Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– Po pijanemu człowiek miewa przypływy szczerości. Ważne jest, czy to w ogуle coś znaczyło, bo ja mam obawy, że tak. Nie wiem, ile chcesz ujawnić.
– Hej! – wrzasnął znienacka Paweł gdzieś na naszych tyłach. – Czy to już zawsze będzie tu widać tylko nogi bez reszty kadłuba?
– Czego on chce? – mruknęła niechętnie Alicja. – Nie rozumiem, co on mуwi.
– Ja rozumiem. Czego chcesz?!
– Ja nic nie chcę. To ten facet chce, żebyście obie przyszły! Przerwał konferencję i czeka!
Odczepiłyśmy głowy od dna katafalku i zaczęłyśmy się wyczołgiwać na świat. Alicja się nagle zdecydowała.
– Dobrze, o krzykach mуwimy, tego się nie ukryje. Ale o liście ani słowa. A w ogуle to bredził po pijanemu…
Pan Muldgaard dowiedział się zatem, że owszem, był incydent. Pijany Edek zrobił niezrozumiałą awanturę, wnosząc pretensje do Alicji, jakoby utrzymywała niestosowne znajomości. O jakie znajomości mu chodziło, nie mamy pojęcia i nie podtrzymujemy jego zdania. Wszystkie znajomości Alicji wydają nam się jak najbardziej na miejscu.
Dalsze badanie doprowadziło do tego, iż pan Muldgaard szczerze wyznał, że w istniejącej sytuacji wykrycie zbrodniarza wydaje mu się nad wyraz trudne i zgoła wątpliwe, nie należy jednak tracić nadziei. Na następny wieczуr zapowiedział eksperyment śledczy, polegający na odtworzeniu wydarzeń, uprzejmie prosząc o zgromadzenie w Allerшd niezbędnych gości. Doprowadził tym Alicję do stanu bliskiego apopleksji.
Pуźnym popołudniem oddalił się wreszcie wraz ze swoją ekipą i mniej więcej trzema kilogramami rozmaitych stalowych przedmiotуw, wśrуd ktуrych znalazły się szpikulce do fondue, nożyce krawieckie, fragment starego świecznika i stalowa taśma miernicza, z zamiarem sprawdzenia, czy coś z tego da się dopasować do Edka. Sztyletu żadnego nie znaleziono.
W Allerшd zapanował względny spokуj. Wykończeni nadmiarem rozrywek goście rozleźli się po rуżnych zakamarkach i taktownie zajęli własnymi sprawami, usiłując na nowo nabrać sił w przewidywaniu dalszych wątpliwych atrakcji następnego dnia. Oszołomienie zbrodnią trwało nadal. Alicja stanowczo zapowiedziała, że w razie telefonуw nie ma jej w domu i nie wiadomo, kiedy wrуci.
Zgadzało się to nawet dość nieźle z rzeczywistością, obie bowiem zajęte byłyśmy wycinaniem pokrzyw w odległym kącie ogrodu, starając się wykorzystać resztki dziennego oświetlenia i przekonując się nawzajem, że fizyczna praca dobrze wpłynie na naszą psychikę. Za pokrzywami znajdował się podobno pień, ktуry miałam wyciąć czy wygrzebać do spуłki z Pawłem. Wycinaniem zasłaniających go całkowicie pokrzyw Alicja życzyła sobie zająć się osobiście, miała bowiem w stosunku do nich jakieś zamiary. Ze skąpych i dość chaotycznych wyjaśnień zrozumiałam, że postanowiła je zaparzyć, albo może zalać spirytusem, w celu trucia mszyc, czy czegoś w tym rodzaju. Nie wnikałam w szczegуły, było mi wszystko jedno, co chce z tym zrobić, bo nie mszyce miałam teraz w głowie.
Gwałtowna śmierć Edka dotknęła mnie niejako osobiście. Wyjechałam z Warszawy w trzy dni po nim z mocnym postanowieniem zadania mu pewnego pytania. Odpowiedź na to pytanie interesowała nie tylko mnie, ale także kogoś jeszcze, i to, co gorsza, kogoś, komu za nic w świecie nie chciałabym zrobić zawodu. Pytanie było niewinne, odpowiedzi mуgł udzielić wyłącznie Edek, i nikt inny, i udzieliłby jej niewątpliwie, gdybym zdążyła go zapytać. Nie zamierzałam zresztą ukrywać, w jakim celu pytam. W ogуle rzecz cała była prosta, łatwa i niewinna, tyle że wymagała drogi bezpośredniej, nie zaś korespondencyjnej czy telefonicznej. No i pewnego pośpiechu.
A teraz nagle wszystko się skomplikowało i zrobiło wręcz podejrzane…
– Pojąć nie mogę, komu ten Edek tutaj przeszkadzał – powiedziałam z gniewem. – To było cholerne świństwo, tak go znienacka zadźgać! Że też o takich rzeczach nie wie się z gуry!
Alicja wyprostowała się z pękiem pokrzyw w ręku.
– On coś wiedział – powiedziała w zamyśleniu. – Cały czas od przyjazdu robił jakieś takie uwagi. Koniecznie chciał mi coś powiedzieć.
Moje zainteresowanie tematem gwałtownie wzrosło.
– Nie tylko tobie, zdaje się. Nie wiesz, co to mogło być takiego?
Alicja nagle jęknęła, machnęła pokrzywami, oparzyła się w nogę i jęknęła rozpaczliwiej.
– Co za kretynka ze mnie, że mu nie pozwoliłam powiedzieć! Nie dałam mu dojść do słowa! Traktowałam go jak pijanego! Nie słuchałam, co mуwił! Jak skończona idiotka, nie miałam czasu…!
– Daj sobie spokуj z tymi wyrzutami, w końcu on był rzeczywiście pijany. Kto mуgł przewidzieć, że go szlag trafi tak z dnia na dzień!
– A teraz już nic nie powie…
– No pewnie, że nie powie, zwariowałaś? Gdyby cokolwiek powiedział teraz, też byś nie słuchała, tylko uciekała w panice. Komu on jeszcze chciał to powiedzieć?
– Komu?
– Jakiemuś jemu. Powiedział przecież: „Jemu też powiem”.
– A rzeczywiście. Przytrzymaj tu nogą… Komu?
– A skąd ja mam to wiedzieć? Myślałam, że ty się domyślasz. Odniosłam wrażenie, że machnął ręką i pokazał kierunek. Stałaś obok, powinnaś widzieć na kogo.
– Cały czas machał rękami. Ciemno było. Kretyński pomysł z ta lampą. Zdaje się, że pokazał gdzieś między tobą a Ewą.
– Obie jesteśmy żeńskiej płci i żadna z nas nie była w spodniach – powiedziałam z niesmakiem, w ostatniej chwili unikając poparzenia twarzy następnym pękiem pokrzyw, ktуrymi Alicja zamiotła mi przed nosem. – Czy nie mogłabyś usuwać tego zielska mniej energicznie? Reumatyzmu już się pozbyłam. Przez dwa tygodnie gryzły mnie czerwone mrуwki.
– Dlaczego czerwone mrуwki? – spytała Alicja z wyraźnym roztargnieniem.
– Bo akurat takie były tam, gdzie byłam…
– Czekaj. Czerwone mrуwki…? Coś mi się kojarzy…
– Pewnie. Mrуwki czerwone. Wszystko czerwone…
– Czekaj. Czerwone mrуwki… Czy Zosia nie wie czegoś o Edku? Zdaje się, że słyszałam od niej o czymś takim. Właśnie jakby czerwone mrуwki…
– Zosia może coś wiedzieć, widywała przecież Edka w Polsce. Trzeba ją spytać. A co z tym listem?
– Przepadł – powiedziała Alicja z ciężkim westchnieniem. – Musiałabym chyba rozebrać dom na kawałki, żeby go znaleźć. Ktoś mi tu musiał robić porządki, wszystko jest poprzewracane do gуry nogami.
– Rewizja była – przypomniałam jej.