Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
Jednostki kurierskie nie posiadały żadnego uzbrojenia, także antyrakietowego, oraz nie były wyposażone w systemy do prowadzenia wojny radioelektronicznej. Natomiast z drugiej strony prom nie miał na wyposażeniu rakiet z głowicami nuklearnymi czy laserowymi, a pociski z głowicami impellerowymi przeznaczone do zwalczania innych małych jednostek zostały wykorzystane w czasie ucieczki. Drugi prom zresztą nie miał ich w ogóle. Do dyspozycji miały więc jedynie rakiety bliskiego zasięgu przeznaczone do niszczenia celów naziemnych i wyposażone w głowice zawierające konwencjonalny, chemiczny materiał wybuchowy. Aby były w pełni skuteczne, wymagały bezpośredniego trafienia w cel.
A przy tej odległości obiekt nie będzie łatwym celem. Co więcej, biorąc pod uwagę wielkość kuriera, jedno trafienie z pewnością nie wystarczy, by go zniszczyć, co dodatkowo komplikowało sprawę. Jedynym rozwiązaniem dającym szansę na sukces było odpalenie wszystkich, i to bez ostrzeżenia, gdyż inaczej będzie miał czas na odwrócenie się ekranem ku nadlatującym rakietom. A takie pociski, jakimi dysponowały, wystrzelone z tak dużej odległości nie będą w stanie ominąć tej przeszkody…
Oznaczało to rezygnację z próby zdobycia jednostki kurierskiej i przekreślało jedną z istotniejszych nadziei komodor Harrington.
Sprawy miały przybrać inny obrót — powinny zaskoczyć kuriera jeszcze przebywającego na orbicie, bez możliwości użycia głównego napędu. Wtedy zmusić załogę do poddania się można byłoby nawet i bez rakiet — wystarczyłyby działka pokładowe, bo tamci nie mieliby wyboru. Cóż, spóźniły się, a dowódca jednostki kurierskiej otrząsnął się z zaskoczenia i podjął działanie szybciej, niż się spodziewano. Teraz nie pozostało jej nic innego jak zaryzykowanie egzekucji, bo wezwanie do poddania się mogło umożliwić kurierowi ucieczkę.
A wtedy zjawi się tu dość okrętów, by zmienić Piekło w radioaktywną pustynię.
Dojście do tego, co musi zrobić, zajęło jej mniej niż pięć sekund. Wzięła głęboki oddech i poleciła cicho:
— Odpal wszystko, co masz, Sarah!
I pozostało jej tylko mieć nadzieję, że się uda.
— Towarzyszu komandorze, coś nas dogania od strony rufy — zameldowała niespodziewanie oficer astronawigacyjny.
— Co?! — Proxmire obrócił się ku niej wraz z fotelem. — Co za „coś”?
— Nie jestem pewna, towarzyszu komandorze — odparła przygnębiona zastępczyni nieobecnego oficera taktycznego.
Proxmire za każdym razem, gdy używał tego tytułu musiał tłumić śmiech — określenie to było bowiem czystym eufemizmem w stosunku do kogoś, kto nie miał do dyspozycji niczego poza sensorami.
— To jakaś niewielka jednostka — odezwała się ponownie oficer astrogacyjny. — Ale nie jestem w stanie uzyskać od niej żadnego kodu identyfikacyjnego.
— Żadnego?! — Proxmire poczuł nagle w żołądku lodowatą pięść.
— Żadnego. Wygląda zupełnie jakby… — zamarła w pół zdania i po sekundzie wrzasnęła rozpaczliwie: — On do nas strzela!
W tym momencie szesnaście rakiet odpalonych przez komandor DuChene miało już pewny namiar celu i los jednostki kurierskiej był przesądzony.
— Wilk, tu Młody — w głosie Metcalf słychać było zmęczenie i rezygnację. — Cel unieruchomiony. Zbliżam się, by sprawdzić, czy ktoś przeżył… ale wątpię, by tak było.
— Rozumiem, Młody — powiedziała cicho Honor.
I spojrzała na plan z naniesioną i aktualizowaną w miarę napływania meldunków z dołu sytuacją taktyczną. Obrońcy cofali się, a w wielu miejscach po prostu panicznie uciekali, ponosząc przy tym jak zwykle w takiej sytuacji olbrzymie straty. Ale i tak liczebnością parokrotnie jeszcze przewyższali atakujących, dlatego oni potrzebowali jak najszybciej drugiego promu, by przewiózł oczekujące w obozie Inferno posiłki. Nie mogła jednakże zakazać Metcalf przeszukania wraku — obie były oficerami floty i tę zasadę miały we krwi. Zawsze najpierw szukało się rozbitków i nie miało znaczenia, czy swoich czy wrogów. Nawet ubeków. A zwłaszcza kiedy się było odpowiedzialnym za zniszczenie ich okrętu…
— Pospiesz się, Młody — poleciła spokojnie. — Jesteś potrzebny, i to jak najszybciej.
— Rozumiem, Wilk — odparła Metcalf. — I pospieszę się jak… będę szybciej, niż sądziłam, właśnie poszedł reaktor!
Honor skrzywiła się odruchowo — to by było na tyle, jeśli chodziło o plany wykorzystania jednostki kurierskiej.
— Rozumiem, Gerry — powiedziała cicho. I wyłączyła się.
Po czym skupiła uwagę na komputerowej projekcji sytuacji, szukając kolejnych celów do zniszczenia i ludzi do zabicia.
Rozdział XXV
Rozległ się brzęczyk i Honor uniosła głowę znad klawiatury komputera. Nacisnęła przycisk zwalniający blokadę i drzwi otworzyły się. Klawiatura, biurko i cały gabinet jeszcze niedawno należały do towarzysza brygadiera Treski, dowódcy garnizonu na wyspie Styx i nadzorcy planety więziennej Hades. Czyli najważniejszego zboczeńca w Piekle. Za drzwiami zobaczyła McKeona rozmawiającego o czymś z LaFolletem. Andrew wziął oczywiście udział w ataku, bo idiotyzmem byłoby pozbawiać się w takiej sytuacji specjalisty od walk miejskich, i to tego kalibru co on.
W nagrodę zarobił lekki postrzał i wylądował w szpitalu. Naturalnie nie chciał o tym słyszeć, ale Fritz Montoya miał wreszcie do dyspozycji normalny szpital i nic nie było go w stanie powstrzymać. A już na pewno nie taka błahostka jak sprzeciw pacjenta. Musiał go wypuścić po paru godzinach, ale rana była powierzchowna i goiła się szybko, a miał poważniejsze i mniej oporne przypadki.
Dla LaFolleta natomiast znacznie ważniejsze było to, że sytuacja powoli wracała do normalności: jego patronka miała wreszcie uczciwy gabinet, a on porządne drzwi do pilnowania. Co prawda nie posiadał jeszcze właściwego uniformu, ale i tak czuł się szczęśliwszy niż kiedykolwiek w ciągu ostatniego roku.
McKeon skinął jej głową na powitanie, widząc otwierające się drzwi, ale nie przerwał rozmowy. Najwyraźniej temat uznał za naprawdę ważny, a sądząc po wyrazie twarzy, także nie najprzyjemniejszy. Obok stał Warner Caslet z miną jeszcze bardziej poważną niż Alistair.
Nimitz uniósł łeb z półki, na której drzemał, a którą zmajstrował mu LaFollet, i przeciągnął się, emanując wręcz zadowoleniem. Większość ostatnich pięciu dni spędzili oboje w tym właśnie pomieszczeniu i treecat był z tego stanu rzeczy wybitnie rad. Co prawda nadal poruszał się ostrożnie, gdyż Fritz nawet nie próbował go operować, przyznając, że z powodu własnej ignorancji mógłby narobić więcej szkody niż pożytku, ale poza tym sytuacja uległa znacznej poprawie. Z punktu widzenia Nimitza, ma się rozumieć. Nie dość, że na wyspie panował umiarkowany klimat, to większość czasu spędzał w normalnych, czyli klimatyzowanych pomieszczeniach, a nie w jakiejś obcej łaźni parowej, gdzie na dodatek nie wolno mu było polować. Tu nie było na co polować, za to były znajome sprzęty, a co ważniejsze, jak szybko odkryto, uprawy zajmujące większą część wyspy były naprawdę urozmaicone. Wśród ciekawostek znalazł się na którymś polu także seler naciowy.
Konkretnie odkrył to Carson Clinkscales. Drugiego ranka na Styksie czekał przed kwaterą Honor i gdy wyszła z Nimitzem, nieśmiało podsunął mu świeżutki seler, jeszcze wilgotny od rosy. Nimitz zawsze darzył go sympatią, ale dając mu ten prezencik, chorąży awansował do grona bliższych przyjaciół.
Honor uśmiechnęła się na samo wspomnienie i podrapała Nimitza za uszami, na co ten zareagował głośnym mruczeniem. W następnej chwili przestała się uśmiechać — Alistair zakończył bowiem rozmowę z LaFolletem i obaj z Casletem weszli do gabinetu.