Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Posłuchaj, moja droga Ketty — powiedział do młodej dziewczyny — czy chcesz, bym ci dał dowód miłości, o której powątpiewasz?
— Miłość? — zapytała dziewczyna.
— Tak, gotów jestem cię pokochać.
— A jakiż to dowód?
— Czy chcesz, abym dziś wieczór był z tobą zamiast z twoją panią?
— O, tak — zawołała Ketty klaszcząc w dłonie — bardzo chcę!
— A zatem, moje drogie dziecko — rzekł d’Artagnan siadając w fotelu — pójdź tu, a powiem ci, że jesteś najładniejszą pokojówką jaką widziałem w życiu!
Po czym powiedział jej tyle słodkich słówek, że biedna dziewczyna, która pragnęła tylko mu uwierzyć, uwierzyła... Ale ku wielkiemu zdumieniu d’Artagnana Ketty broniła się dość stanowczo.
Na atakach i obronie czas mija szybko.
Wybiła północ i prawie jednocześnie rozległ się dzwonek w pokoju Milady.
— Wielki Boże! — zawołała Ketty. — Pani mnie woła! Idźże, idź!
D’Artagnan wstał, wziął kapelusz, jakby miał zamiar usłuchać, ale zamiast drzwi wiodących na schody otworzył szybko drzwi wielkiej szafy i schował się wśród sukien i porannych strojów Milady.
— Co pan robi? — zawołała Ketty.
D’Artagnan, który zawczasu wyjął klucz, zamknął się w szafie, nie dając odpowiedzi.
— Cóż to — zawołała Milady ostrym głosem — śpisz, że nie przychodzisz na mój dzwonek?
D’Artagnan usłyszał, jak gwałtownie otworzono drzwi łączące oba pokoje.
— Idę już, Milady — zawołała Ketty biegnąc ku pani.
Obie weszły do sypialni, a ponieważ drzwi pozostały otwarte, d’Artagnan mógł słyszeć, jak Milady przez jakiś czas łaje pokojówkę; wreszcie uspokoiła się i podczas gdy Ketty rozbierała swą panią, rozmowa zeszła na niego.
— Wiesz — rzekła Milady — nie widziałam naszego Gaskończyka dziś wieczór.
— Jak to, pani — rzekła Ketty — nie przyszedł? Czyżby okazał się płochy, zanim jeszcze zdobył szczęście?
— O, nie! Zapewne zatrzymał go pan de Tréville lub pan des Essarts. Znam się na tym, Ketty, trzymam go mocno.
— I co pani z nim zrobi?
— Co zrobię!... Bądź spokojna, Ketty, między tym człowiekiem i mną jest coś, o czym on nie wie... niewiele brakowało, a pozbawiłby mnie zaufania Jego Eminencji... Och, zemszczę się!
— Myślałam, że pani go kocha?
— Ja miałabym go kochać? Nienawidzę go! Głupiec, miał życie lorda Wintera w swym ręku i nie zabił go, pozbawiając mnie w ten sposób trzystu tysięcy liwrów renty!
— To prawda — rzekła Ketty — syn pani byłby jedynym spadkobiercą wuja i aż do jego pełnoletności pani używałaby fortuny.
D’Artagnan zadrżał do szpiku kości, słysząc, jak ta drapieżna istota zarzuca mu przeraźliwie ostrym głosem, któremu z tak wielkim trudem nadawała w czasie rozmów inne brzmienie, że nie zabił kogoś, kto okazał jej tyle przyjaźni.
— Zemściłabym się już na nim, gdyby kardynał, nie wiadomo dlaczego, nie kazał mi go oszczędzać.
— O tak! Ale nie oszczędziła pani bynajmniej kobiety, którą kochał.
— Ach, ta kramarka z ulicy des Fossoyeurs! Czy nie zapomniał już o jej istnieniu? Piękna zemsta, na honor!
Zimny pot spływał z czoła d’Artagnana: ta kobieta była potworem.
Próbował podsłuchiwać dalej, ale niestety, wieczorna toaleta była ukończona.
— Dobrze — rzekła Milady — idź do swego pokoju, a jutro postaraj się zdobyć wreszcie odpowiedź na list, który ci dałam.
— Do pana de Wardes? — zapytała Ketty.
— Tak, do pana de Wardes.
— Oto człowiek, który wygląda mi zgoła inaczej niż ten biedny pan d’Artagnan — rzekła Ketty.
— Możesz odejść — rzekła Milady — nie lubię komentarzy.
D’Artagnan usłyszał, jak drzwi się zamykają, potem dobiegł go odgłos zasuwanych przez Milady rygli; Ketty ze swej strony przekręciła klucz w zamku najciszej, jak mogła. Młodzieniec otworzył drzwi szafy.
— O, mój Boże! — rzekła cicho Ketty — co panu, dlaczego pan taki blady?
— Odrażająca istota! — wyszeptał d’Artagnan.
— Cicho, cicho, niech pan wyjdzie; tylko przepierzenie dzieli mój pokój od pokoju Milady, w jednym słychać wszystko, co się dzieje w drugim.
— Właśnie dlatego nie wyjdę — rzekł d’Artagnan.
— Jak to? — zapytała Ketty oblewając się rumieńcem.
— Albo wyjdę... później.
Przyciągnął Ketty do siebie, nie mogła się opierać, opór robi tyle hałasu, i Ketty uległa.
Był to odruch zemsty nad Milady. D’Artagnan zrozumiał, że nie bez racji powiadają, iż zemsta jest rozkoszą bogów. Gdyby miał trochę serca, zadowoliłby się tym nowym zwycięstwem; ale rządziła nim tylko ambicja i duma.
Trzeba jednak rzec na jego pochwałę, że ze swego wpływu na Ketty skorzystał przede wszystkim po to, by dowiedzieć się, co stało się z panią Bonacieux; ale biedna dziewczyna przysięgła na krucyfiks, że nie ma o tym najmniejszego pojęcia, jej pani nie pozwala nigdy przemknąć swych tajemnic; może jedynie powiedzieć, że pani Bonacieux żyje.
O sprawie, która nie pozbawiła omal Milady zaufania kardynała, Ketty również nic nie wiedziała; tu jednak d’Artagnan miał nad nią przewagę: dostrzegł Milady na statku zatrzymanym w chwili, kiedy opuszczał Anglię, i przypuszczał, że chodzi o diamentowe spinki.
Co jednak nie ulegało wątpliwości, to prawdziwa, głęboka, niezmienna nienawiść do d’Artagnana, który nie zabił jej szwagra.
Następnego dnia d’Artagnan zjawił się u Milady. Była w bardzo złym humorze; d’Artagnan przypuszczał, że rozdrażnił ją brak odpowiedzi od pana de Wardes. Weszła Ketty; Milady potraktowała ją bardzo ostro. Dziewczyna spojrzała na d’Artagnana, jej spojrzenie mówiło: widzisz, ile cierpię dla ciebie.
Ale pod koniec wieczoru piękna lwica złagodniała nieco, z uśmiechem słuchała słodkich słówek d’Artagnana i dała mu nawet rękę do pocałowania.
D’Artagnan wyszedł nie wiedząc, co ma o tym wszystkim myśleć; ale że był to chłopiec, który nie traci łatwo głowy, zalecając się do Milady układał już sobie w myśli plan.
Spotkał Ketty przy drzwiach i jak poprzedniego wieczora poszedł do niej. Ketty została porządnie złajana, pani zarzucała jej niedbałość. Milady nie rozumiała, dlaczego hrabia de Wardes milczy, i kazała Ketty przyjść po trzeci list o dziewiątej rano.
D’Artagnan wymógł na Ketty przyrzeczenie, że przyniesie mu ten list nazajutrz. Biedna dziewczyna przyrzekła zrobić wszystko, co chciał jej kochanek; była zakochana bez pamięci.
Następnie rzeczy poszły swoją koleją: d’Artagnan zamknął się w szafie, Milady wezwała pokojówkę do wieczornej toalety, odprawiła ją i zamknęła drzwi. Jak poprzedniego dnia d’Artagnan wrócił do domu dopiero o piątej rano.
O jedenastej przyszła Ketty. W ręce miała nowy liścik Milady. Tym razem biedna dziewczyna nie próbowała nawet spierać się z d’Artagnanem, pozwoliła mu robić, co chce, należała ciałem i duszą do pięknego żołnierza.
D’Artagnan otworzył list i przeczytał, co następuje:
“Piszę po raz trzeci, by powiedzieć Panu, że go kocham. Uważaj, bym nie napisała po raz czwarty, że Cię nienawidzę.