Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 83
Перейти на страницу:

Kolejny telefon niezwykle uprzejmych władz powiadamiał właśnie Alicję o dalszych szczegуłach.

– Został dziabnięty fachowo, od tyłu, jakimś specjalnym, cienkim, ostrym i niezbyt długim sztyletem – powiedziała z westchnieniem, odkładając słuchawkę.

– Rożen…! – wyrwało się Pawłowi.

– Odczep się od rożna, dobrze? – mruknęłam niechętnie.

– Nie żaden rożen, tylko sztylet – odparła rуwnocześnie Alicja. – Możliwe, że sprężynowy, nie wiem, czy istnieją sprężynowe sztylety, ale oni tak podejrzewają. Zaraz tu przyjadą, żeby go poszukać, bo w nocy im się źle szukało. Będzie śledztwo. Jedzcie prędzej.

– Skąd wiedzą, że sztylet, i to sprężynowy, skoro w Edku nic nie było? – spytała Zosia z niesmakiem.

– Ślad wygląda jakoś tam typowo. Jedzcie prędzej…

– Myślisz, że wskazane będzie udławić się do razu, hurtem? Bez tego będą mieli za mało roboty?

– Jedzcie prędzej… – powiedziała z jękiem Alicja, najwyraźniej niezdolna do żadnej myśli poza pragnieniem pozbycia się jakoś nas i stołu, rozstawionego prawie na środku pokoju.

Zjedliśmy prędzej, acz z nikłym apetytem, i doprowadziliśmy pomieszczenie do po­rządku. Mogliśmy jeść w tempie dowolnie ślamazarnym, duńskie gliny bowiem przyjechały dopiero po pуłtorej godzinie. Ciekawiło mnie, jak też w końcu dadzą sobie z nami radę.

* * *

Wszystkie komplikacje językowe minionej nocy spowodowały, że do prowadzenia śledztwa wytypowany został niejaki pan Muldgaard, bardzo szczupły, bardzo wysoki, bardzo bezbarwny i bardzo skandynawski. Pan Muldgaard, ktуrego stopień służbowy na zawsze pozostał dla nas tajemnicą, posiadał w rodzinie jakichś polskich przodkуw, w związku z czym władał polskim językiem. Istniała nadzieja, że zdoła się z nami jakoś porozumieć. Opanowany przezeń język wydawał się dość oryginalny, zdradzał niekiedy naleciałości jakby biblijne i stał w niejakiej sprzeczności z przyjętą w Polsce powszechnie gramatyką, niemniej jednak dawało się go zrozumieć. Pan Muldgaard rozumiał nas znacznie lepiej niż my jego, co dla władz było bez porуwnania ważniejsze. Wrażenie robił sympatyczne i wszyscy szczerze życzyliśmy mu sukcesуw.

Przyjechał z niewielką grupką wspуłpracownikуw, ktуrych od razu rozproszył po domu i ogrodzie, polecając szukać cienkiego i ostrego przedmiotu ze stali. Nas wszystkich zebrał przy długim, niskim stole w środkowym, największym pokoju, sam ulokował się w fotelu z wielkim notesem w ręku i rozpoczął śledztwo od początku. Alicja została oddele­gowana do asystowania przy rewizji, tak więc wokуł stołu siedziały wyłącznie osoby nie znające języka duńskiego. No i pan Muldgaard mуwiący po polsku…

– Azali były osoby mrowie a mrowie? – spytał z uprzejmym, wręcz nieurzędowym zainteresowaniem, przystępując do rzeczy.

Zgodnie wytrzeszczyliśmy na niego oczy. Paweł jakoś dziwnie prychnął. Zosia zastygła z papierosem w jednej i zapalniczką w drugiej ręce. Leszek i Elżbieta, szalenie podobni do siebie, zapatrzyli się w niego nieruchomym wzrokiem z jednakowo nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nikt nie odpowiadał.

– Azali były osoby mrowie a mrowie? – powtуrzył cierpliwie pan Muldgaard.

– Co to znaczy? – wyrwało się Pawłowi z nadzwyczajnym zaciekawieniem.

– Moim zdaniem, on pyta, czy dużo nas było – powiedziałam z lekkim powątpieniem.

– Tak – przyświadczył pan Muldgaard i uśmiechnął się do mnie życzliwie. – Ile sztuki?

– Jedenaście – odparł łagodnie i uprzejmie Leszek.

– Kto były owe?

Przystosowując się z pewnym trudem do formy pytań, niepewni, jakim językiem należy odpowiadać, podaliśmy mu personalia wszystkich obecnych w czasie zbrodni. Pan Muldgaard sobie notował. Uzgodniliśmy czas przeniesienia się na taras i sprecyzowaliśmy stopień zażyłości z Edkiem. Następnie zaczęło się trudniejsze.

– Co robiły one? – spytał pan Muldgaard.

– Dlaczego tylko my? – zaprotestowała Zosia z oburzeniem i pretensją w przekonaniu, iż pytanie odnosi się wyłącznie do kobiet.

– A kto? – zdziwił się pan Muldgaard.

Leszek wykonał w kierunku Zosi uspokajający gest.

– My też – odpowiedział. – On ma na myśli nas wszystkich. Mуwmy po kolei, co kto pamięta.

– Ja nogi – oświadczył stanowczo i bez namysłu Paweł. – Pamiętam same nogi.

– Jakie nogi? – zainteresował się pan Muldgaard.

Paweł popatrzył na niego, jakby nieco stropiony.

– Nie wiem – powiedział niepewnie. – Prawdopodobnie czyste…

Pan Muldgaard przyglądał mu się ze zmarszczoną brwią i w głębokiej zadumie.

– Dlaczego? – spytał stanowczo.

Paweł spłoszył się ostatecznie.

– O rany, nie wiem. No, bo to chyba myją, nie? Tu wszyscy myją nogi…

– Paweł, na litość boską…! – krzyknęła zdenerwowana nagle Zosia. Z ulgą pomyślałam sobie, że co za szczęście, że nie ma tu żadnego z moich synуw.

Pan Muldgaard robił wrażenie człowieka, ktуry cierpliwie zniesie wszystko.

– Dlaczego same nogi? – spytał. – A reszta kadłuba nie?

– Nie – powiedział pospiesznie Paweł. – Na nogach była lampa, a reszta kadłuba była w ciemno.

Wyglądało na to, że sposуb wypowiadania się pana Muldgaarda jest dość zaraźliwy. Nie kryjąc niezadowolenia, Zosia sprуbowała skorygować potomka.

– Paweł, przestań! Ciemno było na gуra kadłuba… Tfu! Powiedzcie to jakoś po polsku.

– Zejdźmy może z tego kadłuba – zaproponował Leszek. – My to panu po prostu pokażemy…

Po dokonaniu prezentacji lampy pan Muldgaard całkiem rozsądnie zażądał odtwo­rzenia dekoracji. Ustawiliśmy krzesła i fotele tak samo jak wczorajszego wieczoru, po czym całe śledztwo przeniosło się na taras. Udało nam się w pewnym stopniu uzgodnić, gdzie kto siedział. Przed oczami stanęły mi buty w czerwonym blasku i postanowiłam się włączyć.

– Panie Leszku, pana i Henryka mamy właściwie z głowy – oświadczyłam bez wahania, po czym zwrуciłam się do pana Muldgaarda: – obaj, ten pan i Henryk Larsen, przez cały wieczуr nie ruszyli się z miejsca, co mogę stwierdzić pod przysięgą. Siedzieli i rozma­wiali. Sama widziała.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)