Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]

Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Honor Harrington zostaje powieszona, a nagranie z egzekucji rozpowszechnione. Admirał Esther McQueen pierwszy raz od lat przejmuje inicjatywę i kontratakuje, zmuszając Sojusz Manticore do obrony. Grayson rośnie w siłę, a Królewska Marynarka testuje nowe uzbrojenie i nową klasę okrętów.
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 194
Перейти на страницу:

— Pierwsza poszła! — oznajmiła.

— Mam cel numer dwa! — zameldował Barstow, przenosząc promień na następny w kolejności cel.

— Odpalam drugą! — oznajmiła Honor.

I druga rakieta opuściła wyrzutnię, namierzyła wyznaczony cel i pomknęła ku niemu.

— Druga poszła!

— Mam cel numer trzy!

— Odpalam trzecią!

* * *

Gdyby rakiety zostały odpalone z większej odległości, mogłyby nawet nie mieć głowic bojowych, a i tak zniszczyłyby cele dzięki energii kinetycznej wyzwolonej w momencie trafienia. To wydłużyłoby jednak czas lotu i zwiększyło ryzyko, iż garnizon otrząśnie się z zaskoczenia i zorganizuje obronę. Dlatego prom musiał podlecieć na minimalną odległość. Ponieważ rakiety miały głowice, i to dobre, gdyż przeznaczone do niszczenia opancerzonych fortyfikacji, nie miało to znaczenia.

Pierwsza trafiła w główny radar kontroli ogniowej obrony przeciwlotniczej obozu Charon, wywołując ognistą kulę eksplozji, w której zniknął cel, i falę uderzeniową, która wybiła okna i wstrząsnęła wszystkimi budynkami w promieniu tysiąca metrów.

Moment później druga trafiła w zapasowy radar, powtarzając wszystkie skutki pierwszej poza wybiciem szyb, bo już nie było czego wybijać.

Trzecia rozniosła baterię rakiet numer jeden.

Czwarta eksplodowała w samym środku baterii numer dwa.

W tym czasie kolejne pięć rakiet było już w drodze.

* * *

W przedziale desantowym promu rozległo się tryumfalne wycie przypominające wycie stada wilków na łowach, gdy siedzący przy oknie zobaczyli pierwsze wybuchy. Honor nie zwróciła na to żadnej uwagi pochłonięta współpracą ze Scottym i Barstowem. Pierwszy pilotował, drugi wyznaczał cele, a ona strzelała, przyglądając się z satysfakcją wybuchom i wtórnym eksplozjom spowijającym sielski jeszcze przed chwilą krajobraz.

— Mam dyżurną pinasę! — zameldował Barstow.

Powiększony obraz holograficzny ukazał sekcję gotowych do startu i obładowanych uzbrojeniem pinas będących jedynymi gotowymi do akcji pojazdami w całej bazie. Nie były zresztą przewidziane do awaryjnego startu w razie ataku z powietrza, lecz pomyślane jako straż pożarna na wypadek rewolty w którymś obozie lub też innego równie nieprawdopodobnego wydarzenia, jakie nigdy nie miało miejsca w dziejach Piekła. Dlatego ich głównym uzbrojeniem były bomby i rakiety do zwalczania celów naziemnych.

Mimo to jednak dwie pinasy w powietrzu zmieniłyby radykalnie sytuację, a na dole przynajmniej jedna osoba okazała się zdolna do akcji, gdyż do bliższej biegł co sił w nogach pilot. Nie miał żadnych szans, by zdążyć — prom nadlatywał już nad pinasy, a Honor przestawiła przełącznik uzbrojenia na bomby i gdy znaleźli się nad celem, nacisnęła przycisk.

* * *

Towarzyszka major Steiner zdążyła zerwać się z fotela i z chorobliwą fascynacją przyglądała się promowi siejącemu śmierć i zniszczenie. Dopiero po dobrej chwili dotarło do niej, że to nie był Jardine. Ba, to w ogóle nie był prom transportowy, tylko szturmowy, ale z oznaczeniami UB.

Pojęcia nie miała, skąd się wziął i dlaczego ich właśni ludzie zaatakowali obóz, a w następnej sekundzie przestała się nad tym zastanawiać. Zobaczyła bowiem, co odczepia się od kadłuba promu, i padła plackiem na posadzkę, próbując bezskutecznie wryć się w nią, nim deszcz śmierci i zniszczenia zacznie zbierać żniwo, rozpoczynając od jedynych uzbrojonych pinas na całej planecie.

* * *

Na parkujące pinasy spadły bomby kasetowe, ale wypełnione nie amunicją przeciwpiechotną, lecz przeciwpancerną — każda bombka miała wielkość piłki do graysońskiego baseballa i przeznaczona była do niszczenia pojazdów opancerzonych. A spadły ich setki w długiej, prostej linii…

Linia ta po dwóch sekundach zmieniła się w ścianę ognia, z początku biało-czerwono-zółtego od materiałów wybuchowych, a moment później biało-błękitnego, gdy eksplodowały pełne wodoru zbiorniki. Eksplozje rozerwały kadłuby obu pinas i rozrzuciły je po płycie lotniska niby kawałki zabawek zniszczonych przez olbrzymie a wredne dziecko.

— Lądujemy, Scotty — poleciła spokojnie Honor i zmieniła kanał łączności. — Młody, tu Wilk. Jesteśmy wewnątrz!

* * *

— Coś ty powiedział? — Towarzysz komandor porucznik Proxmire wytrzeszczył oczy, spoglądając z osłupieniem na swego oficera łącznościowego.

— Że obóz Charon został zaatakowany, towarzyszu komandorze! — powtórzył z niedowierzaniem towarzysz porucznik Agard, mimo że usłyszał tę informację z powierzchni osobiście.

Gdyby nie był tak zaskoczony, Proxmire gotów był go podejrzewać o jakiś idiotyczny żart, choć towarzysz porucznik dotąd nie przejawiał żadnych oznak zboczonego poczucia humoru. Było to jednak prawdopodobniejsze wytłumaczenie niż to, że to jest prawda. Bo nie mieściło mu się w głowie, jak ktoś mógłby zaatakować obóz. Więźniowie nie, bo nie mieli takiej możliwości, a nikt inny nie mógł się tu dostać, nie przebijając sobie wpierw drogi przez obronę wewnątrzsystemową i orbitalną.

Pozostała jeszcze ostatnia kwestia — dla niego najważniejsza. Skoro ktoś (nieważne chwilowo kto) atakował bazę, to co on miał, do nagłej cholery, zrobić?!

Przetarł dłonią czoło, gorączkowo zbierając myśli. Jego przydział był najtrudniejszy ze wszystkich istniejących w systemie Cerberus, był bowiem listonoszem wykorzystywanym jedynie w wypadku sytuacji alarmowej, co jak dotąd nie miało miejsca w całej historii zasiedlenia tego systemu. Jedynie bowiem dzięki dowodzonej przez niego jednostce kurierskiej garnizon mógł zawiadomić resztę galaktyki o czymkolwiek. Było to ogłupiające zajęcie — człowiek siedział w parkującym na orbicie kurierze i czekał, zabijając czas. Ktoś musiał to robić i akurat przyszła kolej na niego. W sumie zresztą nie bardzo mógł narzekać — poprzednie cztery lata standardowe spędził w służbie dyplomatycznej, przydzielany do rozmaitych ambasad, a do końca tego przydziału pozostało mu jeszcze osiem miesięcy standardowych, o czym przypominał sobie każdego ranka.

Zresztą żadna z tych radosnych myśli i tak mu nie pomagała, bo mająca czterdzieści tysięcy ton jednostka kurierska, choć była jedną z najszybszych w zasiedlonej galaktyce, była również w praktyce napędem przymocowanym do jak najmniejszego kadłuba, w którym upakowano trzydziestoosobową załogę. Żeby ta się nie pozagryzała, siedząc na orbicie, przyjęto zasadę, że połowa stale przebywała na powierzchni, zmieniając się co kilka dni. W ten sposób ci na dole mieli rozrywkę, a ci na górze więcej miejsca.

Było to oczywiście całkowicie niezgodne z regulaminem i naturalnie żaden dowódca garnizonu nigdy słowem przeciwko temu nie zaprotestował. W końcu gdyby zaszła tak nienormalna sytuacja, że kurier okazałby się potrzebny, i tak było dość czasu, by reszta załogi zdążyła przed odlotem znaleźć się na jego pokładzie wraz z wiadomością, którą miał dostarczyć. Jaka by to mogła być sytuacja, nikt nie miał pojęcia, gdyż nigdy nie zaistniała takowa konieczność.

Towarzysz komandor Proxmire przestał trzeć czoło, co odruchowo robił przez ostatnie paręnaście sekund, a zaczął kląć w duchu. Jego kariera była skończona, bo odleci tylko z połową załogi, czego mu przełożeni nie darują. I żadne tłumaczenia, zaczynając od tego, że nikt nigdy nie zagroził systemowi Cerberus, bo nikt poza UB nie miał pojęcia, gdzie się on znajduje, więc bezsensem było narażać załogę na większe niewygody, niż musiała znosić, nie pomogą. Złamał przepisy i za to beknie, bo właśnie ktoś zaatakował obóz Charon. Co gorsza, nie miał żadnych rozkazów od Treski i w sumie nie bardzo…

1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 194
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)