Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 167
Перейти на страницу:

— Zgoda na ładnego muła — powiedział Portos — ma pani rację, widziałem wielmożów hiszpańskich, których cała świta siedziała na mułach. Ale, pani Coquenard, muł z kitą z piór i dzwonkami, rzecz prosta.

— Możesz być spokojny — rzekła prokuratorowa.

— Pozostaje jeszcze kufer — podjął Portos.

— Och, nie martw się o to wcale — zawołała pani Coquenard — mój mąż ma pięć czy sześć kufrów, wybierzesz sobie najlepszy; jeden zwłaszcza, który najchętniej zabierał w podróże, jest tak wielki, że Bóg wie, co można by w nim pomieścić.

— Zatem ten kufer jest pusty? — zapytał naiwnie Portos.

— Oczywiście, że jest pusty — odparła z równą naiwnością prokuratorowa.

— Ależ mój kufer musi być dobrze wyposażony, moja droga.

Pani Coquenard westchnęła znowu. Molier nie napisał jeszcze wówczas sławnej sceny ze Skąpca. Pani Coquenard wyprzedza więc Harpagona.

Reszta ekwipunku została zdobyta w podobny sposób; w rezultacie prokuratorowa miała dać osiemset liwrów w srebrze i dostarczyć konia i muła, które czekał zaszczyt dźwigania Portosa i Mousquetona ku sławie.

Ustaliwszy te warunki Portos pożegnał panią Coquenard. Dama pragnęła go wprawdzie zatrzymać robiąc słodkie oczy, ale Portos wymówił się służbą i prokuratorowa musiała ustąpić miejsca królowi.

Muszkieter wrócił do domu głodny i w bardzo kiepskim humorze.

Rozdział III

POKOJÓWKA I PANI

Jak już powiedzieliśmy, d’Artagnan mimo wyrzutów sumienia i mądrych rad Atosa z godziny na godzinę coraz bardziej był zakochany w Milady; nasz awanturniczy Gaskończyk nie ustawał w codziennych wizytach i zalotach i był przekonany, że prędzej czy później Milady będzie musiała odpowiedzieć na jego hołdy.

Pewnego wieczora, kiedy szedł lekkim krokiem i z miną człowieka, który czeka na złoty deszcz, natknął się na pokojówkę przy wjazdowej bramie; ale tym razem ładniutka Ketty nie zadowoliła się dotknięciem w przejściu i ujęła go delikatnie za rękę.

“Wybornie — pomyślał d’Artagnan — ma do mnie jakieś polecenie od swej pani; wyznacza mi zapewne schadzkę, nie starczyło jej śmiałości, by uczynić to samej”.

Tu spojrzał na piękną dziewczynę z miną zwycięzcy.

— Chciałam powiedzieć panu kilka słów, panie kawalerze — wyjąkała pokojówka.

— Mów, moje dziecko, mów — rzekł d’Artagnan — słucham.

— Nie mogę tutaj: zbyt wiele mam panu do powiedzenia, a nade wszystko jest to wielka tajemnica.

— Ale co w takim razie robić?

— Gdyby pan kawaler chciał udać się ze mną — rzekła nieśmiało Ketty.

— Dokąd zechcesz, moje piękne dziecko.

— Więc chodźmy.

I Ketty, która nie wypuściła ręki d’Artagnana ze swojej, poprowadziła go małymi, ciemnymi i krętymi schodami. Przeszli jakie piętnaście stopni, po czym dziewczyna otworzyła drzwi.

— Wejdź, panie kawalerze — rzekła — tu będziemy sami i porozmawiamy bez przeszkód.

— Czyj to pokój, moja ślicznotko? — zapytał d’Artagnan.

— Mój, panie kawalerze; łączy się z pokojem mojej pani tymi oto drzwiami. Ale bądź pan spokojny, nie usłyszy, co mówimy, nie kładzie się nigdy przed północą.

D’Artagnan rozejrzał się. Pokoik był uroczy, urządzony ze smakiem i bardzo schludny; ale mimowiednie utkwił oczy w drzwiach, które, jak powiedziała Ketty, prowadziły do sypialni Milady.

Ketty odgadła, co dzieje się w duszy młodzieńca, i westchnęła.

— Bardzo kochasz moją panią, panie kawalerze! — rzekła.

— Och, bardziej niż potrafię powiedzieć! Oszalałem zupełnie, Ketty.

Ketty westchnęła po raz wtóry.

— Niestety, panie, wielka to szkoda.

— A co w tym widzisz złego, u licha? — zapytał d’Artagnan.

— A to, że moja pani — podjęła Ketty — nie kocha pana wcale.

— Hę? — rzekł d’Artagnan — i kazała ci mnie o tym powiadomić?

— Och, nie, panie! To ja sama, z życzliwości dla pana.

— Dziękuję, moja dobra Ketty, ale tylko za intencję; zgodzisz się chyba, że wyznanie nie jest miłe.

— To znaczy, że pan nie wierzy w to, co powiedziałam?

— Trudno w to uwierzyć, moje piękne dziecko, chociażby przez miłość własną.

— A zatem pan mi nie wierzy?

— Wyznam, że dopóki mi nie dowiedziesz...

— Co powie pan o tym?

I Ketty wyjęła zza gorsu bilecik.

— Dla mnie? — rzekł d’Artagnan szybko biorąc list.

— Nie, dla innego.

— Dla innego?

— Tak?

— Jak się nazywa, jak się nazywa? — zawołał d’Artagnan.

— Spójrz pan na adres.

— Hrabia de Wardes.

Wspomnienie sceny z Saint-Germain pojawiło się natychmiast w umyśle pewnego siebie Gaskończyka; błyskawicznym ruchem rozdarł kopertę, choć Ketty krzyknęła widząc, co zamierza zrobić, a raczej, co już zrobił.

— Och, mój Boże! Co pan robi, panie kawalerze?

— Ja! Nic! — rzekł d’Artagnan i przeczytał:

“Nie odpowiedział Pan na mój pierwszy bilet: czy jest Pan zatem cierpiący, a możeś już zapomniał, jak czule spoglądałeś na mnie na balu u pani de Guise[*]? Oto sposobność, hrabio, nie pozwól jej uciec!”

D’Artagnan zbladł; jego próżność została zraniona, ale zdawało mu się, że zostało zranione jego uczucie.

— Biedny, drogi pan d’Artagnan! — rzekła Ketty tonem pełnym współczucia, znowu ściskając rękę młodzieńca.

— Zabijesz mnie, zacne stworzenie! — rzekł d’Artagnan.

— O, tak, z całego serca! Wiem, co to miłość!

— Ty wiesz, co to miłość? — rzekł d’Artagnan, po raz pierwszy patrząc na nią z niejaką uwagą.

— Niestety, tak.

— Dobrze więc, zamiast mnie żałować, lepiej zrobisz pomagając mi zemścić się na twej pani.

— A jakaż to ma być zemsta?

— Chciałbym zatriumfować nad nią, utrącić mego rywala.

— Nigdy panu w tym nie pomogę, panie kawalerze! — rzekła Ketty.

— A to dlaczego? — zapytał d’Artagnan.

— Dla dwóch powodów.

— Jakich?

— Po pierwsze dlatego, że moja pani nigdy pana nie pokocha.

— Skąd możesz o tym wiedzieć?

— Zranił ją pan w samo serce.

— Ja! Jakże mogłem ją zranić, skoro od kiedy ją znam, jestem jej niewolnikiem! Mów, proszę.

— Wyznam to tylko człowiekowi... który zrozumie moje serce.

D’Artagnan spojrzał na Ketty po raz wtóry. Młoda dziewczyna była tak świeża i śliczna, że niejedna księżna oddałaby chętnie swą mitrę za taką urodę.

— Oczywiście, Ketty, nie kłopocz się o to.

Tu ucałował biedną dziewczynę, która poczerwieniała jak wiśnia.

— O nie — zawołała Ketty — pan mnie nie kocha! Kocha pan moją panią, powiedział mi to pan przed chwilą.

— I to przeszkadza ci odkryć mi drugą przyczynę?

— Druga przyczyna, panie kawalerze — podjęła Ketty ośmielona pocałunkiem i wyrazem oczu młodzieńca — jest taka, że w miłości każdy myśli o sobie.

Dopiero wówczas d’Artagnan przypomniał sobie powłóczyste spojrzenia Ketty, spotkania w przedpokoju, na schodach, w korytarzu, uściski dłoni, stłumione westchnienia. Pochłonięty pragnieniem spodobania się pani, zlekceważył pokojówkę: kto poluje na orła, nie troszczy się o wróbla.

Ale tym razem nasz Gaskończyk zrozumiał natychmiast, jak wielkie korzyści mogłaby mu przynieść miłość, którą Ketty wyznała mu w sposób tak naiwny czy tak zuchwały: przejmowanie listów adresowanych do hrabiego de Wardes, wszelkie wiadomości, wejście o każdej godzinie do pokoju Ketty, przylegającego do sypialni jej pani. Jak widzimy, zdrajca poświęcał już w myśli biedną dziewczynę, by zdobyć Milady podstępem lub siłą.

1 ... 86 87 88 89 90 91 92 93 94 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)