Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 101
Перейти на страницу:

Rosły jak dąb rosyjski żołnierz zaprowadził go do bocznej klatki schodowej. Idąc w dół, Schielke myślał o enkawudowskiej perfidii. Ciekawe, czy zaprowadzi go do podtopionej piwnicy z pływającymi szczurami? Na szczęście celem wędrówki okazał się jednak magazyn.

-Tu możecie się umyć i przebrać, towariszcz - wyjaśnił wartownik. - Na górze nie ma wody.

Zimna kąpiel rzeczywiście przyniosła mu dużą ulgę. Wymyty, ogolony i pachnący przebrał się w sportowy garnitur angielskiego kroju. Trudno się dziwić, przecież to dom towarowy, wszystkiego było pod dostatkiem. Dostał też karton ze skarbami. Naczynia, sztućce, wodę mineralną, konserwy z rybami i tuszonkę, chleb, ser i butelkę koniaku. Z tym łupem pod pachą ruszył za sierżantem podziemnym korytarzem.

-A ciemne okulary u was są? - zapytał sierżant.

-Tak, mam.

-To załóżcie, towarzyszu.

-Ale po co? Tu jest dość przyjemne światło.

-Aaa... Dalej żarówki nieosłonięte i takie tam. Lepiej załóżcie, towarzyszu.

Schielke zdziwiony spełnił prośbę. O mało od razu się nie potknął. Sens rady Rosjanina wyjaśnił się dopiero, kiedy ten otworzył drzwi. Schielke ze swoim pełnym dóbr kartonem, w nienagannym garniturze, pachnący i wypoczęty musiał przemaszerować przed ustawionymi pod ścianą, wyprowadzonymi z mokrej piwnicy kolegami z Abwehry. Przeciwsłoneczne, amerykańskie okulary okazały się zbawcze, nie pozwalając się skrzyżować spojrzeniom w momencie, kiedy gwałtownie przyspieszał oddech. Widział jedynie obrysy ich wycieńczonych twarzy. Heigla też. Usiłował panować nad sobą. Usiłował nie widzieć ich mokrych mundurów. Na szczęście wartownicy z karabinami nie pozwalali na jedno choćby słowo.

- Nu ładna - sierżant na końcu korytarza przepuścił go przodem i zamknął metalowe drzwi. - Możecie już zdjąć okulary, towarzyszu. Żebyście się na schodach nie zabili.

W swoim przytulnym pokoju z kanapą Schielke rzucił karton na biurko. Dyszał ciężko. Przecież nigdy z nimi nie trzymałem! - krzyknął w duchu. Przecież - odpowiedziało mu echo w głowie - nie stali tam sami naziści. W Abwehrze zwyrodnialców i morderców było raczej niewielu. Zaraz, zaraz, zaraz... Drżącymi palcami wyjął papierosa i usiłował przypalić. Spokojnie. Przecież nie on ich połapał, nie on ich tam wsadził, ani nie on się do tego przyczynił. Spokój! - nakazał sobie w duchu. Zachowuj się profesjonalnie.

Do czego służyła ta cała konfrontacja? To proste. Rosjanie wysłali w ten sposób dwie wiadomości. Jedną do niego: widzisz, oni już wiedzą, z kim trzymasz. Jakikolwiek krok w tył jest teraz niemożliwy. Dla nich jesteś zdrajcą i wieść o tym pójdzie w świat. Druga wiadomość przeznaczona była dla więźniów: widzicie? Wiemy o was wszystko, wiemy więcej, niż wy sami o sobie wiecie. Więc nie próbujcie kłamać ani kręcić, mówicie wszystko jak na spowiedzi. Z cichym podtekstem: wolicie swoją obecną sytuację, czy waszego rozsądnego kolegi?

No dobrze. Zrozumiał, że przeprawa w tym budynku może być cięższa niż wszystko, czego się spodziewał. Rosjanie nie robili wszystkiego na hura. Byli profesjonalistami. Odkorkował butelkę koniaku i pociągnął wielki łyk. Nie, do cholery, przecież sam musi zachować się równie profesjonalnie, bo oni woleliby, żeby miał jutro kaca, żeby ledwie trzymał się na nogach, żeby mąciły mu się myśli. Nic z tych rzeczy. Odstawił pękatą butelkę i zdjął kapsel z wody mineralnej.

Przesłuchania nie byłyby specjalnie męczące, gdyby nie fakt, że trzeba było uważać na każde słowo, sprawiając przy tym wrażenie osoby rzeczowej, rozluźnionej i chętnej do współpracy. Przesłuchujący zmieniali się często. Raz rozmowę prowadził mężczyzna, którego Schielke nazwał „urzędnikiem”. Charakteryzował się tym, że interesowały go wyłącznie fakty, daty, nazwiska i miejsca, które pracowicie uwieczniał w protokole. Żadnych prywatnych uwag czy dywagacji. Jego przeciwieństwem był „wujaszek Wania”, którego właściwie nic nie interesowało. Opowiadał o swojej rodzinie, pytał o dzieciństwo Schielkego, snuł plany na przyszłość, rozwodził się nad obecną sytuacją Niemiec. Rozmowa z nim, taka „pa duszam”, sprawiała, że trzeba się było mieć na baczność w dwójnasób. A wujaszek częstował, a to blinami, mówiąc, że „prosta ot babuszki prijechali”, a to znakomitą wędzonką „eto otiec diełał”, czy nawet pierogami ze śmietaną „eto żena prisłała, oczeń wkusny”. Akurat. Schielke współczuł kucharzowi-więźniowi, który pewnie przygotowywał to wszystko dwa piętra niżej, sam będąc na głodowych racjach. Niemniej biedak miał talent, a sam Schielke po raz pierwszy posmakował rosyjskiej kuchni oraz dowiedział się, co to są piełmieni i dlaczego należy je smakować.

Najciekawsze były jednak rozmowy z majorem, który przyjął go na początku. Ten był mistrzem zmiany nastroju. Kiedy podczas przemiłej rozmowy wchodził adiutant, major zdawał się go nie widzieć. Biedny porucznik sterczał na baczność dwadzieścia minut, zanim oko pana raczyło go dojrzeć. Major odbierał teczkę, kwitował i ciągle, opowiadając anegdoty, czytał jakieś pisma. Nagle twarz mu tężała.

-No taaaak - cedził cicho, mrużąc oczy. - Wszystko jasne. Wszystko teraz jasne.

Nie przerywając czytania, wyjmował ręką z teczki mały woreczek, rozsupływał i wyrzucał na blat garść diamentów.

-No taaaak. - Ani na moment nie odwracał wzroku od listu. - Wszystko już wiemy - drugą dłonią grzebał w brylantach. - No ładnie...

Schielke w takich momentach prawie dostawał zawału serca, ciągle starając się udawać obojętność. Nie oblewały go poty tylko dlatego, iż wyobrażał sobie, że zanurza twarz w misce z lodowatą wodą.

W czasie jednego z przesłuchań major, odrywając nareszcie wzrok od pisma, rzucił:

-No i widzi pan? - Zerknął na diamenty. - Źli ludzie, źli, żyć nie dają - chwila namysłu. - Toż to stajnia Augiasza, ale ja nie Herkules.

Schielke czuł, że wszystko się w nim gotuje.

-Wie pan, co to jest?

-Diamenty?

-Widział już je pan?

-Kamień do kamienia podobny. Cholera wie, czy to te, czy nie te.

-A proszę opowiedzieć, gdzie pan się zetknął z diamentami?

Schielke westchnął ciężko, ale było to udawane westchnięcie. Panował nad sobą... Choć może było to jego pobożne życzenie.

-Akceptując mój plan przeniknięcia do świata podziemnego, na moją prośbę dyrektor Kolja Kirchoff przysłał mi trochę kamyków. Do tego dolary, funty i mnóstwo innych pożytecznych drobiazgów.

-Aha, i wydał pan wszystkie. O przepraszam, nie wydał, a wykorzystał?

Schielke zaczął się kręcić na krześle. Oby tylko nie przesadzić z aktorstwem.

-No... Dolary i funty tak. Wydałem.

-A brylanty?

-A kto by je tak dokładnie liczył. Szczególnie po wojnie.

-To znaczy?

-Trochę mi zostało.

-To znaczy konkretnie ile?

-No... Trochę zostało - Schielke nerwowo potarł brodę. - Konkretnie wszystkie mi zostały.

-Holmes o tym wiedział?

-Nie mam zielonego pojęcia. Choć wątpię, bo wie pan, była między nami pewna różnica w podejściu do sprawy.

-Jaka różnica, proszę powiedzieć.

-Wie pan, on walczył o swój kraj, o swoją ojczyznę. A ja... Ja walczyłem o pokój powszechny na świecie.

Major uśmiechnął się porozumiewawczo.

-Mam rozumieć, że brylanty dalej są w pańskim posiadaniu?

-W pewnym sensie. Są ukryte w altanie przy tajnym tunelu do obozu. Razem z moją lotniczą kurtką, automatem Thompsona i niemieckimi papierami.

Rosjanin nachylił się nad biurkiem i poklepał Schielkego po ramieniu. Potem wstał, otworzył szafę i położył na stole amerykańską kurtkę i tommyguna.

1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)