Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
Pandemonium, jakie zapanowało tym razem, przerosło wszystko. Siedzący na miejscu Edka funkcjonariusz policji, ktуrego zadaniem było we właściwym momencie krzyknąć cokolwiek i łupnąć szklanką w pudło, pomylił momenty i ustawicznie wydawał z siebie dzikie ryki, powodując nerwowe wstrząsy wszystkich obecnych. Wysłany do samochodu po puszkę soku, Roj przyniуsł w zastępstwie puszkę oleju silnikowego. Na podręcznych stoliczkach mieliśmy bez mała z pуł tony cukru, mąki i soli w rуżnych osobliwych naczyniach, każdy bowiem popełniał błędy odwrotne niż w wieczуr zbrodni. Przez pomyłkę pamiętał o cukrze zamiast o nim zapomnieć, przyniуsł go, po czym, odtwarzając swoje czynności, leciał po niego i przynosił drugi raz. W ten sposуb cukru w kuchni w mgnieniu oka zabrakło i byliśmy zmuszeni posługiwać się artykułami zastępczymi. Zabrakło też piwa. Ściśle biorąc, nie tyle piwa, ile zamkniętych butelek, ktуre Paweł powinien był otwierać. Zawartość ostatnich śmiało mogła nam wystarczyć na dwa tygodnie. Duńskie władze śledcze z panem Muldgaardem na czele przyglądały nam się z wyrazem lekkiego popłochu na obliczach.
Jedyny element spokoju wprowadzali Leszek i Henryk, ktуrzy usiedli na swoich poprzednich miejscach i natychmiast pogrążyli się w dalszym ciągu piątkowej konwersacji.
Z całego tego piekła jedno wynikało niezbicie. Mianowicie każda z kursujących pomiędzy kuchnią i lampą osуb prawie za każdym razem przechodziła za plecami Edka. Każda niosła na ogуł jedną rzecz, ktуrąś rękę miała wolną i każda mogła zrobić użytek z porządnie zaostrzonego noża, względnie sztyletu. Zaczęliśmy patrzeć na siebie wzajemnie z odrobiną podejrzliwości i zgrozy.
– Ja stawiam na mężczyznę – oświadczyła konfidencjonalnie Anita, obserwując Roja, plączącego się w mroku ze swoją puszką oleju silnikowego. – Trzeba mieć trochę siły w ręku, żeby to tak załatwić za jednym zamachem!
– Nie wiem, czy siły, chyba raczej umiejętności – sprostowałam. – Edek był na dobrym gazie. Można było spokojnie macać go po plecach w poszukiwaniu żebra. Nic by nie zauważył.
– Ale przecież on siedział oparty. Jak chciałaś macać, przez fotel?
– Pochylał się do przodu, kiedy sięgał po szklankę.
– Aha, i wykorzystać taki moment? Sięgał często… Potrzebna wprawa i doświadczenie. Kto wie, może masz rację? Kto z nas uprawiał tę profesję? Przyznajcie się, mordowaliście już kiedyś kogoś?
– Joanna parę osуb – mruknęła Alicja.
– Dobrze ci mуwić – powiedziała rуwnocześnie z pretensją zdenerwowana Ewa. – Możesz sobie stawiać na mężczyznę, skoro Henryk ma alibi. Roj się tam plątał za jego plecami przez cały wieczуr!
– Ależ, moja droga, mąż-morderca to przecież jest coś szalenie atrakcyjnego!
Z dostrzeżonego w ciemnościach błysku oka wywnioskowałam, że chyba Ewa zacznie nie lubić Anity. Anita pławiła się w sensacji z wyraźną lubością, jak salamandra w ogniu. Zosia przyglądała się jej z wyrazem twarzy pełnym tłumionej odrazy, co wydało mi się ze wszech miar zrozumiałe. Paweł miał osiemnaście lat, metr osiemdziesiąt wzrostu, uprawiał sporty i dysponował pełnią sił młodzieńca w rozkwicie. Pomyślałam sobie, że Zosia chyba pierwszy raz w życiu żałuje, iż nie jest matką wątłego i niemrawego dziecka niedojdy…
Czarowny wieczуr wreszcie się skończył. Pan Muldgaard wśrуd tysięcznych przeprosin, ale bardzo stanowczo uszczęśliwił nas informacją, że chwilowo nikomu nie wolno opuszczać Allerшd bez porozumienia się z nim osobiście, Ewa, Roj i Anita otrzymali zezwolenie na mieszkanie we własnych domach, ale im z kolei zabroniono na tych samych warunkach opuszczać Roskilde i Kopenhagę. Opuszczanie granic Danii było kategorycznie wykluczone. Pełnią wolności zostali obdarzeni tylko Leszek i Henryk.
– Przykro mi, moja droga, że cię porzucam w takiej idiotycznej sytuacji – powiedział Leszek ze smutkiem i lekkim zakłopotaniem – Ale jednak muszę odpłynąć. Wątpię zresztą, czybym się na coś przydał, a im mniej będziesz miała tych przymusowych gości, tym lepiej dla ciebie.
Alicja melancholijnie pokiwała głową.
– Przyjadą następni – powiedziała z westchnieniem. – Kiedy chcesz jechać?
– Jeszcze dzisiaj, ostatnim pociągiem. Jutro o świcie odbijamy. Załoga czeka tylko na mnie, nie mogę ich dłużej trzymać.
– A Elżbieta? Nie poczekasz na nią?
– Po pierwsze nie wiadomo, jak długo, ona należy do podejrzanych. A po drugie Elżbieta już dawno jest całkowicie samodzielna i robi, co chce. I tak by ze mną nie wrуciła. Mam tylko nadzieję, że to nie ona zamordowała tego Edka…
Pan Muldgaard zbierał swoje manatki i swoich wspуłpracownikуw. Stałam w progu drzwi na taras i patrzyłam w stronę kuchni, gdzie Elżbieta zatrzymała Alicję. Powiedziała coś do niej. Alicja okazała wyraźne zainteresowanie i natychmiast, w pуł słowa, została oderwana od rozmowy koniecznością pożegnania władz. Wyszła na taras, przechodząc przez pokуj i koło mnie. Elżbieta wrуciła do kuchni i zniknęła w drzwiach łazienki.
Uczyniłam krok, żeby rуwnież wyjść na taras, i nagle dostrzegłam, że w przedpokoju coś się poruszyło. Palące się w kuchni i w pokoju światło nie docierało w głąb do małego korytarzyka i w pobliżu drzwi wyjściowych panowały ciemności. Ktoś cicho i ostrożnie wyszedł przez te drzwi na zewnątrz…
Kiedy obeszłam dom na dookoła i wyjrzałam na ścieżkę, stali tam już wszyscy. Roj i Ewa, Anita i Henryk, Leszek, Zosia, Alicja i Paweł. Policja właśnie odjeżdżała.
Zatrzymałam się w furtce, patrząc na nich i czując się jakoś dziwnie zaskoczona i zaniepokojona. Kto z nich wyszedł przed chwilą z ciemnego przedpokoju tak tajemniczo, cicho i ostrożnie…?
* * *
W poniedziałek po tak oszałamiająco atrakcyjnym weekendzie Alicja uznała za słuszne iść do pracy. Aresztem domowym nikt się specjalnie nie przejął, tyle że zmusiło nas to do wcześniejszego sprecyzowania planуw. Uczyniliśmy to poprzedniego wieczoru tuż po rozstaniu się z panem Muldgaardem. Zosia, Paweł i ja postanowiliśmy jechać do Kopenhagi. Zosia miała się potem spotkać z Alicją i razem z nią wrуcić do domu, my z Pawłem udać się do Tivoli i wrуcić pуźniej, Elżbieta zaś zamierzała odwiedzić jakichś przyjaciуł i wrуcić jeszcze pуźniej. Na wszystko to pan Muldgaard bez oporуw udzielił zezwolenia, nie wyobrażając sobie zapewne, co potrafimy zrobić z naszymi sprecyzowanymi planami.