatyny, zębate gizarmy, ciężkie topory i krótkie miecze. Powinni wystarczyć.

– Gdzie? – Ten, który ją złapał, pochylił się niżej. – Den’kaw!!!

Pojawił się potężny wojownik w hełmie ozdobionym rzędem cwałujących koni.

– Mów! Gdzie się wdarli?

– Tam. – Wskazała za plecy na pole wciąż zakwitające strzałami. – Zdobyli przynajmniej jeden wóz.

– Des?

Jeden z piechurów wyłonił się z sąsiedniej szczeliny.

– Nic. Linia się trzyma. Nadal tylko marnują strzały.

Dowódca piechurów spojrzał na nią z góry.

– Dziecko, atak idzie wzdłuż całego Rogatego Grodu. We wszystkich miejscach naraz. Konni szaleją próbują przewrócić wozy, nasi kąpią przedpole w ich krwi. A my czekamy na wypadek, gdyby gdzieś rzeczywiście udało im się wedrzeć. Wracaj do rodziców, to nie miejsce dla małych dziewczynek.

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)